Kim jesteś
Ze swoją tajemnicą
Kim jesteś
Nadeszłaś złą ulicą
W ciszy przerywanej tylko rdzy szelestem
Weszłaś w mą samotność
I zostałaś, jesteś
Kim jesteś
Za tobą smuga mroku
Kim jesteś
Trzepocze twój niepokój
Czy kiedyś to zrozumiem
Wszystko jedno
Wszystko jedno
Bo
Kimkolwiek jesteś
Jesteś nią
Nie spytam cię, co było
Zanim spotkałaś mnie
Jaką zabiłaś miłość
Na jakim dnie
Może wyjdziemy z cienia
I będziesz obok mnie
Nic nie mam do stracenia, kiedyś
Dowiem się
Niech odpocznie twoje serce
Ścichnie lęk
Może dowiem się
Kim jesteś
Niepotrzebny nam ten smutek
Przecież wiemy
To musiało przyjść
Róży cierniem serca skłute
Póki bolą
Jeszcze warto żyć
Ty odejdziesz, ja nie wrócę
Z każdym dniem
Jak echo cichnie żal
Niepotrzebny nam ten smutek
Kiedy tyle
Pozostało nam
Na rozstanie ci zanucę
La la la la la
La la
La
Niepotrzebny nam ten smutek
Kiedy tyle
Pozostało w nas
Lata płowe, zimy lute
Słońca kurz
Rozmigotany sad
Ty odejdziesz, ja nie wrócę
Jest już tak
Gdy się wypełnia czas
Niepotrzebny nam ten smutek
Kiedy tyle
Pozostało w nas
Na rozstanie ci zanucę
La la la la la
La la
La
Zapatrzony, zapomniałeś, że tu jestem
Nieobecny, oniemiały i daleki
Zostawiłeś mnie w pół słowa, w pół uśmiechu
Tak wysoko uniesione masz powieki
W twoich oczach okno, stół, za oknem drzewo
Ja w nich jestem, ale o tym nawet nie wiesz
Z odchyloną nagle w stronę światła głową
Zapatrzony gdzieś daleko, poza siebie
Pozwalasz mi się domyślać wszystkiego
W bezruchu już tylko papieros się tli
I mgłą melancholii przesłania twój profil
To boli, bo nie wiem gdzie ja, a gdzie ty
Zapatrzony, zapomniałeś, że tu jestem
Smutek przyszedł i tak nagle nas rozłączył
Zostawiłeś mnie w sekundzie takiej długiej
Gdy przeglądam się w twych oczach niewidzących
A ja płaczę, łezka kap, a potem druga
Zdaje mi się, że na zawsze ciebie tracę
Bez powodu nagle stanął czas i jesteś
Zapatrzony gdzieś daleko, poza siebie...
Wróć, gdziekolwiek jesteś
Gdzie starych drzew
Na ścieżkach cień
Gdzie złotym agrestem
Dojrzewa zmierzch
Odnajdę cię
Wśród bezsensu lat
Przeżytych tak
Jak gdyby nas nie było w nich
Słuchaj...
Tam, wracajmy tam
Gdziekolwiek twój
Twój czas
Cię zaniósł, miła
Jeśli w moim życiu było coś
To było tam
To było z tobą
Wróć, gdziekolwiek jesteś
Tam trawy szept
Oddechu wiew
Kiedy myślę – szczęście
Wiem, gdzie to jest
Daleko stąd
I najbliżej stąd
O wielki czas, o mały błąd
Mój albo twój
Nie wiem
Wróć, jak gdyby nic
Gdziekolwiek twój
Twój czas zostawił cię...
Tam, gdziekolwiek jesteś
Jest starych drzew na ścieżkach cień
Tam, tam powiem ci
Że nie zmieniłaś się
I ja chyba nie
Bo tylko to ma sens
W ten zmierzch
Będzie, jak chcesz, ty wiesz...
Jonasz Kofta Romanca o czekaniu na pierwszą miłość
Ach, co za ból
Nie wiedzieć nic o swej miłości
Kiedy nadejdzie
W jaki się zamknie kształt
Ach, co za ból
Wyrzec się młodej nieśmiałości
I pełna lęku
Odejść w nieznany świat
Już nie ta sama
Będę dla ciebie
Zmieni się tyle
W kilka chwil
Pogasną słońca
Na pustym niebie
A moim światłem
Będziesz
Ach, będziesz ty
Ach, co za ból
Nade mną czarnej nocy namiot
Oczekiwanie
Ma taki dziwny smak
Ach, co za ból
Lękać się bardziej, bardziej pragnąć
Niewiadomego
Upragnionego dnia
Już nie ta sama
Będę dla ciebie
We włosy wepnę
Czarny mak
Usłyszysz w śpiewie
To, czego nie wiesz
Przybiegniesz do mnie
Z bliska, z daleka
Ja tutaj czekam
Ja tutaj czekam
Czekam na ciebie
Tak mi cię brak
Katarzyna Groniec Robert Janowski - Piasek Jonasz Kofta
Przesypię piasek w twoją dłoń
Ty go przesypiesz w moje ręce
Na długo nam nie starczy to
Będzie ubywać coraz więcej
Nie podzielimy czasu nigdy
W miłości to najmniejsze zło
Niedoskonałe są klepsydry
Z naszych gorących, suchych rąk
Bo miłość nasza jest podróżą
Do miejsca zbiegu ziemi i nieba
Bo miłość nasza chce za dużo
Innej nam drogi wybrać nie da
I nagle nic nie rozumiemy
Ranimy się wzajemnie w gniewie
Biegniemy przeciw ruchowi ziemi
Wciąż oglądając się za siebie
Chcieć więcej
Niż się wie
Że można chcieć
To codzienna klęska
Tych, którzy kochają
Iść dalej
Niż się wie
Że można iść
To jedyna radość
Tych, co przegrywają
Wiedzieć więcej
Niż się wie
Że można wiedzieć
Jest jak uśmiech
Na spotkanie z klęską
Jakże trudną rzeczą jest
Oddychanie
Jakże trudno się wyrzec
Jasnych tęsknot
Przeliczę piasek w dłoniach twych
Aż z niego wielość dni wywróżę
Może cierpliwa jestem zbyt
Chcę, by to trwało jak najdłużej
Zagarnij piasku jak najwięcej
Ile się da na jeden raz
Może za małe mamy ręce
Żeby zagarnąć nimi czas
Bo miłość nasza jest podróżą
Do najdalszego z horyzontów
Bo miłość nasza chce za dużo
Nie ma już końca ni początku
I gdy już nic nie rozumiemy
Odnajdujemy prawdę w śpiewie
Biegniemy przeciw ruchowi ziemi
Wciąż oglądając się za siebie...
Nula Stankiewicz Piosenka o pośpiechu Jonasz Kofta
Ruchomi w ruchomym
I ludzie i domy
Mężczyzno odchodzę
To tylko przystanek
Samotni w samotnym
Mijamy się w drodze
Jak słowa niedosłyszane
Ruchomi w ruchomym
Sekundy, atomy
Czy będziesz pamiętać
Zapomnieć tak łatwo
Samotni w samotnym
Mijamy się w drodze
Jak światła bez cieni
Jak cienie bez światła
Po co my się tak śpieszymy
Do nie załatwionych spraw
Do miłości naszych pierwszych
Czy do milionowych braw
Gdzie nam się tak bardzo śpieszy
Czy się ma zawalić świat
Przecież wszystko zapomnimy
By pamiętać czasu brak
Ruchomi w ruchomym...
Nie szukajmy tej przyczyny
Od dojrzałych naszych lat
Odejdziemy niekochani
Bo się wciąż śpieszymy tak...
Czerwony motyl
Zielona łąka
Na rzęsach dotyk
Babiego lata
Gonisz go
Gonisz
Trzepotem dłoni
Motyl kołuje
Lata i lata
Jest zawsze smuga półcienia
Pomiędzy nocą a dniem
To, co ty śnisz o motylu
Może być motyla snem
Kiedy cię noc ogarnęła
Kiedy zamknięte drzwi
Nie tylko ty śnisz motyla
I motyl ciebie śni
Świetlisty profil
Widzisz pod słońce
Fala burzliwa
Piasek omiata
Gonisz ją
Gonisz
Nie! Nie dogonisz
To jest dziewczyna
Nie z tego świata
Jest zawsze smuga półcienia
Pomiędzy nocą a dniem
To, co ty śnisz o dziewczynie
Może być dziewczyny snem
Kiedy cię noc ogarnęła
Kiedy zamknięte drzwi
Nie tylko ty śnisz dziewczynę
Dziewczyna ciebie śni
Miliony luster
Wiele pamięta
Wszystko oszustwem
Tamtego świata
Obszar istnienia
Nie jest zamknięty
Motyl czerwony
Gdzie chce, tam lata
A kiedy rano cię zbudzi
Baniek mleczarza dźwięk
Wyjdziesz na swoją ulicę
Choć jesteś czyimś snem
Kiedy poczujesz na twarzy
Babiego lata nić
To jeszcze możesz wybierać
Na którym świecie chcesz żyć...
Magdalena Turowska Parasol nie chroni od łez Jonasz Kofta
Parasol nie chroni od łez
Tak dobrze bez niego jest
Bo lepiej nie wiedzieć
Co spływa mi z rzęs
Czy łzy
Czy deszcz
Czy łzy
Czy deszcz Parasol nie chroni od łez
Kiedy mówiłeś
Żegnaj
Byłam na pewno
Blada
Trochę zdziwiona
Biedna
Wtedy zaczęło padać
Chciałeś pożyczyć
Mi parasol
Tak jak robiłeś
Nie raz
Nie dwa
A ja nie wzięłam
Nie wiesz dlaczego?
Nie był potrzebny
Mi tego dnia
Parasol nie chroni od łez...
Kiedy od ciebie
Biegłam
Chmura na miasto
Spadła
Biegłam zmoknięta
Biedna
W czystą ulewę nagłą
I nie musiałam
Unikać ludzi
Pouciekali
Wszyscy
Do bram
Biegłam przez miasto
Bez parasola
Nie był potrzebny
Mi tego dnia
Błogosławieni ubodzy duchem
Bogaci w byt
Wam samotności wnętrza głuche
Otwiera rytm
To niewolnicy serc obuchem
Kruszą niebo bez gwiazd
Czarnego bazaltu okruchy
Wpadają pomiędzy nas
Módlcie się wolni i biali
Do świętej, czarnej Mahalii
Módlcie się wolni i biali
Módlcie się póki czas
Omija głowy
Nut ciężkich obryw
Rytm serca
Parodiuje podryg
Wykrętny znak
Czyżbyśmy byli
Tak bezcieleśni
I nie nosili
W sobie tych pieśni
Czyżbyśmy wolni byli tak...
Szukam mężczyzny, spotkałam kogoś. Sama subtelność od stóp do palcy, Ale tam w środku było ubogo. Nawet na tydzień nie starczy. Nie chciałam odejść, Chciałam walczyć. Niestety harcerz i narcyz Twardy zawodnik był ten drugi, twarz pokerzysty zdecydowanie O seksualne swe zasługi dbał, kiedy czas miał na nie. Myślałam dobrze wybrałam. Niestety na szczeblu działacz. Jak być kobietą, jak się ocalić W świecie, gdzie niknie różnica płci. Pytam co wieczór, znów przyszło rano. Noc ze mnie drwi. Jak być kobietą zawsze ta samą, Wierną, niewierną, czułą, zdradliwą. Tysiące ról mi przypisano, Zabrano tylko miejsce na miłość.
Jak być kobietą, jak być kochaną, Kopciuszkiem w jednym pantofelku. Emancypację w zamian mi dano, Jestem świadomą obywatelką! Jak być kobietą, jak być kochaną, kochanką, żoną I jeszcze tym, tym co jest tajemnicą samą. Do czego trudno znaleźć rym. Nie wiem, nie wiem, tylko tęsknota nie chce usnąć. Wystarczy by wśród kwietnych alej Kwiat jaśminowy twarz mi musnął. Szukam, znajduję, znalazłam, mam. Niestety cham. Ostatni to był wspaniały okaz, Inteligencja, wdzięk, uroda. I pokochałam, łatwo pokochać. Do dzisiaj myślę, szkoda. Dlaczego z tego nic nie wynika, Jak być kobietą, jak być kochaną. Z różą we włosach biec do Romea. Wokoło w beton obmurowano. Rozpacz i nieład. Jak być tym, po co przyszłam na świat. Jak być , pozostać tym kim się jest. Kto mi to zabrał, kto mi to skradł. Pytam się u kres. Jak dawać miłość i jak ją brać. Wystarczy zajrzeć do podręcznika. A ja się pytam? ! Dlaczego z tego nic nie wynika!)