Urszula Kochanowska - Bolesław Leśmian

Hanna Banaszak
Urszula Kochanowska

Bolesław Leśmian

Gdy po śmierci w niebiosów przybyłam pustkowie,
Bóg długo patrzał na mnie i głaskał po głowie.

"Zbliż się do mnie, Urszulo! Poglądasz, jak żywa...
Zrobię dla cię, co zechcesz, byś była szczęśliwa."

"Zrób tak, Boże - szepnęłam - by w nieb Twoich krasie
Wszystko było tak samo, jak tam - w Czarnolasie!" -

I umilkłam zlękniona i oczy unoszę,
By zbadać, czy się gniewa, że Go o to proszę?

Uśmiechnął się i skinął - i wnet z Bożej łaski
Powstał dom kubek w kubek, jak nasz - Czarnolaski.

I sprzęty i donice rozkwitłego ziela
Tak podobne, aż oczom straszno od wesela!

I rzekł: "Oto są - sprzęty, a oto - donice.
Tylko patrzeć, jak przyjdą stęsknieni rodzice!

I ja, gdy gwiazdy do snu poukładam w niebie,
Nieraz do drzwi zapukam, by odwiedzić ciebie!"

I odszedł, a ja zaraz krzątam się, jak mogę -
Więc nakrywam do stołu, omiatam podłogę -

I w suknię najróżowszą ciało przyoblekam
I sen wieczny odpędzam - i czuwam - i czekam...

Już świt pierwszą roznietą złoci się po ścianie,
Gdy właśnie słychać kroki i do drzwi pukanie...

Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni!
Serce w piersi zamiera... Nie!... To - Bóg, nie oni!...

Obrazy: Ludmiła Jirincova

Urodzeni jesienią - Andrzej Sikorowski

Alfons Mucha
Ryszard Rynkowski
Andrzej Sikorowski

Urodzeni jesienią

Urodziłem się chyba nad ranem
był październik, deszczowy miesiąc
o szczegóły pytajcie mą mamę
pozostała dokładną kobietą
ojciec ponoć przez cztery dni
liczył wszystkie chmury na niebie
i z radości wciąż nie mógł przyjść
tak do domu jak i do siebie

Urodziłem się też w październiku
wojna ledwie trzasnęła drzwiami
wokół pełno było pomników
i świetlana przyszłość przed nami
Ojciec ponoć przez cztery dni
liczył wszystkie chmury na niebie
i z radości też nie mógł przyjść
tak do domu jak i do siebie

Pod jednym znakiem urodzeni
idziemy przez labirynt miast
wciąż mamy bliżej do jesieni
ale pozostał w oczach blask
czasem kładziemy się o świcie
bo zdarza się, że damy w gaz
lecz dobrze wiemy że to życie
zależy od nas nie od gwiazd...

W horoskopach nas szukaj pod Wagą
tam jest wszystko dokładnie podane
co nam idzie bez pudła, co słabo
jakie mamy zdolności lub talent
astrologom od siedmiu boleści
przepowiednie niech idą na zdrowie
chcecie wiedzieć, jacy jesteśmy
to spotkajmy się w barze za rogiem...

Lekcja religii - Andrzej Sikorowski


Andrzej Sikorowski
Lekcja religii

Nie brakuje mi siły do tańca
i szalone pomysły mam w głowie
i w kieszeni nie noszę różańca
chociaż róże uwielbiam - nie powiem

Nie brakuje mi wiatru we włosach
i słownictwo przeważnie mam szewskie
ale przecież docenią niebiosa
jeśli chociaż są trochę niebieskie

Że choć zapomniał dawno świat
na czym polega słowo brat
to ja pamiętam
I jeśli nawet licho śpi
to zawsze mu otworzę drzwi
nie tylko w święta

Bo choć zwariował dawno świat
i coraz częściej bratu brat
szykuje kulę
To w moim oknie płomień drży
i ściganego u swych drzwi
zawsze przytulę

Kaznodziejów omijam z daleka
choć w kościołach oglądam obrazy
cenię talent i mądrość człowieka
i nie ufam facetom bez skazy

Bo religia rumiany kolego
to nie taca i rewia pacierzy
to jest wiara w każdego bliźniego
i nadzieja że on też tak wierzy

Gdy mnie kochać przestaniesz - Andrzej Sikorowski

Anna Treter
Pod Budą
Gdy mnie kochać przestaniesz

Andrzej Sikorowski

Gdy mnie kochać przestaniesz to powiedz
powiedz, kiedy mnie kochać przestaniesz
to się człowiek wypłacze jak człowiek
w białym łóżku nad ranem

Nie przysyłaj mi listów ostatnich
nie owijaj w bawełnę słów paru
lepiej siądźmy do cieplej kolacji
pod okapem wieczoru

Na talerzach świecy blask
dymi waza pełna gwiazd
a pod stołem kot się łasi
coś stuknęło na tarasie
może wiatr
piętro wyżej ćwiczą Lista
a zawiane towarzystwo
gdzieś przed bramą wykrzykuje
stróż im tego nie daruje
stróż artysta

Posiedzimy tak sobie we dwoje
pośród spraw których nigdy nie było
potem w starym zacisznym pokoju
znowu wyznasz mi miłość

Gdy mnie kochać przestaniesz bez racji
powiedz o tym od razu kochany
wtedy zjemy kolejną kolację
na wieczoru dywanie

Przy niedzieli zabawa - Andrzej Sikorowski

Pod Budą
Przy niedzieli zabawa

Andrzej Sikorowski

Przy niedzieli po kąpieli
korek od szampana strzelił
pannie w bieli ktoś dał kielich
ależ będą się weselić

Przylecieli radość dzielić
wszyscy z rajskich stron anieli
dary dali co je mieli
potem śpiewać rozpoczęli

To szalona zabawa to szalone święto
stoły całe w potrawach pachnie wokół miętą
to zabawa szalona kiedy piją zdrowie
ludzie szersi w ramionach i mocniejsi w głowie

W poniedziałek zaś o świcie
przyszło się mocować z życiem
życiem które znakomicie
wie jak trzeba się wykrzyczeć

Teraz spłacić sto pożyczek
i obłowić się sowicie
żeby potem znów na szczycie
pić nektary jeść słodycze

Piosenka o filiżance - Andrzej Sikorowski

Anna Silivonchik
Pod Budą
Piosenka o filiżance

Andrzej Sikorowski

O filiżance zwykła ballada
a może jeszcze o czymś więcej
rym się za rymem będzie układał
jak to w piosence

W pewnej kawiarni
gdzie na pół czarnej
wpadał stójkowy i poeta
ta filiżanka miała zwyczajnie
coś jakby etat

Słuchała plotek nowin słuchała
nie uroniła nic z rozmowy
nie od parady dwa uszka miała
porcelanowe

Małe zwycięstwa przegrane sprawy
czułe uściski i rozstania
łza tylko czasem wpadła do kawy
łza pożegnania

Aż filiżankę w końcu rozbito
i ktoś powiedział żadna strata
i kawę dalej normalnie pito
i nikt nie płakał

A morał z tego chociaż nieduży
to niechaj wszyscy go poznają
całkiem bez echa odchodzą którzy
tylko słuchają

O la ri ja - Andrzej Sikorowski

Michael Cheval

Pod Budą - O la ri ja

Andrzej Sikorowski

O la ri ja o la ri
za oknami wstaje świt
aż tu nagle wiatr nadleciał jak szalony
na ramieniu jeszcze żony ciepły ślad
wiatr nadleciał i kołysze naszym domem
a od miasta jakiś dziwny rośnie gwar

O la ri ja o la ra
to melodia płynie zła
a ulicą wielki pochód niby rzeka
ołowianych żołnierzyków cały tłum
na przystankach na tramwaje
nikt nie czeka
a z latarni wrona zwisa głową w dół

O la ri ja, o la ra
już na rynku festyn trwa
tańczy żebrak z kimś kto rzucił grosz ofiarny
i idiota z profesorem nauk trzech
z kalekami najpiękniejsze tańczą panny
a na wszystko fioletowy sypie śnieg

O la ri ja o la ra
czarny bęben marsza gra
obce słowa krzyczą usta skądś znajome
po podwórzu biega w kółko chory pies
biją dzwony i ktoś siedzi na balkonie
u sufitu porzeczkowy rośnie krzew

O la ri ja o la ra
za horyzont patrzę w dal
już na tacy mi podają sygnet złoty
marzę o tym by zatrzymać wreszcie czas
i łagodnie się zapadam w twoje włosy
i wychylam gorzki toast aż do dna

i objęci odfruwamy gdzieś daleko
już za nami zatrzaskują ciężkie drzwi
i już oczom tak przytulnie pod powieką
i od łez twoja sukienka cała lśni

Wizyta u malarki - Andrzej Sikorowski

Pod Budą - Wizyta u malarki
https://drive.google.com/open?id=0B8dAm5T66ZQqWHZzVnZMMzFKWjA
Andrzej Sikorowski

Wczoraj byłem u malarki
dom jak dom i drzwi jak drzwi
jak u innych puste garnki
i w kominie szary dym

Jak u innych stara bieda
jak u innych w oknie kit
no i problem jak się nie dać
gdy nadciągnie tydzień zły

Ale za to na ścianach kwiaty
ze wszystkich świata łąk
a tuż obok koń pstrokaty
na nim przy szabli dumny ktoś
na martwych naturach ciasta
którym zapachu tylko brak
a wyżej podniebne miasto
jak ciemnozłoty ptak

Wczoraj byłem u malarki
i już wiem dokładnie wiem
że najczęściej puste garnki
są dla życia tylko tłem

Że się chowa stara bieda
i tężeje w oknie kit
znika problem jak się nie dać
i pytanie z kim się bić

Kiedy rosną na ścianach kwiaty
ze wszystkich świata łąk
galopuje koń pstrokaty i
wymachuje szablą ktoś
na martwych naturach ciasta
już się migdałów czuje smak
i fruwa podniebne miasto
po wszystkich moich snach

Aurika Piliponiene
















Kraków - Piwna 7 - Andrzej Sikorowski

Pod Budą
https://drive.google.com/open?id=0B8dAm5T66ZQqa2Vqc3MyVnhzU28
Kraków - Piwna 7

Andrzej Sikorowski

Byłem u wróżki - Piwna 7
wysokie kręte schody
ile mi jeszcze
chciałem wiedzieć
upłynie w Wiśle wody

Jaka mnie kiedyś czeka bieda
lub jakie urodzaje
czy mi gitarę przyjdzie sprzedać
czy lecieć na Hawaje

A wróżka chucha w szklaną kulę
i mówi do mnie czule

Przed tobą sława
wieczna zabawa
wszystko jak z nut
pieniędzy w bród
wspaniałe płyty
piękne kobity
zdrowie jak dzwon
wygodny tron

Żegnam staruszkę lekki cały
i ruszam w dół po schodach
nagle potykam się o mały
wyjątek w jej prognozach

I myślę tak spadając z hukiem
niby dojrzała gruszka
w końcu przyszedłem po naukę
zatem niech żyje wróżka

niech częściej chucha w szklaną kulę
i mówi do nas czule

Przed wami sława…

Piosenka o ulicznym grajku - Andrzej Sikorowski

J.C. Leyendecker
Pod Budą
Piosenka o ulicznym grajku

Andrzej Sikorowski

Tam, gdzie największy płynął tłum
raniutko stawał - deszcz, nie deszcz
i czapkę kładł do góry dnem
by wyglądała groszy stu

Rzucali ludzie marny grosz
co błyszczał w czapce niby łza
nie widzi biedak, ale gra
wciąż słyszał, gdy mijali go

Taki już żebraka los
jedne skrzypce, dwoje rąk
stare palto pełne łat
siwe włosy targa wiatr

Taki już żebraka los,
wokół litość albo złość
jednostajny monet brzęk
i fałszywej struny dźwięk

Pośrodku miasta zawsze stał
wtorek czy piątek - deszcz, nie deszcz
do myśli złych uśmiechał się
i jakiś stary refren grał

Aż raz przemówił - umilkł gwar
i nagle się dowiedział tłum
że oprócz marnych groszy stu
Królestwo własne stary ma

Taki już żebraka los
jedne skrzypce, dwoje rąk
ale za to jakie sny
gdzieś otwarte w mroku drzwi

Pod powieką własny świat
kto odgadnie jakich barw
czyje życie ponad stan
kto tu żebrak, a kto pan

Piosenka o mojej ulicy - Andrzej Sikorowski

Fot. Ja - Hanka - Kraków
Pod Budą
Piosenka o mojej ulicy

Prowadź mnie ulico prowadźże za rękę
Wszystko mnie zachwyca w twym kamiennym piekle
Bramy co na oścież kwiaty w każdym oknie
I ten mój samotny marsz

Pomiędzy domami prowadź mnie, ulico
Trakcie wydeptany ludzi nawałnicą
Radości alejo gwiazdy ci się śmieją
I dla ciebie wieje wiatr

W samym sercu miasta
Czytam to na twojej twarzy
W samym sercu miasta
Coś się nam przydarzy

Prowadź mnie ulico prowadźże za rękę
Wszystko mnie zachwyca w twym kamiennym piekle
Bramy co na oścież kwiaty w każdym oknie
I ten nasz ulotny marsz

Prowadźże mnie ulico bo ja ciągle czekam
Czy się nie okaże żeś ulico ślepa
Że mnie okłamałaś że mój cel zabrałaś
Pokazałaś inną twarz

Mglista piosenka o moim Krakowie - Andrzej Sikorowski

Fot. Ja - Hanka 2014
Andrzej Sikorowski
Mglista piosenka o moim Krakowie

Tu się nic nowego nie zdarzy
tu cię nic nowego nie spotka
dookoła znajome twarze
raz do roku najnowsza plotka
tynk się tylko na głowy sypie
czyli mówiąc banalnie dno
wciąż te same panienki w Spatifie
wciąż ci sami faceci w Rio

Tu przez serca krew płynie pomału
niby Wisła za mostem kawałek
wczoraj nagle zachodem powiało
wrócił koleś z krainy truskawek
tynk mu nową kurtkę obsypie
kosztowała dolarów ze sto
będzie o czym pogadać w Spatifie
będzie o czym pogadać w Rio

Moje miasto dymami owiane
dzisiaj mocno trzymam w ramionach
zanim zabrzmi gwiezdny testament
zapisany w kominach i dzwonach
na ramiona tynk mi się sypie
ale na to nie zważam bo
zostawiłem dwa słowa w Spatifie
zostawiłem dwa słowa w Rio

Nie przenoście nam stolicy do Krakowa

Pod Budą
Nie przenoście nam stolicy do Krakowa

Andrzej Sikorowski

Złote nuty spadają na Rynek
I muzyki dokoła jest w bród
Po królewsku gotuje Wierzynek
A kwiaciarki czekają na cud
Czasem we śnie pojawi się poseł
Który rację ma zawsze i basta
I uczonym oznajmia mi głosem
Że najlepiej nam było za Piasta
Wielkie nieba co ja słyszę
Wielkie nieba co się śni
Wstaję rano prędko piszę
Krótki refren zdania trzy

Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
Chociaż tak lubicie wracać do symboli
Bo się zaraz tutaj zjawią
Butne miny święte słowa
I głupota która aż naprawdę boli
U nas chodzi się z księżycem w butonierce
U nas wiosną wiersze rodzą się najlepsze
I odmiennym jakby rytmem
U nas ludziom bije serce
Choć dla serca nieszczególne tu powietrze

Złote nuty spadają na Rynek
I muzyki dokoła jest w bród
Po królewsku gotuje Wierzynek
A kwiaciarki czekają na cud
Zasłuchani w historii kawałek
Który matka czytała co wieczór
Przeżywaliśmy bitwy wspaniałe
Nadążając jak zwykle z odsieczą
To się jednak już zdarzyło
Deszcz nie jeden na nas spadł
Nie powtórzy się co było
Inny dziś w kominach wiatr

Nie przenoście nam stolicy do Krakowa...

Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
Niech już raczej pozostanie tam gdzie jest
Najgoręcej o to proszą
Dobrze ważąc własne słowa
Dwa Krakusy Grzegorz T. i Andrzej S...

Kraków 2012 - fot. Hanka O.