Nie mam siły na seks - Andrzej Brzeski


Nie mam siły na seks

Andrzej Brzeski


Dla ciebie z momentami film
Książeczka z serii Harlequin
Żurnali i romansów świat
A ja bym pyzy zjadł
Tobie skandale, rewie mód
Celuloidowych menów chód
Ty kwitniesz wśród mydlanych chał
Ja bym do lasu zwiał

Nie mam siły na seks, kochanie
Na szczytowanie w miłosnej pianie
Gdy wiatr i plucha w kiosku RUCH-u
Świerszczyk kupię se, albo i nie, ye...
Nie mam siły na seks, najdroższa
Piotrowski ostrzegł, więc sobie poszczę
Wolę za uchem drapać psa, co zwie się Reks
I upiec keks, na co mi seks ❓❓❓

Tobie się melodramat śni
Pachną ci frezje, kwitną bzy
W miłosną byś się wdała grę
Mnie oczy kleją się
Gdy w radio śpiewa Elton John
Powieki ci nerwowo drżą
Gdy wzrusza cię ta rzewna pieśń
Ja bym się zdrzemnął gdzieś

Bo nie mam siły na seks...

W rozterce serce twoje łka
Gdy pan do pani mówi pa
Gdy w ekran wczepiasz się jak rzep
A mnie opada łeb
Gdy wolno skrapiasz ciało swe
Wodą Limara lub Cafe
I na policzki kładziesz róż
Ja smacznie chrapię już

Bo nie mam siły na seks...

Zmiennicy - Andrzej Brzeski


Zmiennicy

Andrzej Brzeski  👉👉👉


Kto to idzie po ulicy
Ach to idą w krąg zmiennicy
W dyplomatkach i z teczkami
Wszyscy bogoojczyźniani
Wszyscy włosy mają płowe
Wąs sarmacki, serca zdrowe
Rozpylają flakon perfum
Gdzie czuć było masonerią
Robią w mig deratyzację
Gdzie czerwony jadł kolację
Zakładają prysznic nowy
Tam gdzie kąpał się różowy
W telewizji obiecują
Że nam wszystko przemeblują
A gdy siądą w gabinecie
Zmienią wzorek na tapecie
Gdy usiądą za pulpitem
Wcisną guzik z wielkim szykiem
I pomyślą w tejże chwili
Że się wreszcie ustawili
Wnet powtórzą prawdę złotą
Niech tam po nas choćby potop
Gdy podniosą dietę własną
W swojej ławie słodko zasną
Odkładając wciąż co nieco
Cztery latka im przelecą
Aż zobaczą znad befsztyka
Wygłodniały wzrok zmiennika

Martyrologia - Andrzej Brzeski


Martyrologia

Andrzej Brzeski


Tutaj honor, tam Ojczyzna
Tu literek, a tam pół
Parzy blizna pod bielizną
A kapelan święci stół
Zaraz będzie defilada
Już orkiestra dęta rżnie
Weteranów trza nagradzać
Bo poobrażają się

Martyrologia
Od zarania pobierana z mlekiem mamy
Martyrologia
My tak kochamy tarabany, że o rany
Martyrologia
Jak ja się prałem, jak cierpiałem ja, mój chłopie
Martyrologia
Co z nią zrobimy my w tej całej Europie

Bombardierzy, bohaterzy
Tu Ojczyzna, a tam Bóg
Panie, jak mnie gnębił reżim
A jak mnie ten reżim gniótł
Tu dostałem, panie, pałką
Przesiedziałem cztery dni
Trza komucha z Żydem zamknąć
Trza daninę złożyć z krwi

Martyrologia...

Ja kombatant, pan kombatant
Niekombatant gówno wart
Mnie to, panie, bili batem
A mnie, panie, pięścią w kark
Matka Polka, ciotka Polka
Polski ogar, polska pchła
Wszyscy w kupie siorbią zupę
A do zupy płynie łza

Martyrologia...

Cały świat nie jest wart jednej łzy - Andrzej Brzeski


Cały świat
nie jest wart jednej łzy

Andrzej Brzeski


W telewizji się znowu sprzeczają
Kto był gorszy, czy Hitler, czy Stalin
Kto by lepszy był dzisiaj dla Polski
Paderewski, Piłsudski, czy Dmowski
A najgorszy czerwony, zły motłoch
Ten Dzierżyński, Marchlewski, Nowotko
Po sejmiku otwarte jest studio
Więc wyłączmy, syneczku, to pudło

Bo cały świat nie jest wart
Nie wart jest jednej łzy
Małego króla, co z misiem sobie śpi
Bo cały świat nie jest wart
Nie wart jest jednej łzy
Małej królewny, co z lalką sobie śpi

Coś tam z dala majaczy na błoniach
To Moczulski już tworzy legiony
Choć na portki brakuje gotówki
Nowe partie się lęgną jak mrówki
Każda śliczna, liryczna i dobra
Każda z nich apetyczny ma program
Ale z wszystkich programów, syneczku
Wybierzemy ten kącik nad rzeczką

Bo cały świat...

Gdy ci synku przerzedzi się jeżyk
Ksiądz Jankowski już będzie papieżem
Korwin-Mikke przemysłem się zajmie
A po ojcu zagwiżdże ci czajnik
Wieców, narad, masówek unikaj
Zamiast Lecha, Leśmiana poczytaj
Weź syneczka lub córkę za rękę
I pamiętaj, że małe jest piękne

Bo cały świat...

Dopóki - Andrzej Brzeski


Dopóki

Andrzej Brzeski


Wśród armii pracoholików
Pod kępą ostatnich drzew
Siedziało na krawężniku
Kataryniarzy trzech
Jeden był dzieckiem Bim-Bomu
Drugiego grzał STS
Trzeci w Hybrydach miał stolik
Lecz wspólna niosła ich pieśń

Dopóki w nas gości potrzeba twórczości
Nie rdzewiejemy
A sztormy, wichury unoszą nas w górę
Na skrzydłach weny
Dopóki w nas drzemie iskierka natchnienia
Nie umieramy
Nad szklanym ekranem, portfelem i gunem
Wolni latamy

Między hotelem i giełdą
Gdzie resztka trawy i pień
Sączyli wino z butelki kataryniarze trzej
Jeden był w firmie szwenkierem
Drugi suflera miał kąt
Trzeci był mistrzem od peruk
Lecz wspólny łączył ich song

Dopóki w nas gości...

Facetów trzech z Wołomina 
Mafii swej już miało dość
Z bejsbolowego wszak kija
Zawsze wystruga się coś
Bo szkoda każdej jest chwili
Co ma swój zapach i smak
I choć im kumple grozili
Też zaśpiewali tak

Dopóki w nas gości...

Bez obciążeń - Andrzej Brzeski


Bez obciążeń

Andrzej Brzeski  👉👉👉


Tak rozkosznie się czuję odkąd nie jem już mięsa
Złote myśli hoduję niczym Lechu Wałęsa
Tak cudownie się miewam odkąd jestem jaroszem
Cztery jabłka, sałatka i groszek
Nikt mi dzisiaj nie wmówi, że potrzebna kiełbasa
Każdy może polubić ryż na wodzie i kasze
Idę lekki jak piórko, wiatr unosi mnie w górę
Nad Belweder i Pałac Kultury

W nową Polskę bez obciążeń
Tak wesoło, tak dobrze mi iść
Bez kalorii, ale wolny
To mój refren, to hasło na dziś
Bez tłuszczyku zadam szyku
Nowa dziurka w mym pasku już jest
W starych butach, lecz żwawo
Mknę przez wolną Warszawę
Wszak od forsy ważniejsza jest treść

Tak rozkosznie się czuję, aż się w głowie nie mieści
Odkąd już nie pracuję od tej siódmej trzydzieści
Wyleguję się w łóżku, budzik młotkiem rozbiłem
Bo od jutra dostanę zasiłek
Niech ciułacze pieniążki na książeczkę ciułają
Ja poczytam te książki, których mi zabraniali
Gdy się najem literek i już będę miał dosyć
To na „Skrę” to w niedzielę zaniosę

W nową Polskę...

W nową Polskę bez obciążeń
Tak wędrować, wędrować się chce
Na piechotę, bez roboty
Bez dodatków, jak rybka saute
Plac Bankowy znów jak nowy
Żegnaj, żegnaj milicjo, bye-bye
Aby dotrzeć do celu zaczynamy od zera
Ameryka nas wita, all right...

Polskie lato - Andrzej Brzeski


Polskie lato

Andrzej Brzeski
  👉👉👉


Załóż kurtkę na futerku, grube buty
Chociaż urlop wziąłeś w sierpniu, a nie w lutym
I uszatkę włóż na głowę, ocieplaną
Bo nadeszło znowu dawno niewidziane

Polskie lato - za zasłoną sinych chmur
Polskie lato - już barometr leci w dół
Polskie lato - nad Bałtykiem hula wiatr
Polskie lato - swojskie jak za dawnych lat
Polskie lato - zmienne, senne i wilgotne
Polskie lato - średnia dziesięć i pół stopnia

Wrzuć do śmieci krem ochronny i olejek
Włóż na łeb foliową torbę, bo już leje
Nalej sobie też kapelkę do kieliszka
Bo jak sen przeminął czerwiec, no i przyszło

Polskie lato...

Za ten domek kempingowy ci nie zwrócą
Choć jak deską surfingową domkiem rzuca
Już za późno, żeby zwiewać do Warszawy
Przecież mogłeś się spodziewać, że się zjawi

Polskie lato...

Na emeryturze - Andrzej Brzeski


Na emeryturze

Andrzej Brzeski 
👉👉👉


Przytulny, mały, ciepły dom
Salonik i sypialnie dwie
Zielony przy tym domu klon
Który na wietrze chwieje się
A pod tym klonem jakiś pies
Co być nie musi wcale zły
To zeszyt z marzeniami jest
Który minister zabrał mi

Na stare lata da sąsiadka
Twarożek może, albo żur
Choć wtedy zniosą już podatki
Mnie nie pomoże żadna z ulg
Na stare lata stary wózek
A na tym wózku jakiś chrust
Bo chociaż znów przywrócą uzysk
To dawno zlikwidują ZUS

Wokoło domu jakiś płot
By w talerz nie zaglądał nikt
Na fortepianie czarny kot
I nut z tekstami spory plik
Choinka wielka aż po dach
Kiedy akurat święta są
To kiedyś się wyśniło w snach
Które minister sobie wziął

Na stare lata da sąsiadka...

Tu domek mały, a tam las
Z komina siwy leci dym
Przy grządce Ala, w budzie As
Tata maluje, czyta syn
W elementarzu z dawnych lat
Był taki domek, na nim bluszcz
Ale tej kartki teraz brak
Bo ją minister wyrwał już

Na stare lata da sąsiadka...

Marian Falski  👉👉👉
Ten elementarz zapamiętałam na całe życie

Zimowy pejzaż - Andrzej Brzeski


Zimowy pejzaż

Andrzej Brzeski


Przemoczyło do cna, przemoczyło
I przewiało do kości, przewiało
Tyle serc się tej zimy zepsuło
A głów zmarnowało
Wytargało na wskroś i wytrzęsło
Halnym wiatrem, zawieją i sztormem
Zajęczały filary i przęsła
Odkręcił się wspornik

Zimowy pejzaż kontuzjowany
Zimowy pejzaż
Nie złoży kadrów mu zwichrowanych
Chirurg ni kręgarz
Chociaż próbuje wcisnąć się w ramy
Pięknie jak glina
Zimowy pejzaż kontuzjowany
Angielska zima

Co się miało, to zaraz zginęło
Co przybyło, za chwilę ubyło
Chociaż gdzieś tam na górze sypnęło
Na dole siąpiło
Posypało na biało w Dusznikach
Tam gdzie dwór spędzał ferie swe szkolne
A dzieciakom na miejskich ulicach
Kapało za kołnierz

Zimowy pejzaż...

Przesuwało się chmury myślami
Ale one się zbiły w ławicę
I od nowa na niebie zbierały
Jak cukier w cukrzycy
Gdzieś się szło, ale kroczek za kroczkiem
A właściwie dreptało się w miejscu
Po zmarzniętych kałużach i błocku
Zupełnie bez sensu

Zimowy pejzaż...

Obraz: Michael Brack

Miasto bezprawia - Andrzej Brzeski


Miasto bezprawia

Andrzej Brzeski


Podmiejski autobus przedostatni miał kurs
Wracali do domu ludzie z fabryk i biur
A ich wsiadło dwunastu, ten najwyższy miał łom
A najmłodszy z nich wrzasnął – ściągać z palców swój złom
Zniknął w torbach rabusiów stos obrączek i szmal
Ale nikt się nie ruszył, no bo każdy się bał

Miasto bezprawia, zamknięte okna, drzwi
Miasto bezprawia, szeryf w piernatach śpi
Miasto bezprawia, za rogiem czyha zło
Miasto bezprawia, nie noś zegarka, bo
Miasto bezprawia, tu jesteś bracie sam
Miasto bezprawia, do ciemnych nie chodź bram
Miasto bezprawia, podziemny, dziki kraj
Miasto bezprawia, Warsaw by night

U sąsiadki przedwczoraj wyciął dziurę ktoś w drzwiach
Pod „Victorią” wieczorem znowu było bach-bach
Jakiś facet panience zrobił w windzie, co chciał
Zięć teściowi dał w szczękę, zgarnął forsę i zwiał
Wciąż złodziejski trwa Eden, komuś portfel znów znikł
99 i 7 – nie odbiera tam nikt

Miasto bezprawia...

Nie chodź sama dziewczyno po 20-tej przez park
Tam z doktora Jekylla może wyjść Mr Hyde
Ktoś za krzakiem się czai, zardzewiały ma drut
Twarz maskuje mu szalik, Frankensteina to wnuk
Nie odsłaniaj mu twarzy, omiń krzaków tych gąszcz
Bo się może okazać, że to właśnie twój mąż

Miasto bezprawia...

Czarna owca - Andrzej Brzeski


Czarna owca

Andrzej Brzeski


Ja mówiłem, że ten Darek to utracjusz jest i palant  👉👉👉
Do niczego nie nadaje się kompletnie
Ja mu chciałem stragan nadać, a ten wiersze mi układa
I o życiu wypisuje jakieś brednie
Ja go chciałem pchnąć do spółki, a ten mi wyciąga z półki
Filozofii wypłowiałej żółty tomik
On się u mnie już nie liczy, ja go ciociu wydziedziczę
Bo niech ciocia sama powie, co nam po nim

Zawsze się znajdzie czarna owca w rodzinie
Jakiś poeta, malarzyna, czy muzyk
Zamiast po ziemi to on chodzi po linie
A zamiast pełzać to on lata na chmurze

Czy pan widzi mego pieska, ja szkoliłem go na bestię  👉👉👉
Kupę forsy wybuliłem na tresurę
A on leży na kanapie, nawet muchy mi nie złapie
I do babek jak niedźwiadek się przytula
Miał być z niego pies obronny, co gdy trzeba w rogu kąsa
I zębami jak wilczysko groźnie błyska
A on sobie kwiaty wącha i po łąkach gdzieś się błąka
Ja psa tego, panie, oddam do schroniska

Zawsze się znajdzie czarna owca w rodzinie
Jakiś poeta, malarzyna, czy muzyk
Zamiast po ziemi to on chodzi po linie
A zamiast pełzać to on lata na chmurze

Ten polityk, panie pośle, to liczyłem, że dorośnie  👉👉👉
Że się zbiesi, tak jak myśmy się zbiesili
A on jeździ na rowerze, nie chla wódy, gada szczerze
Nie chce szmalu, komórkowca ani willi
Panie pośle, pan wybaczy, on przykłada się do pracy
Żeby ludziom się na mieście polepszyło
On jest z jakiejś obcej gliny, my go zara wyrzucimy
Ja przepraszam, że go panu poleciłem

Zawsze się znajdzie czarna owca w rodzinie...
Jakiś poeta, malarzyna, czy muzyk
Zamiast po ziemi to on chodzi po linie
A zamiast pełzać to on lata na chmurze

Żebyśmy tylko zdrowi byli - Andrzej Brzeski


Żebyśmy tylko zdrowi byli

Andrzej Brzeski


Nam każą ruki po szwami szczerzyć zęby do dam
Śpiewać wesoło, to łaskawie rzucą diengi
My dla nich tyle co nic, na butach pył, w oknie kit
Odpad historii, znaczy się inteligenty

Nas mają w garści, to fakt, my dla nich popiół i piach
Nasze myślenie ich do głębi denerwuje
Chętnie nas zetrą na miał w lśniące opony ich aut
Bo tylko pisze, ale nic nie produkuje

Żebyśmy tylko zdrowi byli
Żeby się jeszcze chciało żyć
Żeby daleko od debili
I debili tych goryli
Zanim Polskę zmienią w kicz

Żeby nam umysł nie zindyczał
Nie usnął od kiełbachy mózg
Bo jeśli nie to marsz donikąd
Dyktatura hurtowników
Jeśli nie, to po nas szlus

Hurtownia bawi się dziś, jest prezes Mikuś i miś
My o tem potem napiszemy do gazety
To obowiązek nasz psi, by rejestrować ich dni
Jak żrą ostrygi i wpadają w te kotlety

To nasz interes i mus, by piórem śledzić ich gust
Na balu lwów, na balu krów, balu baranów
Bo oni mają swój glejt, Gawronik story (?), Schnapsgate
Bo oni pany, a my ich Długosze Jany

Żebyśmy tylko zdrowi byli...

Cześć panie Tuwim, sie ma, twój „Bal w operze” znów trwa
Fabrykant rusza z obszarnikiem w białe tango
A w ciemnej kuchni wśród klątw, bo nie ma forsy na prąd
Kleci wierszyki inteligent kulturalny

Podobno Herbert tu wpadł i Brodski obiad dziś zjadł
A potem spotkał się z kółeczkiem emerytów
I achy ochy są w krąg, a książki idą na złom
Bo nikt niczego już nie czyta oprócz Żyda

Żebyśmy tylko zdrowi byli...

Z czym do gości - Andrzej Brzeski


Z czym do gości

Andrzej Brzeski


Golonka na tłusto, ostrygi z langustą
I serów francuskich tysiące co krok
Cukierków moc mlecznych i Jackson z miasteczkiem
Tu kompakt, tam bomba, aż mąci się wzrok

I z czym ty poeto do gości
Wszak starą maksymę tę znasz
Że szynka nie sprzyja twórczości
Gdy co dzień na stole ją masz

Koronki z Wenecji, świerszczyki ze Szwecji
Panienki sowieckie i erol do ust
Szampony w aptece, pisemka kobiece
Od liczby majteczek gotuje się mózg

I z czym ty poeto do gości...

Proporce w szufladzie, towarek na ladzie
Jak dobrze być w stadzie gdzie kuje się szmal
Hamburger dla dzieci i goli faceci
I tylko poeci nie idą na bal

Bo z czym ty poeto do gości...

Choć nikt już nie skreśli ci zgłoski
I wolny szybujesz jak ptak
Swoboda nie sprzyja twórczości
Jak sprzyjał swobody tej brak...