Jonasz Kofta - List z Singapuru
(Aleksander Wertyński)
W pomarańczowo-złotym Singapurze
W burzę
Gdy deszcz gorący trąca liście palm
A pociemniałe niebo z ziemia łączy
Oparów zenitalny szal
W gorąco-otępiałym Singapurze
W burzę
Pod wiatrem gną się baobabów pnie
Tam z sercem uwięzionym w moskitierze
Przyzywam imię twe
Zakwitła gdzieś w tropikach
Tęsknota moja dzika
Nostalgia po przejrzystych tamtych dniach
Tu dzień jest wciąż za długi
Tu krzyczą wciąż papugi
A deszczu smugi, smugi, smugi
Biją w dach
Tu bredzi wciąż malaria
Jak ryba w snu akwariach
Chcesz głową dziko tłuc w zielonym szkle
Wciąż błagam twojej łaski
Z wysiłkiem składam głoski
A małpie wrzaski, wrzaski, wrzaski
Słyszę w tle
W pomarańczowo-wonnym Singapurze
W burzę
Gdy deszcz gorący plącze sznury lian
Tam z głową ociężałą od odurzeń
Wspomina ciebie pewien pan
W zielono-jadowitym Singapurze
W burzę
Schronienia szuka zmokły rajski ptak
A mokra zieleń nurza się w purpurze
Kolorze twoich warg
Tu kwitną orchidee
Nic więcej się nie dzieje
Nadzieje moje już daleko gdzieś
Dalekie me rozpacze
I nie wiem czemu płaczę
A łzy porasta żółta, tropikalna pleśń
Tropiki, erotyki
Tu tylko człowiek dziki
Odnajdzie drogę swą w gorącej mgle
Ja pewno znów się zbłaźnię
Przez tę niestety
Nadmiernie wybujałą wyobraźnię
A może właśnie za to
Pokocha pani mnie
(Aleksander Wertyński)
W pomarańczowo-złotym Singapurze
W burzę
Gdy deszcz gorący trąca liście palm
A pociemniałe niebo z ziemia łączy
Oparów zenitalny szal
W gorąco-otępiałym Singapurze
W burzę
Pod wiatrem gną się baobabów pnie
Tam z sercem uwięzionym w moskitierze
Przyzywam imię twe
Zakwitła gdzieś w tropikach
Tęsknota moja dzika
Nostalgia po przejrzystych tamtych dniach
Tu dzień jest wciąż za długi
Tu krzyczą wciąż papugi
A deszczu smugi, smugi, smugi
Biją w dach
Tu bredzi wciąż malaria
Jak ryba w snu akwariach
Chcesz głową dziko tłuc w zielonym szkle
Wciąż błagam twojej łaski
Z wysiłkiem składam głoski
A małpie wrzaski, wrzaski, wrzaski
Słyszę w tle
W pomarańczowo-wonnym Singapurze
W burzę
Gdy deszcz gorący plącze sznury lian
Tam z głową ociężałą od odurzeń
Wspomina ciebie pewien pan
W zielono-jadowitym Singapurze
W burzę
Schronienia szuka zmokły rajski ptak
A mokra zieleń nurza się w purpurze
Kolorze twoich warg
Tu kwitną orchidee
Nic więcej się nie dzieje
Nadzieje moje już daleko gdzieś
Dalekie me rozpacze
I nie wiem czemu płaczę
A łzy porasta żółta, tropikalna pleśń
Tropiki, erotyki
Tu tylko człowiek dziki
Odnajdzie drogę swą w gorącej mgle
Ja pewno znów się zbłaźnię
Przez tę niestety
Nadmiernie wybujałą wyobraźnię
A może właśnie za to
Pokocha pani mnie
Co za cudny blog - gratuluję:) Chciałam się wpisać w jakieś księdze gości, wyrazić zachwyt, ale nie znalazłam, więc tutaj sobie piszę:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa. Czytam teraz Twoje wiersze... Przemawiają do mnie. Pozdrawiam i ździebełka ciepełka w Nowym Roku życzę. H.
UsuńDziękuję i również życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku:)
Usuń