Joanna Rawik - Mihai Constantinescu
Ołowiane żołnierzyki - Soldatei de plumb
Andrzej Kudelski
Z dziecięcych lat zostało to wspomnienie
Zielony dywan, na dywanie - ja
Generał mi szabelką salutuje
Konna orkiestra dziarsko marsze gra
Żołnierzyków stu, ołowiany pułk
Przyboczna straż, królewska gwardia
Dziecięcych lat waleczna armia
Stała na straży moich snów
Żołnierzyków stu, ołowiany pułk
Przyboczna straż, królewska moja gwardia
Dziecięcych lat waleczna moja armia
Stała na straży tamtych snów
Z dziecięcych lat, jak widać, już wyrosłam
Pogubił czas mych żołnierzyków stu
Sentyment jednak do wojska mi pozostał
W marzeniach wciąż pozostał tamten pułk
Proszę, spójrz mi w twarz
Nie powtarzaj słów
Tych banalnych słów
Wszystko mi jedno
Ja najlepiej wiem
Ile dumy masz
Ile siły masz
To codzienność
Są ci o słabych dłoniach
Którzy mówią żyć nie warto
Jak kloszardzi lata trwonią
Chcą przebijać lichą kartą
A ty biegniesz wciąż
Przez spalony trap
Przez uschnięty las
Miłości dawnych
Nie powtarzaj słów
Tamtych długich słów
Przecież umiesz żyć
Umiesz pragnąć
Są ci o słabych dłoniach...
Proszę, spójrz mi w twarz
Miarą zwykłych klęsk
Miarą zwykłych trwóg
Wymierzaj młodość
Ja najlepiej wiem
Ile bólu w tym
Ile szczęścia w tym
Co jest tobą
Przy stoliku kawiarnianym
Zamyśleni o tym samym
Owinięci dymu cieniem
Tylko w siebie zapatrzeni
Wygłodniali, niecierpliwi
Snem na jawie, jawą snu
Czekający tylko chwili
Kiedy nam zabraknie tchu
Rozmawiamy o pogodzie
Każde słowo w środku puste
Rozmawiamy o pogodzie
Do swych ust zbliżając usta
Rozmawiamy o pogodzie
Dotykając swoich dłoni
Rozmawiamy o pogodzie
Chcąc przed sobą się obronić
I choć przecież dobrze wiemy
O tym, co dziś będzie z nami
Rozmawiamy o pogodzie
O pogodzie rozmawiamy
Czy nas obudziły ptaki
Czy nam wróżą czas jednaki
Czy przekażą słowa, po co
Usta ustom, oczy oczom
Wypaliła się bez reszty
Barwa nocy w popiół dnia
Ale nam nieśpieszno jeszcze
Jeszcze to, co było, trwa
Rozmawiamy o pogodzie...
O pogodzie rozmawiamy
Rozmawiamy o pogodzie
Porozmawiajmy o pogodzie
Gdyby nie twe oczy, twój niesforny lok
Świt po każdej nocy, tak za rokiem rok
Może by inaczej szumiał w drzewach wiatr
Co innego znaczył łzy na rzęsach ślad
Gdyby nie twe ręce, ciepło twoich ust
Może by w piosence krył się smutek już
Gorzki, nieporadny, nielubiany gość
Gdyby nie twe włosy, gdyby nie twój głos
I gdyby nie słowo, jedno słowo twe
Które mi powtarzasz poprzez wszystkie dnie
Wiosną czy też zimą, słońce to czy deszcz
Pewnie by nie było tej piosenki też
Nasza niewielka miłość
Pośrodku czterech ścian
Słabnie, traci siły
Może zgasnąć nam
Na dzień, na dwa, na trzy
Wyjedźmy tam, gdzie las
Gdzie za bielonym płotem ciężkie bzy
I zając za wykrotem czujnie śpi
Gdzie studnia, piach i gont
Gdzie smutek znaczy - błąd
Spróbujmy tam, być może nam, kto wie
Powiedzie się - to niedaleko stąd
Nasza niewielka miłość
Jeszcze nadzieję ma
Może dodać siły
Sprostać cieniom dnia
Na dzień, na dwa, na trzy
Wyjedźmy tam, gdzie jar
Gdzie w wierzby zaplątany ucichł wiatr
A wrony na polanie pośród traw
Gdzie na poboczach dróg
Czerń, czerwień - kruk i głóg
Spróbujmy tam, być może nam jak w śnie
Powiedzie się, odmieni się - kto wie
Gdzie na poboczach dróg
Czerń, czerwień - kruk i głóg
Spróbujmy tam, być może nam jak w śnie
Powiedzie się, odmieni się - kto wie
Niepodzielna jak oko, nieskończona jak ciemność
Niemożliwa dwa razy, może z inną, nie ze mną
Nierozbita na części i lepiona z powrotem
Moja miłość, co nie chce tylko być epizodem
Nieucięta w połowie jak rzeka
Co przez tamę najwyższą przecieka
Co powodzią się staje i - ech
Moja miłość — miłości chcę
Wszystko, wszystko, wszystko
Nic tymczasem, całość
Wszystko, wszystko, wszystko
I to jeszcze mało, mało
Wszystko, wszystko, wszystko
Co tak długo w nas się kryło
Wszystko, wszystko, wszystko
Czy możliwa taka miłość
Innej nie chcę, ta tylko się liczy
Tylko ta, ta sens dla mnie ma
Ona szeptem nie mówi, a krzyczy
Moja miłość — kto taką mi da
Wszystko, wszystko, wszystko
Wszystko albo nic
Do mnie było tak blisko
Idź, idź, idź
Że ułoży się jakoś, że się jakoś potoczy
Że wystarczy mi tyle, ile skłamią twe oczy
Były słowa miodowe, były mdłe obietnice
W nastrojowej kawiarni przy tanecznej muzyce
Znam na pamięć, bo jeszcze mnie pieką
Tamte słowa, ten szept — i co z tego
Uleciały, przepadły jak śnieg
Ani bronił ich ktoś, ni strzegł
Miałeś wszystko, cóż ci więcej mogłam dać
Szczęście trwało jakby wiecznie miało trwać
Ile spotkań w kawiarenkach, w mrokach kin
Ile kwiatów w twoich rękach
Ile przebaczonych win
Każdy uśmiech był dla ciebie - przecież wiesz
Każdy wieczór - nawet kiedy padał deszcz
Pocałunki zastąpiły wiele słów
Czy to mało, czego jeszcze
Czego więcej pragniesz, mów
Chcesz mnie miły mieć tylko dla siebie
Dla siebie jedynie
Jak kupioną wielką lalkę w sklepie
Chcesz ufać dziewczynie
Chcesz mieć, chcesz brać
Co w zamian dać potrafisz
Ty wiesz, ja wiem, co łączy nas
Co dzieli nas
Czyżbyś umiał kochać tylko jedną
Tę jedną dla siebie
Zgaśnie słońce, barwy szybko bledną
Gdy chmura na niebie
Przychodź do mnie – tak jak było może być
Bez miłości miłość z nas już będzie drwić
W kawiarenkach siedzą młodzi, tak jak my
Trochę zgiełku, wino w szkiełku
Jakiś uśmiech w stronę drzwi
Zatańczymy, proszę bardzo, jeśli chcesz
Tutaj ciepło, a za oknem pada deszcz
Jesteś ze mną, ale jakbyś był tu sam
Wzrok odwracasz, mówisz mało
Jakbyś bał się nowych kłamstw
Gdzie jest miłość, moja miłość
W jakim lesie jest zaszyta
Jakich wiatrów, jakich ptaków
Jakich ludzi o nią pytać
Gdzie te drogi, gdzie te rzeki
Które w twoją stronę płyną
Gdzie jest miłość - ta, dla której
Urodziłam się dziewczyną
Jestem tu, gdzie twoje oczy
Jestem tu, gdzie twoja dłoń
Gdzie się księżyc niebem toczy
Gdzie rdzewieje w lesie broń
Gdzie się jabłoń biała kwieci
Gdzie przychodzą sarny pić
Jestem tutaj, gdzie szczęśliwym
Można być
Jakim słowem cię przywołać
Jakim światłem cię przybliżyć
Jak twe imię - choćby szeptem
Choćby myślą wykraść ciszy
Jak wypatrzeć cię w ciemności
Sercem serca się dostukać
Jak powiedzieć ci, mój miły
Że cię ktoś po świecie szuka
Pod Warszawę do Podkowy
Na niedzielę wyjeżdżam sam
Krawat mam, bilet mam, sprawę mam
Pod Warszawę, do Podkowy
Ważną sprawę, a jakże, mam
Bo ja znam właśnie tam jedną panią
Na stacyjce się spotkamy
Na stacyjce, gdzie szumi las
Zegar jak księżyc tam liczy czas
Ach, Warszawa, ta podmiejska
Pachnie sosną, wróżbą z kart
Młody wiatr, stary sztych, stary żart
Na uczucie trzeba trochę czasu mieć
Kto to dziś wiedzieć chce
Na uczucie trzeba trochę miejsca mieć
Czy to dziś wchodzi w grę
Podkowa Leśna niedaleko
Szczęście jest o krok, o jeden krok, o mały krok
Podkowa Leśna w słońcu czeka
Co tam dla niej tygodnie dwa czy rok
Pod Warszawę do Podkowy
Na niedzielę wyjeżdżam sam
Serce mam, uśmiech mam, sprawę mam
Pod Warszawą, gdzieś w Podkowie
Ważną sprawę, a jakże mam
Bo ja znam właśnie tam jedną panią
Na stacyjce się spotkamy
Na stacyjce, gdzie ptaki śpią
Zapach ciast miesza się z szumem łąk
Ach, Warszawa, ta podmiejska
Dzwoni dzwonkiem dawnych lat
W piecu śpiew suchych drew, w książce - kwiat
Dla uczucia trzeba jakiś pejzaż mieć
Kto to dziś wiedzieć chce
Dla uczucia trzeba trochę uczuć mieć
Czy to dziś wchodzi w grę
Podkowa Leśna niedaleko
Szczęście jest o krok, o jeden krok, o mały krok
Podkowa Leśna w słońcu czeka
Co tam dla niej tygodnie dwa czy rok