Przypowieść o kornikach - Wojciech Młynarski

Wojciech Młynarski
Przypowieść o kornikach

Na ulicy mniej znanej
w jednym domu przez ścianę
na parterze dwóch żyło sąsiadów
jeden miły i grzeczny
chłop z kościami serdeczny
drugi pełen zawiści i jadu
Jeden zwady nie szukał
a gdy ktoś doń zapukał
drzwi otworzył, zagadał, ugościł
drugi nie śpiąc nocami
wściekle zgrzytał zębami
i pierwszemu wszystkiego zazdrościł
W oknie białych firanek
że o wiele mniej prane
i nalewki, że bardziej klarowna
żółć mu lazła do gardła
i tak żarła go, żarła
polska zawiść bezinteresowna
Raz gdy trochę pogadać
sąsiad wpadł do sąsiada
owa zawiść się wzmogła podwójnie
bo zobaczył antyki
dwa fotele – Ludwiki
które sąsiad wziął w spadku po wujnie
W mig zazdrośnik się spłonił
i nazajutrz pogonił
gzie Instytut Leśnictwa – co siły
i z hodowli korników
ukradł kilka szkodników
by korniki Ludwiki stoczyły
Jak pomyślał tak zrobił
długo w noc uchem łowił
jak korniki chroboczą i broją
rankiem po sól dla żony
wpadł i ujrzał zdumiony
że Ludwiki nietknięte wciąż stoją
Sąsiad zaś poczciwina
co się golić zaczynał
dobrodusznie popatrzył mu w oczy
i odsypał mu soli
i powiedział powoli
– tak kochany… kradzione nie toczy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz