Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maśliński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maśliński. Pokaż wszystkie posty

Ballada noworoczna - Anna Achmatowa


Новогодняя баллада
Ballada noworoczna

Anna Achmatowa - Józef Maśliński

Księżyc, co dumał w mgławisku chmur,
Spojrzał martwo w dół, do świetlicy.
A tam już sześć nakryć przystraja stół,
Lecz jedno jest puste nakrycie.

Tu mąż mój, tu ja wśród przyjaciół mych,
A ta gala to Nowy Rok, nie tryzna.
Czemuż więc palce me jakby we krwi,
A wino ma smak trucizny?

Gospodarz, pełne podnosząc szkło,
Był ceremonialny i dzielny:
„Za ziemię piję, za ten plemienny loch,
W którymśmy wszyscy spoczęli!"

A druh mój, spojrzawszy mi prosto w twarz
I Bóg wie gdzie błądząc wspomnieniem,
Krzyknął: „Za pieśni jej, w których trwasz,
W których my wszyscy żyjemy!"

Lecz trzeci, ten, który doprawdy niczego
Zaznać nie zdążył, nim zgasł,
Odezwał się: "Pora już przepić do tego,
Kogo brak jeszcze wśród nas".

Leniwy nurt... - Anna Achmatowa

Течет река неспешно по долине...

Anna Achmatowa
Józef Maśliński

***


Leniwy nurt powoli toczy rzeczka,
I na pagórku wielki dom wśród śliw,
A my żyjemy jak za króla Ćwieczka,
Pacierze klepiąc i czekając żniw.
Dwóch całych dni rozłąki zniósłszy mękę,
Gość jedzie tu zagonem złotych zbóż.
W salonie już. Całuje babcię w rękę.
I w usta — mnie. Na stromych schodach. Już.

Obraz: Stanisław Żukowski

Sama zguby nawarzyłam - Anna Achmatowa


Anna Achmatowa - Józef Maśliński

Sama zguby nawarzyłam,
Wszystkich ich wydałam zgubie.
Biada mi! Te ich mogiły
Z rozgłaszania, kogo lubię.
Jako kruki kołujące
Nad krwią żywą, nad zdobyczą,
Pieśni swe tryumfujące
Miłość moja słała krzycząc.

Z tobą lubo mi i znojnie,
Bliskiś tak, że sercu lekko.
Podaj dłoń i dobrze pojmij -
Ja zaklinam cię: uciekaj.
Nie mów, w które pójdziesz strony,
A ty, Muzo, wstrzymaj pościg -
Niech żyw będzie nie sławiony,
Nie doznawszy mej miłości.

Trzy jesienie - Anna Achmatowa


Anna Achmatowa
Три осени - Trzy jesienie

Józef Maśliński


Nie jestem wrażliwa na lata umizgi,
Zima też bez zagadek, na ogół,
Lecz opętana innym zjawiskiem
Wypatrzyłam – trzy jesienie co roku.

Ta pierwsza – świąteczna, gdy koniec i kwita
Z porządkami wczorajszego lata,
I liście fruwają jak strzępy zeszytów,
A dymek zanosi słodkawym błękitem.
Jak mokro, jak pstro, ile światła.

Już pierwsze do tańca zbiegają się brzózki
W przejrzystym stroiku na barkach,
Strząsają pośpiesznie ulotne swe łezki
Na sąsiadkę, ot tak, przez parkan.

Lecz bywa to ledwie zadatek splendoru,
Liczone minuty – i oto
Mknie druga – posępna, jak lekcja pokory,
Z nieodwracalnością nalotu.

I wszyscy od razu i bledsi, i starsi,
Zdewastowany szyk letni,
A trąb złocistych marsz coraz dalszy
W zapachu odlata, w mgłach rzednie…

W tych woniach stygnących, w kotarach tumanu
Twarda jakaś czai się wieść.
Wiatr szarpnął, odsłonił – i stało się samo,
Że wszyscy pojęli: to kończy się dramat,
To nie trzecia jesień, to śmierć.

(Muz. La Petite Fille de la Mer - Vangelis)

Miasto dzieciństwa... - Anna Achmatowa


Anna Achmatowa
Тот город, мной любимый с детства

Józef Maśliński

Miasto dzieciństwa, jakże miłe,
Kiedy tak w grudniu wyciszone,
Dziś w oka mgnieniu zobaczyłam
Jako dziedzictwo roztrwonione.
Wszystko, co samo szło do ręki,
Co rozdawałam od niechcenia:
Żarliwość duszy, modły, dzięki
I pierwszej pieśni upojenia -

Stajało jako dym ulotny,
Spłowiało w luster grze, w swawoli,
I oto już o niepowrotnym
Skrzypek beznosy zarzępolił.

Lecz z ciekawością cudzoziemki,
Łakomej na oczarowania,
Wsłuchuję się w ojczyste dźwięki,
Spoglądam na pędzące sanie.

I czysty, mocy zjawiskowej,
Mnie poryw szczęścia owiał naraz,
Jakby ktoś miły, bliski znowu,
Z czułością powiódł mnie na taras.