Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hołdys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hołdys. Pokaż wszystkie posty

Na początku lub na końcu miasta - Bogdan Olewicz


Andrzej i Eliza
Na początku lub na końcu miasta

Bogdan Olewicz

Na początku lub na końcu miasta - jak kto woli
Niedaleko miejsca, gdzie wpadają pogawędzić samoloty
Jest ogromna stacja benzynowa
Ja na spacer bardzo lubię tam przychodzić

Tu kierowcy wielkich ciężarówek
Wypijają szybko kawę w małym barze
Potem z papierosem jeszcze w ustach
Odjeżdżają gdzieś dostarczyć swe bagaże

Zakurzone, obłocone, kolorowe samochody
Oddech tutaj łapią przed podróżą
Decydują się przez chwilę na rozstajach, gdzie przysiadły
Żółte wiedźmy-drogowskazy, losy ludziom wróżąc

Czy zabierze mnie kto kiedy tam daleko
Tam, gdzie śnieg jest biały, tak jak kreda
Gdzie dzwon, co się tłucze po dolinie
Ogołaca z czapek wielkie drzewa

Gdzie miasteczko jest malutkie, tak jak w bajce
Kilka domów, rynek, most i rzeka
Gdzie się wszyscy dobrze znają
Gdzie ten, który się uśmiechnął

Zanim tramwaj porwał go w przeciwną stronę,
Dałby łatwo się odnaleźć.
A tak będę chyba życie całe czekać,
Zanim znowu na przystanku zetkną się tramwaje...

Wielka zima - Andrzej Mogielnicki

Marek Wójciak
Krystyna Prońko - Wielka zima

Andrzej Mogielnicki

Słońce wyruszyło w obce strony
Na mapie znad Azorów wielki niż
Ile to już dni, albo może ile lat, zima trwa
Tak naprawdę nie wie nikt

Zewsząd słychać dziwnie niskie tony
Tak jakby kontrabasy stroił ktoś
Biały akord w mol, tuż za oknem trzyma straż
Dzień i noc, wielka zima rośnie w nas

Trzeba jakoś zebrać się, nie marudzić wieczorami
I spać, i spać, i spać, i spać
Niedospanym nigdy snem, jak rzucony w wodę kamień
Tak spać by zgubić czas, oszukać czas

W radio po południu ogłoszono
Ujemny bilans mocy wszystkich serc
W połączeniach też alarmowy ciągle stan
Zima trwa, niewidziana zima trwa

Trzeba jakoś zebrać się…

Ranną pocztą dziś nie przyszedł znowu
Od wiosny spodziewany dawno list
Nad łukami brwi co dzień głębszy dudni gong
Mimo to, trzeba jakoś dalej żyć

Kiedy serce śpi - Jonasz Kofta


Ewa Błaszczyk
Kiedy serce śpi


Jonasz Kofta

Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu,
Przecież czeka je nowy ból.
Na czas jakiś wejdź w codzienności tło,
Mniejsze dobro w niej, mniejsze zło.

Pośród zwykłych spraw niech mijają dni,
A ty żyj!
Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu,
By nabrało sił, przecież czeka je nowy ból.

Kiedy serce śpi, jak zmęczony ptak,
Nie budź nigdy go, sił mu brak.
Jest znudzone twych uczuć zmienną grą,
Niechaj sobie śpi, a ty z nim.

Pośród sennej mgły niech mijają dni,
Serce śpi.
Żeby wzlecieć znów, żeby znów się wzbić
Musi nabrać sił, nim nadejdzie to, co ma być

Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu,
Przecież czeka je nowy ból.
Kiedy zbudzi się, wtedy da ci znak,
Zatrzepoce jak w sidłach ptak.

Jeszcze wyrwie się, jeszcze jeden raz,
Frunie w blask.
Kiedy serce śpi, miłość zbudzi je
Znów tęsknota, lęk, gorycz, radość
Niech, wejdzie w nie...

Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu...

Co się stało z Magdą K.


Perfect
Co się stało z Magdą K.

Andrzej Mogielnicki


Jedno z tych pięknych miast
Co dzień piwo, co pół roku cyrk
Na ulicy zapytałem w nim
Co się stało z jedną Magdą K.
Człowiek, który sprawę znał
Bez potrzeby nie otwierał ust
Pierwszy z brzegu wskazał bar
Potem gładko w nim opowieść snuł

Jedno z tych pięknych miast
Co się stało z Magdą K. ?...

To był maj, sam pan wie
Jak to jest z młodymi w taki czas
Młode koty lubią włóczyć się
Była z nimi i ta Magda K.
Głośny grali rock' n' roll
W dyskotece ruch był jak co dnia
Obok w parku krzyknął ktoś
Jakby przerwać chciał perkusji trans

Jedno z tych...

Potem był zwykły sąd
Mamy w roku kilka takich spraw
Mogła mówić: "Nie widziałam kto"
Zmarnowała chłopcom siedem lat
Wreszcie wyjechała gdzieś
Żeby zmazać grzech i zatrzeć ślad
Wszyscy mieli jej za złe
Że tu jeszcze jest ta Magda K.

Jedno z tych...

Nie ma sprawy Magdy K.

Moja magiczna różdżka - Bogdan Olewicz

Perfect
Moja magiczna różdżka

Każdy kocha to co ma
Życie, żonę, psa
Kocham mej gitary dźwięk
I mój stary piec
Cenię jednak ponad to
Mej magicznej różdżki moc

Gdy mi nie wychodzi nic
Gdy nie krąży krew
Biorę z flaszki długi łyk
I oglądam plik fajnych zdjęć
Gdy poczuję w głowie szum
Z moją różdżką ruszam w tłum

Ma magiczna różdżka wie
Czego od niej chcę
Wyśmienicie zna mój gust
Nogi, buźka, biust
I ta, którą wskaże mi
Przed północą musi moją być

Zamieniam się w psa - Bogdan Olewicz

Perfect
Zamieniam się w psa


Słowo kocham spadło z ust
Ktoś z nas dał sygnał do tej walki wręcz
Pora już
Ten kto ma gotowy plan
Odczeka chwilkę nim popalić da
To taka gra

Chcę czy nie chcę, zanim się obejrzę
Na twój znak ja zmieniam się w psa
Na smyczy mnie masz kiedy zechcesz
W domu czy też w mieście
Na twój znak ja zmieniam się w psa
Znów szczekam tak

Gdy cię czasem w garści mam
Nie biję mocno, bo mi ciebie żal
Niech to szlag
Przywiązanie gubi mnie
Dziś nawet lubię twój kretyński śmiech
No gdzie tu sens

Chcę czy nie chcę...

Słowo kocham spadło z ust
Ktoś z nas rozpoczął słynną walkę wręcz
Znów przegra tchórz
Do stracenia ciebie mam
Ty mówisz każdy z was jest knypa wart
To taka gra...

Wyspa... - Bogdan Olewicz


Perfect
Wyspa, drzewo, zamek


W spadku po dziewczynie wyspa mi została
Dziesięć kroków długa, z piasku była cała
Przywoziłem ziemię podkradaną z pola
Chciałem ja ożywić, przecież była moja

Wreszcie siałem trawę bardzo wczesną wiosną
Odtąd po mej wyspie mogłem chodzić boso
Posadziłem kwiaty, wszystkie dla ozdoby
Przywoziłem z domu wiadra słodkiej wody

Aż tu wielki grad wybił co mógł
Ziemię zmył nagły skok wód
Wyspa znów z nagiego piasku jest

Posadziłem drzewo u mnie na balkonie
Wielkie, silne drzewo, bardzo dbałem o nie
Pomyślałem sobie, kiedy mnie nie będzie
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie

No i miało tak stać tysiąc sto lat
Jak posąg mój miało tu trwać
Kiedyś wiatr ze złością wyrwał je

Zbudowałem sobie na wysokiej skale
Niebosiężny zamek, w słońcu lśnił wspaniale
W zamek ten włożyłem wszystkie oszczędności
By się czuć bezpiecznym do późnej starości

Lecz mój czujny wróg rył jak szczur
Wsypał proch do kilku dziur
Przyszła noc, podpalił wtedy lont

I tak wszystko to, czego się tknę
W proch i pył obraca się
Nie wiem sam, gdzie miejsce dla mnie jest

Obraz: Jacek Yerka

Pepe wróć - Bogdan Olewicz


Perfect - Pepe wróć

Bogdan Olewicz


Pająk rozpiął sieć
Na tej desce gdzie
Król zasiada sam
Z lustra vis-a-vis
W oczy patrzy mi
Twarz, że w mordę dać
Krążę z kąta w kąt
Klasnę dłonią w dłoń
Wbijam zęby w tynk
Nie pomaga nic
Z żalu chce się wyć
Odkąd ciebie brak

Jak przykazał Bóg
Wstałem ósma punkt
Odkurzyłem chleb
Wkładam go do ust
Czuję idzie blues
Jakbym dostał w łeb
Łapię kilka dych
Rzucam się do drzwi
Serce mrozi strach
No i ścięło mnie
Bo zamknęli sklep
Odkąd ciebie brak

Na nierdzewną stal
Spada gorzka łza
Żre otwieracz rdza
Z nudów idę i stoję osiem dni
Po dmuchany ryż
kryzys mogę znieść
Ja nie muszę jeść
Lecz niech przestaną truć
Odkąd ciebie brak
Tracę dobry smak
Błagam Pepe wróć!

Objazdowe nieme kino - Bogdan Olewicz

Perfect
Objazdowe nieme kino


Nie pytaj mnie, wiem tyle, co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic
Już siebie znam, znam z bliska słowo lęk
Wiem, że ja sam chcę dać oszukać się

Piekący ból rozwierca każdą myśl
Ja będę zdrów z pewnością, lecz nie dziś
Skurczony świat, nie większy niż ta pięść
Na piersiach siadł i oddech mi się rwie

Zamykam strach na niewidzialny klucz
I moja twarz jest niewidzialna już
Gdy wchodzę w tłum, pułapka szczerzy kły
I z ust do ust nie frunie żaden krzyk

Śmiertelny mur skutecznie dzieli nas
Ja mam swój mózg, ty też swój rozum masz
Nie pytaj mnie, wiem tyle, co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic

Zostańmy tak, ja tutaj, a ty tam
Tak długo jak to nieme kino trwa
Nie proście nas, by wam do tańca grać
Już czas, już czas myć zęby i iść spać

Lokomotywa z ogłoszenia - Bogdan Olewicz


Perfect
Lokomotywa z ogłoszenia

Bogdan Olewicz


Przeczytałem ogłoszenie
Że sprzedaje ktoś lokomotywę
Wydrukowano ogłoszenie
Że sprzedaje ktoś lokomotywę
Kupię sobie ją...❗

Dzisiaj benzyna w takiej cenie
Że samochód nie na moją kieszeń
W lokomotywę wodę wleję
I taka jazda taniej mnie wyniesie
Będę zbierał chrust...❗

Odkupię trochę starych szyn
Takich jak ma prawdziwa kolej
I będę pędził tak jak w dym
I do domu ukochanej mojej
Będę żył jak król...❗

Nie płacz Ewka - Bogdan Olewicz


Perfect - Nie płacz Ewka

Nie płacz Ewka, bo tu miejsca brak na twe babskie łzy
Po ulicy miłość hula wiatr wśród rozbitych szyb
Patrz poeci śliczni prawdy sens roztrwonili w grach
W półlitrówkach pustych SOS wysyłają w świat

Żegnam was, już wiem
Nie załatwię wszystkich pilnych spraw
Idę sam, właśnie tam gdzie czekają mnie
Tam przyjaciół kilku mam od lat
Dla nich zawsze śpiewam, dla nich gram
Jeszcze raz żegnam was, nie spotkamy się

Proza życia to przyjaźni kat, pęka cienka nić
Telewizor, meble, mały fiat, oto marzeń szczyt
Hej prorocy moi z gniewnych lat, obrastacie w tłuszcz
Już was w swoje szpony dopadł szmal, zdrada płynie z ust

Niewiele ci mogę dać - Bogdan Olewicz


Perfect
Niewiele ci mogę dać

Bogdan Olewicz


Sto gorących słów, gdy na dworze mróz
Niewyspaną noc, jeden koc
Solo moich ust, gitarowy blues
Kilka dróg na skrót, parę stów

Nie mogę ci wiele dać
Nie mogę ci wiele dać
Bo sam niewiele mam
Nie mogę dać wiele ci
Nie mogę dać wiele ci
Przykro mi

Osiem znanych nut, McCartneya but
Kilka niezłych płyt, jeden kicz
Siedem chudych lat, talię zgranych kart
Południowy głód, kurz i brud

Nie mogę ci wiele dać...

Nadgryziony wdzięk, pustej szklanki brzęk
Niespełniony sen, itp.
Podzielony świat, myśli warte krat
Zaleczony lęk, weź co chcesz

Autobiografia - Bogdan Olewicz


Perfect - Autobiografia

Bogdan Olewicz


Miałem dziesięć lat
Gdy usłyszał o nim świat
W mej piwnicy był nasz klub
Kumpel radio zniósł
Usłyszałem blue suede shoes
I nie mogłem w nocy spać
Wiatr odnowy wiał (wujek Józek zmarł)
Darowano reszty kar
Znów się można było śmiać
W kawiarniany gwar
Jak tornado jazz się wdarł
I ja też chciałem grać

Ojciec, bóg wie gdzie
Martenowski stawiał piec
Mnie paznokieć z palca zszedł
Z gryfu został wiór
Grałem milion różnych bzdur
I poznałem co to seks
Pocztówkowy szał
Każdy z nas ich pięćset miał
Zamiast nowej pary jeans
A w sobotnią noc
Był Luxembourg, chata, szkło
Jakże się chciało żyć

Było nas trzech
W każdym z nas inna krew
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp cały świat
Wszystkiego w bród
Alpagi łyk
I dyskusje po świt
Niecierpliwy w nas ciskał się duch
Ktoś dostał w nos
To popłakał się ktoś
Coś działo się

Poróżniła nas
Za jej Poli Raksy twarz
Każdy by się zabić dał
W pewną letnią noc
Gdzieś na dach wyniosłem koc
I dostałem to, com chciał
Powiedziała mi
Że kłopoty mogą być
Ja jej, że egzamin mam
Odkręciła gaz
Nie zapukał nikt na czas
Znów jak pies, byłem sam

Stu różnych ról
Czym ugasić mój ból
Nauczyło mnie życie jak nikt
W wyrku na wznak
Przechlapałem swój czas
Najlepszy czas
W knajpie dla braw
Klezmer kazał mi grać
Takie rzeczy, że jeszcze mi wstyd
Pewnego dnia
Zrozumiałem, że ja
Nie umiem nic

Słuchaj mnie tam
Pokonałem się sam
Oto wyśnił się wielki mój sen
Tysięczny tłum
Spija słowa z mych ust
Kochają mnie
W hotelu fan
Mówi: "na taśmie mam
To jak w gardłach im rodzi się śpiew"
Otwieram drzwi
I nie mówię już nic
Do czterech ścian