Wysocki - Zimna - Piosenka rozbójnicza


Разбойничья песня - Piosenka rozbójnicza

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna


Tam, gdzie wściekle wyje wiatr,
W ciemnej, złej guberni
Zbierał sobie pewien chwat
Kolce oraz ciernie.

I garściami smutek pił,
Kiepsko mu się wiodło.
Gorzki jego żywot był -
Gorzej być nie mogło.

Pij truciznę, pij, nie żałuj!
Ona nie kosztuje nic.
Sznurek kręci się pomału,
Lecz i tak się skręci w bicz!

Los przegranych goni wciąż
Hen, po Bożym świecie!
Życie toczy się jak grosz,
Pajęczyna rwie się.

A kto nie żałował nóg, swoich nóg
Kto się wiatru napił,
Tego w końcu wicher zmógł,
Ten do lochu trafił.

Prędzej się spodziewaj śmierci,
Niż współczucia - taki świat!
Sznurek się powoli kręci,
Lecz i tak się skręci w bat!

To doprawdy dziwny kraj,
Tutaj na człowieka
Szubienica, albo pal,
Albo sznurek czeka.

A wisielcom diabeł sam
Liże gołe pięty.
Co za życie - mówię wam! -
Smutek i udręka!

Nie rozpaczaj i nie żałuj,
Łzy tu biorą za zły znak.
Sznurek kręci się pomału,
Lecz powieszą cię i tak!

W nocy młotka słychać stuk -
Nie próżnuje cieśla.
Jeszcze ujrzysz słońca wschód -
Tu się wcześnie wiesza.

Gdyby przełożono kaźń, twoją kaźń
Co by ci to dało?!
Tak czy owak minął czas,
Nic ci nie zostało!

Lepiej w celi sobie poleż,
Lepiej już zaciśnij pięść,
Sznurek kręci się powoli,
Ale zawsze niesie śmierć!

Beata Lerach, Anna Ozner
Magda Piotrowska, Margita Ślizowska


👉TUTAJ w przekładzie Michała B. Jagiełły

Wysocki - Zimna - Gdyby wódkę pić sam...


Если б водка была на одного
Gdyby wódkę pić sam człowiek mógł


Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Gdyby wódkę pić sam człowiek mógł,
To by na tym skorzystał,
Ale zawsze pragnienie ktoś ma,
Ale zawsze ktoś spyta: „A ja?”,
A dla siebie samego masz grób,
Tylko grób i kołyskę.

Kiedyś brzmiał nasz śpiew jak grom,
Lata były tłuste,
Teraz został pusty dom
I ulica pusta.
Fiński nóż pokrył kurz
Na zawsze chyba już.

Tylko tobie twą żonę dał Bóg,
Niby rzecz oczywista,
Ale czasem urzeknie ją ktoś,
A czasami i dwóch nie ma dość,
A dla siebie samego masz grób,
Tylko grób i kołyskę.

Kiedyś brzmiał nasz śpiew jak grom...

Ilu to chłopców przychodzi na świat,
Ilu ich śpiewać potrafi,
Ilu piosenki nuci zza krat,
Ilu ich jeszcze tam trafi...
Fiński nóż pokrył kurz
Na zawsze chyba już.

Śpiewa: Adam Nowak

Wysocki - Zimna - Ballada o krótkim szczęściu


Баллада о коротком счастье (О двух погибших лебедях)
Ballada o krótkim szczęściu (Piosenka o dwóch zabitych łabędziach)


Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna


Gdybym miał królestwo w nurcie fal
Wystarczyłoby mi kilka twoich słów
Wówczas cały ten podwodny raj
Bez namysłu rzuciłbym do twoich stóp

Nie porównałbym do ciebie żadnej z dam
Choćby nawet stał przy tobie cały dwór
Bo ty jedna budzisz, muszę przyznać sam
Jak Madonna Rafaela zachwyt mój

Przy twym domu kryształowym mógłbym stać
Uwiązany na łańcuchu niczym pies
Chciałbym wszystkie srebrne źródła tobie dać
Chciałbym, żeby cię obsypał złoty deszcz

....................................................................

Na polowanie wzywa róg
I ogień w sercach płonie
Po suchym piasku krętych dróg
Myśliwych niosą konie
Ale też cel ktoś w życiu ma
Zabić łabędzie białe dwa!
Już poleciały strzały.
Po to, by życia przerwać nić
A te łabędzie właśnie dziś
Dziś właśnie się spotkały

Ona nuciła swoją pieśń
Gdzie jasnych gwiazd jest mrowie
Gdzie tylko ptak się może wznieść
I gdzie nie może człowiek
Wysoko skrzydła niosły ją
W niebieską, jasną, gęstą toń
I brzmiała pieśń wesoła
Tam, gdzie najwcześniej wstaje świt
Gdzie dotrzeć nie potrafi nikt
Prócz ptaków i aniołów



Lecz on ją dojrzał w gęstej mgle
Odnalazłby ją wszędzie
Nie wiedział wtedy jeszcze, że
To był ich śpiew łabędzi
I jak anioły białe dwa
Natchnione, czyste, niczym łza
Do ziemi się zbliżyły
Myśliwi nie wypadną z gry
I dopilnują tego, by
Ich szczęście krótkie było

Rękawem z twarzy wytrą pot
Nad ogniem się pochylą
Nie pożałują, że ten lot
Trwał tylko jedną chwilę
Lecz nie ucichnie tamta pieśń
I w świat daleko pójdzie wieść
O szczęściu niesłychanym
Bo nie rozłączy żadna dal
I nawet ten śmiertelny strzał
Szczęśliwych zakochanych

Beata Lerach, Anna Ozner
Magdalena Piotrowska, Margita Ślizowska


Strzały Robin Hooda -1975
Стрелы Робин Гуда

Wysocki - Zimna - Od dymu


Так дымно, что в зеркале нет отраженья - Od dymu...

Włodzimierz Wysocki -
Marlena Zimna

Od dymu już lustra na sali sczerniały
I wzroku błędnego nie sposób już znieść
I tańcem już dawno zmęczyły się pary.
Ja jednak dośpiewam do końca swą pieśń
I tańcem już dawno zmęczyły się pary.
Ja jednak dośpiewam swą pieśń

Orkiestra już setki melodii zagrała
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów
Więc lepiej wypiję kieliszek bez słów
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów
Wypiję kieliszek bez słów




Pól roku już wiosna z nadejściem swym zwleka
Sumienia i dusze pokryła już pleśń
Na próżno, aż ludzie przebudzą się, czekam
Ja jednak dośpiewam do końca swą pieśń
Na próżno, aż ludzie przebudzą się, czekam
Ja jednak dośpiewam swą pieśń

Orkiestra już setki melodii zagrała
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów
Więc lepiej wypiję kieliszek bez słów
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów
Wypiję kieliszek bez słów


Orkiestra o końcu koncertu już marzy
Szydercze szemranie rozlega się gdzieś
Spokojnie odejdę z uśmiechem na twarzy
Lecz przedtem dośpiewam swą pieśń

Orkiestra już setki melodii zagrała
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało
Nikt słowa dobrego nie powie i tak
Wypiję i wyjdę stąd wolna jak ptak
Nikt słowa dobrego nie powie i tak
Nie... Zbiję ten kielich bez dna

Śpiewają:
Marina Vlady, Michał Konstrat i Piotr K. Matczuk
Włodzimierz Wysocki


Fot. M. Vlady, W. Wysocki

Wysocki - Zimna - Nieszczęście


Я несла свою беду - Nieszczęście

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

Gdy Nieszczęście niosłam swe
Po wiosennej kruchej krze,
Lód pode mną złamał się,
Po czym pękł jak szkło.
Dusza, płacząc cały czas,
W dół runęła, niczym głaz,
A Nieszczęściu ostry lód
Nie dał pójść na dno....

I od tego właśnie dnia
Znów wędrówka moja trwa,
Me Nieszczęście szuka mnie,
Szuka w noc i w dzień,
Że nie wciągnął mnie nurt fal,
Wie jedynie leśna dal
I pokryty dzikim mchem
Zapomniany pień...



Komu z nich dziękować mam?
Jak dowiedział się mój Pan?
Ktoś na pewno zdradził mnie,
Ktoś mnie wydał mu.
I Nieszczęście z biegiem lat
Odnalazło jego ślad,
Gdy po świecie szukał mnie
Do utraty tchu...

Wreszcie siodło z konia zdjął,
Objął mnie, na ręce wziął
I Nieszczęście jego łzom przyglądało się.
Krótko ze mną zostać mógł,
Znów przemierza setki dróg,
A Nieszczęście odtąd już
Nie opuszcza mnie.

Śpiewają:
Marina Vlady, Kamila Pieńkos, Jelena Vaenga

Wysocki - Kaczmarski - Wydarzenie w knajpie


Случай в ресторане - Wydarzenie w knajpie

Włodzimierz Wysocki - Jacek Kaczmarski


W knajpie na zielonych ścianach rozwieszone tu i tam
Trzy obrazki, zdjęć parę i folder
Za stolikiem kapitan pochylony pije sam
- Czy tu wolne? - Spytałem - Wolne

- Zapal synu - Nie palę - Jak nie palisz to pij
Patrz akurat została nam resztka
Nim przyniosą coś więcej to pod chuch popłucz ryj
Twoje zdrowie, bądź zdrów - nie omieszkam

- No i cóż, po kolejce - tak kapitan mi rzekł
- Wódę ciągniesz jak stary, nie kryję
A czyś czołg widział z bliska, do ataku czyś szedł
Kiedy pocisk nad uchem ci wyje



Ja pod Kurskiem w okopach pośród trupów i krwi
Byłem wtedy sierżantem, a w boju
Za moimi plecami byli tacy jak ty
A ty żyjesz tu sobie w spokoju!

Nagle umilkł, znów wypił, potem podnieść się chciał
Patrząc na mnie, by może przestraszyć
- Ja pół życia łajdaku za ciebie żem dał
Ty przez palce je puszczasz Judaszu!

A karabin ci dać! A do boju cię gnać!
A ty wódę tu chlasz z kombatantem!
- Czułem się jak w okopie, w kurskim piekle gdzieś tam
Gdzie kapitan był jeszcze sierżantem

On się szarpał i pił, on pijany już był
I nie puszczał mnie aż do wieczora
Wreszcie mu odpaliłem, kiedy opadł już z sił
- Kapitanie, nie będziesz majorem!

Jacek Kaczmarski, Michał Konstrat i Piotr K. Matczuk

Wysocki - Jarecki - Piosenka o wędrówce dusz


Песенка о переселении душ - Piosenka o wędrówce dusz

Włodzimierz Wysocki - Andrzej Jarecki

Ten w Mahometa wierzy, ten w Allacha, ów w Jezusa
A inny ktoś nie wierzy w nic i w diabła ani rusz
Wymyślić niezłą wiarę zaś udało się Hindusom
Nie umrzesz cały, nawet gdyś w kalendarz kopnął już

W nagrodę więc po śmierci wierz
Gdy żyłeś dobrze czyniąc
Lecz gdyś jak świnia żył lub wieprz
Zostaniesz wieczną świnią

Gdy docinkami dręczą cię, zechciej przyjąć to w pokorze
W riposty mistrza wcielisz się, od starych wolny zwłok
A ten, co widział wroga śmierć, na drugie życie może
Otrzymać rzadki, cenny dar - bezbłędny, bystry wzrok

Żyj powolutku, stresom wbrew
Wiem - szczęście aż zatyka
A może będzie z ciebie szef
Wcielisz się w naczelnika

Kto był dozorcą, będzie kier. lub dyr. nacz. albo wice
Tak do ministerialnych rang dorasta nocny cieć
Lecz kto jak pień tępy był, ten baobabem w Afryce
Będzie co najmniej tysiąc lat, nim go powali śmierć

Życie papugi lepsze jest
Bo kat ma końskie zdrowie
A może kogoś stać na gest
By pożyć tak jak człowiek

Kto wie, kim był? I kto jest kto? I kto miał życie jakie?
Dziś niczym, jutro wszystkim my - to jedno tylko wiem
A ten parszywy kot poprzednio był łajdakiem
Ten zaś przemiły, mądry człek był dawniej dobrym psem

Z zachwytu podskakuję aż
Przykładów znam niemało
Czy lepszą gdzieś religię masz
Hindusom się udało

Beata Lerach, Anna Ozner, Magda Piotrowska, Margita Ślizowska

Wysocki - Fedecki - Na ten chłód



В ХОЛОДА... - NA TEN CHŁÓD

Włodzimierz Wysocki - Ziemowit Fedecki


(Tak od wieków na świecie przyjęło się już
W cieple, ciszy, spokoju chce każdy mieć dom
Czemu zatem te ptaki tam lecą gdzie mróz
Jeśli winny do ciepłych udawać się stron

A dlaczego nam znudził się ciepły nasz kąt
Czemu nagle na oślep pognało coś nas
Może droga w nieznane to tylko nasz błąd
Skoro żaden nie urzekł nas blask)

Na ten chłód, na ten ziąb
Co tak goni nas gdzieś?
Co tak ciągnie wciąż dalej i w głąb?
Trzeba ruszać, pal sześć
Na ten chłód, na ten ziąb



Dziwna rzecz, dziwna rzecz
Od topoli, od brzóz
Odchodzimy na Północ, hen precz
Czy tam cieplej, gdzie mróz?
Dziwna rzecz, dziwna rzecz

Ciepły mieliśmy kąt
Lecz ruszyliśmy w świat
Pewno jakiś w nas samych tkwi błąd
Bo tak zawsze - pod wiatr
Bo tak zawsze - pod prąd

Do powrotu ten sam
Naraz wzywa nas głos
Co na oślep w dal gnać kazał nam
Gdzie ów szczęsny jest los?
Może tu, może tam?

Mirosław Baka, Aleksandr Domogarow (na fot.)

👉TUTAJ w przekładzie R. Kołakowskiego

Wysocki - Jagiełło - Pomnik


Памятник - Pomnik

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło


W życiu zawsze mierzyłem wysoko,
Nie lękałem się słowa, ni kuli,
Mocny miałem charakter i głos,
Lecz po śmierci zrobili mi cokół
I za piętę do niego przykuli,
Oblekając mnie w marmur i brąz.

Chciałbym strząsnąć to mięso kamienne,
Kopniakami rozrzucić stos wieńców,
Wyrwać z nogi raniący ją pręt -
Ale stoję, zalany cementem,
I nie mogę poruszyć się z miejsca,
Tylko dreszcz mi przebiega przez pręt.

Byłem twardy i żyłem naprawdę, pełną piersią,
Nie wiedziałem, że w łapy im wpadnę tuż po śmierci,
Upychali mnie w trumnie na siłę, byle prędzej,
By mieć pewność, że już nie ożyję nigdy więcej.

Krewni gipsu kupili zawczasu,
Pośpieszyli się z maską pośmiertną,
Zanim jeszcze zatrzymał się puls,
Moją twarz, wykrzywioną grymasem,
Przerobili na gładką i piękną,
Przykleili mi uśmiech do ust.

Póki żyłem, tępiłem i podłość, i łajdactwo,
Zwykłą miarą mnie zmierzyć nie mogli,
Zwłaszcza własną,
I dopiero gdy zmarłem na amen - odetchnęli.
Przyszli do mnie z calówką drewnianą, miarę zdjęli.

A po roku stanąłem na skwerze -
Nieszkodliwy, pokorny baranek,
Dzieci kwiaty zaczęły mi kłaść,
Ze ślepaków strzelali żołnierze,
I dla licznie zebranych wybranych
Moje pieśni rozległy się z taśm.

I patrzyłem ze swego pomnika,
Jak wzruszenie ogarnia słuchaczy,
Jak ze łzami błagają o bis;
Tylko ktoś coś przerobił w głośnikach -
Głos rozdarty, ochrypły z rozpaczy,
W melodyjny zamienił się pisk.

Pod całunem leżałem bez ruchu - ja, nieboszczyk -
I śpiewałem falsetem eunucha publiczności,
Wpasowałem się w ramy trumienne - chodźcie, zmierzcie!
Teraz dumni możecie być ze mnie -
No, nareszcie!

Nie, nie dla mnie piedestał i cokół,
Komandora wezwałem na pomoc
I zrobiłem to samo co on -
Tłumy gapiów uciekły w popłochu,
Kiedy stopy wyrwałem z betonu,
I spiżowy posypał się złom.

I na ziemię zwaliłem się z hukiem,
Marmurowe strząsałem ostatki,
Każdy mięsień napiąłem i nerw
Krzesząc iskry podpełzłem po bruku,
I w głośniki strzaskane upadkiem
Wychrypiałem: "Ja żyję, psiakrew!"

Mirosław Baka, Artur Barciś
Mirosław Czyżykiewicz, Mariusz Kiljan
Adam Nowak, Artur Żmijewski

Wysocki - Jagiełło - Niepozorny facet


Личность в штатском - Перед выездом в загранку
Niepozorny facet

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło


Przed wyjazdem zagranicznym
Formularze składasz liczne -
Tak powinno być i już.
Ale zawsze z delegacją
Jedzie niepozorny facet -
Anioł stróż.

Zaś na miesiąc przed wojażem
Wysłuchujesz instruktarzu -
Mowa trawa i bon ton.
Jak należy się zachować,
A co do kontaktów płciowych -
Boże broń!

Niepozorny, gdzieś w Paryżu
Tak się jakoś do mnie zbliżył -
Nikodem jestem - mówi - czołem cześć!
Miły, dobrze wychowany,
Dziad Rosjanin, syn Rosjanin -
Fajnie jest.

Akuratny wprost nad podziw;
Obowiązki wszystkie godził -
Służył mi pomocą cały czas.
Uśmiechając się służbowo,
Przyjaźń swoją deklarował -
Raz po raz.

Kiedyś, nie wiem sam dlaczego,
Chciałem zwiedzić Rzym bez niego -
Pisał długo w noc i zmógł go sen.
Lecz niestety, mój znajomy
Boksem się zajmował w domu -
Teraz wiem!

Ze mną mieszkał, ze mną jadał;
Ciągle chodził moim śladem -
Jakby nie miał innych spraw.
Aż dorwałem raz przypadkiem
Jego zeszyt i notatki -
Niech go szlag!

Pisał bestia, że w Paryżu
Chciałem komuś naubliżać -
Żem merowi mordę skuł.
Że ciągnęło mnie do dziwek,
Że dostałem się pod wpływy -
Wrogich kół.

Wniosek się nasuwa prosty:
Podejrzenie o szpiegostwo -
Po powrocie łomot w drzwi.
Żegnaj Rzymie i Paryżu,
Pryczo, gdzie mnie pluskwy gryzą -
Witaj mi…

Śpiewa: Tomasz Stockinger

Obrazy: Vasya Lozhkin

Wysocki - Jagiełło - Miszka Szyfman


Мишка Шифман - Miszka Szyfman - Artur Barciś

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło

Miszka Szyfman, równy gość,
Mówi do mnie: Wiesz ty co,
Ja chromolę taki los -
Nudy, w telewizji dno,
Człowiek żyje z dnia na dzień,
Łazi z kąta w kąt,
Ja do Izraela chcę,
Chodź, wyemigrujmy stąd!

Miszka to, wiadomo, Żyd,
On tam od ZSRR
Woli izraelski wikt
I tę ichnią Goldę Meir,
Opowiadał, jak tam jest,
Tak barwnie i żywo,
Że i mnie wciągnęły też
Szpony Tel-Aviwu.

Miałem w czubie, ale tu
Nie zgodziłem ja się z nim,
Mosze Dajan - mówię mu -
To jest wredny sukinsyn.
Agresywny gość i zły,
Jakby giez go gryzł,
Razem powinniśmy my
Dać łachudrze w pysk!

Miszka jednak popadł w trans
Po wypiciu dwustu gram:
A z Egiptu wygnał nas - mówi
Ramzes któryś tam,
Takich, kurczę, trzeba bić,
Ja to pomścić muszę,
Czas też hańbę naszą zmyć
Z tej grandy z Chrystusem.

Tutaj Miszka zmarszczył brwi
I powiada: Wiesz, mam myśl:
Jedźmy razem, ja i ty,
No co, nie pojechałbyś?
Jesteś kumpel albo nie?
Tak? To grabę daj.
Razem wyprawimy się
W izraelski kraj!

Miszka - mówię - daj ty żyć,
Chcesz, to sobie jedź,
Ja do Żydów nie mam nic,
Bo co mógłbym mieć?
Ale ja nie jestem Żyd,
Ja jestem Rosjanin,
I w rodzinie mojej nikt
Nie był obrzezany!

Miszka, owszem, Żyd jak dąb,
Widać to na parę wiorst,
Nieskażony obcą krwią,
Okaz ewidentny wprost.
Dziadek siedział dziesięć lat -
Lekarz i truciciel,
Mój zaś ojciec, stryj i brat -
To antysemici.

Miszka się podrapał w kark,
Chociaż lekarz też, mówi do mnie:
Kola, wiesz, w Izraelu ciężko jest.
Bezrobocie, pełny stres,
A lekarzy tam jak psów,
Takie ich tam krocie są,
Że dentyści - szkoda słów -
Sami sobie zęby rwą!

Tutaj się podrapał w kark,
Golnął szklankę aż do dna
I powiada: Tak czy siak,
Jakoś się tam radę da!
Pomyślałem: Żyd nie Żyd,
Ale kumpla szkoda!
Wychyliłem jeszcze łyk
I krzyknąłem: Zgoda!

Staliśmy przez noce dwie
W gęstym tłumie żądnym wiz,
Miszce powiedzieli „Nie",
A mnie: „Jedź pan choćby dziś!"
Miszka krzyczy: „No co jest?
Żyd to ja, nie on!"
Urząd na to: „Płaszcz pan bierz
I wy....dalaj stąd!"

Miszka chodzi teraz zły,
Kombinuje cały czas,
Gdzie odmowy powód tkwi
I skąd te szykany władz,
Wódkę pije, głośno klnie
I narzeka: „To już szczyt,
Oni nie puścili mnie,
Bo ja jestem Żyd!"

Wysocki - Jagiełło - Satyra na kiepski kryminał


Пародия на плохой детектив - Satyra na kiepski kryminał

Włodzimierz Wysocki - Michał Jagiełło

Kryjąc się przed kontrwywiadem, unikając zbędnych wpadek,
Pod angielskim pseudonimem „Mister John Lancaster Peck",
Zawsze w białych rękawiczkach, pamiętając o odciskach,
Żył w radzieckim raz hotelu  nieradziecki całkiem człek.

John Lancaster potajemnie, głównie podczas nocy ciemnej,
W podczerwieni trzaskał cichcem jakieś zdjęcie albo slajd,
Potem przy normalnym świetle wychodziło bardzo szpetnie
Wszystko to, co tak cenimy, czym się chlubił cały kraj.

Dom Kultury, duma nasza, stał się czymś w rodzaju sracza,
Nowoczesny rynek w centrum przypominał brudny skład:
Nawet GUM na mikrofilmie mikro wypadł coś i dziwnie,
A już wspomnieć nie wypada, jak wyglądał teatr MCHAT.

Lecz pracować bez podwładnych, to dla szpiega frajda żadna:
Wróg pomyślał, wróg wymyślił, chytrze z prawdą mieszał fałsz,
I w lokalu gdzieś nad ranem towarzysza Jepifana
Tak omotał, tak skołował, że się złamał człowiek nasz.



Zdawał się Jepifan chętnym i pazernym, i pojętnym,
Nie znał miary, wielki pociąg miał do piwa i do pań,
W szczególności do wywiadu znakomicie mógł się nadać:
Spotkać może to każdego, jeśli mięczak jest i drań.

„Teraz słuchaj mnie uważnie: O piętnastej obok łaźni
Na postoju weź taksówkę, podaj kurs, zatrzaśnij drzwi,
Zwiąż kierowcę, zabierz utarg, potem szybko wracaj tutaj -
Potem wieść o tej aferze poda radio BBC.

Jutro włóż koszulę świeżą, do Maneżu idź - w Maneżu
Facet spyta: „Chcesz pan wiśni?” - Ty odpowiesz:, „Czemu nie?” -
Wiśnia arbuz ma ukryty, nadziewany dynamitem,
Ty natychmiast po spotkaniu arbuz ten przekażesz mnie.

„Gdy wykonasz już zadania”, mówił szpieg do Jepifana,
„Będzie forsa, kupa dziewczyn, dom w Chicago, albo dwa..."
Gdybyż wiedział, komu zlecił agent swą robotę krecią!
Wzorowemu wywiadowcy, co majorem jest w Czeka.

Świetnie znał profesję własną as wywiadu, John Lancaster,
Lecz okrutnie się przeliczył w swych rachubach mister Peck,
Został unieszkodliwiony, osądzony, ostrzyżony,
A w hotelu mieszka teraz cichy i spokojny Grek.

Artur Barciś, Leonard Pietraszak

Wysocki - Jagiełło - Pieśń rozbójnicza

Włodzimierz Wysocki - Разбойничья песня
Wojciech Młynarski - Pieśń rozbójnicza


Michał B. Jagiełło

W smutnym kraju pełnym trosk
W dalekiej guberni
Nie oszczędzał chłopcu los
Kolców ani cierni

Poznał chłopak krzywdy smak
Opił się nieszczęściem
Cięgi zbierał i to tak
Że nie można więcej

Pij truciznę do zatraty
Tego dobra mają w bród
Jak by sznur się nie zaplatał
Zawsze się zaplecie w knut

Kto przegrywa, musi iść
Z torbami przez ramię
Życie jak pajęcza nić
Rwie się pod palcami

Tych zaś, których wywiódł świat
Na rozstajne drogi
Porwał, poniósł, cisnął wiatr
Za więzienne progi

Nie wypuszczą, choćbyś płakał
Zatnij zęby, cierp i milcz
Jak by sznur się nie zaplatał
Zawsze się zaplecie w bicz

Nocą słychać piły zgrzyt
Nie próżnują cieśle
Kat przychodzi skoro świt
Wiele za wcześnie

Machnij ręką póki czas
Nie teraz to później
Wyszykują sznur w sam raz
Wygodny i luźny

Śpij spokojnie, na swój szafot
Jeszcze się nie spóźnił nikt
Jak by sznur się nie zaplatał
Zawsze się zaplecie w stryk

👉TUTAJ w przekładzie Marleny Zimnej