O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa,
W brązie zachodu kute wieczornym promieniem,
Nad wodą, co się pawich barw blaskiem rozlewa,
Pogłębiona odbitych konarów sklepieniem.
Zapach wody, zielony w cieniu, złoty w słońcu,
W bezwietrzu sennym ledwo miesza się, kołysze,
Gdy z łąk koniki polne w sierpniowym gorącu
Tysiącem srebrnych nożyc szybko strzygą ciszę.
Z wolna wszystko umilka, zapada w krąg głusza
I zmierzch ciemnością smukłe korony odziewa,
Z których widmami rośnie wyzwolona dusza...
O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa!
Obraz: Jan Schmuckal
William Carlos Williams The Birds - Ptaki Julia Hartwig
Świat znów się zaczyna!
Niepełną jeszcze piersią
wśród padającego deszczu
kosy siedzące na uschłych gałęziach
żywego jeszcze drzewa
wspartego o niskie chmury
oznajmiają świt.
Ich przenikliwe wołania niosą się w powietrzu
świadcząc o dobrym apetycie
i padają między pochylone róże
w ociekające wodą trawy.
Obraz: Clive Hicks-Jenkins
Arthur Rimbaud Sensation Wrażenie Bronisława Ostrowska
W błękitne zmierzchy letnie pójdę miedzą polną
Skroś traw i ziół; muskany przez dojrzałe żyto...
Śniąc, będę czuł pod stopą świeżość ros podolną
I zwolę wiatrom kąpać mą głowę odkrytą.
Nie będę tedy mówił, ani myślał wcale,
Lecz nieskończona miłość w moje serce spłynie...
I będę szedł jak Cygan — w coraz dalsze dale
W Przyrodzie, jak z kobietą, szczęsny w tej godzinie.
Stefan George Czekam i kwietnik oglądam w zachwycie... Robert Stiller
Czekam i kwietnik oglądam w zachwycie
Cień purpurowo-czarny obrzeża go srogo
Sterczą kielichy z plamistą ostrogą
Paproć się schyla w piór swych aksamicie
I płatków okrągleją wodniste zielenie
A w środku białe i łagodne dzwonki:
Wilgotne usta jej wydają tchnienie
Jak słodki owoc tej niebiańskiej łąki.
Aleją buków aż do samej bramy... Jacek Buras
Aleją buków aż do samej bramy
Spacerujemy w migotliwym szychu
I tam przez okna kraty dostrzegamy
Magnolię znowu kwitnącą w przepychu.
Szukamy ławek pozbawionych cienia
Gdzie obce głosy nigdy nas nie spłoszą
Splatamy ręce w sennym rozmarzeniu
Łagodny blask napełnia nas rozkoszą.
Czujemy wdzięczni jak z lekkim podmuchem
Z drzew na nas krople spadają promieni
Patrzymy tylko i łowimy uchem
Dojrzałych gruszek stukanie o ziemię.
Amy Lowell The Garden by Moonlight Ogród w świetle księżyca Julia Hartwig
Czarny kot pośród róż.
Floksy i mgła bzów pod pierwszą księżycową kwadrą.
Słodki zapach heliotropu i nocnej lewkonii.
Ogród cichy,
Oblany poświatą,
Przesycony aromatem,
Śni sny ciągnione z opium zmiętych maków.
Ognie świetlików błyskają i gasną,
W górze są złotymi pąkami blasku,
W dole to wdzięczne obuwiki.
Drżenie księżyca na liściach i szpalerze.
Tylko główki storczyków patrzą rozbudzone.
Tylko kot skradający się wśród róż
Potrąca gałązkę i zakłóca szachownicę ścieżki,
Jak spadający liść zakłóca powierzchnię wody.
Wtedy ty przychodzisz.
Spokojny jak ogród
I piękny jak milczące iskry świetlików.
Ukochany, czy widzisz te pomarańczowe lilie?
Znały moją matkę.
Kogo z moich bliskich będą oglądać
Kiedy mnie już nie będzie?
Tadeusz Woźniak Nie znasz barw wielu kwiatów Jerzy Juliusz Emir
Wiele kwiatów ma smak cierpki
Czemu wszystkie chcesz potępić
Choć powiadasz, że żyłeś
Wielu prawd jeszcze nie znasz
Nie wiesz nawet, że miłość
Może być tylko jedna
Nie znasz spraw wielu kwiatów
Nie znasz barw tylu ludzi
Ledwie sen ci się zaczął
Już go pragniesz obudzić
Nie mów, że chcesz iść donikąd
Czemu odejść masz tak szybko
Nie znasz barw wielu kwiatów
Nie wiesz, że są tak różne
Są jaśniejsze niż światło
I ostrzejsze niż róże
Nie znasz barw tylu kwiatów
A już chcesz je porzucić.
Jeśli cierń gdzieś cię zakłuł
Kwiatów nie wiń, lecz ludzi
Nie mów, że chcesz iść donikąd
Czemu odejść masz tak szybko
Nie znasz serc wielu kwiatów
Choć obrywasz im płatki
Szukasz ich aromatu
A on śpi w tym ostatnim
Nie znasz barw wielu kwiatów
A już chcesz je porzucić
Gdy raz chwycisz się wiatru
Nie potrafisz wrócić
Andrzej Dąbrowski
Gdyby wszystkie kwiaty Andrzej Kuryło
Gdyby wszystkie kwiaty
Z wszystkich kwietnych łąk
Miały twoje oczy
Uśmiech, ciepło rąk
Gdyby mogły mówić
I mieć w oczach łzy
Nie byłyby nigdy
Tak piękne jak ty
Gdyby wszystkie kwiaty
Zebrać z kwietnych łąk
Zrobić z nich bukiety
I rozrzucić w krąg
Dodać wszystkie bazie
Wszystkie białe bzy
Nie byłyby one
Tak piękne jak ty
Gdyby cały kruszec
Z wszystkich złotych rud
Ktoś ci przyniósł w darze
I złożył u stóp
Gdyby ktoś ci nieba
Chylić chciał co dnia
To nikt cię nie będzie
Tak kochać jak ja...
Renata Danel Nigdy tak nie pachniały kwiaty💛 Jan Gałkowski
Kończy się ostatni spacer ścieżką dnia
Odfrunął kolorowy ptak, już nie zaśpiewa nam
Popatrz tam na łące usnął każdy kwiat
I nawet świerszcza dzisiaj brak
Gdzieś umilkł w cieniu traw
Nigdy tak, nie pachniały kwiaty bujnych łąk
Nigdy tak nie zaśpiewał żaden ptak
Późno już i za chwilę czas odjechać stąd
Wieczór zgasł fioletowym cieniem traw
Może znów wrócimy kiedyś do tych stron
Więc zabierz z sobą zapach łąk, daleko zabierz stąd
Zabierz też jezioro nocy pełne gwiazd
Różowej chmurki senny blask, słoneczne chwile dnia
Nigdy tak, nie pachniały kwiaty bujnych łąk...
W cieniu wzgórz dolinami schodzi mgła Obraz: Michael Garmash
Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem,
Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
Podkute szafirowym dookoła sińcem.
Był klomb i rój motyli i błękit przezroczy,
I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy.
A gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy
I czemu - przypomniałem te oczy, przyziemnie
Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie
Tym wszystkim, czym się można wpatrzeć w świat i dalej.
Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej
Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?
I czemu z szafirową zawczasu żałobą
Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą
Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?
I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?
Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze
I zostawiać samopas kędyś - na uboczu?
Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem
I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,
Podkutych dookoła szafirowym sińcem?
Com uczynił, żeś nagle pobladła? Com zaszeptał, żeś wszystko odgadła? Jakże milcząc poglądasz na drogę! Kochać ciebie nie mogę, nie mogę!
Wieczór słońca zdmuchuje roznietę Nie te usta i oczy już nie te... Drzewa szumią i szumią nad nami Gałęziami, gałęziami, gałęziami! Ten ci jestem, co idzie doliną Z inną - Bogu wiadomą dziewczyną, A ty idziesz w ślad za mną bez wiary W łez potęgę i w oczu swych czary - Idziesz chwiejna, jak cień, co się tuła - Wynędzniała, na ból swój nieczuła - Polną drogę zamiatasz przed nami Warkoczami, warkoczami, warkoczami!