Błogosławiona bądź każda pogodo - Wojciech Młynarski


Michał Bajor, Wodnikus 2005
Błogosławiona bądź każda pogodo

Wojciech Młynarski

Błogosławiona bądź każda pogodo
Wiosenna chmuro, co umierasz młodo
Błogosławiona bądź mgło przedwiosenna
Co w krąg się ścielesz zalotna i zmienna

Błogosławiona bądź
Błogosławiona...

Błogosławione bądźcie młode brzózki
Egzamin z wiosny zdające na szóstki
Do światła słońca prostujące listki
Zielone moje wy licealistki
Błogosławiona bądź pogodo letnia
Bucząca w gajach niby Pana Fletnia
Błogosławiona bądź miłości pierwsza
Co nagle spadasz i gadasz do wiersza

Błogosławiona bądź
Błogosławiona...

Błogosławione bądź górskie źródełko
Coś w skalnym zboczu błysnęło jak szkiełko
A jam spragniony rzucił się do picia
Poczułem na raz smak i radość życia
Błogosławiony bądź liściu jesienny
Czule grabiony na kopczyk foremny
A jam się chował w nim jako pacholę
A wokół było rodzinne Opole

Błogosławiony bądź
Błogosławiony...

Błogosławiona bądź zimowa chmuro
Co sypiąc śniegiem przemijasz ponuro
Aby na wiosnę odrodzić się młodo
Błogosławiona bądź każda pogodo...

Gdy wyrusza diabelski młyn - Wojciech Młynarski

Michał Bajor
Gdy wyrusza diabelski młyn

Wojciech Młynarski

Twój kalendarz od terminów stu
Poczerniał już
Ślad gubi goniąc cię co tchu
Twój Anioł Stróż
Jeszcze dzień, jeszcze dwa
Jeszcze rok, jeszcze trzy
Jeszcze świt, jeszcze sto
Lecz twój cel tak już ma
Że ruchomy jest i
Że oddala się wciąż
Lecz wszyscy dokoła biegną, więc
Biegniesz i ty
I boisz się, że zabraknie miejsc
Serce ci drży
Siła ta, co cię pcha
Każe ci łokcie dwa
Mocno giąć raz po raz
Upadł ktoś, zwykła rzecz
Przeskocz go, albo zdepcz
Bo już zbliża się czas
Gdy wyrusza, gdy wyrusza
Diabelski młyn
A ty drżysz raz po raz
Czy wciąż jeszcze masz
Miejsce w nim
Młyn twych stresów
Klęsk, sukcesów
Diabelski młyn
Drżysz od stóp do głów
Czy zmieścisz się znów w nim

Daremnie ci ktoś myśl będzie snuł
Niegłupio plótł
Że młyn wędruje góra - dół
Lecz nigdy w przód
Jeszcze dzień, jeszcze dwa
A podliczy ci świat
Każdą myśl, każdy czyn
Ale tyś w amok wpadł
I nie słuchasz tych rad
Byle kręcił się młyn
No chyba, że myśl zaświta ci
Jak światła snop
Że można raz siąść pod drzewem
I powiedzieć stop
Co za cud, co za dziw
Usiąść tak w cieniu śliw
Rozgryźć ich świeży miąższ
Białych chmur stada paść,
Z białych chwil pasjans kłaść
I nie dręczyć się wciąż
Że wyrusza, że wyrusza
Diabelski młyn
Porzuć raz trwożną myśl
Czy wciąż jeszcze masz
Miejsce w nim
Młyn twych stresów
Klęsk, sukcesów
Rzuć, wolniej żyj
Weź najlepszą z rad
Lęk w zielony sad skryj

Ja kocham, ty kochasz - Wojciech Młynarski


Michał Bajor, Anna Wyszkoni
Ja kocham, ty kochasz

Wojciech Młynarski

Życie ma takie właściwości
Pod skrzydłem nocy, w świetle słońca
Że z najpiękniejszych słów miłości
Pozwala czerpać nam bez końca
I znajdujemy takie słowa
Ich blask, ich wdzięk, ich styl, ich smak
I wtedy tworzy się rozmowa
Co brzmi mniej więcej tak:

Ja kocham, ty kochasz - jak wiosnę maj
Ja kocham, ty kochasz - jak zieleń gaj
I każdy błękitny świt jest nasz
I każdy dzień nam rozjaśnia twarz
Ja kocham, ty kochasz
Ja kocham, ty kochasz
Znak tylko daj

Lecz życie ma i tę właściwość
Że się różowo nie układa
Że zimno milczy, patrzy krzywo
I pięknych słów nie podpowiada
I jak najdalsze jest od marzeń
Gdy dni przebiera czarny mak
A jeśli się rozmowa zdarzy
Rozmowa ta brzmi tak:

Nie kocham, nie kochasz - jak kota pies
Nie kocham, nie kochasz - jak mrozu bez
I życie zmienia słoneczne skry
Na samotności ponure dni
Nie kocham, nie kochasz
Nie kocham, nie kochasz
To smutno brzmi, to smutno brzmi

A teraz skup się i rusz głową
I niechaj taka myśl cię skusi
Że każdy jabłka jest połową
I twa połówka gdzieś być musi
Przez ciepłe lato, rdzawą jesień
Niech pogna cię wesoły wiatr
I niech piosenka się poniesie
Przez twego życia start

Ja kocham, ty kochasz - do szczęścia klucz
Ja kocham, ty kochasz - tak żyć się ucz
Za swą nadzieją odważnie idź
Twoja połówka gdzieś musi być
Ja kocham, ty kochasz
Ja kocham, ty kochasz
Tak ucz się żyć, tak ucz się żyć
Tak ucz się żyć

Miłość jest tylko jedna - Wojciech Młynarski


Michał Bajor, Alicja Majewska
Miłość jest tylko jedna

Wojciech Młynarski

Ta twoja droga wiodła wśród pytań
A moja wśród odpowiedzi
Na twojej drodze kasztan zakwitał
Na mojej chrząszcz w trzcinie siedział
Ta twoja droga wiodła w jaskrawość
A moja w szarość nieostrą
Moja skręcała w lewo i w prawo
Twoja do celu szła prosto

I świątek piątek, czy też w niedzielę
Świat nas prowadził do sedna
Że dróg się wiele przed nami ściele
Lecz miłość jest tylko jedna
I wspólną drogą serca pójść mogą
Bo miłość jest tylko jedna.
Choć dróg się wiele przed nami ściele
Lecz miłość jest tylko jedna

Te twoje myśli były gęstwiną
Co mnożyć się nie przestanie
Te moje myśli jak dzikie wino
Zbiegały po stromej ścianie
To twoje serce było szalone
Nienasycone i młode
To moje serce serca spragnione
Wciąż bez powodu szło w szkodę

I świątek piątek, czy też w niedzielę
Świat nas prowadził do sedna
Że myśli wiele i serc jest wiele
Lecz miłość jest tylko jedna
Więc wspólne myśli niech serca wyśnią
Bo miłość jest tylko jedna
Choć myśli wiele i serc jest wiele
Lecz miłość jest tylko jedna

To twoje życie pełne jest blasku
Równiutko w rytm serca bije
To moje życie, to ślad na piasku
Zniknie, gdy fala go zmyje
I powtarzamy sobie co chwilę
Gdy świta lub dzień się kończy
Choć różnic między nami jest tyle
Jest przecież coś, co nas łączy

Coś przecież piątek świątek, w niedzielę
Świat nas prowadzi do sedna
Że myśli wiele i serc jest wiele
Lecz miłość jest tylko jedna
Szansa zalotna błyszczy przelotna
Lecz miłość jest tylko jedna
Choć myśli wiele i serc jest wiele
Lecz miłość jest tylko jedna...

Słowo o Karolinie - Wojciech Młynarski


Jan Kobuszewski
Słowo o Karolinie

Wojciech Młynarski

Gdybym wtedy nie odtrącił Karoliny
Tak bez sensu, bez namysłu, bez przyczyny
Miałbym kogo dziś do serca
Tulić w mojej kawalerce
Gdybym wtedy nie odtrącił Karoliny

Gdybym wtedy Karoliny nie zapytał
Czemu gapi się i stoi tak jak wryta
Miałbym może dziś na szafie
Cztery ślubne fotografie
Gdybym wtedy Karoliny nie zapytał

Gdybym wtedy Karoliny nie zwymyślał
Że chce zostać mego życia towarzyszką
Szczęścia nitka by się przędła
Miłość dotąd by nie zwiędła
Gdybym wtedy Karoliny nie zwymyślał

Gdybym wtedy Karolinie słów tych nie rzekł
Gdybym z domu nie wygonił jej na śnieżek
W cichym stadle letnią porą
Zakwiliłaby latorośl
Gdybym wtedy Karolinie słów tych nie rzekł

Wzuła wełniak i wybiegła na ulicę
Gdzieś tam za oknem były mokre Kozienice
Mej decyzji często się do dzisiaj dziwię
Myśląc jednak, z drugiej strony, że właściwie

Gdybym wtedy nie odtrącił Karoliny
Tak bez sensu, bez namysłu, bez przyczyny
Kto drukowałby bibułę
Tworzył sieć kobiecych kółek
Gdybym wtedy nie odtrącił Karoliny

Gdybym wtedy Karoliny nie zapytał
Kto przeczytał koleżankom by „Kapitał”
Kto by zrobił strajk w fabryce
I szedł z pieśnią przez ulicę
Gdybym wtedy Karoliny nie zapytał

Gdybym wtedy Karoliny nie zwymyślał
Kto by pisał o swych dawnych towarzyszkach
Kto by stawiał w tajnej bursie
Długie tezy w krótkim kursie
Gdybym wtedy Karoliny nie zwymyślał

Dziś ze zgrozą myślę o tem, co by było
Gdybym wtedy Karolinie dał swą miłość
Kto krwiopijców by piętnował
I wspomnienia swe drukował
Gdybym wtedy Karolinie dał swą miłość

La la la
Jeno dlaczego w tych wspomnieniach
Nie ma jednego słowa o mnie

Romanza ciemnoblond - Wojciech Młynarski


Mirosława Krajewska
Romanza ciemnoblond

Wojciech Młynarski

Pierwszy raz cię ujrzałam
Gdy się wiosna zbliżała
Pośród tui w Botanicznym Ogrodzie
Nie myślałam wśród marzeń
Że się wkrótce okaże
Że mieszkamy w tym samym obwodzie

Dzień był pełen powagi
Wokół hasła i flagi
Tutaj świerków, tam kwiatków znów pęczek
I przed nami ta urna
A ja gapię się, durna
Tylko w ciebie i w ciebie jak w tęczę

Wyborco ciemnoblond
Do dzisiaj chwilę tę pamiętam
Wyborco ciemnoblond
Ja ci nie byłam obojętna
Ty stałeś tuż o krok
I chociaż wzrok spuściłeś skromnie
I choć patrzyłeś w bok
Wiedziałam, że myślałeś o mnie

Dziewczyna fatalna - Wojciech Młynarski


Wiesława Drojecka
Dziewczyna fatalna

Wojciech Młynarski

Nosiłeś wtedy beret basque
I miałeś w oczach taki blask
Wierz mi, doprawdy, byłeś zaskakujący
Wytworny, niebezpieczny pan
Tranzystor, tranzyt, czasem tran
I ten twój uśmiech, zaborczy i drwiący

Poczułam w jednej chwili, że
Za gardło coś chwyciło mnie
I wszystko proste stało się niesłychanie
Poczułam, że to jest nasz dzień
Że nas ogarnia wspólny cień
To był cień wiązów, pan rozumie, drogi panie

Bo jam dziewczyna jest fatalna, Kleopatra
Spędź ze mną atramentową noc
No, nie bądź taki Jan bez Ziemi, mój ty śliczny
Realistyczny nie bądź tak soc

Mnie wszystko jedno, czy za leje czy też lewy
Nad czarnomorskie weź mnie zalewy
Ciche Pat Boone'y tam nad brzegiem gdzieś laguny
Gitary struny i szkocki koc

Byłeś watażka mój i król
Sprawiałeś rozkosz mi i ból
Gdy spryskiwałeś się przez pulweryzator
Dotąd widziałam ciebie w snach
A dziś realny jesteś, ach
Ja tyle nocy, tyle dni czekałam na to

Ty też pragnąłeś spotkać mnie
Więc nie patrz na mnie jak na fresk
Żeby przypadkiem sprawy nie skomplikować
Bo wreszcie przy mnie jesteś ty
Bo się spełniły nasze sny
I wreszcie życie rozpoczyna się od nowa…

Jurata, dworzec PKP - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski
Jurata, dworzec PKP

Jurata, dworzec PKP
Na dworcu chłopak i dziewczyna
On z jej walizką miota się
Wciąż jakby mówić coś zaczyna

Idzie, przystaje, myli krok
Mówi, nie kończy, kiwa głową
I taką prośbę jego wzrok
Wyraża w ciepłą noc sierpniową

Zostań
Bo idzie jesień zła, zazdrosna
Która się cieszy z ludzkich rozstań
I mgłą przesłania każdy cel

Zostań
Bo idzie zima bezlitosna
Co wszystkim odśnieżarkom sprosta
Oblecze wszystko w zimną biel

Zostań
Bez ciebie najpiękniejsza wiosna
Poplącze wątek, zgubi krosna
Nie wyhaftuje białych bzów

Zostań
Niech nas połączy latem los tam
Gdzie osty, co nad morzem rosną
Hołubią cień dla naszych głów

Zostań
Nim pociąg twój osiągnie Poznań
Niech sumą wakacyjnych doznań
Będzie króciutkie słowo "tak"

Zostań
Życie jest jak potrawa postna
Życie mnie boli jak okostna
Gdy mi uśmiechu twego brak

Zostań
Na paru niespalonych mostach
Nadzieja, zakochanych siostra
Poustawiała warty swe

Zostań
Przeciwko wątpliwościom powstań
I podaj wartom hasło proste
Jedyne hasło – "kocham cię"

Jurata, dworzec, sierpień, żal
Na dworcu chłopak, co sam został
Pociąg odjechał w siną dal
Koronny świadek ludzkich rozstań

I chłopak jeszcze nie wie, że
Kamień mu z serca spadnie lekko
I jutro znów zakocha się
Choć dziś powtarza wciąż jak echo

Zostań
Bo idzie jesień zła, zazdrosna...

Dziewczyna i motyl - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski

Dziewczyna i motyl

Jak kropla miodu letnia chwila
Ganek spowity dzikim winem
Dziewczyna patrzy na motyla
I motyl patrzy na dziewczynę

Owiewa lekki wiatr sierpniowy
Winorośl, co się bujnie splata
Motyl to śliczny paź królowej
Dziewczyna, miss późnego lata

Dziewczyna pazia wzrokiem goni
I szepcze nieprzytomnie trochę
Kocham cię, usiądź na mej dłoni
A paź – usiądę i ja kocham

Siadł, lecz sierpniowe oświadczyny
Dość dziwną przybierają formę
Skąd siatka w ręku tej dziewczyny
Skąd buteleczka z chloroformem

Lecz niespodzianek ma być więcej
Ech ludzie, spójrzcie co się dzieje
Skrzydełka się zmieniają w ręce
I motyl rośnie, ogromnieje

Wszystko to objąć w jednej chwili
Darmo się oko moje trudzi
Miewają ludzie zbiór motyli
Lecz, żeby motyl zbierał ludzi

Tak, motyl miewa takie hobby
Mili panowie oraz panie
I może coś takiego zrobić
Jeśli ktoś mówiąc kocham skłamie

I taką gorzką ciut balladę
Wieszam na ścianie jak lusterko
Kolekcjonerom pod rozwagę
A zwłaszcza zaś kolekcjonerkom

Polonez o polskich zupach - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski
Polonez o polskich zupach

Darmo pojąć chce niestety
Cudzoziemskich trzpiotów grupa
Jak rozliczne ma zalety
Staropolska, tęga zupa
Któraż z uciech tego świata
Z tą uciechą zrównać da się
Gdy cię kapuśniaku woń zalata
Albo żuru, żuru na kiełbasie
Lub gdy wrzący barszcz nad ranem
Lejesz w trzewia skatowane
Choć przed małą chwilą jeszcze
Telepała cię zimnica
Cierpiętnicze nikną dreszcze
Dumne oko lśni jak świca
Hej, grochówko, złota pani
W sukurs nam przychodzisz w znoju
I jak balsam działasz na organizm
By jak wprzódy gotów był do boju
Roztomiły barszczu z rurą
Bez cię życie jest torturą
Warto dzban siwuchy walnąć
By nad swojskiej zupy michą
Przeżyć nieprzetłumaczalną
Rozkosz polską, rozkosz cichą
Niech się humor wam poprawi
Zwłaszcza, że panowie, panie
Ten mój cały wywód, który sławi
Dobroczynne polskich zup działanie
W dumny morał się obraca
Setki lat już mamy kaca

Super i ekstra - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski
Super i ekstra

Fakt ten wypomnę jeszcze nie raz, nie dwa razy
Że giną nam z języka niektóre wyrazy
Dziś, gdy się drogi rodak ubawi prześlicznie
Nie powie, że mu było miło, fantastycznie
Gdy na jakimś spektaklu ktoś z zachwytu jęknie
Nie powie, że mu było świetnie, dobrze, pięknie
Gdy się rodak ubawi z zachwytu nie palnie
Że mu było cudownie albo niebanalnie
Tak oto w gronie licznych rodzimych półgłówków
Zaznacza się tragiczny deficyt przysłówków
Polskie przysłówki zwiały, podwinąwszy kuper
Przed jednym krótkim, zgoła obcym słowem – super
I zamilkła bogata przysłówków orkiestra
Przed jednym krótkim, zgoła obcym słowem – ekstra
Super i ekstra może być Warszawska Jesień
Super i ekstra wóda wypita z kolesiem
Super ekstra jest wierszyk niewybredny zgoła
Super ekstra jest rzeźba Michała Anioła
Bowiem z ubóstwa myśli niechybnie wynika
Ponure, nieuchronne ubóstwo języka
Jeżeli ten stan rzeczy straszyć by dziś przestał
To by było doprawdy i super i ekstra

Slogan - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski
Slogan

Jak tylko sięgnę wstecz pamięcią
Jeszcze u starożytnych pogan
By się interes jakoś kręcił
Potrzebny był stosowny slogan

Kolportowano slogan tenże
Tak już u plebsu jak u dworu
Na przykład panem et circenses
Pieczywko z walką gladiatorów

I dziś by warto slogan krótki
Wymyślić tu, gdzie złote snopy
Gdzie kraj Chopina, czystej wódki
Zalesie Górne Europy

Zwiedzajcie Polskę, kraj pół wiejski
Co wiatr postępu w żagle łapie
Nawet półgłówek europejski
Na taki slogan się nie złapie

Słuchając jak się inni pocą
A nie jest to zajęcie miłe
Nad białą kartką czarną nocą
Stosowny slogan wymyśliłem

Zwiedź Polskę, a marzenie ziścisz
Bo ujrzysz z bliska, nie z oddali
Jedyny kraj, gdzie komuniści
Z czułością tworzą kapitalizm

Plakat: Ryszard Kaja

Niewielkie słowo przyzwoitość - Wojciech Młynarski


Piotr Machalica
Niewielkie słowo „przyzwoitość”

Wojciech Młynarski

Rozglądam się po mej Ojczyźnie
i myślę, szczerze zasmucony,
że przydałby się dziś polszczyźnie
Słownik wyrazów zagubionych.
Słownik wyrazów zaginionych.

Słownik słów niegdyś znanych blisko,
które umknęły nam z języka,
bo nazywają te zjawiska,
których się raczej nie spotyka.

Więc gdyby ktoś zapytał mnie,
słów takich wskazałbym obfitość,
a głównie na literę „pe”
niewielkie słowo „przyzwoitość”.

Znaczyło słowo to niemało,
kanaliom krzyżowało szyki,
aż wzięło i wyparowało
z kultury, nauk, polityki.

Dlatego warto, by pamięcią
w dość nieodległą przeszłość pobiec,
gdzie na historii znikł zakręcie
tak zwany przyzwoity człowiek.

Przypomnieć chcę na parę chwil ja,
jak to ten człowiek w desperacji
swą wiarę w imponderabilia
skrył na wewnętrznej emigracji.

Chcę wspomnieć, co ten człowiek kochał,
budząc w cwaniaczkach śmiech i litość,
a wtedy się przypomni trochę
niewielkie słowo – „przyzwoitość”.

1996