Koza, rower i ja - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Koza, rower i ja

Jan Wołek


Cudzie kochany
Moje Bałkany
Po nogach całuj
Przyłóż do rany
Przez góry twoje
Przez twe ostoje
Nieświęta trójca
Idziem we troje
Koza, rower, no i ja...

Komu trzeba więcej
Niech urabia ręce
Niech się łasi ładnie
Albo zgrabnie kradnie
A jak ma ochotę
Niech się nażre złotem
Aż go weźmie niebo
I gówno mu z tego

Pod kocem nieba
O kromce chleba
Bałkany moje
Co więcej trzeba
Wiatr niosę w głowie
Ja – wolny człowiek
Koza i rower
Moi druhowie
Koza, rower, no i ja...

Komu trzeba więcej
Niech urabia ręce
Niech się łasi ładnie
Albo zgrabnie kradnie
A jak ma ochotę
Niech się nażre złotem
Aż go weźmie niebo
No i co mu z tego

Koza wydojona
Powietrze w oponach
I ja – chwalić Boga
Trzymam się na nogach
Teraz znowu mogę
Ruszać w dalszą drogę
Póki zdrowie sprzyja
Nie ma na nas kija ❗
Koza, rower i ja
Nie ma na nas kija ❗
Koza, rower i ja

Nie ma na nas kija ❗
Koza, rower i ja
I Rakija ❗❗❗

Cudne jest nudne - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Cudne jest nudne

Jan Wołek


Nie Van Damme, ale branie mam
Bo uroda aż mi tryska z pyska
Lecz u dam preferuję stan
Gdy uroda nie jest oczywista
Piękno – mit, estetyczny zgrzyt
To jest to, co mnie w kobiecie kręci
Żaden wstyd, to jest właśnie hit
Co na wodzie trzyma mój okręcik

Więc powiadam wam, mówię wam
Wszystkie ładne są żadne
Mówię wam
Wszystkie cudne są nudne
Więc doceń, dziadzie
Tę noc w listopadzie
Porządek, co tkwi w nieładzie
Dziadzie
Sens - tak naprawdę ma brzydoty kęs

W bure dni zwykle mi się śni
Gorzkie ziele pośród sztucznych kwiatów
Uwierz mi, że w tym sedno tkwi
Każdy Paryż musi mieć Bełchatów!

Więc powiadam wam...

Dzieciaki z Alwerni - Jan Wołek


Andrzej Grabowski - Dzieciaki z Alwerni

Jan Wołek


Mogło być mi lepiej i mogło być gorzej
Lecz do dzisiaj słyszę tę ciszę w klasztorze
Na ryneczku domki krzywe, pachnie bzem i piwem
Miód się lepki lepi, fotografia w sepii

Na niej dzieci skubią czerwone porzeczki
A wokół miasteczka marszczą się góreczki
Proste lata młode, jak dym na pogodę
Dziś, nie wiedzieć czemu, są Alpy problemów

Dobry Panie Boże! W świecie pełnym świństwa
Zwróć nam, jeśli możesz, kromeczkę dzieciństwa
Niech zapachnie jesień czeremchą i wiosną
Albo nam przynajmniej nie pozwól dorosnąć

W tle była kukułka – ten listonosz losu
Który nam wykukał łaskawość niebiosów
Gdy szczęściem był piernik w malutkiej Alwerni
Kiedy to się stało, że nam wciąż za mało

Czasem nas przyzywa skądś pamięci trąbka
Próbujemy skleić czas we wspomnień rąbkach
Prawdę, co zachwyca jasna jak pszenica
Jak ten niepojęty oleodruk święty

Dobry Panie Boże! W świecie pełnym świństwa
Zwróć nam, jeśli możesz, kromeczkę dzieciństwa
Niech zapachnie jesień czeremchą i wiosną
Albo nam przynajmniej nie pozwól dorosnąć

I nikniemy w mroku, spokojni i bierni
My – te niegdysiejsze dzieciaki z Alwerni
A nad nami w górze aniołowie stróże
Szczęśliwi anieli, żeśmy nie zgłupieli

Dobry Panie Boże! W świecie pełnym świństwa
Zwróć nam, jeśli możesz, kromeczkę dzieciństwa
Niech zapachnie jesień czeremchą i wiosną
Albo nam przynajmniej nie pozwól dorosnąć
Amen

To będzie raj - Jan Wołek


Zbigniew Wodecki
To będzie raj

Jan Wołek   👉👉👉


Jeszcze wczoraj piłeś w parku tanie wino
Z pierwszym maja się kojarzył każdy maj
Jak coś grało, to adapter grał „Bambino”
To był twój kraj

Przeszły lata przez Nadodrze i Nadwiśle
Wieść gruchnęła na Koluszki i na Kłaj
Że już teraz będzie wolno wolno myśleć
Bo mamy raj

Popatrz sam – dobrze nam
Co tu kryć – miło tyć
Heroiczne „Za co ginąć?”
Zmieniliśmy w „Za co żyć?”

Senna zmora o zaborach – won z łapami!
Żaden Prus, Austryjak, Rus o parę staj
Kiedy trzeba, potrafimy się rozebrać sami
Bo to nasz kraj

Popatrz sam – dobrze nam...

Tylko żal mi naszych młodych, co za kiesę
Po banana wyruszyli w małpi gaj
Na walizkach dziś łzę ronią nad Guinnessem
Gdzie jest ich kraj?

Popatrz sam – dobrze nam...

Poleć orle, powiedz Panu co w zaświatach
Dałeś wiarę i papieża to i daj
Za te krzyże, co dźwigaliśmy przez lata
Twój boski raj

Popatrz sam – dobrze nam...

Pożegnanie z Afryką - Jan Wołek


Zbigniew Wodecki
Pożegnanie z Afryką (list do przyjaciela)

Jan Wołek


Przyjacielu z Afryki, twój kąt
I mój kąt, to dwa koła we wozie
Bo nie taki znów czarny wasz ląd
Jak nasz polski, siermiężny czarnoziem

Tu posłowie się modlą o deszcz
Wdzięczny naród się modli za posłów
Bo tu widzisz tak jakoś jest
Że "krzyż" to po prostu "kręgosłup"

I choć władza oszpeca jak trąd
To wszechpolska trwa u nas euforia
Kiedy wszystko odmienia się w krąg
A najszybciej się zmienia historia

Lecz ogólnie każdy jest zdrów
I nie brak nam wizji szalonych
Bo szamanów ci u nas jak psów
(Chociaż wiele nie było szczepionych)

I po dżunglach plemienny trwa bój
Że w brzuch ryby się schować jak Jonasz
Gdy szarańczy otacza cię rój
A co drugi to kurwa - misjonarz!!!

Więc rozstania znów rodzą się w nas
Z dzięcieliną (co pała) i gryką
Pewnie znowu nadejdzie ten czas
Gdy się przyjdzie pożegnać z Afryką

Przyjacielu z Afryki, twój kąt...

Kiedy znowu wypełznie się w świat
Z naszych Ełków, Włodaw, czy Zgierza
Tutaj ściskam serdecznie, jak brat
Polski góral (co jakoś mu nie żal)

Lecz ogólnie każdy jest zdrów...

Godność ogromna - Jan Wołek


Zbigniew Wodecki
Godność ogromna

Jan Wołek


Są jacyś święci niepojęci
I ludzie prości jak podłoga
I z tej podłogi - Boże drogi
Wyraźnie bliżej im do Boga

Oni są stacją zapomnianą
Gdzie się na torach suszy siano
Gdzie na peronie pasą konie
A w oczach płonie, taka ładna
Godność - ogromna i bezradna

Przez życie idą należycie
Więcej w nich chłodu niźli żaru
Śpią szybko, żeby wstać o świcie
W radio o takich mówią - naród

Oni są stacją...

Nikt się nie ślini, z łbów nie dymi
Wolni od gniewu i zazdrości
Więc Ty ich, Boże, chroń przed tymi
Którzy nie mają wątpliwości

Oni są stacją...

Trwoga - Jan Wołek


Zbigniew Wodecki - Trwoga

Jan Wołek
   👉👉👉👉


W ziemi gwera rdza zeżera
Oręż dziadzia oficera
Szabla smętnie w pochwie drzemie
Wspominając dawne plemię
Hand-granaty – dar od taty
Zawinięte pięknie w szmaty
Marzą, leżąc na podeście
Żeby się rozerwać wreszcie

Masz gotowość i masz wolę
Żeby jutro ruszyć w pole
I przywalić z siłą gromu
Tylko w mordę nie ma komu

Trwoga, ludzie, wielka trwoga
Trzeba nam wyznaczyć wroga
Bo inaczej, Panie, Pany
Same się powyrzynamy

Ociepliła się historia
Wszędzie miłość i euforia
Nikt nikogo nie opluje
Tylko cięgiem negocjuje
Jakieś kurde konsensusy
Interesy robią Rusy
Drepcze Szwab przyjaźni mostem
Już mu przeszło "Drang nach Osten"

Czasem jakiś Osetyńczyk
Wyjmie z szopy karabińczyk
A świat robi się na bóstwo
Wszędzie ruja i poróbstwo

Trwoga, ludzie...

Więc przed laskę marszałkowską
Naród składa z wielką troską
Apel - niech się w Sejmie ziści
Podkomisja nienawiści

Lecz nim dali to pod głosy
Już targali się za włosy
Więc chwilowo rada w radę
Ustaliliśmy z sąsiadem
Że od środy on mi wrogiem
Do soboty ja mu mogę
A w niedzielę, jak w niedzielę
Spotykamy się w kościele

Trwoga, ludzie...

Diabeł siedzi w nas - Jan Wołek


Zbigniew Wodecki
Diabeł siedzi w nas

Jan Wołek


Czujesz jak mroczna strona
Kontrapunkt nieba - smoła i rogi
Wyciąga chciwe ramiona
I w dół cię ciągnie za nogi
I już cię czarny spowija dym
Już jesteś nim

Diabeł, diabeł siedzi w nas...

Wolę ci wyssał i duszę
Piekieł kapitan - pierwszy po Bogu
I krzyczysz "nie chcę, lecz muszę"
Gdy spycha cię z dróg dekalogu
I już cię czarny spowija dym
Już jesteś nim

Diabeł...

Świat ci się w piekło obrócił
Żona i dzieci wszystko diablęta
I myślą - nie ma gdzie wrócić
Bo pamięć już nie pamięta
I już cię czarny spowija dym
Już jesteś nim

Diabeł...

Gdy wkoło nicość i matnia
Ty słonym szeptem błagaj w pokorze
"W tobie nadzieja ostatnia
Ojcze nasz - Dyrektorze"
Bo już mnie czarny spowija dym
Już jestem nim

Diabeł...

Rodacy - Jan Wołek


Zbigniew Wodecki - Rodacy

Jan Wołek  👉👉👉


Cieniutką strugą w nas
Obok nas sączy się czas
Nic nie trwa długo
Wszystko jest jeden raz
Więc pozwól Boże
Wśród zwykłych spraw
Wśród ziemskich męk
Rozgryźć ten orzech bez narażania szczęk

Lecz zanim ducha oczyścisz w nas, nim siądzie dym
Rozlicz komucha, styropianusza z nim
Dokoła bida, jeden jak pies, inny ma fest
Przepytać Żyda jak to z tą bidą jest

Drodzy rodacy, szanowni bliźni
Niech się w nas goi, niech się zabliźni

Znów buta pruska wpycha nas w dół, my ją na pół
A potem ruska i karty wio na stół
I na sztorc kosa, całus od pań, konie do sań
Na Eskimosa, bo to jest zimny drań

Drodzy rodacy...

Gdy z plam wyprana historia już
I opadł kurz
W mordę Stefana, bo on jest wszarz i wzdłuż

Drodzy rodacy...

Seniorita - Jan Jakub Należyty


Zbigniew Wodecki
Seniorita

Jan Jakub Należyty

On nie zapomni tamtej nocy
Nad nimi lśnił księżyca nów
Jak ze snów byłaś znów
I już go miałaś w swojej mocy

A potem się skończyło
Na pierwszy świtu znak
Zalewał żal tequilą
Każdej nocy do księżyca śpiewał tak

I love you seniorita
Se a mi amore
I love you seniorita
Ameme por favore

Pokochać cię to iść donikąd
To jest ogromny dla mnie trud
Brak mi nut bym twój cud
Moją opisać mógł muzyką

I fraz mi brak i taktu
Samotny jestem tak
Jak na pustyni kaktus
Każdej nocy do księżyca śpiewam tak

I love you...

Dziewczynka - Agnieszka Osiecka

Agnieszka Osiecka

Dziewczynka


...Posłuchaj. Była sobie mało wstrętna dziewczynka. Czasem brała do ręki lusterko i same usta tak jakoś jej mamrotały: „Coś ze mną jest nie w porządku".

Aż któregoś dnia ta dziewczynka zakochała się wielką i gorącą miłością, i dźwigała tę miłość przez najgorsze wertepy, i wytężała całą siłę swoich wątłych ramion. I ta dziewczynka była strasznie zazdrosna, była nawet zazdrosna o placek słońca na ramieniu ukochanego chłopca. Ten chłopiec był piękny i wolny, i dumny, i nigdy od nikogo nie chciał nic dostać. Ale dziewczynka była łakoma i niecierpliwa. Któregoś dnia stanęli przy oszklonej budce i dziewczynka zobaczyła swoje ukochane perfumy. Pachniały cudownie, nazywały się „Zielony Wiatr" i kosztowały całe siedem złotych. „Kup mi to!" – zawołała dziewczynka. „Nie chcę, nie mogę" – odpowiedział chłopiec. Wtedy dziewczynka zaczęła tupać i drapać, i wzlatywać w górę, i znowu opadać, i otaczać chłopca ze wszystkich stron, aż nagle on się wymknął i znikł. Dziewczynka tylko usłyszała z daleka głos (albo nie usłyszała): „Nie rób, żebym czuł się winny".

Wtedy dziewczynka zaczęła wędrować i szukać nieobecnego. Zaglądała do wszystkich pieczar i mieszkań, ale nigdzie nikogo nie było. Dziewczynka poczuła, że może zabić z miłości, i najpierw chciała zabić swoją matkę, która nie nauczyła jej, jak być kochaną, a potem ojca, który nie nauczył jej kochać, a potem samą siebie, a potem, kiedy jej się wszyscy wymknęli i dziąsła przestały krwawić, poszła do doktora i doktor zalecił amputację serca. Potem dziewczynka długo spała, a kiedy się obudziła, to nie była już małą dziewczynką, a wokoło rozpościerała się cicha przestronna polana, i można już było pisać wiersze. Te wiersze były takie:

Modliłam się o ciebie,

zbudowałam w polu specjalnego

Boga.

Nie jednego...

Był tam Bóg czułości

Bóg nadziei

i Bóg wyczekiwania.

Wysłuchano mnie

odjęto mi gniew

złagodzono ręce.

Ofiarowano dar jasnowidzenia.

Teraz buduję Boga pożegnania.

Białe Boże Narodzenie - Andrzej Brzeski


Białe Boże Narodzenie

Andrzej Brzeski


Kiedy karp się pojawia na stole
W radio słychać od rana kolędy
To chowają się gdzieś niepokoje
I już wiesz, że nareszcie są święta
Satyrycy stępiają ołówki
I udają, ze wszystko jest cacy
Pierś cherlawą wypina złotówka
I z czułością się myśli o pracy
A nad stołem jak zorza polarna
Telewizja satelitarna

Białe Boże Narodzenie
Made in Hollywood
Rewia gwiazd na wielkiej scenie
Parkiet lśni jak lód
Białe Boże Narodzenie
Ukojenie i olśnienie
Śniegu biały puch
Skaczesz sobie – buch
Białe Boże Narodzenie
Landszaftowe tło
Równe białe uzębienie
I parkietu szkło
Białe Boże Narodzenie
Uniesienie, rozmarzenie
Takie słodkie to
Aż się robi mdło

Satelita nas błogo nastroi
Z nim tak dobrze przy stole się trawi
Wujka Ziutka już ząbek nie boli
I dziadkowi się humor poprawił
Rewia strojów i rewia modelek
Nawet bigos inaczej smakuje
Po klubowych nie męczy kaszelek
No bo nam to po prostu pasuje
Gdy w okienku jak święty Mikołaj
Pan Klechta nas woła  👉👉👉

Białe Boże Narodzenie...

Białe Boże Narodzenie
Wonder, wonderful
Miękka panka po goleniu
Sztucznych pereł sznur
I anielska gra orkiestra
Jaką lubi pani Brzeska
(Pani Brzeska to jest mamusia moja...)

Białe Boże Narodzenie...

Piosenka dla Mikołajów - Andrzej Brzeski


Piosenka dla Mikołajów

Andrzej Brzeski


Krasne papcie z pomponami
Żona szyła ci nocami
Na robotach ręcznych syn wykonał brwi
Piękny płaszcz z króliczym futrem
Podbijały ciotki z Kutna
Którym winien jesteś bańki trzy
No i cóż innego było zrobić
Gdyś się musiał migiem urynkowić
Hej kolędo, hej kolędo, hej

Mikołaju z domów „Centrum”
Co pod białą brodą kryjesz twarz
Chciałeś knajpę mieć z kelnerką
A na plecach dwie reklamy papierochów masz
Wynieś worek pewną ręką
Dziś od rana ci potrzebny klin
Chciałeś pałac mieć z lokajem
A zostałeś Mikołajem
Co dzwoneczkiem dzwoni – dzyń, dzyń...

Śnieżnobiałą długą brodę
Zgolił sobie wujek Włodek
Wujek Wacek ci w prezencie wąsy dał
Tak rodzina się starała, z całej duszy pomagała
Byś na zimę warsztat pracy miał
Trza się było kolektywnie składać
Byś się musiał migiem przebranżawiać

Mikołaju z domów „Centrum”...

Miałeś git posadę w banku
Ale bank wykonał manko
Na śnieżycę cię wykopał i na lód
Teraz żona zamiast sprzątać
Szyje tobie strój zajączka
Żebyś wiosną też zarobić mógł
No a latem pewnie będziesz Smerfem
By się urynkowić jeszcze pełniej
Hej kolędo, hej kolędo, hej

Mikołaju z domów „Centrum”...

Obrazy: Robert McKay