Ladies and dżentelmen serwus, odlatujemy hen, hen
Monsieur, mesdames et mademoiselle
Luna oto nasz srebrny cel
Luna co była dotąd muzą łotrów, poetów i obwiesi
Świeci nie tylko już łobuzom, dziś jako cel najwyższy świeci
Luna nad Rzymem, ?, nad Atenami
Spośród Aten stała się ciałem
Jako w niebie, tak i na ziemi. Amen
A cztery wiorsty za Rykami koła po osie w piachu brną
Hetta bułanku nie leńże się, hetta mać twoja, wio
Zasnąć mi przyjdzie na tej drodze
Pod nogą piach, a w głowie zamęt
Módl się za nami teraz i w godzinę wystrzelenia. Amen
Ladies and dżentelmen, jawą staje się sen
Monsieur, mesdames et mademoiselle, upp
Ej, ludzie, ludzie cuda w tej budzie
Tylko że buda, całe nieszczęście
Coraz się bardziej w posadach trzęsie
Równoleżniki związane drutem
Skrzypią jak skrzypce smutkiem zatrute
A ja na odpust jadę do Ryk, stuka podkówką mój konik
Stuk, stuk i stuk, stuk, stuk, stuk i stuk, stuk
Wciąż jeszcze z Ziemią jak z psem u nóg
O dobra jesteś, szara i bura i taka wierna jak stary pies
Kręciołku cudny wokoło słońca
I beczko śmiechu mokra od łez
Puff, wystrzelili znowu na księżyc
A ja cię, Ziemio, lubię jak nikt
Odpoczywanie na mym tapczanie
Racz mi dać Panie, gdy wrócę z Ryk
Są tacy rodacy
Rodacy, rodacy
Co mówią na ucho
Że mokro, że sucho
Że byczo, że krucho
Że oko, że brzucho
Że gdzieś w Pernambuco
Szu, szu, szu na ucho
Że biją, że tłuką
Że sztuka, być sztuką
Bzyk, bzyk, bzyk na ucho
Że krowy - pastuchom
Że muszki - ropuchom
Że głowy - obuchem
Psyt, psyt, psyt na ucho
Są tacy rodacy
Rodacy, rodacy
Ach, cacy rodacy
Że idziem, że leżym
Że ino Kobierzyn
Że gdzie Krym, że gdzie Rzym
Że do stu moździerzy
Ach, cacy rodacy, rodacy
Na przełaj, na przekór, na przebój
Że jej dość, że mu dość, że im dość
Więc naprzód, na opak
Na ośle, na oślep, na oklep
A nawet na Przyboś
A ja na ucho
Czapkę nasadzam
Wiem, że nie zawsze
Snobom dogadzam
Z czapką na ucho
Idę z dziewuchą
I szepczę w uszko:
Słuchaj serduszko
Stałbym jak księżyc
Nad twą poduszką
Drżałbym jak trawa
Pod twoją nóżką
Gdy gruszkę gryziesz
Chciałbym być gruszką
Wierny i dzielny
Jak T. Kościuszko
Słodki jak cukier
Ciepły jak łóżko
Wszystko dla ciebie
Ty moja duszko
Ja - twój Orfeusz:
Kubiak Tadeusz
Fot. Piotr Fronczewski
Stanisław Syrewicz (komp.)
Tadeusz Kubiak
Piotr Fronczewski Mój biedny starszy brat Maciej Zembaty
Mój biedny starszy brat
Był bardzo trudnym dzieckiem
I w szkole zawsze miał
Oceny nie najlepsze
Mnie dobrze nauka szła
A brat mój się nie starał
I nie raz, i nie dwa
Pisałem mu zadania
Tak urządzony jest ten świat
Pomagać musi bratu brat
Chcąc nie chcąc, rad nie rad
Pomaga bratu brat
Pomaga bratu brat
Mój biedny starszy brat
Gdy dorósł już nareszcie
W złe towarzystwo wpadł
Przestępcą został wreszcie
I kiedy pierwszy raz
Sądzono mego brata
Nikt inny tylko ja
Opłacił adwokata
Do dyrektora cyrku w N. wszedł gość,
na twarzy miał rumieniec
i krzyknął: dyrektorku, wiem...
jak się ma zacząć przedstawienie!
Sztampowych parad dosyć już,
i innych oklepanych chwytów.
My, gdy orkiestry zabrzmi tusz,
puścimy w cyrku stu dżygitów.
Wszyscy w kostiumach z czarnych skór
będą drałowac po arenie
i każdy w dłoni dzierży wór.
Tak się zaczyna przedstawienie!
Tutaj dyrektor krzyknął - stop!...
mów pan, co dżygit ma w tym worku!
Jegomość odparł - otóż to!
W worku jest gówno, dyrektorku!
Czekajże pan, bo tchu mi brak,
dżygit to w worku ma? A jak!
I teraz tak: napięcie rośnie,
wtem gaśnie światło,
pada strzał i każdy dżygit w tej ciemności
rozrzuca to, co w swymworku miał.
A potem tętent się oddala i, dyrektorku ukochany,
światło znienacka się zapala i cały cyrk jest obesrany!
Czarna arena i orkiestra i napis: "Wiwat ZPR"
czarne tygrysy, foki, krzesła, wszystko na czarno,
wszystko w merde!
I wtedy ja na dany znak
prężąc i śmiejąc się szampańsko
wchodzę ubrany w biały frak
i mówię: dobry wieczór Państwu!
Piotr Fronczewski Przekażcie sobie znak pokoju Andrzej Jarecki
Na stare lata słuch i duch cię
Opuszcza niby gaz syfony
W kościelnej częściej bywasz kruchcie
Mrucząc: Niech będzie pochwalony
Ale wieczorem wdziewasz zamsze
Pod okap głowę pchasz beretu
I zamiast do kościoła na mszę
Na miasto mkniesz do kabaretu
Lecz byś tu czuł się jak u siebie
Wiedz, nie opuszczę cię w potrzebie
I nie odmówię ci pomocy
Zanim w ostatnim padniesz boju
Przyjmij ode mnie znak pokoju -
Życzę ci dobrej nocy!
Tu na świętości sto się klnąc
Choć człek świeckiego jam pokroju
I duchownego brak mi stroju
Zwracam się do was tak jak ksiądz:
Przekażcie sobie znak pokoju -
Dobranoc, dobranoc!
Daleko zaszła już reforma
Lub ktoś tu jest psychicznie chory
A może bies się przebrał w ornat
Ogonem dzwoni na nieszpory?
Gdy Polak zechce, to potrafi
Znowu jesteśmy pierwsi w świecie
Chcesz rewii? Zajrzyj do parafii
Pacierz odmówisz w kabarecie!
Za oknem kapuśniaczek mży
Ach, któraż jesień życia to już?
Niech myśli z żartem krzepnie sojusz
Idźcie już, bracia, koniec mszy
Przekażcie sobie znak pokoju -
To nie jest zwyczaj zły!
Spróbujmy raz, a nuż się uda
Po ciężkich a jałowych trudach
Po bezcelowym tępym znoju
Zamiast w serdecznej grząźć niemocy
Przekażmy sobie znak pokoju -
Dobranoc, dobrej nocy!...