Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brel. Pokaż wszystkie posty

Brel - Kołakowski - Pożegnanie


LE MORIBOND - POŻEGNANIE
Jacques Brel - Roman Kołakowski

Żegnaj mój druhu, dobrze wiesz,
jak bliski byłeś mi przez cały czas.
Przyjaźnią obdarzałeś mnie
i tyle spraw łączyło nas:
Kobiety wino, no i śpiew

Żegnaj mój druhu, bywaj zdrów.
Śmierć to naprawdę bardzo łatwa rzecz.
Żal tylko niepotrzebnych słów
I chciałoby się pożyć, lecz
Już bełkot trwa żałobnych mów.

Bawcie się, tańczcie tak,
By zapomniał świat o łzach.
Komuś źle, kogoś brak,
Komuś czas się zmienia w piach.

Żegnaj mój ojcze, dobrze wiesz,
Jak bliski byłeś mi przez cały czas,
Twój Bóg nie kochał jednak mnie,
Więc oceany dzielą nas,
A łączy jeden port we mgle.

Żegnaj mój ojcze, bywaj zdrów.
Śmierć to naprawdę bardzo łatwa rzecz.
Pode mną filipiński rów,
Nie mogę krzyknąć - cała wstecz!
Modlitwę za tonących zmów...

Bawcie się...

Żegnaj mój wrogu, dobrze wiesz,
Jak bliski byłeś mi przez cały czas.
Chociaż zdradzałeś zawsze mnie
Ja patrzeć ci musiałem w twarz.
To już nie boli prawie, nie.

Żegnaj mój wrogu, bywaj zdrów.
Śmierć to naprawdę bardzo łatwa rzecz.
Ludzie są sforą wściekłych psów,
A życie to banalny skecz
O szczerym wyszczerzaniu kłów...

Bawcie się...

Żegnaj, kobieto, dobrze wiesz,
Jak bliska byłaś mi przez cały czas..
Do nieba pociąg wiezie mnie,
Spóźniłaś się kolejny raz,
Ostatni raz opuszczam cię.

Żegnaj, kobieto, szkoda słów.
Śmierć to naprawdę bardzo łatwa rzecz,
Wystarczy przymknąć oczy, już...
A często przymykałem je.
W mijaniu zła mam wprawę już..

Bawcie się...

Piotr Rogucki (na fot. 4)

Brel - Kołakowski - Piosenka starych kochanków


LA CHANSON DE VIEUX AMANTS
PIOSENKA STARYCH KOCHANKÓW
Jacques Brel - Roman Kołakowski

Mojego życia burzą byłaś
Dwadzieścia pięć niedobrych lat
Od innych stale odchodziłaś
Ja innym układałem świat
Straciliśmy najlepszy czas
I teraz prześladuje nas
Widok pokoju bez kołyski
Nie mamy wspólnych wspomnień, cóż
I boję się zapytać już
Czy byłem ci naprawdę bliski

Wymodlę cię
Najbliższa i najdalsza, uwierz, że
I świt ze zmierzchem mogą złączyć się
Jesteś miłością mego życia

Czy chociaż raz szczęśliwa byłaś
Twe oczy szarym smutkiem są
Pułapkę na mnie zastawiłaś
Lecz wpadliśmy oboje w nią
Mężczyźni ci, o których wiem
Byli dla ciebie drżącym snem
Nie mogę mieć pretensji cienia
Ja także wiele kobiet znam
Osobno się udało nam
Zestarzeć bez wydoroślenia

Wymodlę cię…

Przez palce dzień za dniem przecieka
Wysycha w oczach słony czas
A nuda co na miłość czeka
I szept i krzyk zabija w nas
Nam jednak nie zabraknie łez
Bo źródło marzeń wieczne jest
Nie musi zawsze być jak było
Nie może świat potępić nas
Że chcemy razem pierwszy raz
Walczyć o siebie i o miłość

Wymodlę cię...

👉TUTAJ w przekładzie W. Młynarskiego

Brel - Menel - Tam na placu


Jacques Brel - Sur la place
Dorota Wasilewska - Tam na placu

Jerzy Menel

Tam na placu spalonym słońcem
Piękne dziewczę taniec zaczyna,
Wirując lekko jest tak podobna
Do tych tancerek starożytnych.
W całym mieście jest za gorąco,
Drzemkę sobie ucinają ludzie
Czasem rzucając okiem przez okno
Na dziewczynę, co tańczy w południe.

I tak czasem zdarza się,
Że światełko błyśnie nam,
Kościół mówi wtedy, że
To od Pana Boga znak.
Zakochany miłością to zwie,
A żebrak miłosierdziem,
Słońce to nazywa dniem,
Dobry człowiek ciepłem.

Tam na placu wibruje powietrze
I nie widać nawet psa,
A dziewczyna tańczy z sercem,
Ciało ma giętkie, zwinne jak wiatr.
Nie ma gitary ni tamburyna,
Do tańca jej nie przygrywa nikt,
W swoje dłonie klaszcząc jedynie
Lekko wybija sobie rytm.

I tak czasem zdarza się...

Tam na placu panuje spokój,
Z ust dziewczyny płynie śpiew,
A pieśń nad miastem się unosi
Głosząc miłość, dobro i wdzięk.
Lecz w tym mieście jest za gorąco
I ludzie nie chcą słyszeć nic,
Zamykają wszystkie okna
Jak między śmiercią a życiem drzwi.

I tak czasem zdarza się,
Że zapłoną serca nam,
Lecz nie chcemy, by ogień ten
Cały swój ukazał blask.
Więc zatykamy uszy
I oczy zakrywamy,
Nie lubimy wszak przebudzeń
Naszych serc już starych.

Tam na placu jeszcze wyje pies,
Bo nie ma już tancerki młodej
I tak jak pies, co wyje na śmierć,
Płaczą ludzie nad swoim losem.

Brel - Długosz - Czułość

Jacques Brel - La Tendresse
Leszek Długosz - Czułość

Za chwilę twej czułości
Za jeden taki dzień
Zapłacę tak jak zechcesz
I policz ile chcesz
I wszystkie dni oo mam
Przed sobą w słońcu mieć
I rzek przejrzysty nurt
I nocy ostry sierp
Dziś oddam bez zazdrości
Za chwilę twej czułości

Za chwilę twej czułości
Przemierzę cały świat
Pojadę tam gdzie zechcesz
I zmienię język, kraj
Czy widzisz miła ma
Jak marynarzy tłum
Dziewczynom rzuca grosz
Dlaczego – powiedz mi
Odpowiedz jak najprościej
Dla chwili choć czułości

Za chwilę twej czułości
Popełnię każdy błąd
Zapomnę to co zechcesz
I w przyjaźń zmienię złość
Ach ten kieliszek – spójrz
Co w dłoni trzymam mej
Czy wiesz jak kusi mnie
Odsunę jeśli chcesz
Gdy tylko mnie poprosisz
Za chwilę twej czułości

Pour un peu de tendresse
Je t'offrirais le temps
Qu'il reste de jeunesse
A l'été finissant
Pourquoi crois-tu la belle
Que monte ma chanson
Vers la claire dentelle
Qui danse sur ton front
Penché vers ma détresse
Pour un peu de tendresse

Pour un peu de tendresse
Za chwilę twej czułości

Brel - Menel - Jacky


Jacques Brel - Le chanson de Jacky
Katarzyna Groniec - Jacky


Jerzy Menel

A gdybyś nawet w jednej z dziur
Zanucić musiał śpiewki wtór
Kobietom, którym powab sczezł
I formą zastąpiwszy treść
Głosikiem pełnym wiotkich drżeń
Snuł o złamanym sercu pieśń
I gdybyś spadł na życia dno
I każdej nocy tłumiąc wstręt
Za marny grosz sprzedawał się
Ach, proszę pani, co za noc
I gdybyś swój zapijał gniew
I topił w wódzie całą żółć
Żeby obudzić w sobie chuć
Do starych, wyliniałych bab
Wiem, że nocami śpiewałbyś
Do białych myszek i do ścian
Piosenkę z dawnych dni
Gdy jeszcze nazywano cię,  Jacky

W jedną z chwil, małą cząstkę dnia
W jedną z chwil, niech się stanie cud
W jedną z chwil – niech ta chwila trwa
Znów młodym być i głupim jak but

A gdybyś w jednej z świata dziur
Stał się bogaty jak ten król
Pięknym kobietom burzył krew
Rzuciwszy szansonetki swe
Już oklaskując innych śpiew
Ściąganiem długów zajął się
Gdybyś sprzedawał dragi
I francuską whisky albo gin
Wysyłał tam gdzie Rzym, gdzie Krym
Do boju dziwki słał co noc
Sto banków trzymał w garści swej
Mackami objął cały świat
Żeby móc wtłoczyć go w swój sejf
I tak byś jedno w głowie miał
W palarni połykając łzy
Udając, że cię gryzie dym
Nuciłbyś piosnkę z dawnych dni
Gdy jeszcze nazywano cię, Jacky

W jedną z chwil...

A gdybyś nagle ujrzał raj
I niespodzianie tam się stał
Śpiewakiem dla skrzydlatych pań
I wzniośle kwiląc dla tych dam
Wspominał dawny ziemski chłam
Z niebiańskich wyżyn patrząc nań
I gdybyś Bogiem Ojcem był
Tym, który z Duchem Świętym
Tym, co ze swym synem dzieli tron
Zapuścił brodę, tak jak on
I podjął jego wielki trud
By tężał umysł raz po raz
Żeby ocalić ludzki ród
I tak, by wszyscy święci wraz
Chórem odśpiewali ci
Nieuniknioną twoja pieśń
Piosenkę z dawnych dni
Gdy jeszcze nazywano cię, Jacky...

Brel - Młynarski - Bigotki

Jacques Brel - Les Bigotes
Katarzyna Groniec - Bigotki


Wojciech Młynarski

Starzeją się po kroczku krok
Maciupki krok jak żabi skok
To bigotki
Pomylił ich nieszczęsny mózg
Z miłości skrą kropidła plusk
To bigotki
Gdybyś był diabłem to byś widząc je
Urżnął klejnoty męskie swe
Gdybyś był Bogiem to na widok ich
Zapomniałbyś pacierzy swych
Przez te bigotki

I w piersi gruch i w stułę cmok
W procesji tłok, po kroczku krok
Mkną bigotki
Paciorek po, paciorek przed
Ostrożny krok, nabożny szept
To bigotki
Ubrane w czerń jak ksiądz proboszcz sam
Który by mniej im pobłażać mógł
Spuszczają wzrok ku ziemi jakby tam
Poczciwy Bóg spał u ich stóp
To bigotki

Sobotni zmierzch nie liczy trosk
Wesoły tłum otacza kiosk
Ale bigotki
Ryglują drzwi na spustów sześć
Toż jakiś chłop tu mógłby wleźć
Oj, bigotki
Bo one wolą z mszy na mszę
Przedreptać się i starzeć się
A z nimi ich klejnoty co
Pod suknią zaśniedziałe tkwią
To bigotki

I schną i mrą po kroczku krok
Linieje wzrok, siwieje lok
To bigotki
Cmentarzyk jest o krok tuż, tuż
I śmierci chłód naznacza już twarz bigotki
A w niebie tym co nie ma go
I zgasły go nie ujrzy wzrok
Anielskie skrzydła im się śnią
I do nich tam po kroczku krok
Mkną bigotki ...

Obrazy: Christian Tagliailini

Brel - Młynarski - Diabeł


Jacques Brel - Le Diable
Katarzyna Groniec - Diabeł

Wojciech Młynarski

Tej ziemi prawie każdy kąt
Cudowne skrywa arsenały
Tak jest
Wystarczy zapalony lont
I świat się zmieni w chmurkę białą
Tak jest
I nie wie, gdy ze strachu drży
Niewiasta, dziecię oraz mąż
Że wojny chcą najbardziej ci
Co o pokoju bredzą wciąż

Wspaniale nikczemnieje świat
O jakże jestem z tego rad
Tak jest
Wspaniale nikczemnieje świat

Z najbardziej szanowanych warg
Największe bzdury słyszy się
Tak jest
Za marny grosz się schyla kark
Sprzedając dobre imię swe
Tak jest
Moralność tania jest jak barszcz
Rozsądek to jest zimny trup
Wyrusza świat w bydlęcy marsz
Gdzie łatwy cel i pełny żłob
Codziennie piękniej kłamie świat
O jakże jestem z tego rad
Tak jest
Wspaniale nikczemnieje świat

A jeśli bracie o tym wiesz
Zachowaj się jak bierny widz
Tak jest
Daremnie w ludzkie sprawy brniesz
Nie zmienisz, nie poprawisz nic
Tak jest
Za durnia będą ciebie mieć
Poradzą ci, byś proszki brał
A byle dureń, byle śmieć
W gazecie zdjęcie będzie miał
Z podpisem, że on zbawia świat
O jakże jestem z tego rad
Tak jest

Wspaniale nikczemnieje świat
Tak jest...

Brel - Młynarski - O gdybyś Ty Bogiem był


Jacques Brel - Le Bon Dieu
Katarzyna Groniec - O Gdybyś Ty Bogiem był

Wojciech Młynarski

O gdybyś Ty Bogiem był
Dla staruszków by lśnił w niebie walc
O gdybyś Ty Bogiem był
Dla żebraków nieraz dałbyś bal

O gdybyś Ty Bogiem był
To byś niebieskich łąk nie pilnował
O gdybyś Ty Bogiem był
Lecz, lecz Ty nie jesteś nim
Jesteś więcej kimś
Jesteś człowiek

Brel - Młynarski - Piosenka starych kochanków


La chanson de vieux amants
Piosenka starych kochanków

Jacques Brel - Wojciech Młynarski

Rozświetlały burz rozbłyski
Miłość naszą ileż lat
Raz ty brałaś swe walizki
To znów ja ruszałem w świat
Lecz pokój, gdzie kołyski brak
Pamięta echa dawnych burz
I słów namiętnych do szaleństwa
Więc choć porażki pierwszej smak
Z twych warg uleciał dawno już
A z mych pierwszego smak zwycięstwa

Czy ty wiesz
Cudowna, czuła i jedyna ma
Że ja od wschodu, aż do zmierzchu dnia
Wciąż bardziej cię kocham



W kłótnie, schadzki, przeprowadzki
Poznaliśmy się do cna
Wpadaliśmy w swe zasadzki
Zastawiane, gdzie się da
Ty miałaś kogoś, dobrze wiem
I jam też nie bez grzechu był
Lecz zawsze żyliśmy nadzieją
Że z pojednania pierwszym dniem
Oboje dołożymy sił
By starzeć się, nie doroślejąc

Czy ty wiesz
Cudowna, czuła i jedyna ma
Że ja od wschodu, aż do zmierzchu dnia
Wciąż bardziej cię kocham

A czas goni, a czas goni
Straszy, że źle z nami jest
I że zawieszenie broni
To miłości będzie kres
Zmęczeni trochę, bądź co bądź
Posłusznie wyruszamy więc
Na pole bitwy wyruszamy
Żeby, jak co dzień, udział wziąć
W potyczce czułej dwojga serc
W serdecznej wojnie zakochanych

Czy ty wiesz
Że ja od wschodu, aż do zmierzchu
Wciąż...


Wyk. J. Brel, W. Młynarski - M. Opania, J. Greco

Brel - Młynarski - Czułość

Jacques Brel
La Tendresse - Czułość

Wojciech Młynarski

Dla paru chwil czułości
ja oddałbym co tchu
diamenty, kosztowności
z diabelskich sejfów stu
jak marynarze, co
gdy zejdą ze swych łajb
oddają dolę swą
księżniczkom z nocnych knajp
dalekim od skromności
dla paru chwil czułości ...

Dla paru chwil czułości
dla kilku szczęścia łez
wyniosły tron mądrości
porzucić warto jest
być jak ten władca co
z tronowych pysznych sal
rzuciwszy władzę swą
wyrusza w mglistą dal
za szczęściem w złudny pościg

Dla paru chwil czułości
daj mi tych kilka mgnień
ostatnich mgnień młodości
w gasnący, letni dzień
daj mi choć kilka tej
piosenki jasnych nut
które na piersi twej
igrają z ogniem wśród
koronek niewinności
dla paru chwil czułości...

TUTAJ w tłumaczeniu Leszka Długosza

Brel - Młynarski - Burżuje

Jacques Brel - Les Bourgeois
Marian Opania - Burżuje


Wojciech Młynarski

Mając w sercu żar,
przed oczyma zaś
grzywkę piwka w oberży „Róży kwiat",
ja i kumpel Żo,
i nasz kumpel Jaś
mieliśmy po dwadzieścia lat.
Wolterem się zachwycał Żo,
a Jasio - Casanovą,
a ja - ja, najbezczelniejszy z nich,
ja się zachwycałem sobą.
Potem biegło się
pod burdelik, by
gdy pan sędzia wytknie z niego nos,
móc pokazać mu
gołe zadki trzy, śpiewając w głos:

Wszyscy burżuje świnie są
i im starsi, tym - tym się robią głupsi,
głupstwa swe żuj, burżuju, żuj,
każdy powie ci, żeś złamany...

Mając w sercu żar,
przed oczyma zaś
grzywkę piwka i mokry stołu blat,
chciałem ja i Żo,
i nasz kumpel Jaś
wyszumieć swe dwadzieścia lat,
więc Wolter, pijaniutki w sztok,
tańcował z Casanovą,
a ja - ja, najbezczelniejszy z nich ,
ja tańczyłem z samym sobą.
Potem biegło się
pod burdelik, by
gdy pan sędzia wytknie z niego nos,
móc pokazać mu
gołe zadki trzy, śpiewając w głos:

Wszyscy burżuje świnie są
i im starsi, tym - tym się robią głupsi,
głupstwa swe żuj, burżuju, żuj,
każdy powie ci, żeś złamany...

Mając w sercu chłód,
przed oczyma zaś
wciąż tych samych ulic kocie łby,
ja i stary Żo,
i pan sędzia Jaś
do burdeliku żeśmy szli.
Wciąż o Wolterze mówił Żo,
a Jaś o Casanovie,
a ja - ja, najbezczelniejszy z nich,
ja mówiłem wciąż o sobie.
Aż gówniarzy trzech,
panie władzo, gdy
z burdeliku wytknęliśmy nos,
pokazało nam gołe zadki trzy,
śpiewając w głos:

Wszyscy burżuje świnie są
i im starsi, tym - tym się robią głupsi,
głupstwa swe żuj, burżuju, żuj,
każdy powie ci, żeś złamany...

Brel - Młynarski - Cukierki


Jacques Brel - Les bonbons
Marian Opania - Cukierki dla panienki mam


Wojciech Młynarski

Cukierki dla panienki mam,
miast kwiatów proszę przyjąć je,
bo choć kwiat niezły jest dla dam,
kwiat zwiędnie, a cukierek nie,
więc na sympatii licząc gram,
cukierki dla panienki mam...

Na spacer przejść się warto, by
spojrzeć, jak mostem pociąg mknie,
jutro po pannę wpadnę i
mamusia, wiem, nie powie „nie".
O słodkim marząc sam na sam,
cukierki dla panienki mam...

Ach, dumny byłbym że ho, ho
pod rękę z panną idąc tak,
śmiech za plecami słysząc, bo
niektórym wciąż kultury brak!
A niech się śmieje z nas, kto cham,
cukierki dla panienki mam...

Żermena jest dziewczyną złą,
Żermena w oczy łże jak pies,
gdzież z panną porównywać ją,
przewrotna jest i ruda jest,
to święte słowa, ja ją znam...
Cukierki dla panienki mam...

Oto na rynku koncert w bzach,
brzmi Mozart, polifonii król,
lecz czy ten typ przy kiosku, ach,
to panny adorator Jul?
To on zaprosił pannę tam?
Cukierki dla panienki mam...

Panno Żermeno, kłaniam się...
Cukierki dla panienki mam...

Obrazy: Sergio Bompard

Brel - Młynarski - Amsterdam


Jacques Brel - Amsterdam - Marian Opania

Wojciech Młynarski

Jest port wielki jak świat,
co się zwie Amsterdam,
marynarze od lat
pieśni swe nucą tam,
jest jak świat wielki port,
marynarze w nim śpią,
jak daleki śpi fiord,
nim szum fal zbudzi go,
jest port wielki jak świat,
marynarze w nim mrą,
umierają co świt,
pijąc piwo i klnąc,
jest jak świat wielki port,
co się zwie Amsterdam,
marynarze od lat
nowi rodzą się tam...

Marynarze od lat
złażą tam ze swych łajb,
obrus wielki jak świat
czeka ich w każdej z knajp,
obnażają swe kły,
chcące wgryźć się w tę noc,
w białe podbrzusza ryb,
w tłusty księżyc i w los,
do łapczywych ich łap
wszystko spada na żer,
tłuszcz skapuje - kap, kap,
z rybich wątrób i serc.
Potem pijani w sztok
w mrok odchodzą spod wiech,
a z bebechów ich w krąg
płynie czkawka i śmiech...

Jest port wielki jak świat,
co się zwie Amsterdam,
marynarze od lat
tańce swe tańczą tam,
lubią to bez dwóch zdań,
lubią to bez zdań dwóch,
gdy o brzuchy swych pań
ocierają swój brzuch.
Potem buch kogoś w łeb
aż na dwoje mu pękł,
bo wybrzydzał się kiep
na harmonii mdły jęk.
Akordeon też już
wydał ostatni dech
i znów obrus, i tłuszcz,
i znów czkawka, i śmiech...

Jest port wielki jak świat,
co się zwie Amsterdam,
marynarze od lat
zdrowie pań piją tam,
pań tych zdrowie co noc
piją - grudzień czy maj,
które za złota trzos
otwierają im raj.
A dżin, wódka i grog,
a grog, wódka i dżin
rozpalają im wzrok,
skrzydeł przydają im,
żeby na skrzydłach tych
mogli wzlecieć hen tam,
skąd się smarka na świat
i na port Amsterdam...

Brel - Młynarski - Flamandowie


Jacques Brel - Les Flamandes
Michał Bajor - Flamandowie


Wojciech Młynarski

Flamandowie tańczą, milcząc wciąż
Przy niedzieli tańczą Flamandowie
Nie pogadasz z nimi w tańcu, bo
Flamandowie nierozmowni są
Tańczą, bo dwadzieścia mają lat
Piękny wiek, by się dowiedział świat
Że miast o staropanieństwo drżeć
Trzeba za mąż iść i dzieci mieć
Tak rodzice przykazali im
Belfer w szkole i na mszy w klasztorze
Ojciec przeor, przez kadzideł dym
Tak nauczał - i dlatego może
Tańczą tak, tańczą tak
Flamandowie tańczą tak

Obcy jest im w tańcu słodki dreszcz
Gdy w niedzielę tańczą Flamandowie
Gdy Flamandów trochę znasz, to wiesz
Obcy jest im jakikolwiek dreszcz
Tańczą, bo trzydzieści mają lat
Piękny wiek, by się dowiedział świat
Że ich życie swój osiąga cel
Rosną dzieci i na piwko chmiel
Ich rodzice z dumy puchną aż
Belfer w szkole i na mszy w klasztorze
Ojciec przeor, rozjaśniwszy twarz
Puchnie z dumy - i dlatego może
Tańczą tak, tańczą tak
Flamandowie tańczą tak

Tańczą przy niedzieli, milcząc wciąż
Bez uśmiechu tańczą Flamandowie
Bo kto zna ich przyzna - co tu kryć
Nie do śmiechu jest Flamandem być
Tańczą, mając siedemdziesiąt lat
Piękny wiek, by się dowiedział świat
Że ich życie osiągnęło cel
Rosną wnuki i na piwko chmiel
Cali w czerni, jak rodzice ich
Belfer w szkole i jak mnich w klasztorze
Do podziału w testamentach swych
Mają sporo - i dlatego może
Tańczą tak, tańczą tak
Flamandowie tańczą tak

Flamandowie tańczą, milcząc wciąż
Przy niedzieli tańczą Flamandowie
Mają twarze bez kropelki krwi
Kto ich zna - ten rację przyzna mi
Tańczą, bo skończyli już sto lat
Piękny wiek, by się dowiedział świat
Że się ma prawnuki, że ho, ho
I że nóżki jeszcze żwawe są
W tańcu płyną do rodziców swych
I do belfra, co ich beształ w szatni
Do przeora, co rozgrzeszał ich
Płyną, gdy już może raz ostatni
Tańczą tak, tańczą tak
Flamandowie tańczą tak

Peter Brueghel




Brel - Młynarski - Byki

Jacques Brel - Les Toros , Michał Bajor - Byki

Wojciech Młynarski

Bykom nudzi się czyhać w niedzielę
W corridy czas na człowieczy błąd
Gdy na piach krwawe ścierwo się ściele
I wsiąka krew w areny każdy kąt
A w sklepikarzu w taki czas poeta budzi się
Myśl turystki pulchnej zaś, do Velasqueza mknie, ach

Lecz któż by mógł powiedzieć nam
O czym byk rozmyśla tam
Gdy w piersi bije mu na trwogę dzwon, ach
Kto powie o czym myśli byk
Gdy usłyszy kobiet krzyk
I mężów ich, rogatych tak jak on

Bykom nudzi się cierpieć w niedzielę
I brocząc krwią opuszczać ten świat
Lecz torreador dał znak i ludzie oniemieli
Kapela gra tusz i tłum na klęczki padł
A w sklepikarzu w taki czas Don Juan budzi się
A turystka pulchna zaś Carmencitą siebie zwie, ole

Bykom nudzi się zdychać w niedzielę
Padać na piach i śmiertelny kał
Ale błysk szpady, cios i ludzie oszaleli
I znów błysk szpady, cios i tłum ogarnął szał
A  sklepikarzu w taki czas Marzy się Nerona tron
Turystka marzy zaś, że Cezara wieńczy skroń, ach

A tam za ścianą krwawej mgły
Byk zdychając piekło śni
Gdzie torreadorzy smażą się, ach
I nie wybaczy nigdy nam
Myślącym, gdy on zdycha tam
O Kartaginie, Waterloo, Verdun

Brel - Młynarski - Starzy ludzie

Jacques Brel - Les Vieux
Michał Bajor - Starzy ludzie


Wojciech Młynarski

Nie mówią prawie nic,
bezradnie patrzą w krąg wyblakłym wzrokiem swym,
choć mogą forsę mieć,
to przecież biedni są, bo marzeń braknie im,
w ich domach zapach ziół
i zapach dawnych słów wśród smutnych ścian się zbiegł,
w Paryżu żyje się jak na prowincji,
gdy ktoś przeżył życia wiek.

A gdy wpadają w śmiech, głos pęka im,
gdy o swych świetnych piszczą dniach,
a gdy wpadają w płacz,
ich zmarszczek gęsta sieć perliście lśni we łzach,
a jeśli trochę drżą - drżą, słysząc zegar,
co w salonie mierzy czas
i gada noce, dni swe „tak" i swoje „nie",
i gada „czekam was".

Nie mają złudzeń już,
ich książki dawno śpią, pianino w kącie śpi
i kot już dawno zdechł,
niedzielne winko zaś już nie rozgrzewa krwi;
tak skurczył się ich świat,
że nie ruszają się za wiele, zwłaszcza że
przy oknie zaśnie się,
w fotelu zaśnie się, spać mogą byle gdzie.

Brel - Młynarski - Aria do Głupoty


Jacques Brel - L'air de la bêtise
Katarzyna Groniec, Maria Meyer - Aria do Głupoty

Wojciech Młynarski

O, matko świętych przyzwyczajeń,
Matko osiłków z mózgiem pchlim,
Księżniczko ludzi co nie mają
Wątpliwości w życiu swym.

Pozdrawiam Cię, pani Głupoto.
Niedocenione jest królestwo Twe.
Pozdrawiam Cię, pani Głupoto.
Lecz powiedz jak to robisz, że:

Kochanków tylu masz i narzeczonych też,
Reprezentantów moc i więźniów ilu chcesz?
Pułapek różnych sto budują łapki Twe
I każesz ludziom po kretyńsku wpadać w nie?
Nietolerancją świat ozdabiasz raz po raz,
I złą zazdrości łzą i ukłonami w pas?

Matko tych, co czekają w rządku,
Z posagiem na małżeński dzwon.
O, matko małżeństw tych z rozsądku -
Księżno strojnych w futra żon.

Pozdrawiam Cię, pani Głupoto.
Niedocenione jest królestwo Twe.
Pozdrawiam Cię, pani Głupoto.
Lecz powiedz jak to robisz, że:

Porozumienia w lot uśmieszek rodzi się,
Który przyprawia rogi panu a ból mnie?
Że zapominam, iż prawdziwe kurwy to,
Te które mówią "płać" nie przedtem tylko "po"?
I zawsze może tak Głupoto zdarzyć się,
Że ujrzę oczy Twe na mego lustra dnie...