Jutro w jaskółkę się przemienię
Porzucę na zawsze zieloną ziemię
Gwiazdą zostanę na wieczornym niebie
I będę mrugać, i będę mrugać
Do ciebie, do ciebie
Obraz: Christian Schloe
Ludzie mają dziwne marzenia
Dziwne troski, życzenia dziwne
Ponoć mają serca z kamienia
Zimne nosy i ręce zimne
Bardzo często głowy nie mają
W zamian długie i cięte języki
Uszy w ścianach, w oczach ogniki
Swoje nerwy na wodzy trzymają
A ja mam swój intymny mały świat
Hen za morzem smutków, za górami marzeń tam
Wiedzie doń zagubionych ścieżek ślad
Senne półksiężyce mogą wskazać drogę wam
Idę więc z mojego świata do was tu
Niosę wam z mojego świata barwę kwiatów
Bo ja mam swój intymny mały świat
Senne półksiężyce mogą wskazać drogę wam
Dziwni ludzie mają wspomnienia
Noszą płaszcze strachem podszyte
Marne grosze gubią w kieszeniach
Zakrywają karty odkryte
Lubią grywać w kości niezgody
Palić mosty, stawać na głowie
Winem wznosić toast na zdrowie
Chwytać się brzytwy i mieć powody...
Iga Cembrzyńska
Szczęście, gdzie ty jesteś Jan Himilsbach
A w szulerni jak w świątyni
Zapach cygar - dym kadzidła
Perskie oczy na zielonym suknie
Jak relikwie i zbawienie
Drżące ręce, drżące serce A przy sercu stal i kula
Szczęście moje, szczęście
Gdzie ty jesteś
Perskie oczy na zielonym suknie
I nadzieja
Zimny zaułek, głuchy zaułek
Czapka gore - szampan
U kelnerki czarnobrewki
Karmin ust to piołun
Drżące ręce, drżące serce
A przy sercu stal
Szczęście moje, szczęście
Gdzieżeś się podziało
Szczęście moje, szczęście
Gdzie ty jesteś
Zimny zaułek, głuchy zaułek
A w szulerni jak w świątyni
Pod sufitem dym kadzidła
U kelnerki czarnobrewki
Karmin ust to smak piołunu
Perskie oczy na zielonym suknie
Jak relikwie i zbawienie
Zimny zaułek, ślepy zaułek
Szczęście moje, szczęście
Czyżbyś mnie już opuściło
Są atuty i nadzieja
Perskie oko w ręku
Szczęście moje, szczęście
Gdzie ty jesteś
Obrazy: Fabian Perez
Ingrid Caven - Die Peruanerin
Iga Cembrzyńska - Peruwianka Stanisław Ratold
Znasz ten cudny kraj
Słoneczne życie w nim, to raj
Kraj ten nęci nas
On słynie z dziewcząt pełnych kras
To Peru, Peru kraj, tam życie istny raj
Tam egzotyczna miłość wre
Tam Peruwianek czar rozpala we krwi żar
Tam słyszysz wszędzie piosnkę tę
Och, jam Peruwianka jest
Posiadam swój królewski
Pełen wzgardy dumny gest
Och, ja umiem bawić się
Gdy krew wzburzona winem
W młodym ciele kipi, wre
Och, ja umiem kochać też
Więc, cudzoziemcze
Dzikiej mej miłości strzeż się, strzeż
Spróbuj tylko zdradzić mnie
A zemsty mej nie ujdziesz, nie
Nie ujdziesz, nie
W Peru jedna z dziew
Wzburzyła w cudzoziemcze krew
On był możny pan
Zaprosił ją w two step’a tan
W two step’ie rośnie szał
Gdy ją w ramionach miał
Rzekł cicho, dziewczę, kocham cię
Tyś jest jak wonny kwiat Pójdź ze mną razem w świat
Ja z tobą iść przez życie chcę
Ach, tyś Peruwianka jest
Posiadasz swój królewski
Pełen wzgardy dumny gest
Ach, ty umiesz bawić się
Gdy krew wzburzona winem
W młodym ciele kipi wre
Ach, ty będziesz kochać mnie
Ja stworzę tobie życie
Wymarzone, jak we śnie
Tańczmy teraz ile sił
Two step’a tan
Wlał ognia żar do naszych żył
Zwykły koniec złud
On spotkał inny świata cud
Róże ust jej drżą
A oczy dziwnym blaskiem lśnią
Nim powiesz mi, adieu
Two step’a tańczyć chcę
Więc on w ramiona bierze ją
Zrobili kroków trzy
Już w plecach jego tkwi
Morderczy sztylet, aż po trzon
Och, jam Peruwianka jest
Posiadam swój królewski
Pełen wzgardy, dumny gest
Och, chcę szaleć, bawić się
Choć z oczu płyną łzy
A w sercu jad rozpaczy wre
Usta twoje zimne już
Nie dotkną nigdy
Żadnych innych ust pąsowych róż
Niecnie ty zdradziłeś mnie
Więc zemsty mej nie uszłeś, nie
Nie uszłeś, nie
Chcesz dać mi dzisiaj niemal wszystko
M-4, fiata i nazwisko swe, choć tak cenisz je
Chcesz dać mi siebie, chcesz dać szczęście
Codziennie siedem róż lub więcej jeszcze
A ja myślę, że
Łatwo dać, lecz trudno wziąć
Nieraz bywa, że brać nie warto
Znacznie milej dawać jest, mieć szeroki gest
Łatwo dać, lecz trudno wziąć
W życiu nieraz bywa jak w kartach
A chyba wiesz, że w tej grze
Każdy as bierze raz, tylko raz
Niczego wziąć od ciebie nie chcę
Nie dawaj nigdy już mi więcej nic
Przestań z tym od dziś
A gdy już musisz coś dać mi jednak
To bardzo proszę cię o jedno tylko
Byś dał spokój mi
Łatwo dać, lecz trudno wziąć
Wiem to, odkąd dałeś mi spokój
To tak łatwo, łatwo przyszło ci, jakby nigdy nic
Łatwo dać, lecz trudno wziąć
Dałeś za wygraną za szybko
Nie wezmę jej, bo w tej grze
Każdy as bierze raz, tylko raz
Dlaczego z ciebie taki straszny tchórz
Odwagi brak ci, żeby rzucić mnie
Że masz mnie dość, boisz się przyznać
No powiedz sam, czy postępuje tak mężczyzna
Raz chociaż bądź mężczyzną i mnie rzuć
Walizki spakuj, w radio taxi wsiądź
Do innej się przeprowadź - raz, dwa trzy
Bo chyba przyznasz, że tak mężczyzna zrobiłby
Dlaczego z ciebie taki straszny tchórz
Odwagi brak ci, żeby rzucić ją
Że masz jej dość, boisz się przyznać
No powiedz sam, czy postępuje tak mężczyzna... Obraz: Eugenio Paxelly
Rok, jeszcze rok przed ślubem
Dni bez ciebie były długie
I za długa była noc, noc bez ciebie
A ten dzień przed ślubem
Najdłuższy chyba był
Najdłuższy z wszystkich dni
Rok, jeszcze rok po ślubie
Z tobą dni nie były długie
I za krótka była noc, noc przy tobie
Dzień po ślubie
To był najkrótszy z wszystkich dni
Dziś, jutro i pojutrze
Nasze dni są coraz dłuższe
Coraz bardziej dłużą się już dni nasze
Ale nie wiem stale
My się zmieniamy, czy dni
Ja nie zmieniłam się nic, ty zresztą także
My się nie zmieniamy, nie to nie my, lecz dni
Siboney Go wołali
Bo on stale
Śpiewał to
Był OK
Lecz nas nękał
Tą piosenką
W dzień i w noc
Litość miej
Tłumaczyłam
Już płytę byś zmienić mógł
A on swoje znów: Siboney W dzień i w nocy
Nie miał dosyć Rumby tej
Płytę zmień
To nie hit
To już bzik
Co mnie dręczy
Jak zły sen
Refren ten
Już mi zbrzydł
Teraz innych płyt
Słuchać chcę Siboney
To nie hit
To już bzik
Co mnie dręczy
Jak zły sen
Płytę zmień
Bo ten rytm
Dawno wszystkim zbrzydł
Litość miej
Są piosenki
Inne, piękne
Wybrać chciej: C'est si bon Formidable Oczy czarne Babylon Tea for Two Chattanooga Cicha woda Only You
Ewa Kuklińska - Tico-tico - Andrews Sisters Maria Czubaszek
Dokładnie nie wie nikt, co znaczy tico- tic
Wiadomo tylko, że przed laty to był hit
Z głośników, z radia, z płyt
Tej rumby płynął rytm
Głośny jak big-band
A do rymu jak ?
Lecz głośny tico-tic
Zagłuszył wnet bigbit
I modnej kiedyś rumby rytm Nam nagle zbrzydł
Powoli jakby cichł
Aż wreszcie całkiem znikł
I już od dawna nikt nie słyszał tico-tic
I oto nagle tego lata w Portoryko
Wróciło do mnie jak bumerang tico-tico
Zabrzmiało trochę jak zgrzyt
Nie ucieszyłam się zbyt
Trąciło myszką, jakby było już nie to
Kto dziś upaja taką jeszcze się muzyką Mały gigolo, albo może Blady Niko
Z Vitti Moniką plażą dziką
Idąc rozmawiałam tak
Tańcując sobie w Portoryko
W rumby takt
Wnet mnie ogarnął wstyd
Pojęłam błąd swój w mig
Bo to nie było wcale żadne tico-tic
To tylko jakiś typ oczami łyp, łyp, łyp
A ja za tico-tico wzięłam jego tik
Powiedział, smiling keep
Możesz mi mówić Dick
I patrząc na mnie
Zrobił okiem łyp, łyp, łyp
Choć to był tylko tik
Mnie serce pik, pik, pik
I już wiedziałam
Że nas czeka spotkań cykl
Jak kiedyś tica-tic rumbą urzekał rytm
Tak tego lata mnie urzekał tylko tik
Dick okiem łypać zwykł
Nasz romans jak kwiat kwitł
Uczucie rosło, jak po deszczu rośnie grzyb
To był po prostu bzik, Dick słodszy był od fig A czasem znowu on zimniejszy był od ryb
Tak minął miesiąc, sic
I tydzień, czyli mig
Gdy Dick popełnił wielki błąd
Inaczej byk
Bo oto nagle w środku lata w Portoryko
Dick przyszedł do mnie, tak jak co dzień
Lecz bez tiku
To było całkiem jak zgrzyt
Nie ucieszyłam się zbyt
Nie podobało bardzo mi się to
Bez swego tiku Dick już przestał być tym Dickiem Małym gigolem, albo nawet Bladym Nikiem
Z Vitti Moniką plażą dziką
Idąc rozmawiałam tak
Tańcując sobie w Portoryko
W rumby takt
Lecz potem przyszedł wstyd
Pojęłam błąd swój w mig
Typ, który przyszedł do mnie
Nie był to mój Dick
Miał tylko jego szyk
I do tych rzeczy dryg
Ach, gdyby jeszcze miał ten Dick
Swój śmieszny tik
Powiedział, smiling keep
Możesz mi mówić Wik
Bo mam na imię Wiktor
A ja na to w ryk
Bo zrozumiałam w mig
Że Dick mój z tikiem znikl
Że jego miejsce w moim życiu
Zajmie Wik
I zrozumiałam w mig, że jakiś nowy Wik
Przyjść musi zamiast rumby tico-tic
O tak, jeden mały drink
To nie zaszkodzi mi
Gdy sen puka znów do drzwi
A za nim dobra noc
To miła chwila na lot motyla w dal
Bez żadnych ostrych fal
Gdzie czeka nas tyle zdarzeń i barw
O tak, jeden mały drink
Bo pora zamknąć dzień
A on, jak to zdarza się
Nie całkiem bajką był
To miła chwila na lot motyla w dal
Bez żadnych ostrych fal
Gdzie czeka nas tyle zdarzeń i barw
Świat i ja
To muzyka, co w harmonii trwa
Ja i świat pomimo dat
Świat i ja
To na pewno żadna smutku mgła
Ja i świat
To przygoda w drodze do gwiazd
I nie liczmy już lat
O tak, jeden mały drink
Z umiarem, nie do dna
Gdy wciąż pada ciepły deszcz
I swą balladę gra
To miła chwila na lot motyla w dal
Bez żadnych ostrych fal
Gdzie czeka nas tyle zdarzeń i barw
Świat i ja
To muzyka, co w harmonii trwa
Ja i świat pomimo dat
Świat i ja
To na pewno żadna smutku mgła
Ja i świat pomimo dat
Obrazy: Fulvio De Martinis
Przybywa dat, przemija świat
Ale wciąż marzenia nam podają dłoń
Choć kłócą się światło i cień
Warto żyć, dopóki jeszcze tańczą sny
Jest tyle nut, które jeszcze śpiewać chcą jak ptak
Jest tyle słów, które jeszcze mają blask
Raz na tak, raz na nie - tak nam życie mknie
I nie zawsze musi być OK
Zamyślenia nie muszą czarno-białe być
Jeszcze nieraz wyjdziemy z minorowej mgły
Zamyślenia nie muszą nas prowadzić w cień
Gdzie jest mrok i lęk
Choć czasem coś było nie tak
Jednak wciąż nadzieja białe skrzydła ma
Choć bywa czas ponurych burz
Jednak znów powraca jasnej tęczy łuk
Jest tyle nut, które jeszcze śpiewać chcą jak ptak
Jest tyle słów, które jeszcze mają blask
Raz na nie, raz na tak - tyle barw życie ma
I nie zawsze dobrze wiesz, w co grasz
Zamyślenia nie muszą czarno-białe być
Jeszcze nieraz wyjdziemy z minorowej mgły
Zamyślenia nie muszą nas prowadzić w cień
Gdzie jest mrok i lęk
Zamyślenia nie muszą czarno-białe być
Jeszcze nieraz wyjdziemy z minorowej mgły
Jeszcze nieraz uśmiechem nas powita dzień
Uwierz mi, bo wiem
Irena Santor i Jerzy Wasowski Trzy pejzaże ze snu Anna Borowa
Pod nieboskłonem pionowym
Błękitne i fioletowe
Pole łubinu van Gogha
Zapachem kwiatów umyka
Rój wirujących płomyków
A fiolet zmienia się w kobalt
Ten dziwny pejzaż letni
Snuliśmy pełni nadziei
Tak niskim szliśmy lotem
Że stopy czuły chłód ziemi
To było piękne i proste
Lecz pejzaż nagle się zmienił
Nad głową czarne konary
Syczące sykiem węży
Stwory ohydnie splątane
W strasznej malignie secesji
Nagle nas osaczyły
Gałęzi szpony i macki
Staliśmy porażeni
Po twarzach biły nas ptaki
Ślepe jak nietoperze
A pejzaż nie chciał się zmienić
Wtedy z kieszeni wyjęłam
Moneta czy też Sisleya
Pocztówkę z pustym pejzażem
Krzyknęłam stłumionym szeptem
Niechaj się stanie ta przestrzeń
Ta cisza niech się wymaże
A potem, siłą woli
Przez zaciśnięte powieki
Chowaliśmy ten pejzaż
Tacy spokoju spragnieni
Cierpliwą była nadzieja
Lecz pejzaż nie mógł się zmienić