Palenie w piecu - Mieczysław Czychowski


Marcin Styczeń
Palenie w piecu

Mieczysław Czychowski 👉👉👉


Pozbierałem rozrzucone:
rozrzuciłem obumarłe.
Ile trzeba się natrudzić,
żeby zlepić z prochów – garnek.
Garnek w domu rzecz potrzebna,
Garnek w domu – rzecz potrzebna,
na miód pszczeli i gorczycę
Siedzę teraz. W piecu palę.
I u ręki palce liczę.
Liczyć palce – rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Napisałem list do matki –
Jakbym z kwiatu otrząsł jabłoń.
W głowie mi zakotłowało –
tak wysoko i bezdomnie.
I upadłem twarzą na dno.
Żółty mnie podziobał dzwoniec.
Upaść na dno – rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Drogi mi się zagubiły,
jakby wszystkie z wiatru były.
Obróciłem się na wiatr:
Jakie drogi – taki świat.
Nie mieć drogi – rzecz okrutna.
Ludzka.
I ogromnie smutna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz