Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duchy Poetów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duchy Poetów. Pokaż wszystkie posty

Święty Szymon Słupnik - Stanisław Grochowiak


Marcin Styczeń
Święty Szymon Słupnik

Stanisław Grochowiak


Powołał go Pan
Na słup.
Na słupie miał dom
I grób.

A ludzie chłopaka na szafot przywiedli,
Unieśli mu głowę w muskularnej pętli.
Powołał go Pan na stryk.

Powołał go Pan,
By trwał.
By śpiewał mu pieśń
I piał.

A ludzie dziewczynę wśród przekleństw gwałcili
I włosy jej ścięli, i ręce spalili.
Powołał ją Pan
Na gnój.

Powołał go Pan Na słup.
Na słupie miał dom
I rób.
A ludzie mych wierszy słuchając powstają
I wilki wychodzą żerującą zgrają...
Powołał mnie Pan
Na bunt.

Obraz: Rafał Malczewski

Nie wiem - Władysław Broniewski


Marcin Styczeń  👉👉👉
Nie wiem

Władysław Broniewski


Nie zrozumiem nigdy, nie nazwę
żadnej rzeczy z daleka ni z bliska.
Rozdeptałem słowa na miazgę,
okrwawiłem sercem i ciskam.

Nie wypowiem nic, nie wyśpiewam,
ani nocy, ni gwiazd nie zliczę.
Opętany bólem i gniewem,
gniewem płonę i bólem krzyczę.

Wiem, że nigdy poznać nie zdołam,
jaka moc mnie usidla i dręczy,
torturuje słonecznym kołem
i zakuwa obręczą tęczy.

Trzeba wyrwać się, trzeba odejść,
trzeba biec, uchodzić przed klęską!
Jak odnaleźć radość i młodość,
gdzież jest miłość, miłość zwycięska?

Jak się przed tobą wytłumaczę - Tadeusz Nowak


Marcin Styczeń
Jak się przed tobą wytłumaczę

Tadeusz Nowak 


O, życie moje, nieprzytomne życie.
Wśród ludzi chodzę, których się dotyka
ustami, ręką, wzrokiem, wyobraźnią.
Czy wy mnie, ludzie, smutku oduczycie,
co we mnie rośnie, rośnie jak muzyka,
gdy bębny ziemi moje stopy drażnią?

Wciąż mi się zdaje, że już dawno jestem
tam, dokąd idę z podniesioną głową.
A przy mnie usta zaciska surowo
ojciec wpatrzony w miedzę pod butami
i twardej ręki niecierpliwym gestem
wskazuje niebo krążące nad nami.

I cóż mu powiem? W oczy mu popatrzę,
schylę się nisko do rąk dostojeństwa,
a on pomyśli o miejskim teatrze,
gdzie ponoć uczą kłamliwej pokory,
i twarz odwróci od gestu błazeństwa,
i pójdzie siwą łąką na nieszpory.

Jak się przed tobą, ojcze, wytłumaczę
z różańca, który po ziarnku gubiłem
w ogromnym lesie, co się za mną czerni,
gdy na twe ręce tak pokornie patrzę,
jakbym roztrwonił wszystko, co mi dałeś.
A łąką idą ukorzyć się wierni.

Piosenka włóczęgi - Marian Ośniałowski


Marcin Styczeń
Piosenka włóczęgi

Marian Ośniałowski

Mam na sprzedaż tylko serce,
tylko ręce dwie.
Dobrze mi jest w słońcu lata,
nocą mi samotnie źle,
boję się wszechświata.

W ciemnych lasach olsztyńskich
kwitną w maju srebrne konwalie.
Z ustami, co dziś mnie musnęły,
nie spotkam się już.
Zanim piosenki sprzedam komu,
w wietrze się roztrwonią,
od niepokoju umarłbym w domu.
Wiosenne lasy ziębami dzwonią.

Muszę w wietrze iść swobodnym
w dalekie wołanie.
Ale często bywam głodny.
Co to mi powiedział blask,
Gdy przez liście się przesiewał,
Zanim na mchu mokrym zgasł.

Gdy zaklnę w strofy lato,
jak wiatr pachniał trawą, rzeką
wieczorem w trzcinach nacichł,
kto mi zapłaci za to.
mam na sprzedaż serce kolorowe,
ręce dwie i więcej nic.
Uciekają ranione latem rącze dni.

Jak owady brzęczy w wietrze moje granie.
Kupujcie za pieniądze szeleszczące
Moje wiersze, panowie i panie.

Obrazy: Iwan Szyszkin, Mora Gidee

Palenie w piecu - Mieczysław Czychowski


Marcin Styczeń
Palenie w piecu

Mieczysław Czychowski 👉👉👉


Pozbierałem rozrzucone:
rozrzuciłem obumarłe.
Ile trzeba się natrudzić,
żeby zlepić z prochów – garnek.
Garnek w domu rzecz potrzebna,
Garnek w domu – rzecz potrzebna,
na miód pszczeli i gorczycę
Siedzę teraz. W piecu palę.
I u ręki palce liczę.
Liczyć palce – rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Napisałem list do matki –
Jakbym z kwiatu otrząsł jabłoń.
W głowie mi zakotłowało –
tak wysoko i bezdomnie.
I upadłem twarzą na dno.
Żółty mnie podziobał dzwoniec.
Upaść na dno – rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Drogi mi się zagubiły,
jakby wszystkie z wiatru były.
Obróciłem się na wiatr:
Jakie drogi – taki świat.
Nie mieć drogi – rzecz okrutna.
Ludzka.
I ogromnie smutna.

Przeprowadzka - Stanisław Swen...


Marcin Styczeń
Przeprowadzka

Stanisław Swen Czachorowski  👉👉👉

cztery noże trzy krzesła i kawałek szafy
właśnie tak mi powiedział w czasie przeprowadzki
cztery noże trzy krzesła i kawałek szafki
przysięgam tak powiedział a propos mej gafy

cztery noże trzy krzesła i kawałek szafy
o boże miły boże panie mej tułaczki
cztery noże trzy krzesła i kawałek szafki
i tyle oto cena całej mej niesławy

te noże te trzy krzesła ten kawałek szafy
za ciupinkę za tyle ot dylążek gafy
on mi aż tak powiedział w czasie przeprowadzki

wypomniał noże krzesła, wypomniał stan szafki
za glonek byle czego torturą niesławy
cztery noże trzy krzesła i kawałek szafy

Tak nasycony... - Jakub Zonszajn


Marcin Styczeń
Tak nasycony jestem tobą

Jakub Zonszajn  👉👉👉


Tak nasycony jestem tobą,
pełnią twojego światła –
dziś niebo z ziemią we mnie
w jedno się splata...

Nie ma już odtąd wyżyn
i nizin nie ma już więcej:
miłość i nienawiść w zgodzie
podają sobie ręce...

Piękno i brzydota
w jedno się splotły -

jak ból
i radość
ostatecznych
odkryć...

Spotkania - Jan Twardowski


Marcin Styczeń
Spotkania

Jan Twardowski 👉👉👉


Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
tak dokładnie zwyczajny że nie wiemy o tym

jak osioł co chciał zawyć i nie miał języka
lub chrabąszcz co swej nazwy nie zna po łacinie
będziemy się mijali nie wiadomo po co
spoglądali na siebie i sięgali w ciemność
myśleli o swym sercu że trochę zawadza
jak wciąż ta sama małpa w sensacyjnej klatce

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
jeśli mniej religijny - bardziej chrześcijański
wspomni coś od niechcenia podpowie adresy
jak śnieg antypaństwowy co wzniosłe pomniki
z wyrazem niewiniątka zamienia w bałwany
niekiedy łzę urodzi ważniejszą od twarzy
co pomiędzy uśmiechem a uśmieszkiem kapie

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
nagle zniknie - od razu przesadnie daleki
czy byliśmy prawdziwi - sprawdził mimochodem

Róża - Julian Przyboś


Marcin Styczeń - Róża  (Duchy poetów)

Julian Przyboś  👉👉👉


Bądź ze mną.
Cierpliwie, zawzięcie.
Długo, najdłużej.
Tak czekałem, że wiem to na pewno:
ból wyboli nareszcie, znuży się i zmęczy
i stanie się bez cierni- niedotknięciem róży;
formą tchu po pojęku; pojęciem
czystym

jak znikliwe zalśnienie za wcięciem
na szkle gruboświetlistym,
dźwięcznym,
żyłkowanym migotem zimnych barw półtęczy.

Zaciskam zęby: Niech ból raz za razem, krótko
przenikliwiej się wwierca,
niech kłując ostrym kolcem jeszcze głębiej boli,
niech jak igła mknie wyżej do komory serca!
Niechaj wywabia z siebie na zewnątrz
z dna kryształowego wazonu nad wręby
różę, palcami w kroplach krwi zerwaną,
krzepnącą powoli
czarno,
płatek po płatku, ze rdzawą obwódką;
różę tak niespodzianą, że nagle pomocną,
tę, którą mi przyniosłaś. I której się wstydzę,
że nie mogę jej doznać.
Purpurowa, groźna
niechaj pachnie wrogo
przeciw dusznicy
i w aorcie złogom
i - wbrew temu, który we mnie wbity-
niechaj swój cierń wyostrzy i uwielokrotni
na długiej, prężnej, obronnej łodydze!
Niechaj ból boli sam dla siebie, niczyj!
Niech rozkrwawia w powietrzu woń róży rozwitej...

Bądź, bądź najbliżej. Dotknij
mojego serca swoją malinową sutką.
Niech tylko czuję aż do bólu mocno,
jak bardzo jesteś mi drogą.

Marcin Styczeń  👉👉👉