Urszula Sipińska
Tam, gdzie topole Agnieszka Osiecka
Znam tyle polnych dróg
I tyle białych szos
I płonął mi już głóg
I śpiewał mi już kos
Dziś jeden tylko szlak
Omijać zawsze chcę
Lecz wracam tam i tak
Tam, gdzie topole dwie
Gdzie całowałeś mnie
Gdzie całowałeś mnie
Serce biło mi w piersi jak dzwon
Ręce tak śpieszyły się do rąk
Jak śpieszy wiatr
Żeby gnać chmury w dal
Są miejsca w lesie tym
Gdzie straszy czarny strach
I wiele dałabym
Za inny las i piach
W popłochu biegnę hen
Potykam się o pnie
Powraca to jak sen
Bo znam topole dwie
Gdzie pożegnałeś mnie
Gdzie pożegnałeś mnie
Serce biło mi w piersi jak dzwon
Ręce tak uciekały od rąk
Jak biegnie wiatr
Żeby gnać chmury w dal
Znam tyle polnych dróg
I tyle białych szos
I płonął mi już głóg
I śpiewał mi już kos
To tylko noc, nic więcej, to tylko noc
Od dnia do dnia na szczęście rzucony most
I tylko gwiazd daleki blask, przechadzki cienia
To tylko czas, co w ciszy zmienia
Oboje nas, nasze marzenia
To tylko noc, po prostu kolejna noc
Świecenie lamp zbyt ostre, zapach na wprost
To tylko dzień, co przeszedł w sen, ot tak po prostu
To treść i sens spokoju rzęs, to tylko noc
To tylko noc, nic więcej, następna noc
Czas upłynie prędzej o wspólny los
To tylko bez, gdy kwitnie bez lub czasem malwy
To tylko wiersz bez słów i nazwy
Nieznany sens nieznanej barwy
To tylko noc, kolejna i pierwsza noc
Czas, który się wypełnia, milknący głos
To tylko noc, zwyczajna noc z księżycem w pełni
To nasze sny, to ja i ty, to wreszcie my Obraz: Justyna Kopania
Czy jest jeszcze gdzieś
Prawdziwa ta wieś
Zielona, pachnąca lnem
Z polami wśród łąk
Z garnkami, co schną
Na płotach do góry dnem
Z chatami wśród pól
I z mlekiem na stół
Z żelazkiem, co duszę ma
Niech każdy jedzie
Tam, gdzie chce
A ja swoje ścieżki znam
Chcę wyjechać na wieś
Gdzie się zatrzymał w polu czas
Chcę w nieruchomym stawie
Zobaczyć swoją twarz
Chcę wyjechać na wieś
Dojrzałe wiśnie z drzewa rwać
W glinianym piecu upiec chleb
Ostatni może raz
Czy jest jeszcze gdzieś
Prawdziwa ta wieś
Spokojna, wesoła wieś
Gdzie kisi się barszcz
Gdzie w piątek na targ
Furmanką się rano gna
Gdzie całe dwa dni
I noce na bis
Niejedno wesele trwa
Niech każdy jedzie
Tam, gdzie chce
A ja swoje ścieżki mam
Chcę wyjechać na wieś…
Chcę wyjechać na wieś
Dojrzałe wiśnie z drzewa rwać
W glinianym piecu upiec chleb
Ostatni może raz
Chcę wyjechać na wieś
W niedzielę rano wcześnie wstać
Zobaczyć stroje z dawnych lat
Ostatni może raz
Czy jest jeszcze gdzieś
Prawdziwa ta wieś
Spokojna, wesoła wieś
Rena Rolska
Miłość nie jest ślepa Andrzej Kudelski
Jest wiele w naszym parku żwirowanych ścieżek
Ta z nich będzie najładniejsza, którą ty wybierzesz
Jest tyle w naszych sercach niespełnionych marzeń
Te z nich będą wykreślone, które skreślić każesz
Miłość nie jest ślepa, przymyka oczy, lecz
Miłość nie jest ślepa, cierpliwa tylko jest
Miłość nie wybacza, oddala tylko sąd
Miłość nie rozpacza, dolicza każdy błąd
Miłość nie jest ślepa, przymyka oczy, lecz
Miłość nie jest ślepa, cierpliwa tylko jest
Jest wiele w naszym parku żwirowanych ścieżek
Ta z nich będzie najszczęśliwsza, którą los wybierze
Jest wiele serc nieznanych, szukających szczęścia
Moje szczęście najpiękniejsze już nie w twoich rękach
Gdy piosenek masz już dosyć
Takich, które obcy ludzie piszą
To po prostu możesz nucić
Tę piosenkę, własną i najbliższą
Każde serce o czymś śpiewa
Trzeba tylko dobrze zapamiętać
Bo tak łatwo się rozwiewa
Ta ukryta w sercu twym piosenka
O wiośnie - że nadchodzi jak co roku
O kwiatach - że postawisz je w wazonie
Lub o tym, że gdy w mroku tonie pokój
Tak dobrze trzymać w dłoniach bliskie dłonie
O misiu, którym bawi się twój synek
Lub o tym, że wiatr włosy ci rozwiewa
Słów tyle prostych i melodii tyle
Codziennie serce twoje ci wyśpiewa
Serce bije, serce puka
Jego rytm melodię ci podpowie
A gdy dobrze w nią się wsłuchasz
To usłyszysz słowa piosnki nowej
I nie trzeba już nic więcej
W dniu zwyczajnym znajdziesz swe natchnienie
Gdy zrozumiesz własne serce
Będziesz śpiewał własnych sto piosenek
Od godziny nie patrzymy sobie w oczy
Unikamy swoich dłoni długo już
Poprzez noc zdziwiony księżyc się przetoczył
I świt zaczął zdzierać z nieba gwiezdny kurz
To jest miłość, tylko miłość
Zwykła prostych spraw zawiłość
Ognia z wodą to zażyłość
Niepojęte prawo gry
Od godziny nie patrzymy sobie w oczy
Zadziwieni, zapatrzeni w swoje sny
Koło słońca się na niebo wolno toczy
Spadły gwiazdy w słońce, niby w ogień ćmy
To jest miłość, tylko miłość…
Nasza miłość, dobra miłość
Nasza klęska, nasza siła
Wszystko mądrze wyważyła To co było, co ma być
Pojawiłeś się w mym życiu jak we śnie
Może całą mnie poznałeś za wcześnie
Może gdybym była z tobą mniej szczera
Nasza miłość by przetrwała do teraz
Do teraz byś dzwonił codziennie
Do teraz przysyłałbyś kwiaty
Do teraz planował sumiennie
Co wspólnie kupimy na raty
Do teraz byś dla mnie w gazecie
Podkreślał notatki ciekawsze
Do teraz, do teraz, do teraz
Do dzisiaj, do jutra, do zawsze
Gdybym mogła w nocy zasnąć, zapomnieć
Gdybym mogła na świat spojrzeć przytomniej
Zredukować naszą przeszłość do zera
I o tobie przestać myśleć od teraz
Od teraz nie znamy się więcej
Od teraz jesteśmy na "pani"
Od teraz już wspólnych pieniędzy
Na wspólne wydatki nie mamy
I życie bez ciebie od teraz
Mieć będę pełniejsze, bogatsze
Od teraz, od teraz, od teraz
Od dzisiaj, od jutra, na zawsze
Bez ciebie - od jutra, na zawsze
Mieszkanko miał inżynier Krzyś
Niewielkie, typ M-2
Estetą Krzyś był nie od dziś
I o higienę dbał
Więc każdy gzyms czystością lśnił
I jaśniał każdy kąt
Nie raził oka nawet pył
Nie drażnił noska swąd
I miał Krzyś kotka typ angor
Bielszego ponad śnieg
By nie odwiedzał mysich nor
Esteta pan go strzegł
Więc przywiózł mu magister Krzyś
Gdzieś z zagranicznych stron
Sterylnie czystą małą mysz
Bielutką, non iron
Bielutką myszką śnieżny kot
Zabawiał się co dnia
Aż odmieniło mu się, ot
Któż kocią psyche zna
Z nylonu myszkę kot angor
Z pogardą cisnął precz
I znów w czeluściach mysich nor
Wzrok topi niby miecz
Esteta Krzyś miał jasny cel
Strzykawka, watka, i
Z własnego palca w myszki biel
Przetoczył troszkę krwi
Czerwoną myszkę spostrzegł kot
I bardzo zdumiał się
Uroki nowe odkrył w lot
Dziś domek szczęściem tchnie
Doceńcie przyjaciele dziś
Nim sytuacji zwrot
Na łóżku leży biały Krzyś
Na nim czerwony kot
Przyszedł do mnie o siódmej trzydzieści
Mleko stało pod drzwiami zwyczajnie
Stworzył precedens, przesunął kredens
Potem wyjadł, co było w spiżarni
Skończył sernik, następnie zapytał
"Jest łazienka?" Szepnęłam: "Na lewo"
Prysznic, pamiętam, się nie odkręcał
On odkręcił - spojrzałam na niego
Trochę inny od innych, dziwny pan
Inny od innych pan
Dziwnie cicho, zbyt długo brał kąpiel
A gdy wyszedł, stłumiłam coś w sobie
Karpia miał w zębach, karp był na święta
Ale trudno, niech stracę, na zdrowie
Chwilę patrzył przed siebie w milczeniu
Westchnął ciężko i wyszedł na schody
Już po godzinie wrócił z pianinem
Widać musiał, miał swoje powody
Trochę inny od innych…
"Pani sama tak mieszka?" - powiedział
Mimochodem pogładził po głowie
Ale nic więcej, dziwne miał ręce
Pomyślałam, że obiad mu zrobię
Potem zasiadł za klawiaturą
Ja kaszankę smażyłam w podzięce
A on grał sobie, ładnie, nie powiem
Marsz weselny na cztery ręce
Ten tylko wie
Jak to niedobrze i źle
Żyć w samotności, kto sam był choć raz
Z nudów się wił
W samotne noce wciąż śnił
Że się już skończył samotny ten czas
Czy ty znasz wielki ból samotności
Kiedy serce chce kochać i śnić
Kiedy kończą się dni bez miłości
Niby szara, klejąca się nić
Czy ty wiesz, jakie długie są noce
Jak bezsenne, obłędne i złe
Ile łez w nich i ile w nich niemocy
Gdybyś wiedział, zrozumiałbyś mnie