niedziela, 21 stycznia 2018

Moja paranoja - Jonasz Kofta


Jonasz Kofta - Moja paranoja

Alkohol na ogół wchłaniam
Wszystkie gatunki do wytrzymania
Wchłaniam bimber, brzozowę, wodę „Chypre”, „Być może”
Wchłaniam brym, berbeluchę... politury nie mogę
Może mógłbym i politurę, gdybym w gardle był gładszy...
No co się tak patrzysz?

Życie poznałem na wylot
Byłem pumpernikiel, kaskader i pilot
W jednym filmie to z drugim kaskaderem – Śliwą
Przeszło dwieście metrów leciałem... po piwo
To był wyczyn, bo mieliśmy po dwa złote na krzyż
No co się tak patrzysz? Pingwina nie widziałeś?
Boston!

Ty się nie pytaj, kto ja
Ty się nie pytaj, gdzie
A w ogóle
To moja paranoja, to moja paranoja
Ole!

Kobiety to u mnie w porządku
Z wyjątkiem jednego wyjątku
Ona była, proszę ciebie, kobieta – zagadka
Pół Japonka,  pół Serbochorwatka
Oczy miała dzikie, bo paliła haszysz
No co się tak patrzysz?

Mam stanowisko, owszem, nie powiem
Wszystko na mojej głowie
Nawet kapelusz na niej trzymam
Ogrzewanie centralne mam, palmę mam
Zakres odpowiedzialności mam
Sprawozdawczość mam
Ludzi pod sobą mam i dywan
Języka nie znam żadnego, a trzeba znać trzy
No co się tak patrzysz?
Boston!

Ty się nie pytaj, kto ja...

Ja jestem cwańszy niż wy wszyscy
Nie wszystko złoto, co się błyszczy
Może mnie wzięła raz ochota
By powiedzieli: Równy chłop, choć idiota
Może to dla współżycia w grupie
Tak heroicznie trzeba zgłupieć
Człowiek myślący jest solą w oku
Kretyn to kretyn
A dajcie wy mnie spokój!
Boston!

Ty się nie pytaj, kto ja
Bo ja już swoje wiem
A w ogóle
To moja paranoja, to moja paranoja...

sobota, 20 stycznia 2018

Grande valse frottee - Jonasz Kofta


Jonasz Kofta - Grande valse frottée

Narodowa Galeria
Wielka Sztuka na serio
Owionęła nas chłodem swych sal
Tu spowite we mgiełkę
Jest schronienie przed zgiełkiem
Już ostatnie, co los nam dziś dał
Schody wiodą do góry
Do skarbnicy kultury
Jeszcze tylko na stopy coś wzuć
Czworo kapci filcowych
Już biegniemy gotowi
Pierwszy obraz nazywa się Chuć
Ona naga, on nagi
Ileż trzeba odwagi
Aż rumieniec wykwita i trwa
Tylko co nas odpycha
Nieuchronnie i z cicha
Bezustannie nas miota i gna?
W bezrozumnym zapale
Przez parkiety i sale
Roztańczone sylwetki mkną dwie
Rozwiązanie zagadki:
To jest parkiet za gładki –
Stąd nasz taniec
Le grande valse frottée

Czy pamiętasz, jak ze mną
Tańczyłaś walca
Patrzył z portretu Matejko Jan
Czy pamiętasz, jak ruszył
Świat do tańca
Tysiąca płócien i ram
Coraz nowe posadzki
Coraz nowe zasadzki
Siemiradzki w przepychu swych ciał
Choć on dla mnie jest wszystkim
Przelatuję poślizgiem
Amfilady, parkiety tych sal
Bo tak trudno zatrzymać
Się jest, kiedy tarcia
Wciąż brakuje uparcie
Gdy oparcie uparcie
Ucieka spod stóp
Gdy na filcach
Nie powstrzyma nic walca
Raz na twarz, raz na de
Pół na pół

Miga Leda z łabędziem
Co ma być, niechaj będzie
Walc szalony niczego
Nie oszczędza w swym pędzie
Obok tańczy wycieczka
Cała to śmiechu beczka
Niech się dzieci pobawią
Przyjechały z daleczka
Już zwiedzone muzeum
Schodów piętra się ścielą
Dwieście stopni z marmuru
Dostojnego swą bielą
Może jednak przystańmy
Trochę tempo nas męczy
Złap mnie za marynarkę
Ja się złapię poręczy

Czy pamiętasz, jak ze mną
Tańczyłaś walca
Wyły karetki
Z noszami ktoś biegł
Czy pamiętasz, jak ruszył
Świat do tańca
Grande valse frottée de parket
Coraz nowe zasadzki
Coraz nowe posadzki
Jakiś Venus gdzieś wisiał czy stał
Obojętni ze wszystkiem
Lecieliśmy poślizgiem
Nie obchodził nas powab tych ciał
Bo tak trudno zatrzymać
Się jest, kiedy tarcia
Wciąż brakuje uparcie
Gdy oparcie uparcie
Ucieka spod stóp
Gdy na filcach
Nie powstrzyma nic walca
Raz na twarz, raz na de
Gips na gips

Obrazy: Henryk Siemiradzki
2 - Vincent Sellaer

Sufit - Jonasz Kofta


Jonasz Kofta - Sufit

Wyłączyłem
Absolutnie wszystko
Radio, pralkę, lodówkę, wentylator
W telewizji super-hiper widowisko
I bez bólu pogodziłem się z tą stratą

Nade mną sufit
Biały prostokąt
Na nim zacieku żółta plama
Środków przekazu mam już potąd
Przechodzę teraz na swój kanał
Lekka gorączka, sienny katar
Bardzo ułatwia mi przeżycie
Ja najpiękniejsze filmy świata
Oglądam na swoim suficie
Horyzontalną przybieram pozycję
Na nic mi teraz cudze fikcje
Bo ja się nie dam ogłupić
Ja się pogapię we własny sufit

Nic nie znaczy
Przymiotników febra
Że coś porno, że coś sexy, awangarda
Dla mnie każda się może rozebrać
Pod warunkiem, żeby była ładna
Nic nie znaczą
Eleganckie brednie
Zawodowych wymyślaczy mnie samego
Żaden cenzor tu mi nic nie obetnie
Bo właściwie to nie ma z czego

Nade mną sufit...

Nic nie znaczy i „Trzecia część nocy”
Świat deskami konwencji zabity
Póki mamy tożsamość i oczy
Póki jeszcze istnieją sufity...

0/6 - Jonasz Kofta


0/6 - Jonasz Kofta

Nachodzi to na człowieka
Jak grypa albo czkawka
Radość z człowieka wycieka
W coraz to większych dawkach
Jestem taki samiutki
I smutki mam samotne
Wypiję dwie małe wódki
Potem się na kimś oprę

Mam dziewczynę
Która zawsze na mnie czeka
Dyżuruje przy telefonie
Mam dziewczynę
Kiedy chce się do człowieka
Biorę słuchawkę i dzwonię

Ona nigdy nie zwleka
Czeka na mnie daleko gdzieś
Nie chce ode mnie nic więcej
Gdy nakręcę numer 0/6

Dwudziesta pierwsza osiem...
Dwudziesta pierwsza siedem

Halo, kochanie, dobry wieczór, to ja
Tak, masz rację, czas ucieka, szkoda każdego dnia
Całuję, będę kończył, bardzo jesteś zajęta
Jutro zadzwonię znowu, będziesz w domu
Pamiętaj

Powiedzmy sobie szczerze
Nie bardzo jest błyskotliwa
Lecz zawsze wysłucha zwierzeń
Żywa, cierpliwa, życzliwa
Ja znam ją już tak dobrze
I ona dobrze zna mnie
Trzeba się czasem oprzeć
Na kimś, kto nigdy nie kłamie...

Wygnanie z raju - Jonasz Kofta

Jonasz Kofta - Wygnanie z raju

Ziemio, ziemio do której nie wrócę
Ziemio pierwszej miłości
Pewnie cię bardzo zasmucę
Swoją nieobecnością

Będziesz samotny ogrodzie
Bez niej, beze mnie
Oślepły o wieczornym chłodzie
Już w moich oknach ciemno, ciemniej

Wesoły, złotooki chwast
Zatańczy sam na twoich ścieżkach
Ogrodzie, zapamiętaj nas
Już w moim domu nikt nie mieszka

Kto spłoszył te zielone ptaki
Uderzył skrzydła mokrym liściem
Twarz, gdy przedzieram się przez krzaki
Agresty wiszą uroczyście

Kto wolność dał dzikiemu winu
By oszalało w gestów gęstwę
Dzieciństwa namiot porozpina
By przypomniał, za czym tęsknię

Tu zostaniemy już na zawsze
Zamiast Ikara spadnie jabłko
I do wieczności się potoczy
Będziemy sobie patrzeć w oczy
Jesieni przysłonięte grzywą
A kiedy nam ta chwila umknie
Wtedy oparzę cię pokrzywą
W usta, chłopięcym pocałunkiem

W tym mieście ja się zwę – przechodzień
Ona odeszła dawno temu
Będziesz samotny, mój ogrodzie
Bo tam nie wraca się samemu

Ziemio, do której nie wrócę
Pozostań ziemią niczyją
Ogrodzie moich zasmuceń
Niech obcy gdzie indziej żyją
Niech drzewa twoje dziczeją
Niech cierpną twoje owoce
Trawa zarasta ścieżki, nadzieje
Świty, wieczory i noce...

piątek, 19 stycznia 2018

Pożegnanie prowincjonalne - Jonasz Kofta


Jonasz Kofta - Pożegnanie prowincjonalne

Serce mnie pęka na części trzy,
A w oczach mam rozłąki łzy,
Ja uczuć swoich nie ukrywam, nie,
Pamiętać będę wszystkie słowa
O miłości, co mówiłaś mi,
I w odpowiedniej chwili będę słowa te
Jak zwiędły kwiat wspominać.

Wspominać będę oczu twych blask,
Melodię, co złączyła nas,
Beata – oto piękne imię twe,
Zostanie ono już na zawsze w mej pamięci
Skryte gdzieś na dnie,
Gdy żółty liść jesienny, co go niesie wiatr
Do moich stóp, upadnie.

Gdy napiszę list z podróży,
To Cyganka ci wywróży,
Przyjdzie blondyn porą ranną,
Będziesz wtedy młodą panną
W szczęściu cała i na biało.

Lecz każda miłość posiada kres,
Idę na dworzec PKS,
Powrócę tu, gdy tylko będę mógł,
A bądź mi wierną,
Bo ja dowiem się wszystkiego
Od kolegów mych
I odpowiednio na to ja –
Bo honor mam – zareaguję.

Czas, już muszę ja na dworzec iść,
Jesienny opadł żółty liść,
A w twoich oczach widzę łzy,
Moją miłością jesteś ty,
Kochana moja, odchodzę w świat,
Bo taki mój los,
Powrócę tutaj jeszcze tego lata,
Bo miłość ma na imię ma Beata.

czwartek, 18 stycznia 2018

Romans niedomówiony - Jonasz Kofta

Jonasz Kofta
Romans niedomówiony
Niedomówienie


Pani mi jawi się sekretem
Zwierzenia niesłyszalnym szeptem
Kiedy z szelestu słów pojmuję
To, co oddechu pani ciepłem
Jak skok płomyka, gdy rozjaśnia
Albo pomniejsza światła okrąg
Tak ty się jawisz to zalotną
To niemo prosisz o samotność

Niedomówienie
Niedomówienie
Jest właśnie tym
Co mi zezwala na istnienie
W cienistej okolicy pani rzęs
Niedomówienie
Niedomówienie
Jest właśnie tym
Co najboleśniej w tobie cenię
Gdy bardzo chcę
Usłyszeć
Tak
A boję się
Usłyszeć
Nie

Jakież to dawne sentymenta
Odnaleźć można w wiatru śpiewie
Domyślam się – pani pamięta
Pani pamięta to, czego nie wiem
Może bezwiednie grę prowadzę
Ty jej reguły znasz, o pani
Dlaczego nie chcesz mi ich zdradzić
Bym mógł się ustrzec od przegranej

Niedomówienie...

Świt obok siebie nas obudził
Przez niedomknięte okiennice
Jesteśmy teraz dwojgiem ludzi
Co mają wspólną tajemnicę
Wierz mi, jeżeli będziesz ze mną
Niczego mi nie powiesz o nas
Bo sól miłości – to niepewność
To prawda wciąż niedomówiona...

Obrazy: Rob Hefferan

środa, 17 stycznia 2018

List z Singapuru - Jonasz Kofta

Rolf Armstrong
Jonasz Kofta - List z Singapuru

(Aleksander Wertyński)

W pomarańczowo-złotym Singapurze
W burzę
Gdy deszcz gorący trąca liście palm
A pociemniałe niebo z ziemia łączy
Oparów zenitalny szal
W gorąco-otępiałym Singapurze
W burzę
Pod wiatrem gną się baobabów pnie
Tam z sercem uwięzionym w moskitierze
Przyzywam imię twe

Zakwitła gdzieś w tropikach
Tęsknota moja dzika
Nostalgia po przejrzystych tamtych dniach
Tu dzień jest wciąż za długi
Tu krzyczą wciąż papugi
A deszczu smugi, smugi, smugi
Biją w dach
Tu bredzi wciąż malaria
Jak ryba w snu akwariach
Chcesz głową dziko tłuc w zielonym szkle
Wciąż błagam twojej łaski
Z wysiłkiem składam głoski
A małpie wrzaski, wrzaski, wrzaski
Słyszę w tle

W pomarańczowo-wonnym Singapurze
W burzę
Gdy deszcz gorący plącze sznury lian
Tam z głową ociężałą od odurzeń
Wspomina ciebie pewien pan
W zielono-jadowitym Singapurze
W burzę
Schronienia szuka zmokły rajski ptak
A mokra zieleń nurza się w purpurze
Kolorze twoich warg

Tu kwitną orchidee
Nic więcej się nie dzieje
Nadzieje moje już daleko gdzieś
Dalekie me rozpacze
I nie wiem czemu płaczę
A łzy porasta żółta, tropikalna pleśń

Tropiki, erotyki
Tu tylko człowiek dziki
Odnajdzie drogę swą w gorącej mgle
Ja pewno znów się zbłaźnię
Przez tę niestety
Nadmiernie wybujałą wyobraźnię
A może właśnie za to
Pokocha pani mnie

wtorek, 16 stycznia 2018

Pogrążona we śnie Natalia - Jonasz Kofta


Krzysztof Krawczyk
Pogrążona we śnie Natalia

Jonasz Kofta

Lubię budzić się trochę wcześniej
Ty wędrujesz pogrążona jeszcze we śnie
Po morzach, przestworzach, bezdrożach snu
Jesteś wszędzie, tylko nie tu
Jesteś wszędzie, tylko nie przy mnie
A ja cicho powtarzam twe imię - Natalio
Natalio śpij, Natalio śnij

Gdzie ty, tam ja, u progu dnia
Już w oknie świt, patrzę jak śpisz
Czy to co śnisz, opowiesz mi
Gdzie jesteś, z kim
Chociaż jesteś tutaj ze mną

Patrzę na twój sen
Który oddala cię ode mnie
I wcale nie jest mi źle
Jest wielka radość we mnie
Czy to co śnisz opowiesz mi
Gdzie jesteś, z kim
Chociaż jesteś tutaj ze mną

Natalio śpij, Natalio

Gdzie ty, tam ja, u progu dnia...

I wiem, że nie można mieć wszystkiego
Choćby się tego najbardziej chciało
A że cię kocham Natalio
Dlatego ciągle mi ciebie za mało
Wiele jest w słowach, które w nas płoną
Więcej jest w ciszy i uśmiechu
Patrzę na ciebie daleką, uśpioną
Słucham twojego oddechu

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Płoń moja gwiazdo - Jonasz Kofta

Jaga Kofta - Płoń moja gwiazdo 

Jonasz Kofta

Płoń, moja gwiazdo
Gwiazdo wysoka
Kiedy odejdę
Zapłaczesz w mrokach
Osierocona
Czarnymi łzami
Bo nikt już na ciebie nie spojrzy
Moimi oczami

Płoń, moja gwiazdo
W oczy me prosto
Wybrana, jasna
Najczulsza siostro
Tyś nieśmiertelna
A ja przeminę
Czy będziesz zawsze pamiętać
Jak miałam na imię

Płoń, moja gwiazdo
Ogniem dalekim
Łzo spod zasnutej
Nocą powieki
Migocie straszny
Chłodny obłędzie
Po co ci twoja nieśmiertelność
Gdy mnie już, siostro, nie będzie...