Półtora tanga... - Kazimierz Winkler

Sigfredo Pastor

Hanka Bielicka
Półtora tanga na głowę mieszkańca

Kazimierz Winkler

Były różne rytmy, były różne tańce
Lecz tanga żaden zaćmić nie zdążył
Ja już od kołyski swojej młodej niańce
Kwiliłam nocą tango gorące

Na serduszko wątłe, co nieśmiało bije
Zaleca tango mądry kardiolog
Tu zaniedbań groźnych już się nie ukryje
Należy produkcję podnieść tang

Półtora tanga na głowę mieszkańca
W tej pięciolatce musimy mieć
Do wzrostu uczuć, do wyznań i tańca
Dla tych co wpaść chcą w miłosną sieć

I dla chłopaka co ma
Dwadzieścia jeden lub dwa
I dla dziewczyny, gdy już
Czas przyjdzie westchnień i burz
Dla miłej babci, co śni
O balu młodych swych dni
I dla staruszka, by znów
Bojowy wstąpił weń duch

Półtora tanga...

Tango w złotej sali
Tango na poddaszu
I pod gwiazdami w noce lipcowe
Tango dla staruszków
Tango dla smarkaczy
Namiętne stare tango, wciąż nowe

Ludziom trzeba ufać
W miłość trzeba wierzyć
Listonosz dobre wieści przyniesie
Martwić się nie warto
Kłócić nie należy
Należy produkcję podnieść tang...

Kazali mi śpiewać - Kazimierz Winkler


Hanka Bielicka
Kazali mi śpiewać

Kazimierz Winkler


Żebym tyle nie mówiła, to kazali śpiewać mi
I wmawiali, że podbiję świat na pewno
Że za serce umiem chwycić i wywołać śmiech i łzy
Łzy, gdy śmieszną śpiewam pieśń, a śmiech, gdy rzewną

Na przykład taka smutna pieśń o szatynie
Który zdecydowanym ruchem zapiął jesionkę
A ja wtedy...

Powtarzam, zostań
Chciał widać los tak
Ja wykarmiłam
Cię przecież własną pensją
Z żartami koniec
Nie pójdziesz już do niej
Ja ci nie bronię
Lecz nie radzę drażnić mnie

Nie załkam jak w piosence
Lecz z miejsca wpadnę w szał
I tak ci się odwdzięczę
Że włosy będziesz rwał
Rozgadam wszystkim babom
Żeś ciapa, bałwan, kluch
Że masz kondycję słabą
I przytępiony słuch

Powtarzam, zostań...

Obgadam cię, że chrapiesz
I stękasz, gdy jest niż
Że się przy ludziach drapiesz
A przy kolacji śpisz
Że co dzień rąbiesz czosnek
I wódkę chlasz co dzień
Że lepszy ból okostnej
Niż te amory twe

Że zarobić nie umiesz
Że jak się do ciebie mówi
To nic nie rozumiesz
Że jeśli w ogóle myślisz To tylko o sobie
Poczekaj, ja cię zrobię
Ale zaraz, zaraz...

Kazali mi śpiewać, żebym tyle nie mówiła
A ja przecież mówię tylko dlatego, żeby nie śpiewać
No ale trudno, wszyscy teraz śpiewają
To mogę i ja zarobić, to znaczy - zaśpiewać
No to teraz wesoła piosneczka ludowa

Łoj, wesoło, wesoło
Coś błyska za stodołą
Łoj, błyska coś, błyska
To chyba będzie iskra
Łoj, łoj, ło-o-o-oj

Łoj, nocka jasna jak dzionek
Łoj, zajął się właśnie nasz domek
Nie narzekajcie, dziewuchy
Łoj, dobrze się pali, bo suchy

Łoj, w tym ogniu cosik strzela
Ugaszą go do wesela
Łoj, idzie dym prościutko
Pogoda będzie jutro
Ła-ha-ha-ha-ha-ha-ha

Kazali mi śpiewać, żebym tyle nie mówiła
Ale przecież nie można wszystkiego wyśpiewać
Jak jednemu facetowi
To nawet był raczej taki narzeczony
Więc jak mu wyśpiewałam wszystko
Znaczy, jak spędzałam czas
Kiedy on był na delegacji służbowej
To już potem nie miałam nic do powiedzenia

Łoj, wesoło, wesoło
Jaśniutko naokoło
Radośnie, hej, radośnie
Uciekam gdzie pieprz rośnie
Ha... ha... ha-ha-ha-ha

Małe piwko - Jan Himilsbach


Zdzisław Maklakiewicz, Andrzej Grabowski
Małe piwko...

Jan Himilsbach
(prawdopodobnie)


Gdy ci życie ucieka kochany, to nie goń go
Już tydzień chodzisz jak we śnie, to nie łudź się
Mało piwko, małe piwko z korzeniami wyrośnie ci
Małe piwko, małe piwko z korzeniami zaśpiewa ci

Jeden kiosk
Drugi kiosk
Trzeci
Czwarty

Małe piwko, małe piwko z korzeniami zastąpi łzy
Małe piwko, małe piwko z korzeniami, przebaczysz mi

Gdy ci rączki już drżą, mój kochany, to nie bój się
Kiedy toniesz w powietrzu jak rybka, pamiętaj, że
Małe piwko, małe piwko z korzeniami zastąpi łzy
Małe piwko, małe piwko z korzeniami, przebaczysz mi

Jeden kiosk
Drugi kiosk
Trzeci
Czwarty

Przyjęcie
na dziesięć osób plus trzy (1973}

Hydropiosenka - Tomasz Kordeusz


Andrzej Grabowski
Hydropiosenka

Tomasz Kordeusz


Na zgryzoty i głupoty
Na codzienny spleen
Na tęsknoty i kłopoty - klin
Na rozstania i powroty
Na zmazanie win
Na idiotyzm i nepotyzm - klin

Albo w palnik, albo w gaźnik
Z żalu, szęścia, szczęścia bez przyczyny
Podnosimy sobie wskaźnik
Żeby było git

Przyprawiamy, zalewamy
Wprowadzamy, oliwimy
Smarujemy, dopalamy, żeby było git...

Na akcyzę i podatki
I na rządy mas
I że będzie gorzej jeszcze
Gaz

Przyprawiamy, zaprawiamy
Smakujemy, balujemy
Regularnie uwalamy i wpadamy w cug
Browar, harę,(?) i ćmagę
W organizmie blokujemy
Na powagę i odwagę to najlepszy skrót

Przyprawiamy, zalewamy...

Męska rozmowa... - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Męska rozmowa z telewizorem

Jan Wołek


Za wszystkie gadające głowy
Za akrobatów intelektu
Za kaznodziejów od pogody
Za inżynierów od podszeptu
Za wszechobecne okrucieństwo
Za miałkie sądy i opinie
Że mówisz o mnie „społeczeństwo”
Choć mam nazwisko i mam imię

Chodź no tu kurwa na słówko
Ty kolorowa żarówko

Za to, że jesteś idiotka
Za kit, bezguście i za banał
Za to, że staje ci do środka
I że co kanał, to jest kanał
Że dajesz wikt nieudacznikom
Stawiasz pomniki z garści piachu
Że jesteś wielką republiką
Stołków, co trzęsą się ze strachu

Chodź no tu...

Ja jestem cały czarno-biały
Cud niedoróbki i fuszerki
Powodów raczej brak do chwały
Więc wciąż przepraszam za usterki
Ale nim powiem, to pomyślę
A prawdę ważę tak jak złoto
Choć niezbyt biegły na umyśle
Ale nie jestem idiotą!

Chodź no tu...

Za proszki, łupież i podpaski
Nadszczerość, która nie zna miary
Za te potwornie chude laski
Że muszę wkładać okulary
Za to, że karmisz się padliną
A kiedy wzdychasz to z promptera
Ambitne (twoim zdaniem) kino
Teatr, co wygrał się do zera

Chodź no tu...

Tango Orangutango - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Tango Orangutango

Jan Wołek


Inaczej się postrzega cały świat
Gdy na Borneo człek wspomnieniem znów zagości
Gdzie w malezyjskiej dżungli stanu Sarawak
Orangutany żyją całkiem na wolności
Ogromna ruda małpoluda pośród lian
Z inteligentnie niebezpieczną iskrą w oku
W swój narkotycznie-neurotyczny wchodzą tan
Zdolny zakłócić tej planety święty spokój

Rudego Piasta protoplasta vis a vis
To być musieli przecież nasi antenaci
Myślę przed lustrem goląc znany sobie pysk
Rudawy, krępy, z błyskiem w oku i bez gaci
Ten widok gnębi mnie i wręcz odrzuca w tył
Może pod łóżko, albo schować się do szafy?
Jeszcze próbuję walczyć wątłą resztką sił
Lecz już wygina moje członki w paragrafy

I oto tango, Orangutango
Które po głowie i po łydkach tnie jak bicz
W którym się splata tego świata cała dzicz
I oto tango, Orangutango
To jest zdziczenia ta odmiana niesłychana
Co każe nogi z dupy wyrwać za banana
I każdy opór zdusi
Bo co to znaczy, że się nie chce tańczyć, gdy się musi

Noc jak w tropiku i rudawy drzemie cieć
Świat podkulony ciągnie ogon jak kometa
Porasta miasta kołtuniasta ruda szczeć
I nawet nocą nie uświadczysz już bruneta
A brzaskiem z wielkim wrzaskiem zejdą z drzew
Aż ziemia ugnie się pod nimi jak pod sztangą
Gdy zabulgocze w małpich żyłach dzika krew
I bez pamięci i rozumu ruszą w tango

I oto tango...

Życie się toczy i minęło parę lat
I na Borneo człowiek myślą znów zagości
Gdzie ponoć żyje w dżungli stanu Sarawak
Inteligentów małe stadko na wolności

I oto tango...

Fest, że się jest - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Fest, że się jest

Jan Wołek  👉👉👉


Nie potrzeba mieć, starczy byle śmieć
Byle się uśmiechał do nas świat
Nie potrzeba mieć
Żółto kwitnie mlecz, mlecz to fajna rzecz
Mlecze zawsze z wiosną za pan brat
Żółto kwitnie mlecz
Piwka złoty ciek wolno włazi w łeb
Piwka złoty ciek i zapada ciepły zmrok
Dobrych kumpli cały blok mam o krok
Dobrych kumpli cały blok mam o krok, kumpli blok

Tu każdemu z nas wolno ciecze czas
I nie świszcze nam przy dupie bat
Wolno ciecze czas
Mamy słońca blask, całe kolie gwiazd
Wszelkich skarbów nieprzebranych skład
Mamy słońca blask

Bo naprawdę fest jest to, że się jest
Tak naprawdę fest, tak naprawdę fest...
Jest to, że się jest, że się jest
Bo naprawdę fest jest to, że się jest
Tak naprawdę fest, tak naprawdę fest
Że się jest ❗❗❗

Tu każdemu z nas wolno ciecze czas...

Więc gdy mówisz mi, że za mało ci
To mnie wtedy trafia szlag, że za mało ci
Zośka - ja życiowy wrak
Powiem tak
Zośka - Ja życiowy wrak
Powiem tak, powiem tak

Tak naprawdę fest...

Z pijanym, to nie - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Z pijanym, to nie

Jan Wołek 👉👉👉


Tutaj zawsze gwar, tańczy zawsze tyle par
By w pościeli skończyć taniec świętych krów
Ja przychodzę tu, tu kobieta z mego snu
Chcę się w tańcu otrzeć brzuchem o jej brzuch
U mnie z kasą źle, ale chlapnę wódki dwie
I odważniej wtedy widzę przyszłość swą
Chociaż słowa drżą, chociaż ręce drżą
Sztywny skłon...

Tylko nie mów mi, że
Z tym pijanym, to nie
Nie zatańczysz ni raz
Bo zasady swe masz
A ja widzisz tak mam
Że mi trzeba sto gram
By osiodłać tę dal
By roztopić tę stal
A więc nie mów mi, że
Moje słowa drżą
Chociaż słowa drżą...

I na sępa znów parę luf, parę luf
Do ciebie ruszam znowu jak na bój
Chwiejny krok i żart ciebie wart
Ja nie jestem, ale twój
Tak to widzisz jest, tak już jest
Ja jak pies
Ty na długość wideł trzymasz mnie
Chcesz, to rządź i błądź
Tylko bądź, tylko bądź
Bo jak jesteś, to naprawdę nie jest źle
Ja tę śpiewkę znam, torba – kij
Ktoś mi znowu strzeli w ryj
Wybaczenie, Boże, dać mu racz
Słyszy nocą park
Z rozwalonych płynie warg
Cichy płacz...

Proszę, nie mów mi, że...

Tylko nie mów mi, że...

Obraz: Mark Spain

Powiem Ci, że Cię lubię - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Powiem Ci, że Cię lubię

Jan Wołek  👉👉👉


Tu moje życie, tu mój czyściec
I znów gadali tu o Tobie
Ci, co Cię znają osobiście
I co kochają Cię nad zdrowie

Ja nie mam prawa do miłości
Kiepski na ciele i rozumie
Ale jak słyszę takich gości
To ja Ci powiem tak, jak umiem

Ja, który ciągle miewam w czubie
I przez to, żem jak kupa łajna
Powiem Ci tylko, że Cię lubię
Boś jest fajna

Te patrioty za pięć złotych
Te wszystkie sakramenckie buce
Co kłócą się po siódme poty
Sztandar Ci porwą na onucę

I wytłumaczą spraw zawiłość
A każdy z nich na swoje zerka
A ja Ci mówię, że ich miłość
To jest zwyczajna alfonserka

Ja, który ciągle miewam w czubie
I przez to, żem jak kupa łajna
Powiem Ci tylko, że Cię lubię
Boś jest fajna

I tocząc swoją kulkę gnoju
Ja – ledwie punkcik na wyborach
Rozmyślam czasem w wielkim znoju
Czyś Ty, kochana, nie jest chora

Moja tak samo, jak i czyjaś
I szczęścia życzę Ci na drogę
A jak obrażą, to dam w ryja
Bo to jest wszystko, co ja mogę

Ja, który ciągle miewam w czubie
I przez to, żem jak kupa łajna
Powiem Ci Polsko, że Cię lubię
Boś jest fajna

Pomiędzy łóżkiem a sufitem - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Pomiędzy łóżkiem a sufitem

Jan Wołek


Pomiędzy łóżkiem a sufitem
Mieszczą się cuda nieodkryte
I tutaj jak szlachetne zwierzę
Ja sobie leżę

Więc na granicy nieboskłonu
Nie próbuj stawiać mnie do pionu
Bo czy kto wierzy, czy nie wierzy
Mnie pion nie leży...

Ja sobie żyję tak, jak żyję
A ludzie sterczą jak te kije
Albo – że tak mi się zrymuje
Jak jakieś tuje

Więc na granicy nieboskłonu...

Ja pośród łóżka czterech kątów
W zgodzie z harmonią horyzontu
Się nie wywyższam, się nie jeżę
Zwyczajnie leżę

I o nic mnie nie boli czaszka
Łóżeczko, sufit, jakaś flaszka
Z pionów za oknem dwa jałowce
Dwa bezmózgowce

Więc na granicy nieboskłonu...

Czasem się przyśni tłum rodaków
Od Świnoujścia aż po Kraków
Lewitujących za mną gładko
Za panią matką

Piąte koło - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Piąte koło

Jan Wołek


Drogą prostą jak bas
Toczę się przez ten świat
Pod błękitem jak szkło
W bagażniku na dnie
Zawsze odnajdziesz mnie
Gdyby działo się co

Ja myśli mam wesołe
Dupsko gołe, pięknie jest
Cudnie być piątym kołem
Piąte koło - fajna rzecz

Ty się drogo ściel
Ty się myśli piel
W życiu tak już jest
Że ma pal i cel

Ja myśli mam wesołe...
Zwarty szyk czterech kół
Tyra za mnie jak wół
A ja leżę jak wór
Może zdarzyć się raz
Fucha na krótki czas
Czas by pozbyć się dziur

Lecz myśli mam wesołe
Dupsko gołe, pięknie jest
Cudnie być piątym kołem
Piąte koło - fajna rzecz

Ty się drogo ściel...

Mea dulcy z Toboso - Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Mea dulcy z Toboso

Jan Wołek


Jest pusta szklanka
Kredyt we frankach
Mrukliwa żona
Wrzaskliwe dzieci
Nadzieja blada
Nerwów skakanka
I jakość leci

Roboty nie masz
Więc mózgu drenaż
I szlam istnienia
Napawa grozą
Freud cię nie wesprze
Ani Ojcze nasz
I Mea dulcy z Toboso

Niewierna franca
Mój Sancho Pansa
Uciekł cichaczem
I moja miła
Ja już nie taki
I moja lanca
Nie taka ostra jak była

Gdzieś od niebiosów
Don chichot losu
Zabrzmiał dyszkantem
Fałszywym tonem
Tajemne brzmienie
Naszych dwugłosów
Niestety Mea skończone

Choć ty mi, Mea, nie dulc do ucha
Nie ma przyszłości przed nami
Bo u mnie, Mea, taka posucha
Że drzewa gonią za psami...

Niewierna franca...

Niezatapialny pet- Jan Wołek


Andrzej Grabowski
Niezatapialny pet

Jan Wołek


Jarał ojciec, jarał ja
Jaraliśmy obydwa...

Raczej już nie daję w gaz
Oficjalnie, jakiś czas
Już nie palę wcale, gdyż
Żona mnie zamienia w spiż
I zapewne w związku z tym
Ja jak marnotrawny syn
Co to wczoraj był na dnie
A dziś po pysku klepią mnie

Zły los pode mną jednak ryje wciąż jak wąż
Jak szpieg, jak wróg, a może jakiś kret
Bo w kiblu pływa jak zdechła ryba
Niezatapialny pet

Spuszczam więc wodę siódmy raz
Wiążę mu do szyi głaz
A on nieczuły na ten mord
Znów macierzysty wita port
Więc raczej już nie daję w gaz
I oficjalnie jakiś czas
Nie palę wcale, gdyż psia mać
O wizerunek trzeba dbać

Zły los...

Jarał ojciec...