Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty

Zanzibar


Maria Koterbska - Zanzibar, János Vámosi - Csinibaba

Naszym domem jest miejski park
Naszą porą są letnie dni
Gdy nadchodzisz, wołam: "Zanzibar"
Wołam: "Zanzibar" - znaczy: "Witaj mi"

Ludzie myślą, że to jest żart
Niechaj myślą, co sobie chcą
Gdy całując, mówię: "Zanzibar"
Mówię: "Zanzibar" - twoje oczy lśnią

Żeśmy biedni - to co?
Że bezdomni - to co?
Dla nas klomb pyszni się
Dla nas wiatr, dla nas ptak
Dla nas gwiazdy jak szkło

Naszym domem jest miejski park
Naszą porą są letnie dni
Gdy nadchodzisz, wołam: "Zanzibar"
Wołam: "Zanzibar" - a to znaczy: "Miły, witaj mi

Nie naśmiewajcie się z naiwnych naszych szyfrów, czarów
Zakochani płyną nurtem swoich Zanzibarów
A świat odkrywa dla nas tajemnice ciągle nowe
Więc jakże niezwykłe rzeczy wołać zwykłym słowem

Gdy nadchodzisz, wołam: "Zanzibar"
Wołam: "Zanzibar" - znaczy: "Witaj mi"
Gdy całując, mówię: "Zanzibar"
Mówię: "Zanzibar" - twoje oczy lśnią

Żeśmy biedni - to co…

Fot. Janos Vamosi, Maria Koterbska

Ostatnia smutna niedziela - Wacław Stępień


Rezső Seress - Szomorú vasárnap, Gloomy Sunday

Janusz Popławski
Ostatnia smutna niedziela


Wacław Stępień

W smutną niedzielę czekałem na ciebie
Wśród kwiatów w dzień biały
Przed chatą w noc późną
Lecz kiedy już gwiazdy ginęły na niebie
I wrócił mój smutek i szepnął - na próżno

Łzy gardło ścisnęły i nagle o świcie
Bez celu, bez sensu wydało się życie
W tę smutną niedzielę

Przyjdź, ukochana, w najbliższą niedzielę
Bo tylko mi jedna niedziela została
Wśród kwiatów swe łoże ostatnie uścielę
I będę jak zwykle cierpliwie cię czekać

Choć serce me bić już, gdy przyjdziesz, nie będzie
Me oczy cię dojrzą i zawsze i wszędzie
Jak w dawne niedziele

Fot. Rezső Seress, Janusz Popławski

Smutna niedziela - Tymoteusz Ortym


Rezső Seress - Szomorú vasárnap - Gloomy Sunday


Tadeusz Faliszewski, Mieczysław Fogg
Smutna niedziela💗

Tymoteusz Ortym

Złudne marzenia i sny się rozwiały
Dziś wszystko rozumiem, tak chce przeznaczenie
Jak małym wydaje się teraz świat cały
Jak wielką jest miłość i moje cierpienie

Dziś nic nie zostało ze szczęścia i wspomnień
Ostatni raz, miła, uśmiechnij się do mnie
W tę smutną niedzielę

Wszystko skończone i szczęście i miłość
Odchodzę na zawsze w świat ciszy i cieni
Co raz przeminęło i co się prześniło
Nie wróci już nigdy i losu nie zmieni

Cóż warte jest życie, gdy zgasło nam słońce
O nie płacz i spojrzyj w me oczy tęskniące
W ostatnią niedzielę

W 1999 r. piosenka staje się motywem przewodnim
filmu "Gloomy Sunday - Ein Lied von Liebe und Tod"
"Pieśń o miłości i śmierci"

Historia powstania utworu

Mroczna niedziela - Piotr Leszczenko


Rezső Seress - Gloomy Sunday - The Hungarian Suicide Song
Piotr Leszczenko - Мрачное воскресенье

Мрачный воскресный день, убранный розами,
Плакал, молился глазами я томными,
Сердцем взволнованным ждал тебя в комнатке:
Жить одному без тебя невозможно мне,
Слёзы дождём заливают уста мои.
Ветер рыдал панихидными песнями...
Мрачный воскресный день.

Мрачный воскресный день, ты торопись ко мне,
Свечи в гробу, догореть вы успеете,
Бедное сердце не бьётся в груди моей,
Веки, как свечи, ждут ласки руки твоей,
В мёртвых глазах ты прочтёшь утешение,
Прощаюсь с тобою, моё воскресение...
Мрачный воскресный день.

Fot. Rezső Seress

Wio koniku - Jerzy Jurandot


Maria Koterbska, Julian Sztatler - Wio koniku
Laszlo Kazal - Gyia lo

Jerzy Jurandot

Powoli człapał konik skrajem szosy
Starego galambosza ciągnąc wóz
Wtem piękne auto trąbiąc wniebogłosy
Przemknęło obok nich wzbijając kurz
Hej ojcze, krzyczał szofer, widzi mi się
Że piechotą jednak prędzej by się szło
A stary mrugnął, hej ty tam urwisie
Patrz swego nosa, bo ci utrze kto

Wio koniku, a jak się postarasz
Na kolację zajedziemy akurat
Tobie owsa nasypiemy zaraz
A ja z miski smaczną zupę będę jadł
A dla nich, choć w godzinę
Kilometrów robią sto
Ni zupy nie ma, ani owsa
Wio koniku wio
Wio koniku, dla nich zimny garaż
Nam się lepiej żyje mimo starych lat



Spotkali znów samochód na zakręcie
Stał w miejscu wypluwając z rury dym
A ów dowcipny szofer klnąc zawzięcie
Schylony nad motorem dłubał w nim
Galambosz dumnie spojrzał na nich z kozła
Hej chłopcze, krzyknął przez zwiniętą dłoń
Patrz żeby ta landara cię dowiozła
Bo mimo wszystko to nie to co koń

Wio koniku, a jak się postarasz…

A kiedy wymęczony drogą konik
Dobijał już do pierwszych wioski chat
Znienacka ryk klaksony ich dogonił
Samochód śmignął koło nich jak wiatr.
I nagle tuż przed furtką galambosza
Zatrzymał się, jak gdyby w ziemię wrósł
I szofer wysiadł i dopiero, proszę
Rozpoznał stary, kto prowadził wóz

Wio koniku, zaraz już przystanek,
Zaraz w stajni smaczne sianko będziesz jeść
Ten łobuziak, to jest wnuk mój Janek
A z nas jutro śmiać się będzie cała wieś
Bo widzisz stary, my możemy gadać to, czy sio
Lecz auto zawsze nas wyprzedzi
Wio, koniku, wio
Wio, koniku, zaraz już przystanek
Nam się dobrze żyje mimo starych lat

Stary Cygan - Julian Tuwim


Veress Zoltán - A vén cigány
Mieczysław Święcicki - Stary Cygan

Julian Tuwim


Hen, w ciemnym borze mieszka nieboże,
Cygan staruszek, od wielu już lat.
Smętne piosneczki z jego skrzypeczki
Niegdyś płynęły, dziś nie chce ich świat.
Znów przyszła wiosna, wonna, radosna
I cicho w gałązkach zaśpiewał znów ptak,
W sercu Cygana znów krwią broczy rana,
Więc cicho szepcze do żony swej tak:

Gdzie są me skrzypki lipowe?
Serce drży we mnie jak liść.
Hen, tam, do miasta gwarnego
Muszę dziś jeszcze iść.
Zagrać chcę jeszcze raz w życiu
Tę starą piosenkę swą.
Jam Cygan z dziada pradziada
Ja żyłem tylko nią.
Jam pieśnią żył i umrę z nią.

Więc idzie stary przez pola, jary,
Choć starość ciąży na plecach jak garb.
Pot zeń się leje, idzie, kuleje,
I ściska mocno skrzypeczki, swój skarb.
Już jest nareszcie w wyśnionym mieście,
Do sali wspaniałej się zbliża, drży.
Serce mu wali, bo niegdyś w tej sali
Jego piosenek słuchano i gry.

Przepraszam, mości panowie,
Czy mnie pamięta kto z was?
Grałem tu przecież, przed laty
Pieśnią słodziłem czas.
Zagrać chcę jeszcze raz w życiu
Tę starą piosenkę swą.
Jam Cygan z dziada pradziada
Ja żyłem tylko nią.
Jam pieśnią żył i umrę z nią.

Wtem ktoś wyskoczy śmiechem ochoczym,
Moi panowie, ten oszust z nas drwi!
Włóczęgo fora z pańskiego dwora!
Piccolo! Hejże, otwieraj mu drzwi!
Na rozkaz pana kelner Cygana
Wyrzucił za drzwi, uderzył go w kark.
Znalazła potem trupa pod płotem
Stara Cyganka i łkała wśród skarg:

On już nie zagra wam nigdy,
O ludzie bez serc i dusz,
Zmilkły na zawsze skrzypeczki
Zmilkły na zawsze już!
Jest w ciemnym lesie grób cichy,
Śród leśnych kwiatów się skrył,
Tam leży Cygan staruszek,
Który dla pieśni żył.
Jak dla niej żył, tak dla niej zmarł.

Gdy panna Zuzanna... - Zenon Friedwald

Adam Aston
Gdy panna Zuzanna gra na fortepianie


Zenon Friedwald

Gdy panna Zuzanna
Gra na fortepianie
Warto widzieć, panie, ten ruch
Gdy wali w klawisze
Słowa się nie słyszy
Siły ma ta baba za dwóch

Gdy wtedy dom cały
Od piwnicy do powały
Krzyk, brawo, bis

Gdy panna Zuzanna
Gra na fortepianie
Panie, życie jest w domu i ruch