Biegnę jak maratończyk - Andrzej Kuryło


Felicjan Andrzejczak
Biegnę jak maratończyk


Andrzej Kuryło

Chciałbym w cieniu drzew
Przystanąć na chwileczkę
Łyk powietrza wziąć do ust
Wdech i wydech, wdech
I sam się z siebie śmieję
Nie tak łatwo dać na luz

Biegnę jak do mety maratończyk
Ale nie wiem, jak ten bieg się skończy

Co mnie wiecznie gna
Nakręca jak sprężynę
Czasu stref nie boi się
Chyba nie wiem sam
I ciebie też nie winię
Więc ty o to nie wiń mnie

Biegnę niby długodystansowiec
Czy tym tempem da się wszędzie dobiec

Martwisz się, że skończę źle
Więc poprowadź mnie
Pokaż w życiu cel
Zadyszany biegnę gdzieś
Więc poprowadź mnie
Pokaż w życiu cel

Dokąd niesie mnie
Szalona wyobraźnia
Przez bezdroża, piach i kurz
Mówią ludzie, że
Do rozdwojenia jaźni
Nie potrzeba mieć serc dwóch

Biegnę, jakby mnie ktoś wiecznie gonił
Biegnę po coś albo może po nic

Martwisz się, że skończę źle
Więc poprowadź mnie
Pokaż w życiu cel
Zadyszany biegnę gdzieś
Może drogi kres
Nie tak ważny jest

Może ważny jest sam bieg
Może drogi kres nie tak ważny jest
Może ważne jest, by biec
Może drogi kres nie tak ważny jest...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz