Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokłosa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokłosa. Pokaż wszystkie posty

Zabawa - Ewa Lipska


Michał Bajor - Zabawa

Ewa Lipska 👉👉👉


Więc zejść kazali z oczu stromych
Za jedno życie popełnione
Kazali zejść, kto kazał zejść
Drepczę w pamięci przytłumionej

Grzmoty wątpliwe są i ciało
Nie byłaś i nie będziesz - rzekli
Komu wymyślać tak się chciało
Życie na niby, dla uciechy

Zabawa dziwnie się zaczęła
Ktoś nie chciał przerwać gdy już zaczął
Kimś innym wojna się zajęła
Ktoś nagle gwiazdy w dzień zobaczył

Zabawa dziwnie trwała dalej
Gdyśmy się chcieli szybko minąć
Gdy w biegu stałem, jak ty stałaś
Bieg wieków nie pozwalał minąć

Zabawa dziwnie się śpieszyła
Ktoś ciągle burzył, ktoś budował
A w wolnej chwili przyszła chwila
Kto taką chwilę wyhodował

Więc zejść kazali z oczu stromych
Za popełnione dla zabawy
Życie bez końca, tak bez końca
Ze spojrzeń stromych zejść bez wprawy

Nawet bez tańców tych ostatnich
I bez guzika przy sukience
I bez nadziei, i z nadzieją
Wygrywa szczęście, kto da więcej

Śmiejcie się, strome są spojrzenia
Tak bardzo strome, że aż bolą
Ale się ból jak życie zmienia
Życie zaś bólu jest niewolą

Janusz Stokłosa - Kompozytor 👉👉👉

Chłopcy przedwojenni - Jeremi Przybora


Chłopcy przedwojenni


Jeremi Przybora


Tutaj się rodziliśmy,
tutaj pierwsze łzy roniliśmy,
pierwszą radość tu przeżyliśmy —
chłopcy przedwojenni.

Tu się żyć uczyliśmy,
biedni czy bogaci byliśmy,
zawsze tutaj być lubiliśmy —
chłopcy przedwojenni.

Piliśmy, nie ćpaliśmy,
gdy kochaliśmy, zdradzaliśmy,
ale chamscy nie bywaliśmy,
dość dla dam przyjemni.

Często też ginęliśmy,
więcej daliśmy, niż wzięliśmy,
mało do wyboru mieliśmy,
bardzo mały wybór mieliśmy —
chłopcy przedwojenni.

Często też ginęliście,
więcej daliście, niż wzięliście,
mało do wyboru mieliście,
bardzo mały wybór mieliście —
chłopcy przedwojenni.

Bardzo mały wybór mieliśmy —
chłopcy przedwojenni.

Jeremi Przybora, Piotr Machalica

Oddaj mi samotność - Marcin Sosnowski


Michał Bajor
Oddaj mi samotność

Marcin Sosnowski

Nie, nie to nie będzie wiersz
Żal, żal słów rzuconych byle gdzie
Z nut, pauz już nie popłynie pieśń
Niepełny rym, przykry fałsz
Banalny temat, skradziony

Nie, nie, nie to nie będzie krzyk
Ledwie ruch warg, skarg nie usłyszy nikt
Urwany ton jak tchórz
Przez kraty smutku wycieka
Nie, nie ma gdzie już
Już gdzie uciekać, uciekać...

Nie ma gdzie już

Oddaj mi samotność mą
Pragnę jej, wolę ją
Od chłodnego bez końca we dwoje
W byle jakim sam na sam
Nic się nie przydarzy nam
Zwariujemy z nudy oboje

Skreśl mnie w myślach, wypal mnie
Jeszcze czas, proszę, nie
Proszę nie myśl już, nie myśl już o mnie
W dożywociu czterech ścian
Traci sens każdy plan

Oddaj mi samotność mą
Pragnę jej, chcę być z nią
Chcę na moment po prostu zapomnieć
Myślom moim przywróć wstyd
Słowom cel, sens i rytm
Oddaj wiarę na zawsze straconą.

Nim nienawiść zacznie knuć
Zwróć mi mą czystość, zwróć
Gdzieś w pośpiechu po drodze zgubioną
Daj odpocząć kilka chwil
Maskę zdjąć pozwól mi
Może pod nią płaczę

Oddaj mi samotność mą
Pragnę jej, wolę ją
Od absurdu codziennych tłumaczeń
Oddaj mi samotność mą
Pragnę jej, chcę być z nią
Nie możemy przecież inaczej

Oddaj mi samotność mą
Pragnę jej, wolę ją
Od chłodnego, głupiego we dwoje
W pajęczynie pustych dni
Zabłądzimy ja i ty
Zwariujemy...

Życie - Janusz Anderman


Danuta Rinn - Zycie

Janusz Anderman

Życie to głupi żart
Choć miewa czasem gest, marny gest
Czy miałam kiedyś fart
Zdarzyło się we śnie
Na jawie znacznie mniej, znacznie mniej

Tak chciałam lśnić, tak chciałam być
Chciałam ze światem ładnie grać
Lecz świat znaczone karty ma
Zawsze przegrana byłam ja
Gonił mnie lęk, ścigał mnie strach

Zaszyć się gdzieś w jakąś noc
Zagasić w sobie świat, cały świat
I nie czuć więcej, bo skąd brać na czucie hart
Czy zdołam jeszcze raz, jeszcze raz

Życie to głupi żart
Choć miewa czasem gest, miewa gest

Odcedzona - Miron Białoszewski


Ewa Dałkowska - Odcedzona

Miron Białoszewski

Katakumbowej
gdzie krociowy jest skarb?
z domysłów
czaszka moja
złota

A ile wart
to dowiem się
dopiero tam
od jubilerów gwiazd
i słońca

Ach, tu
oprawić mógłby każdy mój gest
w ulicy życia
Smętnej

Skryty skarb
jak dziurawa kość
Pieniądz w ręku
choćby cierpieć
pozwala
z godnością

W Hiszpanii mówią tak:
"Daj dziecku swemu szczęście
I rzuć je w morze"

A moja matka
w pośpiechu
o moim zapomniała szczęściu
rzuciła mnie na płytką wodę
rynsztoka

I odcedziło mnie
I odcedziło mnie
na rynsztokowym ruszcie

André-Pardon - Miron Białoszewski


Ewa Dałkowska, Mariusz Benoit
André-Pardon

Miron Białoszewski

Na kogo kapie deszcz❓
Komu rynnuje kołnierz❓

Ryn-nyn-nyn-nyn, nyn-nyn-nyn
Idźżeż❗ Idźżeż❓ Idźżeż❗

Serce 💗 Sylwester
Syp-syp-syp
Wesele, wesele
Cyk-cyk-cyk

Mistrzom-sztuk-
mistrzom dla-
rzom, handla-
rzo kantom-
muzy-kantom
Wzbronionny wstęp
Wzbronionny jak sęp

Na kogo kracze deszcz❓
W czyje rynny wzbronionny wstęp❓

Idźżeż❗ Idźżeż❗ Idźżeż❗ Idźżeż❗ Idźżeż❗

Na kogo, na kogo❓ Co❓
Na kogo, na kogo co❓

Na kogo kapie szczęście❓
I czyje lukruje serca❓
Czy lukr, czy lukr Sylwestra❓
On trafia pod grzyby psie 🍄

Na kogo kapie szczęście❓
I czyje lukruje serca❓
Czy lukr, czy lukr Sylwestra
Z widokiem na Teo-się❓

Obrazy: Rafał Olbiński

Naszych matek maleńkie mieszkanka - Wojciech Młynarski

Michał Bajor 
Naszych matek maleńkie mieszkanka

Wojciech Młynarski

Mały balkon nasturcja porasta
I trzepocze na wietrze firanka
Świecą zmierzchem w ciemnej ścianie miasta
Naszych matek maleńkie mieszkanka
Matka dzień o świtaniu zaczyna
Szarym wróblom okruchy wymiata
Czasem świeczkę zapali za syna
Co wyfrunął daleko do świata

W matki domu zeschły wrzos i mięta
Listy, które oszczędziła wojna
W matki domu codzienność odświętna
W matki domu powszedniość
Powszedniość dostojna

Biegnący przez huczący kram dnia twego
Tak dawno już nie byłeś tam...

Przytulone jak jaskółcze gniazda
Ciepłym gwarem świergoczą co ranka
W ciemnej ścianie ogromnego miasta
Naszych matek maleńkie mieszkanka

W matki wzroku niepokój odważny
O dziś, jutro, o dziecko sąsiada
Tutaj nie ma spraw małych, nieważnych
Tu każdemu należy się rada

Przez to miejsce maleńkie i schludne
Biegnie prosto i dalej gna w przestrzeń
Twego życia zerowy południk
Byś mógł sobie określić gdzie jesteś

Biegnący przez huczący kram dnia twego
Tak dawno już nie byłeś tam...

Aż nadejdzie zwyczajny poranek
I któregoś zwykłego poranka
Zogromnieją w pałace lustrzane
Naszych matek maleńkie mieszkanka

Uśmiech matek ozdobi oblicze
Matki będą powtarzały sobie
Że dziś muszą wrócić królewicze
Zagubieni po świecie synowie

Każda matka łzę jasną uroni
Drzwi otworzy niezgrabnie i prędko
Syn królewicz wrócił szóstką koni...
Nie, to tylko pan listonosz, z rentą

Biegnący przez huczący kram dnia złego
Tak dawno już nie byłem tam... Dlaczego?

Obrazy: Jennifer Diehl

Na strunach szyn - Agata Miklaszewska


Michał Bajor- Na strunach szyn

Agata Miklaszewska
Maryna Miklaszewska


To znaczy tak niewiele, prawie nic
W półmroku twoja twarz, monety błysk
Tylko dotknięcie ciepłe rąk
Gdzieś w tunelu metra song
Na twardej ławce kilka słów
Jakaś ballada, jakiś blues

Czy może świat odmienić jeden gest
I czyjeś słowa dwa, co brzmią jak wiersz
Bilet powrotny czytam dziś
Jak do ciebie niewysłany list
Może odnajdę właśnie tu
Miejsce na ziemi, mały punkt

Sens niemówionych słów
Dźwięk niezagranych nut
Blask niezapalonych jeszcze lamp
Nie mów nic, czy słyszysz mnie
W zamęcie wokół nas

Sens niemówionych słów
Dźwięk niezagranych nut
Blask niezapalonych jeszcze lamp
Nie mów nic, na strunach szyn
Orkiestra może grać

Szukałem ciebie długo, dobrze wiem
Nie muszę dalej iść, by znaleźć cel
Koniec podróży dobrze znam
To twój uśmiech, twoja twarz
Jeszcze nie odchodź, powiedz mi
Że chcesz na zawsze ze mną być

To znaczy tak niewiele, tylko my
Kto z nas obudzi się, czy ja, czy ty
Bo rzeczywistość była snem
Noc za nocą, dzień za dniem
Czy mam powiedzieć "kocham cię"
Czy prosić "zostań, nie zostawiaj mnie"

Dźwięk niezagranych nut
Blask niezapalonych jeszcze lamp
Nie mów nic, czy słyszysz mnie
W zamęcie wokół nas

Sens niewyznanych słów
Dźwięk niezagranych nut
W mrok, w tunel miłości ze mną wejdź
Nie mów nic, na strunach szyn
Orkiestra może grać

Fot. 2 - Robert Doisenau

Pali się - Jan Brzechwa


Michał Bajor - Pali się

Jan Brzechwa

Leciała mucha z Łodzi do Zgierza,
Po drodze patrzy: strażacka wieża,
Na wieży strażak zasnął i chrapie,
W dole, pod wieżą, gapią się gapie.

Mucha strażaka ugryzła srodze,
Podskoczył strażak na jednej nodze,
Spogląda - w gapie w dole zebrali się,
Wkoło rozejrzał się - o rety! Pali się!

Pożar widoczny, tak jak na dłoni!
Złapał za sznurek, na alarm dzwoni!
- Pożar, panowie! Wstawać, panowie!
- Dom się zapalił na Julianowie!

Z łóżek strażacy szybko zerwali się -
Pali się❗
Pali się❗❗
Pali się❗❗❗
Pali się❗❗❗❗

Fryzjer zobaczył łunę z oddali:
- Co to się pali? Gdzie to się pali?
- Na Sienkiewicza? Na Kołłątaja?
Czy też w Alei Pierwszego Maja?
Może spółdzielnia? Może piekarnia?

Łuna już całe niebo ogarnia”.

Wstali strażacy, szybko ubrali się.
Pali się❗
Pali się❗❗
Pali się❗❗❗
Pali się❗❗❗❗

Wyszli na balkon sędzia z sędziną,
Doktor, choć mocno spał pod pierzyną,
Wybiegł i patrzy z poważną miną.

Z okna wychylił głowę mierniczy,
A już profesor z przeciwka krzyczy:

Dom cały w ogniu, zaraz zawali się
Pali się, wali, dom pali się
- Obywatele! Wiadra przynieście!
Wszyscy na rynek! Pali się w mieście,
Dom cały w ogniu, zaraz zawali się!
Pali się❗
Pali się❗❗
Pali się❗❗❗
Pali się❗❗❗❗

Biegną już ludzie z szybkością wielką:
Więc nauczyciel z nauczycielką,
Fryzjer, sekretarz, telegrafista,
No i milicjant, rzecz oczywista.

Straż jest gotowa w ciągu minuty,
Konia prowadzą - koń nie podkuty!
Trzeba zawołać szybko kowala,
Pożar na dobre już się rozpala!
Prędzej! Gdzie kowal?! To nie zabawka!
Dawać sikawkę! Gdzie jest sikawka?!
Z pompą zepsutą niełatwa sprawa.
Woda do beczki! Beczka dziurawa!
Trudno, to każdej beczce się zdarza.
Który tam?! Prędzej, dawać bednarza!
Zbierać siekiery, haki i liny!
Pali się w mieście już od godziny!
Pali się❗
Pali się❗❗
Pali się❗❗❗
Pali się❗❗❗❗

Wreszcie strażacy szybko zebrali się,
Beczkę zatkali drewnianym czopem,
Jadą już, jadą, pędzą galopem.
Przez Sienkiewicza, przez Kołłątaja,
Prosto w Aleję Pierwszego Maja -
Już przyjechali, już zatrzymali się:
Pali się❗
Pali się❗❗
Pali się❗❗❗
Pali się❗❗❗❗

- Co to się pali? Gdzie to się pali?
Teren zbadali, ludzi spytali
I pojechali galopem dalej.

Gdzie to się pali? Może to tam?
Jadą i trąbią: tram-tra-ta-tam!
Jadą Nawrotem, Rybną, Browarną,
A na Browarnej od dymu czarno,
Wszyscy czekają na straż pożarną.
Więc na Browarnej się zatrzymali:
- Gdzie to się pali?
- Tutaj się pali!
Z całej ulicy ludzie zebrali się.
Pali się❗
Pali się❗❗
Pali się❗❗❗
Pali się❗❗❗❗

Biegną strażacy, rzucają liny,
Tymi linami ciągną drabiny,
Włażą do góry, pną się na mury,
Tną siekierami, aż lecą wióry!
Czterech strażaków staje przy pompie -
Zaraz się ogień w wodzie ukąpie.
To nie przelewki, to nie zabawki!
Tryska strumieniem woda z sikawki,
Syczą płomienie, syczą i mokną,
Tryska strumieniem woda przez okno,
Już do komina sięga drabina,
Z okna na ziemię leci pierzyna,
Za nią poduszki, szafa, komoda,
W każdej szufladzie komody - woda.

Kot jest na strychu, w trwodze się miota,
Biegną strażacy ratować kota.
Włażą do góry, pną się na mury,
Tną siekierami, aż lecą wióry,
Na dół spadają kosze, tobołki,
Stołki fikają z okien koziołki,
Jeszcze dwa łóżka, jeszcze dwie ławki,
A tam się leje woda z sikawki.

Tak pracowali dzielni strażacy,
Że ich zalewał pot podczas pracy;
Jeden z drabiny przy tym się zwalił,
Drugi czuprynę sobie osmalił,
Trzeci, na dachu tkwiąc niewygodnie,
Zawisł na gwoździu i rozdarł spodnie,
A ci przy pompie w żałosnym stanie
Wzdychali: „Pomóż, święty Florianie!”

Tak pracowali, że już po chwili
Pożar stłumili i ugasili.
Jeszcze dymiące gdzieniegdzie głownie
Pozalewali w kwadrans dosłownie,
Jeszcze sprawdzili wszystkie kominy,
Zdjęli drabiny, haki i liny,
Jeszcze postali sobie troszeczkę,
Załadowali pompę na beczkę,
Z ludźmi odbyli krótką rozmowę,
Wreszcie krzyknęli:
- Odjazd! Gotowe!

Jadą z powrotem, jadą z turkotem,
Jadą Browarną, Rybną, Nawrotem,
Jadą i trąbią: tram-tra-ta-tam!
Ludzie po drodze gapią się z bram,
Śmieją się do nich dziewczęta z okien
I każdy dumnym spogląda okiem:

- Rzadko bywają strażacy tacy,
Tacy strażacy - to są strażacy,
Takich strażaków potrzeba nam!

Tra-tra-ta-tam!
Tra-tra-ta-tam!

Mucha wracała właśnie do Łodzi;
Strażak na wieży kichnął. Nie szkodzi.
Inny strażacy po ciężkiej pracy
Myją się, czyszczą - jak to strażacy.
Koń w stajni grzebie nową podkową,
A beczka błyszczy obręczą nową.
Mucha spojrzała i odleciała -
Tak się skończyła historia cała.

Brzechwa dzieciom - Nasza Księgarnia
Warszawa 1955
Il. Jan Marcin Szancer

64 lata w mojej bibliotece!

Początek drogi - Wojciech Młynarski


Michał Bajor - Początek drogi

Wojciech Młynarski

Przodkowie moi pochowani
W niepoświęcanej ziemi
Artyści znani i nieznani
Śpiący w Krainie Cieni
Wy, których rózga losu siekła
Cyrkowcy i kuglarze
Ze swego czyśćca, nieba, piekła
Słuchajcie, o czym marzę

Ja chciałbym w każdej mej roli
Poważnej, albo zabawnej
Dotykać tego, co boli
Dotykać jakiejś prawdy
Chciałbym by w każdym mym słowie
Co złości, albo zachwyca
Żywy przyczaił się człowiek
I jego tajemnica

Niech serca wasze ogrzewa
Mój z błyskotkami kram
Piosenka, którą śpiewam
Komedia, którą gram
By nosił w wianku pamiątek
Mój znak choć listek ubogi
Oto mój plan na początek
Początek mojej drogi

Przodkowie moi pochowani
Hen, za cmentarnym murem
Nie kpijcie z moich planów
Ani nie śmiejcie się ponuro
Grywaliście za strawy miskę
Albo za marne grosze
Więc z gwiazdki, co nade mną błyska
Słuchajcie o co proszę

Niech się na scenie me słowo
Prosto i jasno tłumaczy
Niech będzie co dzień na nowo
Przeciwko czemuś, za czymś
Chcę prawdę wyrwać spod maski
I dodam szczegół zabawny
Chcę zbierać za to oklaski
Ja jeszcze chcę być sławny

A wy, gwiazdorzy kochani
Ze swych dalekich gwiazd
Ech, bądźcie kolegami
Szepnijcie mi choć raz
Gdy puchnie oklasków wrzątek
Nie szczędźcie mi przestrogi
Że to dopiero początek
Początek mojej drogi

Tylko w moich snach

Jesień, listopad, liści opad, smutek, żal, łzy. Smutny ten listopad jest dla mnie. Straciłam swojego najlepszego przyjaciela, PSA. Biega sobie pewnie teraz na niebieskich łąkach, a ja słucham sobie tych melancholijnych piosnek i myślę, że jutro będzie lżej..?

Michał Bajor
Tylko w moich snach

Agata Miklaszewska
Maryna Miklaszewska


Kiedy domu zamykam drzwi
Wstaje świt
Znów wieczoru i nocy puls
Zwalnia rytm
By w ciemności nie przyszedł lęk
Zwykły gość
Kropla wina na bezsenność

Gdy odchodzi codzienny szum
Myśli zgiełk
Chwilę przed przymknięciem oczu
I snem
Wraca obraz ten sam
I szept bez słów
Pejzaż nut ze snów, ze snów

Tak, pamiętam, słyszałem ten dźwięk
Tak, zmieniłem się, wiem
Inne drogi wybieram od lat
Tylko w snach naprawdę wiem

Bezczelny kaliski - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski
Bezczelny kaliski

W mej kolejnej śpiewanej relacji
Z treścią pragnę zapoznać was songu,
O zabawnym zawiadowcy stacji,
Co nie lubił niektórych pociągów.
Zwłaszcza na osobowy z Kalisza
Zawiadowca się skręcał bez słów
I szlag trafiał go, kiedy usłyszał
To kaliskie, bezczelne puf-puf…
W dalszym ciągu mojego wierszyka
Zawiadowca w dworcowej świetlicy
Zwołał wielkie zebranie dróżników
I tak do nich zagaił:
Dróżnicy, orły moje, rycerze wy moi!
Sto pociągów przez tę stacje mknie,
Lecz kaliski to u nas postoi,
Bo bezczelny on jakiś, no nie?
Przeto mój personelu ukochany
Służbowego nie tracąc wigoru
Ruszaj biegiem i wszystkie szlabany
Prostopadle mnie postaw do toru!
Widzę już reflektorów rozbłyski,
Słyszę już konduktorów ten pisk,
Gdy podjedzie bezczelny kaliski,
A tu szlaban mu spadnie przed pysk!…
Ole!
Punktualnie przyjechał nad ranem
Osobowy bezczelny kaliski,
Przed spuszczonym przystanął szlabanem
I rozgwizdał się na wszystkie gwizdki:
Jestem ważny, ujęty w rozkładzie!
Mam swój tor i godziny znam swe,
A tu szlaban się przede mną kładzie?
Ratuj mnie i broń mnie PKP!
Przyjechała komisja olbrzymia,
Społeczeństwo pękało ze śmichu,
Zawiadowca naganę otrzymał
I dodano mu jeszcze po cichu:
Można było załatwić z wajchowym
By zwrotnicę ustawił jak trza,
Lecz do tego potrzeba już głowy
Trochę lepszej, baranie, niż twa!
Od tej pory od morza po regle
Kolejnictwo obiega myśl nowa:
Ten szlaban z torem, prawda,
Ma biec równolegle,
Szlabanami nie manipulować!
Zawiadowca na rencie jest pono
I okonie wyciąga na błysk,
A kaliski z rozkładu skreślono,
Bo istotnie bezczelny... miał pysk!
Puf, puf…

1989