Zagraj noc - Szymon Mucha

Pascal Campion
Magdalena Piotrowska
Jerzy Satanowski

Zagraj noc

Szymon Mucha

Graj, graj na swym saksofonie
Zagraj jeszcze nim ochłoniesz
Zagraj noc
Zagraj tony piękne czyste
Senne, płynne, powłóczyste
Zagraj noc
Zagraj kroki na ulicy
Graj latarnie, kamienice
Zagraj noc
Graj snuj nokturn jak najdłużej
Jego piękno niech nam służy
Zagraj noc
Snuj muzykę szklanej ciszy
Księżyc płacze bo nie słyszy
Zagraj noc
Graj co czujesz, graj co płaczesz
Co się nie da wytłumaczyć
Zagraj noc
Graj, graj gwiazdom spadającym
Graj tak jakbyś grał niechcący, noc
Graj bo nie ma na co czekać
Jeśli czekasz na człowieka noc
Graj najsamotniejsze nuty
Zagraj proszę nagi smutek - noc
Zagraj kroki na ulicy
Graj latarnie, kamienice - noc
Graj, że już nie mamy dokąd
Że nas własne cienie wloką
Wloką w noc
Graj, że nie wiesz skąd przybywam
Ale tego nie wie chyba nawet noc

Co mnie martwi - Andrzej Poniedzielski


Jan Janga Tomaszewski
Co mnie martwi

Andrzej Poniedzielski

Co mnie martwi?
No co mnie martwi?
Człowiek
Człowiek, co się zowie – on mnie martwi
Bo ten człowiek zachowuje się
Podobnie, ot - do marchwi
Górą, owszem idzie w nać, naci kiść
Ale głównie on gdzie indziej raczy iść
Myśli
I tych myśli kłąb - ciągnie go, Człowieka
W głąb

Oto, co Człowieka gnębi
Wieczne dociekanie głębi
A prócz tego, Jego gnębi
Wieczne przeczuwanie głębi
A-ja-jaj! A-ja-jaj!
A nie lepiej pobyć by
W niewiedzy biedzie
A-ja-jaj! A-ja-jaj!
Po cóż to tak zaraz-zaraz
Wszystko wiedzieć?

Ale z tej niewiedzy
I z tej na niewiedzę zgody
Ludzie łączą się - w narody
A w narodzie się jednoczą w opcji kopce
No, bo - różnie coś nie wiedzą
Kopiec w kopiec są podobni
Ale kopiec - kopcu - obce
Ale Naród, od Naroda
Różni tylko na niewiedzę INNĄ zgoda
Toż tak samo śpią czy siedzą
Różni ich jedynie to
Że innego czegoś
Oni nie-do-wiedzą

Oto, co Człowieka gnębi...

Ta niewiedza - to wygoda
Bardzo sprawdza się
W narodach
Tak
W narodach - sprawdza się
No, bo między narodami
No, bo między narodami
Raczej nie

Ojcze krawcze - Andrzej Poniedzielski

Jean Paul Avisse
Ojcze krawcze nasz

Andrzej Poniedzielski

Ojcze, Krawcze
Nasz
JasnoNiebieski
wyznaczyłeś od kreski do kreski
życie nasze,
a przy każdej przymiarce się dziwisz,
że pytamy - Kiedy mamy być szczęśliwi?

Ojcze, Krawcze
Nasz
JasnoNiebieski
wytyczyłeś od kreski do kreski
takie drogi,
że się czasem zabłoci i serce
Śmierć zastaje nas pytaniem - A co więcej?

Ojcze, Krawcze
Nasz
JasnoNiebieski
wyznaczonym od kreski do kreski
wybacz nam
W kącie duszy, pod nocy chałatem
tyle mamy - ile da się skryć
przed światem

O miłość - Andrzej Poniedzielski

Ludmila Jirincova
O miłość

Andrzej Poniedzielski

Urodzimy się, patrzymy
Podbiegamy na skraj łąki
Upychamy po kieszeniach
Piórka, kamienie i pąki

Na otwartej dłoni drży
Kolorowy pompon świata
Ale już widać, w co
Los misternie nas zaplata

Życie
Całe
Dni
I noce, od czekania - białe
Będzie
Wszędzie
Zawsze
Nam chodziło
O
Miłość

I żyjemy
Drzewiejemy
Krople czasu żłobią twarze
Tam się plączą, rzadziej - łączą
Linie rozumu i marzeń

Od stu życzeń w dniu urodzin
Wypogodzić nam się zdarza
Ale mamy zapisane
Gdzieś w zagięciach kalendarza

Życie…

Umieramy
Wykreślamy się
Ze spisu telefonów
Bo też nigdy jeszcze tak
Bardzo nas nie było w domu

Przekreślają portret nasz
Czarną wstążką tą ukośną
Wtedy widać, bardzo widać
Wtedy słychać bardzo głośno

Wyk. Jan Janga Tomaszewski
Halina Łabonarska, Dorota Nowakowska

Powiedz z kim - Paweł Królikowski

Emanuel Garant
Jerzy Satanowski
Powiedz z kim

Paweł Królikowski

Powiedz z kim naprawdę chciałabyś być
Powiedz z kim poranną kawę pić
A w nocy kiedy śpisz do kogo szepczesz - tylko ty
I tulisz się w ramiona swe
By stąd jak najdalej być
Powiedz z kim...

A ja mam dla ciebie noc i dzień
Cichy śmiech i po co ja to wiem
Być niewyraźnym tłem i twoim śmiesznym psem
I tym któremu w noc, przez uchylone drzwi
Jak gdyby nigdy nic, wyszepczesz - tylko ty

Powiedz z kim na oknie widzisz łzę
Powiedz z kim całując chowasz się
Na filiżanki dnie ziarenka kawy te
To nie połówki dwie co odnalazły się
Jak ciebie - ja, ty - mnie
Powiedz z kim...

A ja mam dla ciebie tyle wad
A ja mam niepewność słów
I spraw nie poskładany świat
Ja wiele rozumiem i wiem
Że dla ciebie wszystko zrobić chcę
Ale nie mogę być, nie mogę być
Nie mogę być tym drugim

Cicho, cichuteńko - Dorota Czupkiewicz

Ewa Błaszczyk
Cicho, cichuteńko


Dorota Czupkiewicz

Cicho, cichutko, cichuteńko
Wieczór się rozpoczyna
Światła latarni błądzą po ciemku
Ich blask przykrywa warstwą cienką mury
Dodaje ciszy dźwiękom

Wchodzisz po schodach.
Czy to rytm kroków, czy moje tętno
Chwytasz za klamkę
Jak tu trafiłeś
Przecież jest ciemno
Jak mnie znalazłeś
Przecież jest ciemno

Cicho, cichutko, cichuteńko
Jesień się rozpoczyna
Płomyk zapałki osłaniam ręką
Jej żar ogrzewa warstwę cienką skóry
I uspokaja tętno

Z nocnego pociągu - Dorota Czupkiewicz


Magdalena Piotrowska
Z nocnego pociągu

Dorota Czupkiewicz

Pociąg, krajobraz, dziesięć mil niczego,
Płasko, podłużnie jak w złożonych rękach,
Nad horyzontem czerwień jak szkło pęka,
Wirują barwy do wiatru ciemnego.

Okna pociągu, okna, których nie ma
I zawrót głowy... Nie, nie, już w porządku...
Tylko że znowu wszystko od początku...
Spod kół ucieka, jak wariatka, ziemia.

Tak, tak, wariatka! Szyny jak niteczki
Z tego rozpędu nabrały ostrości,
A wciąż za mało żaru w tej prędkości,
By stopić gwiazdy jak woskowe świeczki.

A jeśli wszystko to jest szybowaniem
Jak deszcz przeciągłym, wysokim, wnikliwym?
To szyny muszą być czymś niemożliwym,
Bo któż by podniósł z ziemi taki kamień?

Przedział, korytarz, siedem ósmych nocy,
Pola i pola i trzy kreski wiatru,
Takie wołanie, jak z pokładu statku,
A dalej tylko oczy, oczy, oczy...

Pociąg, krajobraz, dziesięć mil niczego
I znowu wszystko, wszystko od początku
I zawrót głowy... Nie, nie, już w porządku...

Ukryj mnie - Dorota Czupkiewicz


Dorota Osińska
Ukryj mnie

Dorota Czupkiewicz

Ukryj mnie jeszcze ten jeden raz
Tyle miejsc bezpiecznych znasz we śnie
Zmierzchu ukryj mnie
Ukryj oddech mój i cień
Chcę cała odejść w sen
Proszę cię
Zmierzchu pozwól mi
Wierzyć, że to tylko ty
I, że obudzę się
Kiedy chcę

Zabierz mnie głębiej w ciszę i biel
Niech zagłuszą myśli zgiełk i lęk
Zmierzchu zabierz mnie
Z rwących wód, z pustynnych dróg
Z pułapki gładkich słów prosto w sen
Zmierzchu pozwól mi
Wierzyć w uchylone drzwi
I, że odnajdę je kiedy chcę
Schowaj mnie
Aż po świt
Potem chcę stąd wyjść

Wypuść mnie jeszcze ten jeden raz
W stronę dnia mi drogę wskaż we śnie
Zmierzchu wypuść mnie
Przywróć oddech, zwróć mi cień
Chcę wstać i iść już dzień, już dzień
Zmierzchu pozwól mi znów uchylić tamte drzwi
Za nimi jasny świt, chcę tam być

Jeszcze raz spróbuję
Jeszcze raz zaczerpnę dnia
Ma gęsty smak, słodki smak gęsty smak
Jak owoc jak łza
Jak miłość do dna
Do dna jak owoc jak łza
Nie cofnę się
Chcę tam być

Każda - Dorota Czupkiewicz


Joanna Jeżewska
Każda


Dorota Czupkiewicz

Przed rozpaczą zawiłą uratuje Cię miłość
Miłość wielka lub mała, prosta, skośna, nieśmiała
Słodka, cierpka, pobieżna, pierwsza, siódma, bezbrzeżna
Pewna albo wątpiąca, krótka albo bez końca
Smutna, wartka, leniwa, każda byle prawdziwa

Słuchaj:
Przyjdzie i powie stanę na głowie byle Cię podnieść
Bo niewygodnie leżeć i smutnieć jeszcze mi schudniesz
Jeszcze się zmęczysz w płaszczu z pajęczyn
W mgle łez i westchnień znikniesz mi jeszcze, więc przyszłam
Jestem

Ciebie, Ciebie wybrałam z duszy jestem i z ciała
Ukołyszę, przytulę, przyszłam szeptać to czule
Ciebie, Ciebie znalazłam żebyś skąpał się w gwiazdach
Obłokami, skrzydłami się otulił czasami
Przyszłam, jestem w tej chwili w tym najlepszym z dni, czyli dzisiaj

Słuchaj:
Tak właśnie powie, stanę na głowie byle Cię podnieść
Bo niewygodnie leżeć i smutnieć jeszcze mi schudniesz
Jeszcze się zmęczysz w płaszczu z pajęczyn
W mgle łez i westchnień znikniesz mi jeszcze, więc przyszłam
Jestem

Przed rozpaczą zawiłą uratuje Cię miłość
Smutna, wartka, leniwa, każda byle prawdziwa
Byle tylko prawdziwa

Obrazy: Tomasz Alen Kopera

Otwieram oczy - Dorota Czupkiewicz


Jerzy Satanowski
Otwieram oczy

Dorota Czupkiewicz

Otwieram oczy,
A rano w zimie
To rzecz niełatwa.
Dźwigam się z nocy,
Stąpam po linie,
Byle do światła.

Podnoszę rękę,
Odgarniam chmury
Jak przywidzenia.
Zakładam sweter,
Przenoszę góry,
Bieg zdarzeń zmieniam.

Zmieniam bieg zdarzeń,
Kiedy śnieg strącam z gałęzi świerku,
Gdy z przyjaciółmi stoję przy barze,
Kocham bez lęku.

Wiele się zdarzy,
Bo będą świty do obudzenia,
Bo ciągle czytać chcę nowe twarze,
Pełen zdziwienia.

Otwieram okno
I nagle Ziemia
Rusza do słońca.
Więc się przedzieram
Z nią przez gąszcz cienia.
Deszcz, śnieg roztrącam.

Zrzucam pancerze
Dziwnego kroju
- świt już nie rani.
Teraz w to wierzę,
Bo w mym pokoju
Pachnie jabłkami.

Pachnie jabłkami.
Wstaję i idę w piękne nieznane.
Rzeźbię, maluję świat spojrzeniami,
Wierzę w przemianę

Z kropli jest rzeka,
Z okruchów ciepła - drzewo i owoc,
A z moich pragnień - droga daleka.
Więc idę. Idę. Idę.
Masz moje słowo.

Obrazy: Rafał Olbiński

Jeśli wstaję to wychodzę - Dorota Czupkiewicz


Jerzy Satanowski
Jeśli wstaję to wychodzę
(Nie wracam)


Dorota Czupkiewicz

Kiedy wstaję to wychodzę
Kiedy idę to nie wracam
Zanim krzykniesz będę w drodze
Aż po kres
Kto mnie woła niech nie woła
Droga nie ma kształtu koła
Droga nie ma kształtu koła
Tak już jest

Kiedyś może i wracałem
Kiedyś może mniej kochałem
Teraz wolę iść przed siebie
Tylko iść
Chociaż los ma swoje plany
I zamyka jedne bramy
A otwiera inne
Albo nic

Kiedy wstaję to wychodzę
Kiedy idę to nie wracam
Ja goryczy już nie słodzę
Nie już nie
Drzwi zamykam bezszelestnie
Za mną noc przede mną przestrzeń
W dłoni ściskam cztery grosze
Tyle mam

Bo przeżyłem aż do spodu
Wszystko z ognia wszystko z lodu
Teraz wolę iść przed siebie
Tylko iść
W drodze bolą tylko nogi
Po tych burzach to ból błogi
W drodze wszystko będę mieć
Choć nic

Więcej znaczy wyjść na zawsze
Niż pozostać jak w pułapce
W takim miejscu co z pozoru
Nie jest złe
Takie miejsca są jak studnia
Z których wyjść jest coraz trudniej
Droga sama poprowadzi mnie

To jest - Dorota Czupkiewicz


Aleksandra Długosz - To jest

Dorota Czupkiewicz

To, co się kruche wydaje i słabe
(bo łatwo zerwać liść, pochylić trawę)
To po horyzont mknie i w górę śmiało
Żywe i mocne oplata mnie całą

To jest, to jest
A takie jest, w jakie się wierzy
To jest, to jest
Choć nagie, ciche, bez pancerzy
To jest, to jest
Pod zgiełkiem, blaskiem, jaskrawością krzykiem
To jest, to jest
Usłysz lub zobacz lub dotknij językiem

I jest to wszystko, co nam każe rano
Od nowa wstawać, iść drogą nieznaną
A kiedy długa noc dusi jak szalem
Do dnia się czeka i idzie się dalej

To jest, to jest…

To, co się słabe wydaje i kruche
(bo łatwo przeciąć mgłę najlżejszym ruchem)
To nieskończone jest i nieskończenie
Żywo i mocno nadaje znaczenie

To jest, to jest
A takie jest w jakie się wierzy
To jest, to jest
Choć nagie, ciche, bez pancerzy
To jest, to jest
Pod zgiełkiem, blaskiem, krzykiem, jaskrawością
To jest, to jest
Wszystko najgłębiej podszyte miłością

Obrazy: Chrtistian Schloe

Wakacje z blondynem - Dorota Czupkiewicz


Aleksandra Długosz
Wakacje z blondynem

Dorota Czupkiewicz

Wakacje z blondynem rzecz krótka a cieszy
Miał światło w czuprynie umiał mnie rozśmieszyć
To rzadko się zdarza kalendarz nie istniał
Na wydmach i plażach bezludnych jak wyspa

Księżyce wieczorne odbite od wody
Jak nic dodawały blond włosom urody
Lipcowo sierpniowy spotkany pod wieczór
Mężczyzna nad morzem i żadnych złych przeczuć

Czas jednak upływał a z nim tak po prostu
Co dnia mu przybywał milimetr odrostu
Odrosty jak chwasty i nagle mój maczo
Przejrzysty i jasny wnet ściemniać mi zaczął

Lipcowo sierpniowy spotkany pod wieczór
Mężczyzna nad morzem i żadnych złych przeczuć
I tak się zaczyna historia we dwoje spotykasz blondyna
A czas robi swoje