Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krasicki M.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krasicki M.. Pokaż wszystkie posty

Już wracać czas - Marek Gaszyński


Daniel Kłosek
Pesymiści
Już wracać czas

Marek Gaszyński 👉👉👉


Jaki los czeka nas, powiedz, jaki los
Dobry rok, smutny czas, radość, smutek, żal
Gdzie dziś ty, a gdzie ja, gdzie nas rzucił świat
Z jakiej strony do mnie przyjdziesz, ile minie lat

Nie rozpaczaj, łzy zachowaj, bo wrócą jasne dni
Dzisiaj dalecy, lecz jutro bliscy - to my
Nie rozpaczaj, łzy zachowaj, bo wrócą jasne dni
Z każdym wieczorem, z każdym porankiem
Bliżej nas, bliżej

Już blisko jest nasz dom i stary las
I teraz wiem, że już, że wracać czas
Nie wołaj mnie, twój głos w oddali (?)
Ja wrócę sam za dzień, za parę dni

Już, już wracać czas...

Dogoni nas tylko wiatr - Marek Gaszyński


Pesymiści
Dogoni nas tylko wiatr

Marek Gaszyński


Tam gdzie żagla śnieżna biel
Gdzie lasu widać cień
Szybuje nasza łódź
Gdzieś tam pozostanie jeden ślad
Dziś dopędzi nas już tylko wiatr
Bo ucieka nasza łódź

Nad głową świeci słońce
W żagle dmucha wiatr
To nic, że jasny promień
W oczy nasze wpadł
Nie szkodzi, bo dziś

Uciekasz tak jak ptak
Kapitan dał ci jeden znak
Tam steruje nasza łódź
I już pod stopami czujesz ląd
Za chwilę ruszysz stąd
Już czeka twoja łódź

Nad głową świeci słońce...

Nie bój się ciemności - Józef Lewiński...


Jacek Lech
Nie bój się ciemności

Józef Lewiński, Andrzej Zaniewski


Nie bój się ciemności, najpiękniejsza
Noc przeminie, ranek złamie mrok
Dzień nas wzywa z powrotem na miejsca
Czemu cofasz swój przed nocą wzrok
Nie bój się ciemności, noc przeminie
Jak przelotny żagiel albo gniew
Całą noc spędzimy przy winie
Aż orzeźwi nas poranny zgiełk

Czemu boisz się nocy
Noc pozwala nam śnić
Tańczą na dachu koty
Trzeba żyć, trzeba żyć, trzeba żyć
Czemu boisz się lustra
Patrzysz na swoją twarz
Trzeba mieć uśmiech na ustach
Chociaż zmarszczki dorzuca nam czas

Nie bój się ciemności, zatańczymy
Mrok obejmie ciała, złamie lęk
Czemu w tańcu tak mało mówimy
Jakby to był nasz wspólny sen
Nie bój się ciemności, czas ucieka
W życiu trzeba nam miejsca na uśmiech
Rano światło obejmie nas rzeką
Jakbyśmy na nowy zeszli brzeg

Czemu boisz się nocy...

Łąka - Bolesław Leśmian


Magda Umer - Łąka

Bolesław Leśmian


Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,
Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?
Zawołana po imieniu
Raz przejrzałam się w strumieniu -
I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu.

Weszłabym do twej chaty, gdy mgły się postronią,
Lecz nie wiem, czy się zmieszczę wraz z rosą i błonią.
Jakże cała poprzez drogę
Do twej chaty wbiegnąć mogę?
Od naporu zieleni runie ściana biała!

Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem,
Przyszły pszczoły z kadzidłem i mirrą i złotem,
Przyszła sama Nieskończoność,
By popatrzeć w mą zieloność -
Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem...

Kto całował mak w zbożu - nie zazna niedoli!
Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli...
Kocham stopy twoje bose,
Że deptały kruchą rosę,
Rozróżniając na oślep chabry od kąkoli.

Niechże sen twój wędrowny zielenią poprzedzę!
Weź kwiaty w jedną rękę, a w drugą weź miedzę,
Połóż kwiaty na rozstaju,
Zwilżyj miedzę w tym ruczaju,
Co wie o mnie, że trawą brzeg jego nawiedzę.

Już słońce mimochodem do rowu napływa,
Skrzy się łopuch kosmaty i bujna pokrzywa -
Jeno pomyśl, że ci wolno
Kochać łątkę i mysz polną,
I przepiórkę, co z głuchym trzepotem się zrywa!

Ludzie - mgły, ludzie - jaskry i ludzie - jabłonie,
Rozwidnijcie się w słońcu, boć na pewno płonie!
Dla mnie - rosa, dla mnie - zieleń,
Dla was - nagłość rozweseleń,
A kto pieśni wysłuchał - niech mi poda dłonie!

Ballada bezludna - Bolesław Leśmian

Christian Schloe

Magda Umer
Ballada bezludna


Bolesław Leśmian

Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie bląka,
W swym bezpieczu szmaragdowym rozkwitała w bezmiar ląka,
Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą,
A gwoździki spoza trawy wykrapiały się wiśniato.
Świerszcz, od rosy napęczniały, ciemnił pysk nadmiarem śliny,
I dmuchawiec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny,
A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał,
I nie było tu nikogo, kto by widział, kto by słyszał.

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?
Czemuż nie ma ust moich na łące?
Rwać mi kwiaty rękami obiema!
Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

Zabóstwiło się cudacznie pod blekotem na uboczu,
A tu jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu,
I czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić,
Raz warkoczem się zazłocić, raz piersiami się zabielić -
I czuć było, jak się zmaga zdyszanego męką łona,
Aż na wieki sił jej zbrakło - i spoczęła niezjawiona!
Jeno miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało,
Próżne miejsce na tę duszę, wonne miejsce na to ciało.

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?...

Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady
Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady,
Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia,
Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia.
Żuki grały jej potrupne, świerszcze - pieśni powitalne,
Kwiaty wiły się we wieńce, ach we wieńce pożegnalne!
Wszyscy byli w owym miejscu na słonecznym, na obrzędzie,
Prócz tej jednej, co być mogła, a nie była i nie będzie!...

Strój - Bolesław Leśmian

Mstislav Pavlov

Magda Umer - Strój

Bolesław Leśmian

Miała w sadzie strój bogaty, malowany w różne światy
Że gdy w nim się zapodziała, nie wędrując - wędrowała
Strój koloru murawego, a odcienia złocistego
Murawego - dla murawy, złocistego - dla zabawy

Zbiegło się na te dziwy aż stu płanetników
Otoczyli ją kołem, nie szczędząc okrzyków
Podawali ją sobie z rąk do rąk, jak czarę:
"Pójmy duszę tym miodem, co ma oczy kare!"
Podawali ją sobie z ust do ust na zmiany:
"Słodko wargą potłoczyć taki krzew różany!"
Porywali ją naraz w stu pieszczot zawieję:
"Dziej się w tobie to samo, co i w nas się dzieje!"

Dwojgiem piersi ust głodnych karmiła secinę:
"Nikt tak słodko nie ginął, jak ja teraz ginę!"
Szła pieszczota koleją, dreszcz się z dreszczem mijał
Nim jeden wypił do dna - już drugi nadpijał
Kto oddawał - dech chwytał, a kto brał - dech tracił
A kto czekał za długo - rozumem przypłacił!
Sad oszalał i stał się nie znany nikomu
Gdy ona, jeszcze mdlejąc, wracała do domu

Miała w oczach ich zamęt, w piersi - ich oddechy
I płonęła na twarzy od cudzej uciechy!
"Jakiż wicher warkocze w świat ci rozwieruszył?"
"Ach, to strzelec - postrzelec w polu mnie ogłuszył!"
"Co za dreszcz twoim ciałem tak żarliwie miota?"
"Śniła mi się w śródlesiu burza i pieszczota!"
Mać ją, płacząc, wyklęła - ojciec precz wyrzucił
Siostra łokciem skarciła, a brat się odwrócił