Samotna harmonia


Eduard Chil, Ives Montand
Одинокая гармонь - Samotna harmonia - Joli mai

Michaił Isakowskij - Jeremi Przybora

Noc już chatom przymknęła powieki,
Dogasają ostatnie już drwa...
Tylko gdzieś tam, na drodze dalekiej,
Na harmonii samotny ktoś gra.

I bezsenna melodii wędrówka
To oddala się, to płynie tuż –
Jakby kogoś na próżno ktoś szukał,
Jakby nie mógł odnaleźć go już.

Spłynął z pól powiew nocnej ochłody
I z jabłoni posypał się kwiat,
Powiedz, kto, harmonisto mój młody,
Powiedz, kto tak przesłonił ci świat?

Nie zapomnisz ty nigdy już o niej,
Jeśli będziesz po nocach wciąż grać!
Rozśpiewaną swą ucisz harmonię
I dziewczętom spokojnie daj spać.

Hajda trojka


Eduard Chil - Гайда, тройка!

Michaił Sztejnberg

Гайда, тройка! Снег пушистый,
Ночь морозная кругом;
Светит месяц серебристый,
Мчится парочка вдвоем.

Милый шепчет уверенья,
Ласково в глаза глядит,
А она полна смущенья:
Что-то ей любовь сулит?
Так с тревожными мечтами
Вдаль помчалася она,
И не помнит, как с устами
Вдруг слилися их уста.

Гайда, тройка!...

Уж сменилась ночь зарею,
Утра час настал златой,
Тройка мелкою рысцою
Возвращается домой.
Ах, надолго ль это счастье?
Не мелькнули бы как сон
Эти ласки и объятья
И вина бокала звон!

Гайда, тройка! Снег пушистый,
Ночь морозная кругом;
Светит месяц серебристый,
Вновь поедут ли вдвоем?

Rozlało się morze szeroko

Leonid Utiosow

Leonid Utiosow - Раскинулось море широко
Chór Czejanda - Rozlało się morze szeroko

Jadwiga Moraczewska

Rozlało się morze szeroko
Kołysząc okręty wśród fal
Płyniemy daleko, w nieznaną nam dal
Płyniemy od lądu daleko

Kolego, sił nie mam na warcie już być
Tak palacz rzekł raz do kolegi
Już ogień w mym piecu przestaje się tlić
I zimne w mym kotle są brzegi

Lecz siłę swych rąk palacz puszcza znów w ruch
Choć w piersiach nadzieja mu gaśnie
I znowu wytrwale pracuje za dwóch
Aż ognie buchnęły znów jasno

Zza burt się wychylił, by napić się łyk
Łyk wody zatrutej, nieczystej
Na pokład się wdrapał, gdzie wicher swój ryk
Rozwieszał na falach srebrzystych

Wtem oczy zatopił w błękicie, wśród gwiazd
I runął na liny zemdlony
Pieśń tęskna płynęła, od wiosek i miast
A serce stanęło zgaszone

Do stóp przywiązali mu ciężar, jak głaz
Żaglami, biedaka, okryli
Ksiądz przyszedł pokropić ostatni już raz
A łzy się w źrenicach zaszkliły

Na próżno go czeka rodzina i dom
List przyjdzie, jak gromem uderzy
Gdy fale wyrzucą z głębiny swój plon
Znów okręt cień jego zabierze...

W lesie przyfrontowym


Georgij Winogradow, Josif Kobzon
В лесу прифронтовом
W lesie przyfrontowym

Michaił Isakowskij
Jan Zelnik

Pożółkłych liści spływał tren
Ze smukłych białych brzóz
Gdy stary walc ”Jesienny sen”
Przez las się falą niósł

Wśród drzew harmonii błądził płacz
Wibrował w pieśni żal
Wsłuchany siedział każdy z nas
Swych wspomnień słuchać chciał

Ten walc nas brał wiosennym dniem
Pod rękę za pan brat
Gdy miłość w nas budziła się
Ten walc nam spokój kradł

Ten walc rozłąki skracał czas
Gdy brakło drogich ust
Dziewczęcych oczu ciepły blask
Na strunach skrzypiec niósł

A dziś powtarza jego tony
Przyfrontowy las
Rodzinne żołnierz ujrzał strony
W kolorowych snach

O domu, o swych bliskich śni
I o jutrzejszym dnu
I wie, że w przyszłość musi wejść
Przez trud bitewnych dróg

Fotografie

Flaga - Konstantin Simonow

Случай с Полыниным - Sluchay s Polyninym - 1970

Jelena Kamburowa
Фляга - Flaga 

Konstantin Simonow

Когда в последний путь
Ты отправляешь друга,
Есть в дружбе, не забудь,
Посмертная услуга.
Оружье вместе с ним
Пусть в землю не ложится,
Оно ещё с другим
Успеет подружиться.

Но флягу, что с ним дни
И ночи коротала,
Над ухом ты встряхни,
Чтоб влага не пропала.
И коль ударит в дно
Зелёный хмель солдатский,
На два глотка вино
Ты раздели по-братски.

Один глоток отпей,
В земле, чтоб мёртвым спалось,
И дольше, чтоб по ней
Живым ходить осталось.
Оставь глоток второй,
И, прах, предав покою,
С ним флягу ты зарой,
Была, чтоб под рукою.

Чтоб в День Победы смог,
Как равный, вместе с нами,
Он выпить свой глоток
Холодными губами.
Он выпить свой глоток
Холодными губами.

Pamiętasz Alosza... - Konstantin Simonow


Oleg Tabakow, Ludmiła Gurczenko
Ты помнишь, Алеша, дороги Смоленщины...

Czesław Litwiniuk

***


Pamiętasz Alosza, ów szlak od Smoleńska,
Jak co dzień nękały nas słoty złowieszcze,
Jak dzban podawała zniszczona dłoń żeńska
Przy piersi go chroniąc jak dziecko przed deszczem.

Jak łzy ukradkowe płynęły z ócz kobiet,
Szepczących za nami: „Niech Pan Bóg was chroni!"
Co same mówiły „żołnierki" o sobie,
Jak ongiś na Rusi mawiało się o nich.

Ów trakt, co się krył za wzgórzami, pamiętasz,
Co łzą niźli wiorstą mierzony był gęściej,
Wieś za wsią, wieś za wsią, za każdą z nich - cmentarz,
Ruś cała patrzyła na nasze odejście.

Za każdym osiedlem - wydawać się mogło -
Krzyżami swych rąk błogosławiąc żołnierzom,
W statecznej gromadzie dziadkowie się modlą
Za wnuków, co dawno już w Boga nie wierzą.

Wiesz dobrze, że dla mnie ojczyzna - to w końcu
Nie miejskich salonów lustrzane podłogi,
Lecz glina zdeptana przez moich praojców
Z prostymi krzyżami rosyjskich ich mogił.

Ja nie wiem, jak ciebie, lecz mnie z tą wioskową
Żałością, co wiedzie od wsi do wsi traktem,
Z rzewnymi pieśniami i gorzką łzą wdowią
Dopiero ta wojna zetknęła naprawdę.

Ów dom w Borysowie pamiętasz, Alosza:
Krzyk dziewczyn wysoki, aż serce drętwiało,
Staruszka w salopie wśród nich siwowłosa
I dziad jak do trumny ubrany na biało.

Cóż mogliśmy mówić, jak dodać im ducha?
Pamiętasz, jak mocą wiedziona niemylną
„Najmilsi - ozwała się do nas starucha -
My was doczekamy, a teraz iść pilno".

„My was doczekamy" - mówiły nam gaje,
„My was doczekamy" - szedł gwar po wygonach.
Alosza, wiesz, nieraz nocami się zdaje,
Że słyszę, jak głos ich dobiega tu, do nas.

Rosyjskim zwyczajem oddając przybyszom
Na ziemi rosyjskiej dymiące zwaliska,
Dokoła nas idą na śmierć towarzysze
Koszule na piersiach rozdarłszy z rosyjska.

Nas obu pociski szczędziły dotychczas,
Lecz — trzykroć już pewien ostatniej godziny -
Wciąż dumny się czułem, że gorzkie te zgliszcza,
Zorane bombami - to kraj mój rodzinny.

Że matka Rosjanka na świat mnie wydała,
Że ziemi tej oddam, com zdążył wziąć od niej
I z tego, że w bój mnie Rosjanka posłała
Rosyjskim zwyczajem całując trzykrotnie.

Obrazy G. Kuczenko, G. Wasiliew, M. Bogatyriew

Czekaj mnie - Konstantin Simonow


Siergiej Biezriukow
Жди меня

Konstantin Simonow

Жди меня, и я вернусь.
Только очень жди,
Жди, когда наводят грусть
Желтые дожди,
Жди, когда снега метут,
Жди, когда жара,
Жди, когда других не ждут,
Позабыв вчера.
Жди, когда из дальних мест
Писем не придет,
Жди, когда уж надоест
Всем, кто вместе ждет.

Жди меня, и я вернусь,
Не желай добра
Всем, кто знает наизусть,
Что забыть пора.
Пусть поверят сын и мать
В то, что нет меня,
Пусть друзья устанут ждать,
Сядут у огня,
Выпьют горькое вино
На помин души...
Жди. И с ними заодно
Выпить не спеши.

Жди меня, и я вернусь,
Всем смертям назло.
Кто не ждал меня, тот пусть
Скажет:- Повезло -
Не понять не ждавшим им,
Как среди огня
<Ожиданием своим
Ты спасла меня.
Как я выжил, будем знать
Только мы с тобой -
Просто ты умела ждать,
Как никто другой.


Czekaj mnie


Adam Ważyk

Czekaj mnie, a wrócę zdrów,
Tylko czekaj mnie,
Gdy przekwitną kiście bzów,
Gdy naprószy śnieg.
Czekaj, gdy kominek zgasł,
Żar w popiele znikł.
Czekaj, gdy nikogo z nas
Już nie czeka nikt,
Czekaj, gdy po przejściu burz
Nie nadchodzi wieść,
Czekaj, gdy czekania już
Niepodobna znieść.

Czekaj mnie, a wrócę zdrów,
I nie pytaj gwiazd,
I nie słuchaj trzeźwych słów,
Że zapomnieć czas.
Niech opłacze matka, syn,
Gdy zaginie słuch,
Gorzkie wino w domu mym
Niech rozleje druh.
Za mój cichy, wieczny sen
Kielich pójdzie w krąg.
Czekaj – i po kielich ten
Nie wyciągaj rąk.

Czekaj mnie, a wrócę zdrów,
Śmierci mej na złość.
Ten zaklaszcze, tamten znów
Krzyknie: „Co za gość!”.
Jak doprawdy pojąć im,
Że we krwawej mgle
Ty czekaniem cichym swym
Ocaliłaś mnie.
Ot i sekret, ot i znak,
Co w sekrecie tkwi,
Że umiałaś czekać tak,
Jak nie czekał nikt.

Z cyklu "Z tobą i bez ciebie"

Widać czekałem najwytrwalej - Konstantin Simonow


Я, верно, был упрямей всех

Konstantin Simonow - Andrzej Drawicz

Z cyklu "Z tobą i bez ciebie"

Widać czekałem najwytrwalej,
Oszczerstwom nie wierzyłem,
Tych, co na „ty" cię nazywali,
Na palcach nie liczyłem

Możem uczciwszy był od innych,
A może młodszy raczej,
Nie chcąc kaprysów twych dziecinnych
Potępić ni przebaczyć.

Mnie kwiatki z tobą rwać na zboczach
Dzieckiem nie było dane
I nie szukałem w twoich oczach
Czystości nieskalanej.

To nic, że długo przedtem we śnie
Nie żyłem twym i w myślach,
Że nie dziewczynką do mnie, wcześniej -
Lecz dziś - kobietą - przyszłaś.

Uczciwszy jest od snów dziewiczych,
Lepszy od słów przymilnych
Dach, co schronienia nam użyczył
I żądzy język silny.

I jeśli los zezwolić raczy,
Byś moją pozostała,
To nie dlatego, to nie znaczy
Żeś innych nie poznała.

To nie dlatego, żeś mnie chciała,
Bo lepszych już nie było,
I nie dlatego, żeś nieśmiała,
I tak się już złożyło...

Nie, jeśli los zezwolić raczy,
Abym cię miał zatrzymać,
I tak nie będzie już inaczej,
Nie poznam cię dziewczyną.

I w twoich oczach znajdę czystość,
Nie - pustą i dziewczęcą,
Ale kobiecą, rzeczywistą,
Zrodzoną w łzach i męce.

Nie - czystość oczu przymykanych,
Dziecięcą i bezgrzeszną,
Lecz czystość nocy nie przespanych,
Czystość kobiecych pieszczot...

I - kto by nie był naszym sędzią –
Ja sam, na życie całe –
Czy szczęściem, czy niedolą będziesz -
Na ciebie się skazałem.

Fot. Walentina Sierowa i Konstantin Simonow

Pluszowe wilki... - Konstantin Simonow


Плюшевые волки...

Konstantin Simonow
Witold Dąbrowski


Z cyklu "Z tobą i bez ciebie"

Bombki i zwierzaki,
Wilk pluszowy uśmiechnięty,
Z choinki dzieciaki
Dostają prezenty. 

Chłopcy i dziewczynki
Dorosną, przez lata
Będą szukać tej choinki
Gdzieś na końcu świata.

Tam żar-ptaki lśniące,
Sople pozłociste,
Tam zawisło na gałązce
Szczęście ich na nitce.

Tylko Dziadka Mroza
Na wierzchołku nie ma,
By zabawki dzieciom rozdał
Rękami obiema.

Rdzawo żółkną igły,
Z jodły oblatują...
Czekam wciąż, że mi z choinki
Ciebie podarują.

U nas vchera s pozavchera - Włodzimierz Wysocki


У нас вчера с позавчера

Waldemar Bajak

U nas jakoś z wieczora
Szła spokojna gra wczoraj
I atutów w talii zawsze ciut mieliśmy
Polegało to na tym
Że zostawszy przy swoim
Rozchodziliśmy się i spotykaliśmy

Lecz zjawili się i powiedzieli: "Здрасьте!"
My ich nie czekaliśmy a oni przyszli
A w ich talii tak nijak cztery maści
Oni dawaj nam asy brać a nas już mdli

I poszła u nas z rana
Nieudana gra grana
Nie przeszkadzać i nie kłapać psia krew drzwiami!
Gramy prawie już we łzach
Im fortuna a nam strach
Też mi asy - przecież grają kozerami!

No zjawili się i powiedzieli: "Здрасьте!"
My ich nie czekaliśmy a oni przyszli
A w ich talii kozery czterech maści
Oni dawaj nam asy brać a nas już mdli

Szła nierówna mocno gra
Lecz zmogliśmy szulera
Karta zmienia się że goście nasi syczą
Szczęka klaszcze tam u nich
Widać każdy już chce w mig
Skończyć sprawę i podzielić się zdobyczą

No zjawili się i powiedzieli: "Здрасьте!"
My ich nie czekaliśmy a oni przyszli
A w ich talii atuty czterech maści
Oni dawaj nam asy brać a nas już mdli

No i gdzie ten sprytny spryt
Toć nie teraz koniec gry
Żal że księżyc dzisiaj złotem w noc nie plunął
Mój kolego oddech weź
Dziś fortuna ma nas gdzieś
Lecz my także rozliczymy się z fortuną

No tak byli tu i powiedzieli: "Здрасьте!"
My ich nie czekaliśmy a oni przyszli
A w ich talii atuty czterech maści
Oni dawaj nam asy brać a nas już mdli

Tak ono i est - Włodzimierz Wysocki


Так оно и есть

Marlena Zimna

Takie życie jest,
Już od lat, już od lat:
Kto sprzeciwiał się -
W obcy świat, w obcy świat.
Kto z kradzieży żył -
Z kratą dom, z kratą dom,
A kto zbyt mądry był -
Kula w skroń, kula w skroń.

Smutnej doli więziennej i życia marnego
Miałem dość, miałem dość,
Lecz trafiłem niestety do miasta dziwnego
Jak na złość, jak na złość.

Chodzą ludzie wokoło niepodobni do ludzi,
Obojętni i źli.
Ja zaglądam im w oczy, nadzieją się łudzę
Tyle dni, tyle dni.

Takie życie jest,
Już od lat, już od lat:
Kto sprzeciwiał się -
W obcy świat, w obcy świat.
Kto z kradzieży żył -
Z kratą dom, z kratą dom,
A kto zbyt mądry był -
Kula w skroń, kula w skroń.

No i po co marzyłem bez przerwy, by znowu
Wolnym być, wolnym być?
No i po co tak bardzo na wolność z obozów
Chciałem wyjść, chciałem wyjść?

Chodzą ludzie wokoło niepodobni do ludzi,
Obojętni i źli.
Ja zaglądam im w oczy, nadzieją się łudzę
Tyle dni, tyle dni.

Tot, kotoryj ne strelyal - Włodzimierz Wysocki


Тот, который не стрелял

Я вам мозги не пудрю - уже не тот завод.
В меня стрелял поутру из ружей целый взвод.
За что мне эта злая, нелепая стезя?-
Не то чтобы не знаю - рассказывать нельзя.

Мой командир меня почти что спас,
Но кто-то на расстреле настоял,
И взвод отлично выполнил приказ,
Но был один, который не стрелял.

Судьба моя лихая давно наперекос,-
Однажды "языка" я добыл, да не донес.
И странный тип Суэтин, неутомимый наш,
Еще тогда приметил и взял на карандаш.
Он выволок на свет и приволок
Подколотый, подшитый материал,
Никто поделать ничего не смог.
Нет, смог один, который не стрелял.

Рука упала в пропасть с дурацким криком "Пли!"
И залп мне выдал пропуск в ту сторону земли.
Но слышу:- Жив зараза. Тащите в медсанбат!
Расстреливать два раза уставы не велят.

А врач потом все цокал языком
И, удивляясь, пули удалял,
А я в бреду беседовал тайком,
С тем пареньком, который не стрелял.

Я раны, как собака, лизал, а не лечил,
В госпиталях, однако, в большом почете был.
Ходил в меня влюбленный весь слабый женский пол:
- Эй ты, недостреленный! Давай-ка на укол!

Наш батальон геройствовал в Крыму,
И я туда глюкозу посылал,
Чтоб было слаще воевать ему,
Кому? Тому, который не стрелял.

Я пил чаек из блюдца, со спиртиком бывал,
Мне не пришлось загнуться, и я довоевал.
В свой полк определили. - Воюй, - сказал комбат,-
А что недострелили, так я брат даже рад!..

Я тоже рад был, но, присев у пня,
Я выл белугой и судьбину клял,-
Немецкий снайпер дострелил меня
Убив того, который не стрелял. 

Schetchik shchelkayet - Włodzimierz Wysocki


Счетчик щелкает

Marlena Zimna
On o niej wciąż rozmawiać chce...

On o niej wciąż rozmawiać chce,
I o niej mówi: “Teraz jest już moja!”
No przestań już, upiłeś się...
Jak nie przestaniesz, sam cię uspokoję.

A on mi o niej mówi jeszcze raz.
“Taksówkę bierz! Po mieście pojeździmy!”
A licznik stuka, stuka cały czas,
Jak wysiądziemy, to się policzymy.

On blady jest i cały drży,
I opowiadać o niej chce na nowo.
Takich, jak on, nie szkoda mi -
Zapłaci dziś za każde swoje słowo.

Z zadumy wyrwał mnie swym głosem, jak ze snu,
I krew w mej głowie się zmieszała z winem.
Zdławionym głosem powiedziałem mu:
“Jak wysiądziemy, to się policzymy”.

Popluję w dłoń, zacisnę pięść,
Nie wzruszą łzy i prośby mnie niczyje.
I chcesz czy nie, i chcesz czy nie,
Zapłacisz dzisiaj za to, co mówiłeś.

Taksówkarz kaszle i naciska gaz,
Życie się toczy niczym w niemym kinie.
A licznik stuka, stuka cały czas.
Jak wysiądziemy, to się policzymy.

Dziwna bajka - Włodzimierz Wysocki


Странная сказка
Dziwna bajka

В Тридевятом государстве
(Трижды девять - двадцать семь)
Все держалось на коварстве,
Без проблем и без систем.

Нет того, чтобы сам воевать!
Стал король втихаря попивать,
Расплевался с королевой,
Дочь оставил старой девой,
А наследник пошел воровать.

В Тридесятом королевстве
(Трижды десять - тридцать, что ль?)
В добром дружеском соседстве
Жил еще один король.

Тишь да гладь, да спокойствие там,
Хоть король был отъявленный хам,
Он прогнал министров с кресел,
Оппозицию повесил
И скучал от тоски по делам.

В Триодиннадцатом царстве
(То бишь, в царстве тридцать три)
Царь держался на лекарстве:
Воспалились пузыри.

Был он милитарист и вандал,
Двух соседей зазря оскорблял,
Слал им каждую субботу
Оскорбительную ноту,
Шел на международный скандал.

В тридцать третьем царь сказился:
Не хватает, мол, земли.
На соседей покусился -
И взбесились короли.

- Обуздать его, смять! - Только глядь:
Нечем в Двадцать седьмом воевать,
А в Тридцатом - полководцы
Все утоплены в колодце,
И вассалы восстать норовят...

Spasite nashi dushi - W. Wysocki


Спасите наши души
Ocalcie nasze dusze

Michał Jagiełło

Do diabła z pogodą
z jej sztormem i mgłą,
okrętom podwodnym
nie straszna pogoda,
a w razie namiaru
umkniemy radarom,
zejdziemy na dno!

Ratujcie nasze dusze,
pomóżcie nam, pomóżcie,
ratujcie nasze dusze,
wzywamy ląd!
Tak strasznie tu i duszno,
tu wszyscy się poduszą,
pomóżcie naszym duszom
wyrwać się stąd!

Lęk chwyta za krtanie -
ni naprzód, ni wstecz,
za nami, nad nami
złowrogie zgrzytanie,
to pole minowe,
tam w kulach stalowych
ukrywa się śmierć!

Jesteśmy bezpieczni
i wolni - na dnie,
lecz trzeba koniecznie
zaczerpnąć powietrza,
krew piersi rozrywa,
musimy wypływać,
czy chcemy czy nie!

Powolne konanie
straszniejsze od min,
rozkazy wydane -
wyjdziemy nad ranem,
pójdziemy ku słońcu,
przynajmniej przed końcem
zanurzyć się w nim!

Nareszcie powietrze,
lecz śmierć wokół nas
pod samą powierzchnią
czernieje złowieszczo,
będziemy się sami
odpalać salwami -
o pomoc wołamy
ostatni już raz.

Ona ma - Włodzimierz Wysocki


У нее - Ona Ma

У нее все свое и белье, и жилье...

Włodzimierz Wysocki - Paweł Orkisz

Ona ma, wszystko ma, każdy łach i swój dach,
No a ja... zamieszkuję w kąciku u cioci.
Dla niej ja cały swój wolny czas, dla niej mam.
Na nią ja lubię gapić się z okna naprzeciw.

U niej tam w każdy wieczór zabawa i bal.
Wczoraj zaś windziarz w ucho za flaszkę mi wyznał,
Że może mieć takich dwóch, których zna cały świat,
Że do niej lgnie popularny z Taganki artysta.

Szafa gra, w kadrach u niej ja swe wtyki mam,
O niej więc doniesiono mi wnet prawie wszystko,
Że jej brat dla Spartaka gole strzela,
Ojciec zaś w ministerstwie finansów jest szyszką.

Powiem jej: piłka nożna to mój drugi fach,
Pani brat napastnikiem jest wręcz znakomitym.
Uwierz mi, żem z ministrem finansów na ty,
I że mam artystyczne skłonności... ukryte.

Ona ma firaneczki, wstążeczki, ma smak.
Ona ma, ona ma w każdym oknie geranium,
No a ja? U mnie w oknie no nic, ni ...
Tylko brud, brud i smród, więcej nic w mym mieszkaniu.

Lecz nic to, na loterii kupiłem już los.
To jest to! Własne szczęście w dłoni już trzymam.
No bo choć sprawiedliwości w świecie za grosz,
Na ten los niewątpliwie "Wołgę" wygrywam! 

Obrazy: Konstantin Razumow

Tak dymno - W. Wysocki

Marina Vlady

Marina Vlady
Так дымно - Od dymu

Włodzimierz Wysocki

Marlena Zimna

Od dymu już lustra na sali sczerniały,
I wzroku błędnego nie sposób już znieść
I tańcem już dawno zmęczyły się pary.
Ja jednak dośpiewam do końca swą pieśń.

Orkiestra już setki melodii zagrała,
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało.
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów,
Więc lepiej wychylę kieliszek bez słów.

Pól roku już wiosna z nadejściem swym zwleka,
Sumienia i dusze pokryła już pleśń.
Na próżno aż ludzie przebudzą się czekam,
A jednak dośpiewam do końca swą pieśń.

Orkiestra już setki melodii zagrała...

Orkiestra o końcu koncertu już marzy,
Szydercze szemranie rozlega się gdzieś...
Spokojnie. Odejdę z uśmiechem na twarzy,
Lecz przedtem dośpiewam do końca swą pieśń.

Orkiestra już setki melodii zagrała,
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało.
Nikt słowa dobrego nie powie i tak,
Wypiję i wyjdę stąd wolny jak ptak.
Nie. Zbiję ten kielich bez słów. W drobny mak.

Żyjemy w martwej pustce - Włodzimierz Wysocki

https://drive.google.com/open?id=0B7fLbPFkiXkdTzk5Q2VTbGlRQXM
А мы живем в мертвящей пустоте, -
Попробуй надави - так брызнет гноем, -
И страх мертвящий заглушаем воем -
И те, что первые, и люди, что в хвосте.
И обязательные жертвоприношенья,
Отцами нашими воспетые не раз,
Печать поставили на наше поколенье -
Лишили разума и памяти и глаз.
И запах крови, многих веселя...

Henryk Rejmer

Żyjemy w martwej pustce, wyjścia brak,
Nadepnij butem - wkoło bryźnie gnojem.
Dojmujący strach zagłuszają wyciem,
I ci pierwsi i ci ostatni z nas.

Zobowiązania składane w imię idei
Przez ojców naszych, sławione były nie raz.
Na naszym pokoleniu pieczęć postawili,
Wyzuli nas z rozumu, pamięci i praw.

Bociany - Włodzimierz Wysocki

Война под крышами (1967)

Аисты - Bociany

Небо этого дня ясное,
Но теперь в нём броня лязгает.
А по нашей земле гул стоит,
И деревья в смоле - грустно им.
Дым и пепел встают, как кресты,
Гнёзд по крышам не вьют аисты.

Колос - в цвет янтаря, успеем ли?
Нет! Выходит, мы зря сеяли.
Что ж там цветом в янтарь светится?
Это в поле пожар мечется.
Разбрелись все от бед в стороны.
Певчих птиц больше нет - вороны.

И деревья в пыли - к осени,
Те, что песни могли - бросили.
И любовь не для нас. Верно ведь?
Что нужнее сейчас? Ненависть.
Дым и пепел встают, как кресты,
Гнёзд по крышам не вьют аисты.

Лес шумит, как всегда, кронами,
А земля и вода - стонами.
Но нельзя без чудес - аукает
Довоенными лес звуками.
Побрели все от бед на Восток,
Певчих птиц больше нет, нет аистов.

Воздух звуки хранит разные,
Но теперь в нём гремит, лязгает.
Даже цокот копыт - топотом,
Если кто закричит - шёпотом.
Побрели все от бед на Восток,
И над крышами нет аистов.

Przez Polskę las choinek pędzi - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa
По Польше елочки бегут...
Przez Polskę las choinek pędzi...

Wiktor Woroszylski

Przez Polskę las choinek pędzi.
Nad Polską przefruwają ptaki.
Dokoła — twarze zamyślone
i po horyzont nieba błękit.
A my się znowu spotykamy,
bo widać los pisany taki,
że wszystko będzie, a prócz tego —
dotknięcie przyjacielskiej ręki.

Ach, gdybyż tak się nagle ocknąć
w jasności, w świecie idealnym,
pośród przyrody nie zdeptanej,
rozłąki gorzkiej nie zaznawszy!...
Nie szkodzi! W tych fotelach starych
usiądźmy, drogi, i zapalmy,
i pogadajmy o tym świecie,
niedoskonałym, ale naszym.

Nie opłakujmy snów minionych.
Na ład się zgódźmy i na nieład.
Byleby sercem się podzielić,
zdążyć uprzątnąć śnieg sprzed proga.
Przez Polskę las choinek pędzi,
to znaczy — Polska nie zginęła,
a skoro Polska nie zginęła —
to jeszcze nie skończona droga.

Czemu smutno ci, bracie po piórze - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa
Отчего ты печален, художник...
Czemu smutno ci, bracie po piórze

Józef Waczków

Czemu smutno ci, bracie po piórze,
pędzlu, dłucie? —
W jakim to szale,
w jakiej oślepiającej cię burzy
roztrwoniłeś swój dumny talent?

I na jakim zakręcie swej drogi
przeszastałeś ostatek grosików?
Chciałeś trafić między proroki,
a trafiłeś do grona dłużników.

Jak nadziei minionej pamięć
i jak echo tamtych dni świetlanych,
dziarsko w Moskwie kroczysz ulicami,
wciąż obnosząc profil nieskalany.

Cichcem jednak ścierasz łzy rozpaczy
i zapłacić będziesz musiał suto,
żeś w swych palcach żałośnie wypaczył
własne pióro, instrument i dłuto.

Dawna śpiewka żołnierska - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa
Старинная солдатская песня
Stara śpiewka żołnierska

Andrzej Mandalian

Odtańczyły konie, odłomotał krok,
Z pieśnią nikt już nie wyruszy w szranki,
Kule nam manierki wytrąciły z rąk,
Martwe leżą nasze markietanki.

Mało nas, zbyt wielu wykosiła śmierć,
A i wróg coś z rzadka w polu staje,
A kto żyw - ten zda się na frontowy szmelc,
A kto nie - niech prosi się do raju...

Nieposłuszne palce wciąż na spustach tkwią,
A już dusze loty śnią podniebne,
Darmo rzecz na ziemi spisujemy krwią,
Nasze listy nie są jej potrzebne.

Wieczny odpoczynek... Życie ciąg ma swój,
Nowe się objawią bohatery,
Nowe żołnierzyki - chłopcy, szary strój -
Na braterskie stawią się kwatery.

Wieczny odpoczynek racz im dać śród pól...
Długi przyjdzie spłacać im w dwójnasób,
Wszystko się powtórzy: miłość, krew i ból,
A na pokój już zabraknie czasu.

Piosenka o malarzu Pirosmanim - Bułat Okudżawa

Przeglądając mój ulubiony tomik z wierszami Bułata Okudżawy natknęłam się na nieznaną mi wcześniej piosenkę "Pirosmani" i dzięki niej odkryłam świat Niko Pirosmaniego, gruzińskiego prymitywisty. Potem przeczytałam, że piosenka Ałly Pugaczowej "Milion purpurowych róż" jest także o Pirosmanim. Słuchanie piosenek jest kształcące!!!!


Niko Pirosmani
Witold Dąbrowski

Więc cóż się dzieje z nami,
gdy się nam przyśnią sny?
Wychodzi Pirosmani
z bielonej ściany, z mgły,

w powszednie schodzi sprawy
z kiepsko skleconych ram,
żeby za łyżkę strawy
swój obraz sprzedać nam.

Nieufne ma spojrzenie,
niepewnie patrzy w krąg,
lecz syte są jelenie
z zielonych jego łąk,

nadobna Małgorzatka
tkwi wśród zielonych drżeń,
pierś obnażona, gładka,
pieprzyka na niej cień.

A cały świat ucztuje,
świętuje, śpiewa świat,
a on ten świat maluje,
jest Małgorzatce rad.

On życie kochał przecie
żarliwie, bez dwóch zdań...
Lecz nigdzie na tym świecie
nie było chleba dlań.


Песенка о художнике Пиросмани

Что происходит с нами,
когда мы смотрим сны?
Художник Пиросмани
выходит из стены,
из рамок примитивных,
из всякой суеты
и продает картины
за порцию еды.

Худы его колени
и насторожен взгляд,
но сытые олени
с картин его глядят,
красотка Маргарита
в траве густой лежит,
а грудь ее открыта --
там родинка дрожит.

И вся земля ликует,
пирует и поет,
и он ее рисует
и Маргариту ждет.
Он жизнь любил не скупо,
как видно по всему...
Но не хватило супа
на всей земле ему.