poniedziałek, 16 stycznia 2017

Anfisa (Gruszeńka romans) - Jan T. Stanisławski

Yuri Macyk
Jan Tadeusz Stanisławski

Gruszeńka ramans
Wielikomu drugu polskawo naroda, Galinie Pietrownie, mojej profesorce od rosyjskiego, to skromne wypracowanie słowno-muzyczne paswiencam.

Anfisa ma siedziała na tej gruszy,
Vis-a-vis mnie, to znaczy wis a wis.
W tej sytuacji, mówiliśmy o duszy,
O czyjej, nie wiem, jeden czort to wie.

Anfisa mnie spytała - wasza waga?
Co pro…?, - waga, ciążenie znaczy sie -
Sześćdziesiąt jeden i pól kilograma,
- W pariadkie, eto znaczyt, że….

Jesli w was pod dastatkiem matierii,
To nawierno w was miesti się stont
Miendelejewa układ kaliejny,
Swiniec (tu: ołów), srebro, platyna
i stront.

Tlenu w was bedzie aż ze trzy pudy,
Ale siarki to znalazłby łut,
Od wodoru wam liekko na duszy,
No fosforu w was tolko ciut, ciut,

A żelaza w was tolko cwierc funta
I dlatego wy mięso nie stal.
Wasz kołnierzyk to może i sztywnyj,
Ale reszta, nie mówmy, bo żal.

Jesli w was pad dastatkiem matierii,
Jesli wy nią wypchani da cna,
Gdzież padziała się lub gdzież się zmiesti,
Wasza słynna duszá, paliaczká?

Anfisa ma, ja mówię, nieistotne,
Wszak dusza to pojęcie dyskusyjne.
Kapitalizm zachował się okropnie,
Środukcji pro… (produkcji środki)
- izwinitie, maleńkaja oszybka –
Produkcji środki dał, a oprócz nic.
Egzystencjalność naszą namacalnie…
- Nie! nie! nie!, nie! nie! -
Anfisa mnie - nie tak nachalnie-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz