Edyta Geppert i Kroke, Andrzej Poniedzielski
Kamień i mgła
Andrzej Poniedzielski
Oto czarnej nocy chusta
Prześwituje nowym dniem
Rusza do tysięcy luster
Świat przeglądać się
Wrócił do swej łąki strumień
Drzewa do swych chmur
Sama tylko jest samotność
Bólem kwitnie ból
Mam tęsknotę mieć za dotyk
Mam oddychać snem
Zamień mnie, zamień mnie
W kamień albo w mgłę...
Poprzez złości szarą chustę
Ledwo prześwituje sens
Zawracają nad tą pustką
Całe stada szczęść
Kamień serca mieć nie musi
Mgła i jest, i nie
Mam być tutaj, to mnie zamień
W kamień albo w mgłę
Tego świata nie pojmuję
Ani nawet chcę
Zamień mnie, zamień mnie
W kamień albo w mgłę ...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemlański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemlański. Pokaż wszystkie posty
Nie umiem odpowiedzieć - Jonasz Kofta
Nie umiem odpowiedzieć
(Romans współczesny)
Jonasz Kofta
Nie chcemy nic
Umiemy żyć
Gdy jesień tli się niedopalona
Umiemy żyć
Powietrzem żyć
Dym masz we włosach
Kwiat suchy w dłoniach
Ostatni deszcz – już pierwszy śnieg
Marzniemy i źle nam się wiedzie
Gdy spytasz:
„Czemu dobrze jest?”
Nie będę umiał odpowiedzieć
Przybyło nam
Dostatnio nam
Ale zamyślasz się coraz częściej
Nawet twój uśmiech
Nie ten sam
Nie współczujemy sobie
W tym szczęściu
Coś zgubiliśmy, tylko gdzie
I gdzie codzienność syta nas zawiedzie
Gdy spytasz:
„Czemu jest tak źle?”
Nie będę umiał odpowiedzieć
(Romans współczesny)
Jonasz Kofta
Nie chcemy nic
Umiemy żyć
Gdy jesień tli się niedopalona
Umiemy żyć
Powietrzem żyć
Dym masz we włosach
Kwiat suchy w dłoniach
Ostatni deszcz – już pierwszy śnieg
Marzniemy i źle nam się wiedzie
Gdy spytasz:
„Czemu dobrze jest?”
Nie będę umiał odpowiedzieć
Przybyło nam
Dostatnio nam
Ale zamyślasz się coraz częściej
Nawet twój uśmiech
Nie ten sam
Nie współczujemy sobie
W tym szczęściu
Coś zgubiliśmy, tylko gdzie
I gdzie codzienność syta nas zawiedzie
Gdy spytasz:
„Czemu jest tak źle?”
Nie będę umiał odpowiedzieć
Ballada szkocko-mazowiecka - Jonasz Kofta
Jonasz Kofta
Ballada szkocko-mazowiecka
Na drodze z Aberdeen do Squack
Spotkała Susy Jima Kinga
Gdy mu odrzekła - że tak
Wygnietli trawy za szylinga
Jim razy sześć wziął Susy cześć
Krowy nie miały co jeść
Takie to dwa aspekty ma
Wydajność z jednego ha
Fanny i Barleycorn John
Szli wąską ścieżką wzdłuż lucerny
Amor to sprawił, że on
Był w tej lucernie dość pazerny
Gdy w polu młódź dopadnie chuć
Krowy nie mają co żuć
Takie to dwa aspekty ma
Wydajność z jednego ha
A u nas w powiecie był zlot
Zleciały się działacze młode
Choć wokół zlotu był płot
Rolnictwo znów poniosło szkodę
Może to zlot, pewnikiem grad
Lecz nikt nie widział, że spadł
Takie to dwa aspekty ma
Wydajność z jednego ha
Gdy łubin złociście się tli
Dojrzałe łany słońce praży
Miłość silniejsza jest niż
Deficyt hotelowej bazy
Obecny plan zmienia ten stan
Nie wiem, czy cieszyć się mam
Bo takie to dwa aspekty ma
Wydajność z jednego ha
Płoń moja gwiazdo - Jonasz Kofta
Jonasz Kofta
Płoń, moja gwiazdo
Gwiazdo wysoka
Kiedy odejdę
Zapłaczesz w mrokach
Osierocona
Czarnymi łzami
Bo nikt już na ciebie nie spojrzy
Moimi oczami
Płoń, moja gwiazdo
W oczy me prosto
Wybrana, jasna
Najczulsza siostro
Tyś nieśmiertelna
A ja przeminę
Czy będziesz zawsze pamiętać
Jak miałam na imię
Płoń, moja gwiazdo
Ogniem dalekim
Łzo spod zasnutej
Nocą powieki
Migocie straszny
Chłodny obłędzie
Po co ci twoja nieśmiertelność
Gdy mnie już, siostro, nie będzie...
W moim domu - Jonasz Kofta
Jonasz Kofta, Marian Opania, Waldemar Kocoń
W moim domu
Tyle lat jesteśmy razem, miła, wybacz
Ale wszystko tak jak trzeba chyba nie jest
Czy musimy się codziennie przekonywać
Że ty dla mnie, a dla ciebie ja istnieję
Przecież nie znam żadnej innej poza tobą
I znać nie chcę, tyś jest wieczna i jedyna
Naszym sercom zagroziła, tak jak słowom
Niedokrwistość, zniechęcenie i rutyna
To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój
A na wiosnę grządki zasiać i zagrabić
Ale wiesz, istnieją różne pory roku
A tak życia jak tapczana nie ustawisz
Kiedy niebo nad głowami ciąży chmurnie
Twoje oczy wciąż mnie śledzą niespokojnie
Ja dla ciebie zawsze chyba byłem durniem
Co nic nie wie, nic nie czuje, nic nie pojmie
Nie ma takiej gorzkiej prawdy, moja miła
Która dla mnie byłaby nie do zniesienia
Jeśli jak rzecz nam serce podzieliła
To naiwne i tchórzliwe przemilczenia
Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów
Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę
Chyba prawo mam, by w moim własnym domu
Więcej mi patrzono w oczy, mniej na ręce
Wiem na pewno, że ze sobą zostaniemy
Chociaż życie nam układa się nieprosto
Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami
Moja droga, moja miła
Moja Polsko
👉TUTAJ w interpretacji Daniela Olbrychskiego👉
Na fot. J. Kofta, W. Kocoń, D. Olbrychski
W moim domu
Tyle lat jesteśmy razem, miła, wybacz
Ale wszystko tak jak trzeba chyba nie jest
Czy musimy się codziennie przekonywać
Że ty dla mnie, a dla ciebie ja istnieję
Przecież nie znam żadnej innej poza tobą
I znać nie chcę, tyś jest wieczna i jedyna
Naszym sercom zagroziła, tak jak słowom
Niedokrwistość, zniechęcenie i rutyna
To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój
A na wiosnę grządki zasiać i zagrabić
Ale wiesz, istnieją różne pory roku
A tak życia jak tapczana nie ustawisz
Kiedy niebo nad głowami ciąży chmurnie
Twoje oczy wciąż mnie śledzą niespokojnie
Ja dla ciebie zawsze chyba byłem durniem
Co nic nie wie, nic nie czuje, nic nie pojmie
Nie ma takiej gorzkiej prawdy, moja miła
Która dla mnie byłaby nie do zniesienia
Jeśli jak rzecz nam serce podzieliła
To naiwne i tchórzliwe przemilczenia
Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów
Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę
Chyba prawo mam, by w moim własnym domu
Więcej mi patrzono w oczy, mniej na ręce
Wiem na pewno, że ze sobą zostaniemy
Chociaż życie nam układa się nieprosto
Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami
Moja droga, moja miła
Moja Polsko
👉TUTAJ w interpretacji Daniela Olbrychskiego👉
Na fot. J. Kofta, W. Kocoń, D. Olbrychski
Labels:
Kocoń,
Kofta,
Kofta J.,
Olbrychski,
Opania,
Ziemlański
Wygnanie z raju - Jonasz Kofta
Jonasz Kofta - Wygnanie z raju
Ziemio, ziemio do której nie wrócę
Ziemio pierwszej miłości
Pewnie cię bardzo zasmucę
Swoją nieobecnością
Będziesz samotny ogrodzie
Bez niej, beze mnie
Oślepły o wieczornym chłodzie
Już w moich oknach ciemno, ciemniej
Wesoły, złotooki chwast
Zatańczy sam na twoich ścieżkach
Ogrodzie, zapamiętaj nas
Już w moim domu nikt nie mieszka
Kto spłoszył te zielone ptaki
Uderzył skrzydła mokrym liściem
Twarz, gdy przedzieram się przez krzaki
Agresty wiszą uroczyście
Kto wolność dał dzikiemu winu
By oszalało w gestów gęstwę
Dzieciństwa namiot porozpina
By przypomniał, za czym tęsknię
Tu zostaniemy już na zawsze
Zamiast Ikara spadnie jabłko
I do wieczności się potoczy
Będziemy sobie patrzeć w oczy
Jesieni przysłonięte grzywą
A kiedy nam ta chwila umknie
Wtedy oparzę cię pokrzywą
W usta, chłopięcym pocałunkiem
W tym mieście ja się zwę – przechodzień
Ona odeszła dawno temu
Będziesz samotny, mój ogrodzie
Bo tam nie wraca się samemu
Ziemio, do której nie wrócę
Pozostań ziemią niczyją
Ogrodzie moich zasmuceń
Niech obcy gdzie indziej żyją
Niech drzewa twoje dziczeją
Niech cierpną twoje owoce
Trawa zarasta ścieżki, nadzieje
Świty, wieczory i noce...
Ziemio, ziemio do której nie wrócę
Ziemio pierwszej miłości
Pewnie cię bardzo zasmucę
Swoją nieobecnością
Będziesz samotny ogrodzie
Bez niej, beze mnie
Oślepły o wieczornym chłodzie
Już w moich oknach ciemno, ciemniej
Wesoły, złotooki chwast
Zatańczy sam na twoich ścieżkach
Ogrodzie, zapamiętaj nas
Już w moim domu nikt nie mieszka
Kto spłoszył te zielone ptaki
Uderzył skrzydła mokrym liściem
Twarz, gdy przedzieram się przez krzaki
Agresty wiszą uroczyście
Kto wolność dał dzikiemu winu
By oszalało w gestów gęstwę
Dzieciństwa namiot porozpina
By przypomniał, za czym tęsknię
Tu zostaniemy już na zawsze
Zamiast Ikara spadnie jabłko
I do wieczności się potoczy
Będziemy sobie patrzeć w oczy
Jesieni przysłonięte grzywą
A kiedy nam ta chwila umknie
Wtedy oparzę cię pokrzywą
W usta, chłopięcym pocałunkiem
W tym mieście ja się zwę – przechodzień
Ona odeszła dawno temu
Będziesz samotny, mój ogrodzie
Bo tam nie wraca się samemu
Ziemio, do której nie wrócę
Pozostań ziemią niczyją
Ogrodzie moich zasmuceń
Niech obcy gdzie indziej żyją
Niech drzewa twoje dziczeją
Niech cierpną twoje owoce
Trawa zarasta ścieżki, nadzieje
Świty, wieczory i noce...
Biedny Yorick - Jonasz Kofta

Jonasz Kofta - Biedny Yorick
Z pustego czerepu Yoricka
Jedno niezbicie wynika
Żył sobie błazen królewski
Potem wyciągnął kopyta
Choć umarł, stał się niemową
Zaczął pracować głową
W dwuznacznej roli rekwizyta
La comedia e finita
To wszystko? - Ktoś zapyta
Więc z jakich pozycji się pan drze
Chleb kradnąc dostojnej Kasandrze
W jasną przyszłość podkładając swoje iksy
W smudze spalin wietrząc smród Apokalipsy?
Odpowiadam na to refrenem
Który śpiewał mi dziś biedny Yorick:
Czaszki błaznów przestają być nieme
Kiedy wiatr je na przestrzał nastroi
Taki jest rzeczy porządek
Pamiętaj o tym błaźnie
Zachorujesz na zdrowy rozsądek
Ozdrowiejesz na chorą wyobraźnię
Twoja wyspa się zmieni w przylądek
Swoją rolę odegrasz odważnie
Umierając na zdrowy rozsądek
Zmartwychwstaniesz na chorą wyobraźnię
Więc mówię - zanim nas dopadną
W sekwencjach pędu rozjazdy dróg - nożyc
Nim wyobraźnię ci rozkradną
Przedmioty - możesz dobrze pożyć
Przejezdnie żywot trwoniąc
Już tylko licznik masz za świadka
Coraz ci dalej będzie dłonią
Do smaku i ciężaru jabłka
Zza szyby gładkiej oka trasą
Źrenicę jątrzy suchy głód
Przy szosie znak drogowy czasu
Na bieli znikający punkt
Taki jest rzeczy porządek
Pamiętaj o tym błaźnie
Zachorujesz na zdrowy rozsądek
Ozdrowiejesz na chorą wyobraźnię
Twoja wyspa się zmieni w przylądek
Swoją rolę odegrasz odważnie
Umierając na zdrowy rozsądek
Zmartwychwstaniesz na chorą wyobraźnię
Subskrybuj:
Posty (Atom)









