Piosenka włóczęgi - Marian Ośniałowski


Marcin Styczeń
Piosenka włóczęgi

Marian Ośniałowski

Mam na sprzedaż tylko serce,
tylko ręce dwie.
Dobrze mi jest w słońcu lata,
nocą mi samotnie źle,
boję się wszechświata.

W ciemnych lasach olsztyńskich
kwitną w maju srebrne konwalie.
Z ustami, co dziś mnie musnęły,
nie spotkam się już.
Zanim piosenki sprzedam komu,
w wietrze się roztrwonią,
od niepokoju umarłbym w domu.
Wiosenne lasy ziębami dzwonią.

Muszę w wietrze iść swobodnym
w dalekie wołanie.
Ale często bywam głodny.
Co to mi powiedział blask,
Gdy przez liście się przesiewał,
Zanim na mchu mokrym zgasł.

Gdy zaklnę w strofy lato,
jak wiatr pachniał trawą, rzeką
wieczorem w trzcinach nacichł,
kto mi zapłaci za to.
mam na sprzedaż serce kolorowe,
ręce dwie i więcej nic.
Uciekają ranione latem rącze dni.

Jak owady brzęczy w wietrze moje granie.
Kupujcie za pieniądze szeleszczące
Moje wiersze, panowie i panie.

Obrazy: Iwan Szyszkin, Mora Gidee

Palenie w piecu - Mieczysław Czychowski


Marcin Styczeń
Palenie w piecu

Mieczysław Czychowski 👉👉👉


Pozbierałem rozrzucone:
rozrzuciłem obumarłe.
Ile trzeba się natrudzić,
żeby zlepić z prochów – garnek.
Garnek w domu rzecz potrzebna,
Garnek w domu – rzecz potrzebna,
na miód pszczeli i gorczycę
Siedzę teraz. W piecu palę.
I u ręki palce liczę.
Liczyć palce – rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Napisałem list do matki –
Jakbym z kwiatu otrząsł jabłoń.
W głowie mi zakotłowało –
tak wysoko i bezdomnie.
I upadłem twarzą na dno.
Żółty mnie podziobał dzwoniec.
Upaść na dno – rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Drogi mi się zagubiły,
jakby wszystkie z wiatru były.
Obróciłem się na wiatr:
Jakie drogi – taki świat.
Nie mieć drogi – rzecz okrutna.
Ludzka.
I ogromnie smutna.

Przeprowadzka - Stanisław Swen...


Marcin Styczeń
Przeprowadzka

Stanisław Swen Czachorowski  👉👉👉

cztery noże trzy krzesła i kawałek szafy
właśnie tak mi powiedział w czasie przeprowadzki
cztery noże trzy krzesła i kawałek szafki
przysięgam tak powiedział a propos mej gafy

cztery noże trzy krzesła i kawałek szafy
o boże miły boże panie mej tułaczki
cztery noże trzy krzesła i kawałek szafki
i tyle oto cena całej mej niesławy

te noże te trzy krzesła ten kawałek szafy
za ciupinkę za tyle ot dylążek gafy
on mi aż tak powiedział w czasie przeprowadzki

wypomniał noże krzesła, wypomniał stan szafki
za glonek byle czego torturą niesławy
cztery noże trzy krzesła i kawałek szafy

Tak nasycony... - Jakub Zonszajn


Marcin Styczeń
Tak nasycony jestem tobą

Jakub Zonszajn  👉👉👉


Tak nasycony jestem tobą,
pełnią twojego światła –
dziś niebo z ziemią we mnie
w jedno się splata...

Nie ma już odtąd wyżyn
i nizin nie ma już więcej:
miłość i nienawiść w zgodzie
podają sobie ręce...

Piękno i brzydota
w jedno się splotły -

jak ból
i radość
ostatecznych
odkryć...

Spotkania - Jan Twardowski


Marcin Styczeń
Spotkania

Jan Twardowski 👉👉👉


Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
tak dokładnie zwyczajny że nie wiemy o tym

jak osioł co chciał zawyć i nie miał języka
lub chrabąszcz co swej nazwy nie zna po łacinie
będziemy się mijali nie wiadomo po co
spoglądali na siebie i sięgali w ciemność
myśleli o swym sercu że trochę zawadza
jak wciąż ta sama małpa w sensacyjnej klatce

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
jeśli mniej religijny - bardziej chrześcijański
wspomni coś od niechcenia podpowie adresy
jak śnieg antypaństwowy co wzniosłe pomniki
z wyrazem niewiniątka zamienia w bałwany
niekiedy łzę urodzi ważniejszą od twarzy
co pomiędzy uśmiechem a uśmieszkiem kapie

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
nagle zniknie - od razu przesadnie daleki
czy byliśmy prawdziwi - sprawdził mimochodem

Róża - Julian Przyboś


Marcin Styczeń - Róża  (Duchy poetów)

Julian Przyboś  👉👉👉


Bądź ze mną.
Cierpliwie, zawzięcie.
Długo, najdłużej.
Tak czekałem, że wiem to na pewno:
ból wyboli nareszcie, znuży się i zmęczy
i stanie się bez cierni- niedotknięciem róży;
formą tchu po pojęku; pojęciem
czystym

jak znikliwe zalśnienie za wcięciem
na szkle gruboświetlistym,
dźwięcznym,
żyłkowanym migotem zimnych barw półtęczy.

Zaciskam zęby: Niech ból raz za razem, krótko
przenikliwiej się wwierca,
niech kłując ostrym kolcem jeszcze głębiej boli,
niech jak igła mknie wyżej do komory serca!
Niechaj wywabia z siebie na zewnątrz
z dna kryształowego wazonu nad wręby
różę, palcami w kroplach krwi zerwaną,
krzepnącą powoli
czarno,
płatek po płatku, ze rdzawą obwódką;
różę tak niespodzianą, że nagle pomocną,
tę, którą mi przyniosłaś. I której się wstydzę,
że nie mogę jej doznać.
Purpurowa, groźna
niechaj pachnie wrogo
przeciw dusznicy
i w aorcie złogom
i - wbrew temu, który we mnie wbity-
niechaj swój cierń wyostrzy i uwielokrotni
na długiej, prężnej, obronnej łodydze!
Niechaj ból boli sam dla siebie, niczyj!
Niech rozkrwawia w powietrzu woń róży rozwitej...

Bądź, bądź najbliżej. Dotknij
mojego serca swoją malinową sutką.
Niech tylko czuję aż do bólu mocno,
jak bardzo jesteś mi drogą.

Marcin Styczeń  👉👉👉

Trzecia nad ranem - Ernest Bryll


Marcin Styczeń
Trzecia nad ranem

Ernest Bryll  👉👉👉


Całe dzieciństwo moje co trzecia nad ranem
Z kurnika do kurnika szło kogutów pianie
Przez ścianę słychać było mozolne wstawanie
Tych, co szli karmić bydło. I babci różaniec

Zdrady przypominanie, litości szukanie
Gdy Miłosierdzie Boskie babcia szła dobudzić
Ty śpij – szeptała do mnie. Póki umiesz wrócić
Do snów dziecinnych. Nie wiem co się stanie
Gdy już dorośniesz. Czy będziesz pamiętał
O czym pieją koguty?...

Nie słuchałem więcej
Bo takie rajskie było pierzyny nagrzanie
I sen puchowy, że i dziś przysypiam
Zresztą nad miastem kogut już nieczęsto chrypi
O trzeciej nad ranem jeszcze tramwaje nie jadą

Każdy ma sen swój. Budzik swój. I zdradę...

Oda świąteczna - Ernest Bryll


Marcin Styczeń
Oda świąteczna

Ernest Bryll


Szczęśliwi którzy razem z nami
Szczęśliwi
W supermarketach wózek pchają
Szczęśliwi
I dumnie przed kasami stając
Szczęśliwi
Są jak wybrańcy u bram raju

Szczęśliwi, którzy z rodzinami
Szczęśliwi
Żrą w macdonaldach wielką bułę
Szczęśliwi
I wszystkich smaków świata czułych
Szczęśliwi
Zatkani bułą nie zaznają

Dusz ich nie dusi przypomnienie
Innego świata. Wszystko mają
Co chcieli. Po dostępnej cenie...

Więc choć koszmary oglądają
W telewizorach. Jak zaklęci
Śpią cicho, płytko, bez pamięci

Szczęśliwi...

Fot. E. Bryll, M. Styczeń

Zejdźmy się - Ernest Bryll


Marcin Styczeń
Zejdźmy się jak na wilię

Ernest Bryll  👉👉👉


Zejdźmy się jak na wilię. Razem podzielimy
Nasz strach, strapienie, niejasność, zwątpienie
Może ten chleb kamienny dotknięty przez innych
Stanie się miękkim chlebem naszej ziemi

Zaśpiewajmy, co jeszcze przez łzy można nucić
I postawmy talerze dla tych co wędrują
Może się który zdrowo do nas wróci
I wyciągnijmy ręce... Niech wszyscy poczują

Że to co we mnie umiera to w innym
Być może jeszcze żyje. A co w nim umiera
To we mnie jak w Betlejem zrodziło się teraz

Nie trzeba życzeń bo i co tu życzyć
Wystarczy kącik, chwilka żeby się przełamać
Tym co najbardziej boli. I razem policzyć
Bliskich którzy przegrali ale nie chcą kłamać

Zaśpiewajmy, co jeszcze przez łzy można nucić...

Zejdźmy się jak na wilię. Razem podzielimy
Co boli ciebie. A co boli innych

Oj, gębo moja - Ernest Bryll


Marcin Styczeń 👉👉👉
Oj, gębo moja

Ernest Bryll


Oj, gębo moja. Zbyt smutny
Jęzor ci urósł. Na wietrze
Powiewa. Lecz gdy bezwietrznie
Zaraz go ktoś przydepcze
Butem podkutym
A miał jęzor wesoło zaganiać
Pieśni w taki kraj uradowania
Że nie złapiesz nawet kropli oddechu
Tyle będzie sukcesów w tym śmiechu

Oj, gębo moja...

Z gitarą chłopcy idą - Ernest Bryll


Marcin Styczeń 👉👉👉
Z gitarą chłopcy idą

Ernest Bryll


Z gitarą chłopcy idą tacy naiwnie młodzi
Że nie zapyta żaden jak po tej ziemi chodzić

Ogieniek papierosa twarz im oświetlił miękko
Niosą swoją gitarę jak Gwiazdę Betlejemską

I pędzą swe marzenia niby wesołe stada
Aż kurz się w górę wznosi do gardła się zakrada

Więc chrząkamy niepewnie patrząc gdzie teraz doszli
Bo idą z Narodzenia prościutko w Piątek Gorzki

Pomiędzy nami - Ernest Bryll


Marcin Styczeń  👉👉👉
Pomiędzy nami

Ernest Bryll


Pomiędzy nami w pomiętej odzieży
Stał Łazarz co zmartwychwstał i jeszcze nie wierzył
Że wrócił do nas. Że go dotykają
Ludzie stłoczeni w nagrzanym tramwaju

Jechał do pracy. Bo gdzie miał z wieczności
Wrócić? Zapomniał życia, więc kogoś zezłościł
Komuś przeszkadzał wysiąść. I tak popychany
Kołysał się szarawym powietrzem pijany

Potem robił jak co dzień. Nikt nie zauważył
Dotknięcia Boga, które miał na twarzy
Nikt nie brzydził się pleśnią na jego ubraniu
Więc zapominał sobie o swym zmartwychwstaniu
O błysku co rozerwał ciemność...

Razem z nami
Wrócił dźwigając siatkę z zakupami
Zjadł, zerknął w telewizor i jak wszyscy w bloku
Położył się do łóżka. Zapadł w grobu spokój

I spał jako my wszyscy, którzy nocą śpimy
I rankiem powracamy albo odchodzimy...

Uciekali błogo - Ernest Bryll


Marcin Styczeń
Uciekali błogo

Ernest Bryll  👉👉👉


Uciekali błogo – jeszcze lekką nogą
Bo ubita ścieżka była dla nich drogą
Nie widzieli siwej głowy kurzu
Która za doliną miała się wynurzyć

Nie znali jak brodzi się w szarej czuprynie
Tego co minęło innym i nas minie
Po co im wiedzieć. To przypomni
Garb co na grzbiecie rośnie ogromny

Uciekali błogo...

Po co im wiedzieć. I tak nie pojmują
Wierzą że skrzydła pod garbem się klują...

Ernest Bryll (fot. Mariusz Kubik)