Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łobodziński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łobodziński. Pokaż wszystkie posty

Nieszczęśliwa żona


Zespół Reprezentacyjny - Nieszczęśliwa żona
Joaquin Diaz - Mi padre era de Francia

Filip Łobodziński, Jarosław Gugała


Moja matka Aragonką
Francuzem ojciec jest
Jedyną swą córeczkę
Wydali za mąż mnie

Wydali mnie za Żyda
Co dom w Stambule ma
On sypia pod pierzyną
Zaś pod kocykiem ja

On dobre pije wina
A zwykłą wodę ja
On zawsze je do syta
Przymieram głodem ja

Obudził mnie raz w nocy
Bo pić mu chciało się
Nie było wody w domu
Do studni posłał mnie

A że już późno było
Sen w drodze na mnie spadł
W tym śnie spotkałam chłopca
Całusy dwa mi dał

Nie całuj mnie, mój chłopcze
Nie całuj, błagam cię
Gdy pan mój mąż się dowie
Niechybnie zgładzi mnie

A zanim on mnie zgładzi
Śmierć sobie zadam ja
Poczekaj, nie tak szybko
Twój mąż to przecież ja

Obrazy: Eugene von Blaas

Śpiewają skowroneczki - Filip Łobodziński


Zespół Reprezentacyjny - Śpiewają skowroneczki
Ginevra Di Marco & Cristina Donà - La rosa enflorece

Filip Łobodziński

Prześlicznie róża kwitnie
Rozkwita maj co krok
Lecz blask księżyca niknie
Mą duszę spowił mrok…

Śpiewają skowroneczki
Ich trele z wiatrem mkną
Mój los i moja dusza
Dziś w twojej mocy są…

Przybywajże, gołąbko
Przybywaj, błagam cię
Przybywajże, najmilsza
Przybywaj, ocal mnie…

Obraz: Yuri Yarosh

Narodziny Abrahama - Filip Łobodziński


Raices - Cuando el Rey Nimrod
Zespół Reprezentacyjny - Narodziny Abrahama

Filip Łobodziński

Kiedy król Nimrod w drogę się wybierał
Patrzył wciąż na niebo, gdzie się gwiazdy mienią
Ujrzał boskie światło nad żydowską ziemią
Bo oto miał się zrodzić ojciec Abraham

O Abrahamie
Ojcze wielbiony
Błogosławiony
Światło Izraela

Więc do akuszerek ogłosił orędzie
Że gdy do brzemiennej każda z nich przybędzie
Niechaj żaden syn im żywy nie osiędzie
Bo oto miał się zrodzić ojciec Abraham

O Abrahamie...

Gdy żona Teracha brzemienną się stała
Mąż ją zapytywał z wieczora i z rana
„Czemu patrzysz, jakbyś sekret ukrywała?”
Ona zaś już znała skarb, który nosiła

O Abrahamie...

Kiedy się zbliżały jego narodziny
Ona szła przez pola, sady i winnice
Wreszcie dała światu w przytulnej piwnicy
Syna najświętszego, umiłowanego

Avraham avinu
Padre querido
Padre bendicho
Luz de Israel

O Abrahamie...

Opat Piotr - Filip Łobodziński


La Bazanca - Pai Pero
Zespół Reprezentacyjny - Opat Piotr

Filip Łobodziński

W słońcu się wygrzewał dobry opat Piotr, mamo
W słońcu się wygrzewał dobry opat Piotr
Na tyłku biało portki, z wierzchu duży chwost…

A przez dziurkę damy podglądają go, mamo
A przez dziurkę damy podglądają go
„Co to, bracie Piotrze, co ma znaczyć to
co tam ci tak sterczy z gaci niczym knot?”

Z dołu amunicja, z przodu groźna broń, mamo
Z dołu amunicja, z przodu groźna broń
Przy jej to pomocy poluję co noc…

Hejże, bracie Piotrze, wstąpże do nas wstąp, mamo
Hejże, bracie Piotrze, wstąpże do nas wstąp
Nie mogę, o pani, Bóg poświadczy to
Przecież nie dam rady, was tam jest ze sto

Od słowa do słowa dał się skusić Piotr, mamo
Od słowa do słowa dał się skusić Piotr
I w różanej wodzie wykąpały go
Miękkim prześcieradłem wysuszyły go

Sto dwadzieścia niewiast, sto dwadzieścia łon, mamo,
Sto dwadzieścia niewiast, sto dwadzieścia łon
Prócz biednej kucharki, bo miał w końcu dość…

Wcale dość nie miałem, przebóg, to nie to, mamo
Wcale dość nie miałem, przebóg, to nie to
Wcale dość nie miałem, krzyczał prędko mknąc
I wpadł tylnym wejściem, i tak też ją wziął

Sto dwadzieścia córek już w kołyskach śpią, mamo
Sto dwadzieścia córek już w kołyskach śpią
Syna ma kucharka, w kuchni chowa go
Sto dwadzieścia jeden - to dopiero plon

W słońcu się wygrzewał dobry opat Piotr, mamo
W słońcu się wygrzewał dobry opat Piotr
A przez dziurkę damy podglądały go…

Oda do włamywacza - Georges Brassens


Georges Brassens - Stances à un cambrioleur
Zespół Reprezentacyjny - Oda do włamywacza

Filip Łobodziński

Książę wytrycha i artysto wśród złodziei
Ty, któryś na swój skok mój zechciał wybrać dom
Gdy ja jeździłem, by znów kogoś rozweselić
Przyjmij w darze tę odę z moich skromnych rąk

Dla twego taktu, wierz mi, mam szacunek wielki
Bo opuszczając dom na klucz zamknąłeś drzwi
By jakiś obcy nie obrobił go do reszty
Dżentelmenów jak ty tak trudno spotkać dziś

Wyniosłeś z sobą tylko niezbędne minimum
Wzgardziłeś tym portretem, który mam od lat
Ktoś mi go kiedyś przyniósł na me urodziny
Znasz się na sztuce - widać, że gust niezły masz

Oto kolejny znak twej zbrodni doskonałej
Czym jest narzędzie pracy, przecież dobrze wiesz
W związku z tym zostawiłeś mi moją gitarę
Solidarność rzemiosła to jest święta rzecz

Tak więc, mój drogi draniu, wszystko przemyślałem
Wybaczam ci od serca, jak mi miły Bóg
I coś mi ukradł, stary, ja ci to oddaję
W lepsze ręce nie mogłoby to przecież pójść

A zresztą nawet ja, który ci dzisiaj śpiewam
Mogłem złoczyńcą zostać, różnie bywa, wiesz
I kradłbym tak jak ty, gdyby nie ma kariera
Byłbym może wspólnikiem twoim, któż to wie

Nie targuj się, gdy zechcesz sprzedać swoją zdobycz
Nie daj oszukać się paserom, radzę ci
Jak mówią, paser kradnie gorzej niźli złodziej
W pogotowiu więc miej marchewkę oraz kij

Miej na uwadze, że policji znać nie dałem
Lecz nie czuj się w ten sposób zaproszony znów
Bo recydywa by z uroku cię odarła
Nie chciej kraść mi wspomnienia i nie wracaj tu

Więc szelmo, niech Merkury strzeże cię od kicia
A mój dobytek niech na zdrowie wyjdzie ci
Nie miej wyrzutów, bo my dwaj jesteśmy kwita
Wszak balladę tę stworzyliśmy ja i ty

PS. Jeżeli jedno w życiu umiesz tylko
Jeśli twym powołaniem jest przebiegle kraść
Karierę w handlu zrób, legalnie, bez ryzyka
Nawet gliniarze będą kłaniać ci się w pas

Fernande (Maja) - Georges Brassens


Georges Brassens - Fernande
Zespół Reprezentacyjny - Maja

Jarosław Gugała, Filip Łobodziński

Zwyczajem starszych także ja
Już mam w tym dużą wprawę
Umilam sobie swą samotność
Śpiewając piosenkę tę

Gdy czasem wspomnę Maję, to staje mi, oj staje
Na Ewy widok sam też wzwodzik mam
Gdy myślę o Małgosi, to jeszcze się podnosi
Lecz myśl o Krysi już, zabija wszelką chuć
Bo wzwód nie sługa stary, nie poradzisz nic

Ta tęskna nuta męskich łez
Ryk samotnego samca
Rozbrzmiewa w budce wartowniczej
To strażnik zawodzi tak w głos

Gdy czasem...

Raz przemierzając Plac Zwycięstwa
Do łez się aż wzruszyłem
Gdy głos żołnierza nieznanego
Cichutko zaśpiewał tak

Gdy czasem...

Zaś po modlitwie swej wieczornej
Choć jest mu trochę smutno
Wciąż klęcząc jeszcze przed ołtarzem
Młodziutki ksiądz śpiewał tak

Gdy czasem...

Więc, o samotni, siły swe
Zespólmy aby wreszcie
Tę pieśń pociechy zatwierdzono
Jako państwowy nasz hymn

Gdy czasem...

Czasy nadchodzą nowe - Bob Dylan


Bob Dylan - The Times They Are A-Changin'
Zespół Reprezentacyjny - Czasy nadchodzą nowe

Filip Łobodziński

Słuchajcie mnie wy, jakikolwiek wasz los
Oto fala nadciąga, zaleje ten ląd
Więc zrozumcie - to koniec, potop zmiecie was stąd
Jeśli chcecie ocalić głowy -
Lepiej uczcie się pływać po pójdziecie na dno
Oto czasy nadchodzą nowe

Słuchajcie prorocy z gazet i biur
Nie będzie pożytku już z waszych piór
Rzućcie je - taka szansa nie powtórzy się znów
Nie szafujcie już swoim słowem
Kto dziś przegrał jutro odniesie triumf
Oto czasy nadchodzą nowe

Słuchajcie posłowie - uciszcie swój chór
I nie tarasujcie już drzwi ani dróg
Bo kto stoi w miejscu ten poczuje ból
Wszystko jest do bitwy gotowe
I polecą wam szyby i się skruszy wasz mur
Oto czasy nadchodzą nowe

Słuchajcie rodzice - przemija wasz czas
Dajcie porwać się albo jesteście bez szans
Synowie i córki nie słuchają już was
Świat nie myśli już jednakowo
Potępiacie to czego nie pojmiecie i tak
Oto czasy nadchodzą nowe

Już znak został dany, już nowy ma sens
Wzwyż pofrunie ten, co dziś leży jak śmieć
Z tyłu zostanie ten, co dziś szybko mknie
Bo dawny ład staje na głowie
Będzie ostatni ten co dziś pierwszy jest
Oto czasy nachodzą nowe

Bratek - Georges Brassens


Georges Brassens - La marguerite
Zespół Reprezentacyjny - Bratek

Filip Łobodziński

Mały kwiatek, chyba bratek - wiarę dasz
Miał w brewiarzu przy ołtarzu opat nasz
Psałterz w płatkach, co za wpadka, jaki pech
I od Boga kara sroga za ten grzech...

Na mój honor - nie wiadomo, skąd mu wpadł
Ów bezbronny jakże wonny mały kwiat
Episkopat powie: Opat czyni źle
Skoro kwiatki między kartki wsuwa swe

Dobry Boże, zechciej może wstrzymać sąd
Że te chwasty od niewiasty, ależ skąd
Durne trzpiotki bzdurne plotki sieją w krąg
Cóż zawinił bratek, by nim gardzić wciąż...

Bratek w mszale nie jest wcale rzeczą złą
Spotkać można przy przydrożnych świątkach go
Tam modlitwie się gorliwie oddał mnich
Niechby prysły precz domysły trzpiotek złych...

Niech uwierzy, jak należy, każdy z was
Marii Pannie służy ładnie opat nasz
Mały kwiatek, chyba bratek, prawdę zna
Więc uwierzcie, a o reszcie - cicho sza...

Król - Georges Brassens


Georges Brassens - Le roi
Zespół Reprezentacyjny - Król

Filip Łobodziński

Jego dynastia mocno tkwi
Jego dynastia mocno tkwi
W siodle, które dźwigamy my
W siodle, które dźwigamy my

Nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

Buntu nie boi się władca ten
Buntu nie boi się władca ten
Co by z powiek spędzał mu sen
Co by z powiek spędzał mu sen

Nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

Ja, ty, ona, my, wy, oni, on
Ja, ty, ona, my, wy, oni, on
Wszyscy liżemy mu dupę wciąż
Wszyscy liżemy mu dupę wciąż

Nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

Długo panował nam perski szach
Długo panował nam perski szach
Chomeini też zrobił ba bach
Chomeini też zrobił ba bach

Lecz nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

A może się zdarzyć, że jordański król
A może się zdarzyć, że jordański król
Też będzie musiał przeżyć ten ból
Też będzie musiał przeżyć ten ból

Lecz nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

W dalekiej Etiopii zdarzył się fakt
W dalekiej Etiopii zdarzył się fakt
Że Negus król królów też z tronu spadł
Że Negus król królów też z tronu spadł

Lecz nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

A i w Hiszpanii każdy to wie
A i w Hiszpanii każdy to wie
Że stary Franco nie ostał się
Że stary Franco nie ostał się

Lecz nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

Pewnego dnia obudzi nas huk
Pewnego dnia obudzi nas huk
Brytyjska korona poleci na bruk
Brytyjska korona poleci na bruk

Lecz nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

A czy mieszkańcy Tokio i Kioto
A czy mieszkańcy Tokio i Kioto
Nie rzekli „koniec” do Hirohito
Nie rzekli „koniec” do Hirohito

Lecz nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

Więc nie rwij włosów i nie załamuj rąk
Więc nie rwij włosów i nie załamuj rąk
Pomęczysz się jeszcze nie jeden rok
Pomęczysz się jeszcze nie jeden rok

Bo nie poradzisz nic bracie mój
Gdy na tronie siedzi chuj

Cena sławy - George Brassens


Georges Brassens - Les trompettes de la renommée
Zespół Reprezentacyjny - Cena sławy

Filip Łobodziński

Zaszyłem się już dawno w domowym ukryciu
Od szosy głównej w bok zadowolony z życia
Niechętny, by zapłacić cenę sławy mej
Na laurach spoczywając jak statek na dnie
Wiadomo wszak, że zawsze znajdą się doradcy
Co wmówią ci, że masz spowiadać się na cacy
I by nie zatarł się po tobie żaden ślad
Co pikantniejsze sprawki wywlekać na jaw

Cóż, sława to jest, proszę was
Zabawa lub paskudna gra

Wynika z tego, że mam wszelki wstyd porzucić
Choć przecież się to z mym sumieniem jednak kłóci
Ujawnić mam gdzie, z kim rozpustnie spędzam czas
Pozycji ulubionych katalog mam dać
Lecz gdybym zaczął tu wymieniać po nazwiskach
To ileż wiernych żon dostałoby po pyskach
A iluż bym przyjaciół stracił w jeden dzień
Nie mówiąc już, że w noc na dwór wyjść bałbym się

Cóż, sława…

Lecz muszę wyznać, że przeraża mnie to wszystko
Nie cierpię chorobliwie ekshibicjonistów
I wolę, by mój organ znało, wierzcie mi,
Te kilka kobiet, lekarz i już więcej nikt
A może jednak mam jak gwiazda wam rozbłysnąć
I machnąć tu czy tam skandalik towarzyski
Czy grzechot moich genitaliów w biały dzień
Zagłuszyć miałby czysty ministrantów śpiew

Cóż, sława…

Na przykład taki fakt: światowa pewna dama
Do której zwykłem wpadać w wieczór albo z rana
Raz na jedwabnej sofie zniewoliła mnie
I zaraziła czymś, czym do dziś brzydzę się
Więc dla większego szumu, dla własnej reklamy
Mam oto kalać święty honor owej damy
Po mieście latać i rozgłaszać tam i tu
Że od Markizy Y mam gnid cały wór

Cóż, sława…

Bóg świadkiem, że mnie łączy komitywa szczera
Z nie byle kim: z ozdobą paryskiego kleru
On - katecheta, ja - poeta brzydkich słów
On przy mnie mówi: "amen", ja przy nim: "o ku..."
Lecz po cóż zaraz pisać grubymi wołami
Żem raz zaskoczył go u kolan mej kochanki
On cicho nucąc psalm szykował się do mszy
Zaś ona mu w tonsurze zabijała wszy

Cóż, sława…

Tłum chciałby, żeby miast gitary w mych ramionach
Co dzień kręciła się inna gwiazda filmowa
Do diabła, czemu to, z kim spędzam każdą noc
Ma przynieść chwałę mi - nie rozumiem za grosz
Cóż, pismak składa hołd bogini o stu twarzach
A ta chce, żebym ja ot, w formie komentarza
Przedstawił panią X i dodał jeszcze, że
Na jej wzgórek Wenery co noc wspinam się

Cóż, sława...

A może chcecie bym się przyznał wam z ochotą
Że tak jak wielu z nas zwyczajną jestem ciotą
I żebym chód panienki przyjął jako swój
Bym biegał jak gazela, a nie lazł jak wół
Lecz nie dam wam, hultaje, także tej radości
Bo miłość grecka mi nie sprawia przyjemności
A zresztą nawet grosza nie wart cały kram
Pederastyczna zbrodnia to już nie ten szpan

Cóż, sława…

Ten szybki Tour-de-France po plotkach dziennikarskich
Wykazał, że nie zaspokoję was ciekawskich
I miast sensację wzbudzać, wolę ćwiczyć słuch
Piosenki sobie śpiewać i drapać się w brzuch
Jak ktoś chce, bym zaśpiewał, zrobię to w trymiga
Jak nie to przecież też nie dzieje mi się krzywda
Niechętny, by zapłacić cenę sławy mej
Na laurach sobie spocznę jak statek na dnie…

Trąbeczko, ty imię me sław - Wojciech Młynarski

Mniszka - Georges Brassens


Georges Brassens - La religieuse
Zespół Reprezentacyjny - Mniszka
https://drive.google.com/open?id=1NCXk0O0pM6XYSysQLUqMyKpjAoJnAuMl
Filip Łobodziński

Biel kornetu jej z dawien dawna serca łamie,
chrześcijanin jej wdziękom wzdraga oprzeć się,
za to byle ateusz, laik czy poganin
na jej widok głupieje i się ochrzcić chce.
A ministranci dalej brzęczeć dzwoneczkami...

Zdaje się - mówią ci co na mszy blisko stali -
pod kornetem, co tak pobożnie za dnia lśni,
piękna siostra ukrywa (skandal nad skandale)
koński ogon i filuterne loczki trzy.
A ministranci w nawach cali oniemiali...

Zdaje się - powiadają - pod zgrzebnym habitem
ma jedwabne pończoszki i wstążeczki dwie,
koronkowy dezabil, dessous przezroczyste,
tylko diabła tam nie ma - zresztą kto go wie?
A ministranci myśli mają już nieczyste...

Zdaje się, po komplecie, kiedy ciemną nocą
inne siostry cel swoich przekroczyły próg
i już śpią lub zmawiają modlitwę krzepiącą -
ona staje przed lustrem, jak ją stworzył Bóg.
A ministranci czują, że jest im gorąco...

Zdaje się, że swój strój - cóż za bezbożne wyście -
powiesiła na Krzyżu (wiem, że gorszę was)
i przegląda się sprawdzić chcąc, czy rzeczywiście
nagość jej lepsza jest z profilu niż en face.
A ministranci snują plan szatański iście...

Zdaje się szepcze, wzrok unosząc swój do góry:
"Ach jak amen w pacierzu, osiągnąłeś cel,
wszak udały Ci się, o Panie, te kontury,
linia bioder jest najpiękniejszym z Twoich dzieł".
A ministranci srogie cierpią już tortury...

Zdaje się na zegarze już dochodzi pierwsza -
co to wzdycha w ciemnościach, budząc dziwny lęk?
To anioły miłosne układają wiersze,
odpowiada im zaś siostrzyczki błogi jęk.
A ministrantom biednym tchu brakuje w piersiach...

Opat Piotr, rozbudzony przez lubieżne licho,
wyskakuje z pościeli, bez odzienia gna
mrucząc, odrażającą kierowany pychą:
"On na Krzyżu też tylko cierń na skroniach ma!..."
A ministranci z trwogi potakują cicho...

Nie, to tylko pogłoski, bujdy i bajędy,
niegodziwe kalumnie, Lucyfera głos,
nie ma loczków i koński ogon też obcięty,
pod kornetem jest krótko przystrzyżony włos.
A ministrantom już wyraźnie miny zrzedły...

Żaden popęd się w czystym ciele jej nie chowa,
od wstążeczki nikomu się nie wzburzy krew,
nikt nie będzie przed Krzyżem z lancą paradować,
więc, o Boże, już możesz święty stłumić gniew.
A ministranci w smutku się onanizować...

Goryl - Georges Brassens


Georges Brassens - Le gorille
Zespół Reprezentacyjny - Goryl

Filip Łobodziński

W naszym ZOO trzymali goryla
W klatce z bardzo grubych krat
Zaś przed nią baby stawały co chwila
I podziwiały samca bez szat
Zwłaszcza na jedną część jego ciała
Wszystkie bezwstydnie gapiły się wciąż
Nie powiem na co, lecz nie było to małe
Każda wzdychała: "Gdzie przy nim mój mąż"
Strzeż się goryla❗

Lecz oto małpa wyłazi ukradkiem
Ku zaskoczeniu szacownych pań
Chyba ktoś źle zamknął klatkę
Jak to się stało - nie wiem sam
Goryl stanął wolnością zachwycon
I odezwał się słowem tym:
"Od dziś nie będę już dziewicą"
A oto jak słowo przeszło w czyn
Strzeż się goryla❗

Dyrektor ZOO postradał zmysły
I powtarzał ciągle bez tchu
"Mój goryl nie miał nigdy samicy
On jest silniejszy niż ludzi stu!"
Gdy dowiedziały się o tym niewiasty
Zaraz podniosły straszliwy krzyk
I miast skorzystać z wielkiej szansy
Idiotki dały drapaka w mig
Strzeż się goryla❗

Nawet te z nich, co jeszcze przed chwilą
Marzyły o małpim supermenie
Teraz zwiewały, aż się kurzyło
A więc to były tylko marzenia
Ten ich strach był tym mniej zrozumiały
Że przecież goryl to na schwał chłop
Bo nawet Don Juan nie dałby mu rady
Szczęście było dosłownie o krok
Strzeż się goryla❗

Ludzie pierzchnęli we wszystkie strony
Bo dziki samiec przeraził ich tak
Pozostał tylko pewien sędzia młody
I jakaś staruszka - stuletni wrak
Goryl, widząc jedynie tych dwoje
Poczuł gwałtowny erotyki głód
Więc, aby żądze swe zaspokoić
Ku nim skierował swój kaczy chód
Strzeż się goryla❗

Starucha czując nagłą ochotę
Westchnęła: "Więc jednak zdarzył się cud
Ktoś jeszcze miewa do mnie ciągoty
Już nie liczyłam na szczęścia łut"
"Ciekawe, jaką samicę tu znajdzie
Chyba tę starą, przecież nie mnie"
Pomyślał sędzia, lecz przyszłość zasię
Dowiodła jak bardzo mylił się
Strzeż się goryla❗

Bo zastanówmy się w tym momencie:
Gdyby ktoś inny na miejscu małpy
Musiał tu wybrać: starucha czy sędzia
Komu z nich szczęścia spróbować dałby?
Ja, gdybym rozwiązać miał osobiście
Alternatywę taką już dziś
Bym wybrał babinę oczywiście
Choć włos się jeży na samą myśl
Strzeż się goryla❗

Ale niestety, co prawda goryl
Jest arcymistrzem w miłosnej grze
Lecz jeśli chodzi o smak czy urodę
Wiadomo powszechnie - raczej nie
Albowiem zamiast zgwałcić staruchę
Jak to uczyniłby byle kto
Ten sędziego ułapił za ucho
I w jakieś krzaki zaciągnął go
Strzeż się goryla❗

Dalszego ciągu zdradzić nie mogę
Chociaż i miejsce na to, i czas
Lecz mi nie wolno, a wielka szkoda
Bo ubawiłoby to was
Jako że sędzia w szczytowym momencie
Zapłakał głośno i krzyknął: "Mamo!"
Zupełnie jak człowiek, którego na ścięcie
Skazał był właśnie tego dnia rano
Strzeż się goryla❗

Dzielna Margot - Georges Brassens


Patachou - Brave Margot
Zespół Reprezentacyjny - Dzielna Margot

Georges Brassens - Filip Łobodziński

W naszej wsi bezbronnego kotka znalazła w trawie raz Margot
A że sama była sierotką, wzięła go
Był malutki jeszcze, więc chciała jakąś poduszkę zdobyć mu
A jedyną, jaką znalazła, był jej biust
Kotek wziął ją za swoją mamę i ssać zaczął dzielną Margot
Ona zaś ze wzruszenia nagle straciła głos
Syn sołtysa właśnie przechodził, ujrzał rzadki obrazek ten
I poleciał z nowiną do wsi, a na drugi dzień

Gdy Margot stanik swój rozpinała
By miał kotek, biedactwo, co ssać
Biegła nas, biegła nas cała zgraja
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć
By popa-pa-pa-pa-pa-pa
A niewinna Margot przypuszczała
Że do kotka, co z jej piesi ssał
Biegła nas, biegła nas cała zgraja
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć
By popa-pa-pa-pa-pa-pa

Nauczyciel lekcje porzucił, kowal podkowy, pole kmieć
I pognali prędko na skróty na tę wieść
Nasz listonosz, taki uczciwy, na tę wieść listy ciepnął w mig
Których czytać i tak w tej chwili nie chciał nikt
Na tę wieść, zaufawszy Bogu, że odpuści im grzeszną myśl
Ministranci w lot dali nogę w środku mszy
Nawet gliniarz, postrach ludności, tak z natury tępy jak słup
Stał opodal oszołomiony sceną jak ze snu

Gdy Margot stanik swój rozpinała...

Ale w pozostałych niewiastach - wszak każdej zwiał i gach i mąż
Powolutku jęła narastać dzika złość
Wreszcie przyszedł we wsi dzień gniewu, każda chwyciła tęgi kij
I zatłukły biedne maleństwo z żądzy krwi
A Margot po roku lamentów by się pocieszyć wzięła ślub
I już tylko się mąż z jej wdzięków cieszyć mógł
Z czasem o tym pozapominano. Oprócz starców już mało kto
Mówi dzieciom dziś na dobranoc o dzielnej Margot…

Zacna Kasia w tłumaczeniu Jeremiego Przybory

Przecudny kwiat na ciele cielęcia - Georges Brassens


Georges Brassens - Une jolie fleur (dans une peau d'vache)
Zespół Reprezentacyjny - Przecudny kwiat na ciele cielęcia

Filip Łobodziński

Równie ślepego amanta jak ja
nie widział świat od czasów plejstoceńskich:
straciłem wzrok z bliska gapiąc się w blask
jej czystych piersi, wybitnie panieńskich.

Przecudny kwiat na ciele cielęcia,
przecudne cielę przystrojone w kwiat.
Ten kwiat to to, co właśnie nas podnieca
i za nos wodzi nas, jak światem świat.

Śliczną, to fakt, stworzył ją dobry Bóg,
raz dotkniesz, drugi - wciąga cię jak wódka.
W miarę jedzenia stale apetyt rósł,
co robić? Dzień za jasny, noc za krótka...

Przecudny kwiat na ciele cielęcia…

Prościutkie dziewczę, że aż szkoda słów,
nie liczcie na wynalezienie prochu.
Coś za coś - na zewnątrz uroda cud,
a w środku rozum jak tabaka w rogu.

Przecudny kwiat na ciele cielęcia…

Lecz oto nadszedł ów fatalny dzień,
gdy dała nogę, raniąc mnie tym srodze
i żadne ziółka, żaden klin, żaden lek
nie dały rady, czułem, że się kończę.

Drżałem z tęsknoty i wyłem jak pies,
czas, trzeba przyznać, jednak leczy rany,
chociaż skazała mnie na pewną śmierć,
ja żyję - trochę tylko załamany.

Przecudny kwiat na ciele cielęcia…

Kwiat przecudowny - przekład J. Przybory

Gdyby była - Georges Brassens


Georges Brassens - Si seulement elle était jolie
Zespół Reprezentacyjny - Gdyby była

Filip Łobodziński

Gdyby była przynajmniej piękna
niech tam, żyć jakoś z nią się da
jest kopnięta, to smutny fakt
lecz się przyjrzyjcie, jaki wdzięk ma.
(Niestety taki snadź mój pech;
odrażająca jest jak grzech…)

Gdyby była przynajmniej zgrabna
niech tam, żyć jakoś z nią się da
gęba wstyd, lecz figura? Ba!
Jest wiotka, słodka i powabna!
(Niestety z bólem wyznam wam -
zamiast figury - szkielet sam…)

Gdyby była przynajmniej dobra
niech tam, żyć jakoś z nią się da
wdzięk wieszaka na palta ma
lecz co za anioł, jaka szczodra!
(Niestety to grubiaństwa wzór
nie gołębica, ale gbur…)

Gdyby była przynajmniej mądra
niech tam, żyć jakoś z nią się da
Chamstwo - furda, ja jestem za
skoro to wiedzy wszelkiej jądro.
(Niestety, mimo wielu szkól
to analfabetyczny muł…)

Gdyby choć dobrze gotowała
niech tam, żyć jakoś z nią się da
może matoł, lecz przecież zna
arcydzieł kuchni sto bez mała.
(Niestety z żalem wyznam tu
drugiej świeżości ma menu…)

Gdyby była przynajmniej wierna
niech tam, żyć jakoś z nią się da
wprawdzie truje mnie, ale na
ród męski nie jest tak pazerna.
(Niestety, na sposobów sto
kosi facetów dzień i noc…)

Gdyby choć była śmiertelniczką
niech tam, żyć jakoś z nią się da
bałamuci każdego z nas
lecz tak czy siak odwalił kitkę.
(Niestety, wiem to z różnych stron
ona nam wszystkim niesie zgon…)