Gdy sięgasz po kieliszek wina
By uciec od codziennych trosk
Radością wspiera cię dziewczyna
Uśmiecha się znów los
Nie miałeś w życiu wiele szczęścia
Nie jeden spadł na ciebie cios
Były powroty i odejścia
Lecz zawsze był ten ktoś
Życie jest za krótkie, żeby pić marne wino
Życie jest za krótkie, by miłości dać zginąć
Życie jest za krótkie, żeby się nie spieszyć
Życie jest za krótkie, by się nim nie cieszyć
Gdy taniec życia cię porywa
Nie idziesz wcale w zwykły tan
Wypijasz znów kieliszek wina
I coś ci w duszy gra
Na naszej Ziemi Obiecanej
Splecione losy codzienności
Niby ci sami, nie ci sami
Wciąż odkrywamy smak wolności
Dziś w naszej łodzi znów płyniemy
Po oceanie samotności
Pośród mroku bez busoli
I nie czując co nas boli
Chcemy znaleźć to lepsze życie
Jak na twarzy życia ślad
Widać to, co było
I to co jest gdzieś w nas
I pragnie przetrwać czas
Który życie wciąż rysuje nam na twarzy
Jak na twarzy życia ślad
I nadziei uśmiech
Więc zostawmy tamten czas
I popatrzmy w przyszłość, bo
Jak na twarzy widać nasze życie
Ile jest magii w naszym mieście
Ile jest jeszcze do odkrycia
Pod kurzem tego, co zwyczajne
Kryje się dusza pełna życia
Tutaj się wszystko może zdarzyć
Bo tutaj wszystko jest możliwe
Miłość gubi swoje imię
Przyjaźń kłóci się z przyjaźnią
Na Piotrkowskiej trwa zwykłe życie
Jestem tu, bo chciałem być
Choć świateł blask oślepia mnie dziś
Nie cofnę już biegu tych dni
Jedno co mam, to spełnione sny
I choć czasem mam dość i uciekam gdzie łzy
Nie zawróci z tej drogi mnie nikt
To moje życie, to jest mój świat
Nasza muzyka, co w duszy gra
Dla ciebie śpiewam, dla ciebie gram
Naszą muzykę na serca dwa, serca dwa
Życia szmat na drodze tej
Wciąż łapię wiatr, przyspieszam co dnia
Bo dobrze wiem, że goni mnie czas
Wyścig ten trwa tak od wielu lat
Gdyby ukradł mi ktoś tę gitarę sprzed lat
I tak dalej bym śpiewał i grał
To co robię ma sens, gdy ktoś chce słuchać mnie
I zaśpiewać znów te kilka słów
To moje życie, to jest mój świat
Nasza muzyka, co w duszy gra
Dla ciebie śpiewam, dla ciebie gram
Naszą muzykę na serca dwa, serca dwa...
Pół wieku bywałeś zawsze w drodze
Pół wieku bez Boga i z bogiem
Pół wieku goniłeś piękne marzenia
Pół wieku śpiewałeś szukając spełnienia
Pół wieku człowieku - to dużo i mało
Pół wieku człowieku - czas jakby oszalał
I pędzi przed siebie
Aż trudno mu w biegu dotrzymać jest kroku
A do mety daleko
Idziesz naprzód i nie liczysz strat
Chodź czasem upadasz jak domek z kart
Wiesz, że prowadzi ciebie Bóg, a nie fart
Do celu podążasz wciąż
I nigdy nie opadniesz z sił
Pół wieku poznałeś dobrze siebie
Pół wieku poznałeś dobrze siebie
Z losem o swoje będziesz się bił
Wgryzając się w życia miąższ do celu podążasz wciąż
Mimo spojrzeń złych i zatrutych języków
Mimo uwag zazdrosnych krytyków
Już prawie pół wieku dla duszy dajesz ludziom leku
Pół wieku poznałeś dobrze siebie
Pół wieku jak słońce na niebie
Pół wieku bywałeś życiem pijanym
Pół wieku kochałeś i byłeś kochany
Pół wieku człowieku...
Pół wieku człowieku - to dużo i mało
A przecież nam jeszcze coś chyba zostało
Bo jedno pytanie powraca z uporem
Czy jesteś na górze czy jesteś na dole
Jedna miłość dla całego świata
Dla wszystkich ludzi
Gdy co dnia życie wciąż gna
Mija czas gdzieś obok nas
W tym dziwnym tłumie trudno zrozumieć
Po co się toczy ta cała gra, cała gra
Tacy samotni, że chciałby nas porwać znów walc
Chociaż już dawno zakończył się dla nas ten bal
Tacy samotni, choć wokół trwa wciąż wielki gwar
Kto dziś w tłumie samotność zrozumieć chce, poznać jej smak
Tu nasz dom i spokój w nim
Zamknij drzwi i przy mnie siądź
Niech świat zrozumie, że w tamtym tłumie
Nie jest po drodze dzisiaj już nam, dziś już nie
Tacy samotni...
Gdy jestem sam, nie zawsze mam samotność u swych bram
Bo jest ten ktoś, co obok mnie wypełnia samotność co dnia
Tacy samotni, że chciałby nas porwać znów walc
Chociaż już dawno zakończył się dla nas ten bal
Tacy samotni, choć wokół trwa wciąż wielki gwar
Kto dziś w tłumie samotność zrozumieć chce
Jeśli nie my, szczęśliwi tak, szczęśliwi jak my
W oparach nocy przepadł sen
Choć jesteś przy mnie, widzę cień
Jest tylko przepaść, czarna mgła
I chęć do życia, która trwa, która trwa
Bez twojej wiary przegrany dziś dla mnie byłby świat
Bez twej nadziei w tej ziemi nie wyrósłby już kwiat
Bez twojej wiary nieznany do szczęścia byłby ślad
Bez naszych marzeń na twarzy
W uśmiechu dnia nie zakwitłby już kwiat
Człowiek w cierpieniu gubi się
Bólem zmęczony chce wciąż żyć
Boi się nocy, patrzy dnia
Czeka jasności by z nią trwać, by z nią trwać
Bez twojej wiary przegrany dziś dla mnie byłby świat
Bez twej nadziei w tej ziemi nie wyrósłby już kwiat
Bez twojej wiary nieznany do szczęścia byłby ślad
Bez naszych marzeń na twarzy
W uśmiechu dnia nie zakwitłby już kwiat
Miałeś przyjaciela przez tyle długich lat
Z przyjaźnią tak serdeczna, że mogliście konie kraść
O przyjaźni można dużo powiedzieć ciepłych słów
Lecz kiedy sprawi zawód może zwalić cię z nóg
To wszystko sprawił grzech, że ludziom jest ze sobą źle
Bo zamiast dobrem przegnać zło, dali się splątać jakąś grą
To wszystko sprawił grzech, że ludziom jest ze sobą źle
Więc zamiast w swojej dumie trwać, spytaj sumienia jak się ma
Miałeś tez dziewczynę, przez wiele długich lat
W miłości zagubiony, obracał się wasz świat
Lecz stała się rzecz dziwna przepadł miłości sens
Dziś szukasz winy w sobie i nie możesz znaleźć jej
To wszystko sprawił grzech, że ludziom jest ze sobą źle
Bo zamiast dobrem przegnać zło, dali się splątać jakąś grą
To wszystko sprawił grzech, że ludziom jest ze sobą źle
Więc zamiast w swojej dumie trwać, spytaj sumienia jak się ma
Krzysztof Krawczyk
Nowy Jork - dochodzi chyba piąta
Andrzej Kosmala
Nowy Jork – dochodzi chyba piąta
Tu czas zatrzymał się
Nocne zasypianie i dnia przebudzenie
Znów poplątało się
Smętny jazz kula się między nocą a dniem
Na Broadwayu moich snów
Po nocy nieprzespanej trudno się odnaleźć
Więc rozmyślam sobie tak
Miasto to ty, to ja
Pomóż, znów jestem sam
New York, przygarnij mnie
Miasto, tak pragnę cię
Nowy Jork, dochodzi wpół do ósmej
Ogarnął mnie znów tłum
Miasto przebudzone i znów zagonione
W szalonym pędzie trwa
Z boku patrzę jak widz, który nie może nic
Bo to nie jest moja gra
Wśród ulic Manhattanu pragnę szansę znaleźć
Kto ciebie przysłał, dziewczyno
I kto rozbudził
Nocy tej mrok, mój sen
W moich ramionach byłaś zgubiona
Moja dziewczyno odchodzisz znów
Arrivederci, moja dziewczyno
Żegnam ciebie, choć dobrze to wiem
Ty wrócisz do mnie, jak dzień
Arrivederci, moja dziewczyno
Razem z nocą odeszłaś, lecz wiem
Powrócisz jak dzień
Wołam twe imię, dziewczyno
Nie minie rok
Gdy wrócisz, gdzie mój dom
Będziemy razem, na zawsze razem
Bo nigdy więcej nie powiem już
Arrivederci, moja dziewczyno
Żegnam ciebie, choć dobrze to wiem
Ty wrócisz do mnie, jak dzień
Arrivederci, moja dziewczyno
Razem z nocą odeszłaś, ja wiem
Kiedyś do mnie powrócisz, jak dzień
Arrivederci, wróć
Ja wiem, że powrócisz, arrivederci
Arrivederci, moja dziewczyno
Razem z nocą odeszłaś, lecz wiem
Powrócisz jak dzień
Arrivederci...
Czy pamiętasz dziewczyny, jak dorodne maliny
Co rwaliśmy garściami, bo prosiły się rwać
Już nie wspomnę dziś o tym jakie potem kłopoty
Dźwigał człowiek ze sobą co dnia
Lecz kobiety niestety mają także zalety
I tego do dzisiaj nie odbierze im nikt
Mają duszę i ciało, ale nam było mało
I w pogoni za szczęściem gubiliśmy się wciąż
Z kobietami to różnie bywało
Było lepiej, było gorzej lub wcale
Zawsze więcej się chciało
Kilka nawet płakało
Gdy padało to słowo - odchodzę
Z kobietami to różnie bywało
Muszę przyznać się dzisiaj wam szczerze
Jednej było za dużo, drugiej było za mało
Kto kobietę zrozumie już nie wiem
Już nie wiem
Dzisiaj w wieku dojrzałym człek w uczuciach jest stały
A urodą w tym wieku jest twa mądrość kolego
I choć ciało już marne to panienki figlarne
Tak nas kuszą urodą co dnia
Bo niestety kobiety włączyliśmy do diety
I na zdrowie na pewno wychodzi to nam
Czasem jednak wspomnienia, jakieś senne marzenia
Ściągasz znowu kłopoty, zapomnijmy już o tym, że