Wstał świt z rzecznej mgły
Już dzień w szybach lśni,
I znów uśmiecha się Warszawa w różach
A my ciągle razem
My w środku marzeń
Pod miasta gwarem świat mamy swój
Więc daj ciszę snom
I blask dobrym dniom
I daj, siebie nam daj, Warszawo w różach
Co jest, co zdarzyło się już
W czas barwy serca i w róż
W czas gdy pogoda i burza splotły się tu
Masz tyle serc, tyle rąk
Znów wiele róż kwitnie w krąg
Dziś tylko zostały z czasów pogromu
Białe tablice na domach
Tylko Nike padająca
W salwie słońca
Niech no tylko się Służewiec zazieleni,
ja natychmiast wtykam program do kieszeni,
pierś lorneta przyozdabia mi dostojnie,
dziadzio miał ją jeszcze na japońskiej wojnie.
Na przystanek z W literą człowiek bieży,
gdzie się tłoczą jednodniowi milionerzy.
Płynie pot po potylicach cienką strugą,
każdy czeka, każdy wie, że już niedługo
Bomba w górę, proszę państwa, bomba w górę!
Trza mieć nosa, trzeba wyczuć koniunkturę!
Już roztrząsa ten dylemat każdy gracz:
jak masz stawiać - na ogiera czy na klacz?
Ogier pięknie na maneżu biega kłusa, ale dżokej, wiesz pan - dżokej ma platfusa!
Ja bym nie grał, jeśli szczerze radzić mam,
jak to w życiu - ryzyk-fizyk, wiesz pan sam!
Tłum faluje w zwartej masie, naprzód pcha się,
no to buźka, spotykamy się przy kasie,
wiesz pan, fryzjer, co się wczoraj zgrał z kretesem,
dziś był pieszo, a odjechał mercedesem!
Już się serce w piersi tłucze jak rybitwa,
będzie, wie pan, sensacyjna wprost gonitwa!
Co pan czeka, co pan zwleka, bierz pan bilet,
no i biegiem do bariery, bo za chwilę
Bomba w górę, proszę państwa, bomba w górę!
Tysiąc gardeł wkoło krzyczy zgodnym chórem,
klacz jest ostra jak żyletka Rawa-Lux,
lecz na torze może zawsze strzelić fuks!
Pański ogier bardzo pięknie bieży kłusem.
Rany boskie! Jednak wygrał ten z platfusem!
Ja mówiłem od początku - oko mam,
jak to w życiu - rybka-pipka, wiesz pan sam!
Ile człowiek się napatrzy tu różności,
nigdzie tyle nie nabędziesz wiadomości.
Raz profesor nadzwyczajny mnie zwyczajnie
spytał żartem, czy słyszałem o Einsteinie,
a ja tylko jasny wzrok podniosłem w górę,
na tę bombę, co szybuje ponad chmurę.
„Einstein — mówię — syn Ajaksa i Minerwy,
sześć lat temu na Służewcu wygrał derby”.
Bomba w górę, proszę państwa, bomba w górę!
Ten się śmieje, tamten oko ma ponure,
ten baś liczy, a tamtemu forsy brak,
a ja jeden wciąż beztroski, jak ten ptak.
Bo w tym drzemie moja słodka tajemnica,
że ja nie gram, tylko jestem za kibica,
lecz każdemu nieomylna rade dam,
no, a potem, ryzyk-fizyk, graj pan sam!
Bomba w górę, proszę państwa, bomba w górę!
Trza mieć nosa, trzeba wyczuć koniunkturę.
Ale ja się nie narażam, sam pan graj!
Bomba w górę, bomba w górę, bomba gajt!
Jarema Stępowski Bez ciebie nie ma życia Warszawo ma Wojciech Młynarski
Ledwo miasto się obudzi
I zatętni rytmem swym
Ja już wbiegam między ludzi
I zaglądam w oczy im
Jeden pyszni się jak hrabia
A drugiemu fartu brak
Lecz co rano ci warszawiak
Każdy powie tak
Bez ciebie nie ma życia Warszawo ma
Tę prawdę nie do zbicia
Zna kto cię zna
Pałętam się od świtu jak ciemny żłób i kwita
Gdy z rana mnie nie wita uroda twa
Bez ciebie mózgownicę mam jakem frant
Jak w Pyrach na strzelnicy zleżały fant
Przy tobie zaś bez draki mam pomyślunek taki
Jak Kotarbiński jaki, czy inszy Kant
Ech Warszawo co ja zrobię
Że porywa mnie twój prąd
Coś takiego jest już w tobie
I w tych ludziach, co są stąd
Jeden na swe życie psioczy
Iny śmieje się do łez
Ale w oczy czy za oczy
Jedno pewne jest
Bez ciebie nie ma życia Warszawo ma
Tę prawdę nie do zbicia
Zna kto cię zna
Dziewczynę cud porzucę
Najlepszy urlop skrócę
Gdy każesz wrócić – wrócę
Każdego dnia
Bo coś takiego gości wśród ulic twych
Że więcej tu radości niż myśli złych
A gdy się coś nie wiedzie
To w najczarniejszej biedzie
Ty jedna nie zawiedziesz
Chłopaków swych
Jarema Stępowski Walczyk Szwajcarskiej Doliny Zbigniew Lengren
Jest takie miejsce w naszej Warszawie,
które się zimą wspomina.
Skromne i ciche, nieznane prawie,
dawna "Szwajcarska Dolina".
Czasem wieczorem idąc placykiem,
starszy się człowiek rozmarzy...
Zagra mu echo dawnym walczykiem,
głosy usłyszy łyżwiarzy.
Zimowy walc! Panowie, walc! Matrony i dziewczyny,
więc en avant i na trzy pas
walczyk Szwajcarskiej Doliny.
Bo to jest walc, warszawski walc,
walczyk Szwajcarskiej Doliny.
Zda się, że cichy placyk ożywa
w zimowy wieczór zamglony.
I znów orkiestra walca przygrywa -
świecą w gałęziach lampiony.
Panowie dziarsko skręcają wąsy,
panny spuszczają oczęta,
ruszają pary w taneczne pląsy,
dmie w trąby orkiestra dęta.
A więc, madame, odważnie w tan
upojny i jedyny.
Niech porwie nas łyżwiarski walc,
walczyk Szwajcarskiej Doliny.
Bo to jest walc, warszawski walc,
walczyk Szwajcarskiej Doliny.
Bywało czasem, że się upadło,
mignęły falbanki spodu...
I dziś się pada, choć nie tak ładnie,
bez łyżew - z innych powodów.
Miłosne szepty kryła muzyka,
łączyła młodych i starych.
Kipiała walcem, choć bez głośnika
i elektrycznej gitary.
Niech żyje walc, wciąż modny walc,
upojny i jedyny.
Niech jeszcze raz, znów porwie nas,
walczyk Szwajcarskiej Doliny.
Bo to jest walc, warszawski walc,
walczyk Szwajcarskiej Doliny.
Naprzód panowie z polska, z warszawska,
łyżwa o lód niech zadzwoni!
Z tańcem wiedeńskim rasa słowiańska
i damska dłoń w męskiej dłoni.
Choć wiele tańców już było w modzie:
polki, fokstroty, sztajerki,
zawsze rozgrzewać będzie na lodzie
walczyk na cztery fajerki!
Gorący walc, warszawski walc,
Śpiewajmy na cześć zimy.
Niech łączy nas, w pamięci trwa,
Walczyk Szwajcarskiej Doliny.
Niech dźwięczy śmiech, niech pada śnieg
Z walcem Szwajcarskiej Doliny!
Co mam zrobić miła
Żebyś mnie kochała
Czemu się ukryłaś
Za zasłoną słów
Co mam zrobić miła
Żebyś mnie wolała
Żebyś o mnie śniła
Znów i znów, i znów
Kochaj, hej
Pokochaj
Kochaj mnie, hej
Podziwiaj
Szanuj lub zadziwiaj
Tylko mnie, hej
Dziewczyno
Kochaj, dopóki święto
Póki maj trwa
Pokochaj, tak jak ja
Dziewczyno zła
Co mam zrobić miła
Żebyś o mnie stała
Żebyś dobra była
Jak wesoły dzień
Co mam zrobić miła
Żebyś mnie wolała
Żebyś rozjaśniła
Mego domu sień
Podpatrzyłem ją tajemnie przez półuchylone drzwi
Rozświetlała nocną ciemność, śliczna była - wierzcie mi
Z wielkim żarem i fantazją rzekłem do niej - cudna ty
Dajże mi całusów parę, tak daleko biały świt
Ach, Nastazja, wdzięczne imię, co się za nim kryje - wiem
Usta - słodka to małmazja, włosy - najprawdziwszy len
Przemierzyłem całą Azję, pięknych dziewcząt tyle znam
Jej uroda jest motylem i jak zboża złoty łan
Nie pomoże tu perswazja, że nie będzie pary z nas
Pocałuje tak Nastazja, że rozsądek idzie w las
Ach, Nastazja, ach, Nastazja, to okazja, istny cud
To niewieścich cnót inwazja, pocałować chcę ją znów
Шаланды, полные кефали,
В Одессу Костя приводил,
И все биндюжники вставали,
Когда в пивную он входил.
Синеет море за бульваром,
Каштан над городом цветёт,
И Константин берёт гитару,
И тихим голосом поёт.
Я вам не скажу за всю Одессу,
Вся Одесса очень велика,
Но и Молдаванка и Пересыпь,
Обожают Костю-моряка.
Рыбачка Соня как-то в мае,
Направив к берегу баркас,
Ему сказала: все вас знают,
А я так вижу в первый раз.
В ответ, открыв Казбека пачку,
Сказал ей Костя с холодком:
Вы интересная чудачка,
Но дело, видите ли, в том…
Jerzy Połomski - Jak to się mogło zdarzyć Andrzej Bianusz
To, co ty potrafisz zrobić
Jednym swym spojrzeniem
To jest magia, czary prawie
Senne urzeczenie
To legenda dawnych lat
I ty w niej uśpiona
Piękna i daleka tak
I tak wytęskniona
Jak to się mogło zdarzyć
Mnie właśnie, kto to wie
Przez lata mogłem marzyć
I nie napotkać cię
Dziś jesteś tu tak blisko
Że wprost nam braknie tchu
Ty wiesz, że oddam wszystko
Bylebyś była tu
To, co ty potrafisz zrobić
Jednym swoim słowem
To jest magia, czary prawie
Dziwne i cudowne
Nie wiedziałem, jak to jest
Nim cię zobaczyłem
Nim mnie urzekł głos i gest
Nieznajomej miłej
Jak to się mogło zdarzyć
Mnie właśnie, kto to wie
Przez lata mogłem marzyć
I nie napotkać cię...
Szukałem nadaremnie
Twych i rąk oczu twych
A dzisiaj jesteś ze mną
Tak blisko - tak jak nikt
Тучи над городом встали,
В воздухе пахнет грозой,
За далекою Нарвской заставой
Парень идёт молодой.
Далека ты путь дорога,
Выйди ж милая моя,
Мы простимся с тобой у порога
И быть может навсегда,
Мы простимся с тобой у порога
И быть может навсегда.
Черные силы метутся,
Ветер нам дует в лицо,
За счастье народное бьются
Отряды рабочих бойцов.
Далека ты путь дорога,
Выйди ж милая встречай,
Мы простимся с тобой у порога
Ты мне счастья пожелай,
Мы простимся с тобой у порога
Ты мне счастья пожелай.