Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Derfel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Derfel. Pokaż wszystkie posty

Za późno, za wcześnie - Tadeusz Ross


Tadeusz Ross
Danuta Rinn 👉👉👉
Za późno, za wcześnie

Tadeusz Ross


Przyszła wreszcie wiosna
Za późno, za późno
Znów zakwitły żółte
Kaczeńce, kaczeńce
A ty ciągle taka
Samotna, samotna
Z kwiatów polnych
Pleciesz wieńce

Może przyjdzie lato
Gorące, gorące
Dobry dzień do ciebie
Zastuka, zastuka
Nie patrz stale smutno
Pod słońce, pod słońce
Przyjdzie miłość
I cię oszuka

Będziesz miała męża
I dziatki, i dziatki
Będziesz chodzić w brzydkiej
Sukience, sukience
Będziesz płacić wsteczne
Podatki, podatki
Życie swe przestoisz
W kolejce, w kolejce

Potem jesień uschnie
Za wcześnie, za wcześnie
Mleczne łąki, drzewa
I kwiaty, i kwiaty
Pójdziesz wolno drogą
Jak we śnie, jak we śnie
Wspomnieć to, co
Było przed laty

Będziesz miała męża...

Potem jesień uschnie...

Poncho cha-cha - Wojciech Młynarski


Poncho cha-cha


Wojciech Młynarski


Poncho cha-cha-cha
Szanowne panie, oto taniec na karnawał
Poncho cha-cha-cha
Ten taniec innym tańcom nigdy szans nie dawał
Poncho cha-cha-cha
Tańczmy, odziane w indiańskiego strój juhasa
Z Peru, gdzie na szczytach skał
Tam gdzie na szczytach dzikich skał się kondor pasa

Przywdziawszy poncho, odwiedźmy rączo
Znany kombinat rozrywkowy "Pod Pajączkiem"
A kiedy skończą grać cha-chę poncho
Dajmy zaprosić się do baru na poncz z pączkiem
Siostro bliźniacza, dalej, dalej, ruszaj głową
Jakaż to cha-cha zabrzmieć teraz ma na nowo?

Pączek cha-cha-cha
Ach, bystra jesteś w skojarzeniach wprost niezwykle
Pączek cha-cha-cha
Zadedykować by ją można firmie Blikle 👉👉👉
Pączek, poncho, poncz
Szczerze przyznaję, że zaczynam tracić wątek
Prządź go, siostro, motaj, plącz
Bo to dopiero naszej cha-chy jest początek

Bo pewien facet, co czytał "Puncha"
Angielskie takie "Szpilki" sobie czytał
Gwałtem nas porwał do swego rancza
Pod miastem Pińczów - a w Pińczowie właśnie świta
Geograficzna owa nazwa cóż oznacza?
Jakaż to cha-cha ma być teraz, jaka cha-cha?

Pińczów cha-cha-cha
Typ z rancza poncz, czytając "Puncha", w poncho sączył
Pińczów cha-cha-cha
Ja nie wytrzymam, ona zaraz mnie wykończy
Pińczów, poncho, "Punch"
Darmo, gołąbko biała, załamujesz dłonie
Ten właściciel kilku rancz
Ma cię w swej mocy i to wcale nie jest koniec

A koniec wcale nie będzie przykry
Bo tego typa ślady, lubo pojedyncze
W tęsknoty szale bezbłędnie wykrył
Pan Czesio, co nas kocha, i pies jego, pinczer
W decydującą fazę cha-cha nasza wkracza
Pan Czesio cha-cha? Nie, kochanie, pinczer cha-cha

Pinczer cha-cha-cha
Pan Czesio? Punch, punch, co się ze mną porobiło
Pinczer, poncho, "Punch"
Ja oszaleję, poncho, poncho mi to było?
Pinczer cha-cha-cha
Mam w mózgu wodę, lecz to moja własna wina
No a teraz pa, pa, pa
Chwileczkę, siostro, jeszcze balet, potem finał

Poncho cha-cha-cha
Szanowne panie, oto taniec na karnawał
Poncho cha-cha-cha
Ten taniec innym tańcom nigdy szans nie dawał
Poncho cha-cha-cha
Zamiast je tańczyć, lepie wiać na cztery wiatry
No a teraz pa, pa, pa
A teraz pa, do zobaczenia u psychiatry...

Ewa Kuklińska, Alicja Majewska  👉👉👉

O góralu z Montrealu - Wojciech Młynarski


Jan Kobuszewski
O góralu z Montrealu

Wojciech Młynarski

Posłuchajta ludzie pieśni pełnych żalu
O bidnym góralu z miasta Montrealu
Chodzę sobie bez te asfaltowe turnie
Zyć juz mi się nie kce i poglondom chmurnie
Bo gdzie się nie ruse sercem mojem targa
I rozdziro duse zalośliwa skarga

Losie, losie dobry spraw
Zebyk znalozł tako squaw
Znacy sie zonę
Co by się nadała...
Do tych, juhu, spraw
Znacy sie na kobite

Dla niej zaroz mógłbyk wpław
Pod Niagaro przebyć staw
Ino ty to, dobry losie, spraw

Stoje sobie na outsajdzie
Znacy sie na zywnontrz
Myślę, czy sie tako znajdzie
Stoje sobie na kornerze
Że jo spotkam szczerze wierzę

Siadom w subway albo w bus
I rozglondom sie na raz
Potem skace se na scotch
Znaczy sie na whisky
Bo mi zbiro sie na, juhu, płac

Losie, losie dobry spraw
Zebyk znalozł tako squaw
Co by się nadała...
Do tych spraw

Wpadnę w przyszłym roku
Do Nowygo Targu
Moze która panna
Pojmie mojo skargę
Moze mnie zrozumi
Przytuli do serca
Boleść pojąć umie
Co mnie skroś przewierca

A na razie górol chodzi niescęśliwy
I ta pieśń ponuro wciąż mu z ust wypływo

Losie, losie dobry spraw
Zebyk znalozł tako squaw
Co by się nadała...

Niepotrzebna mi jest... - Jeremi Przybora

Alicja Majewska
Niepotrzebna mi jest
taka miłość jak twoja


Jeremi Przybora

Niepotrzebna mi jest
Taka miłość jak twoja
Monotonny jak deszcz
Czułych wyznań twych plusk
Ciche szczęście bez łez
Da ci inna dziewoja
We mnie płomień i bies
Ze mną zachwyt i dreszcz
Po mnie rozpacz i gniew

Niepotrzebna ci jest
Taka wierność jak moja
Wierność krucha jak szkło
Rozżarzonych zbyt lamp
Niepotrzebna mi jest
Twoja wierność jak zbroja
Niepotrzebne mi to
Niepotrzebne ci to
Niepotrzebne to nam

Niepotrzebna mi jest
Taka zazdrość jak twoja
Żałośliwa jak pies
Skowyczący u drzwi
Niepotrzebna ci jest
Taka zazdrość jak moja
Gdybyś wzbudzić ją mógł
Zazdrość groźna jak wróg
Żądny zemsty i krwi

Niepotrzebna mi jest
Taka forsa jak twoja
Kupić za nią byś mógł
Serca wierne po grób
Niepotrzebna mi jest
Ta pieniężna ostoja
Zresztą co chcesz to rób
Albo odczep się lub
Raz już weźmy ten ślub

Obraz: Dorus Brekelmans

O niewinnych pocałunkach - Krzysztof Logan


Alicja Majewska
O niewinnych pocałunkach

Krzysztof Logan Tomaszewski


W czynszowej starej kamienicy
W jesienne zapłakane noce
Przy uchylonej okiennicy
Siadają wdowy w papilotach

Mocno pobladłe, w ciemnych sukniach
Jak nocne smętki wyglądają
Nikt się z przechodniów nie domyśla
O czym tak ciągle wspominają

O niewinnych pocałunkach
O niewinnych pocałunkach
Na balu w ogrodzie
Z pięknym, pięknym oficerem
Zalotach w alkowie

O niewinnych pocałunkach
I srebrnych obrączkach
Długiej, długiej białej sukni
Jego wielkich wąsach

Ach, ach, ach
Co noc im się śni
Ach, ach, ach, ach
Całował jak nikt

W czynszowej starej kamienicy
Przemija dzień za dniem znużony
Pośród pluszowych łysych mebli
I fotografii niepodobnych

Chcą się podobać tak jak dawniej
Lecz darmo twarze swe pudrują
Dziś o nich więcej nikt nie marzy
Więc znów wspomnienia swoje snują

O niewinnych pocałunkach...

Ach, ach, ach
To był piękny bal
Ach, ach, ach, ach
Pocałował i zwiał

Piosenka o tajemnicy - Wojciech Młynarski


Michał Bajor
Piosenka o tajemnicy

Wojciech Młynarski


Życie jest mdłe i znikome
Życie się całkiem nie liczy
Bez jakiejś wielkiej niewiadomej
Bez tajemnicy...

Bez owej mgiełki, co zwiewnie
Ogród zielony osnuwa
Bez tego, co się ledwie, ledwie
Przeczuwa...

Aż nagle głowę, dom, ulicę
Wielka ogarnie jasność
I masz już swoją tajemnicę
Na własność...

Chowasz swą wielką wiadomą
W sercu pod swetra pancerzem
I strasznie pragniesz, by ją komuś
Powierzyć...

Bo życie się całkiem nie liczy
I jest dość marne jeżeli
Nie ma się z kim tą tajemnicą
Podzielić...

Gdy nie ma rąk, co się chwycą
I ust, co szepną te słowa
Ja cię na zawsze tajemnico
Dochowam...

A ten, co wytrwa, wytrwa dzielnie
W tym zamiarze nieprostym
Nie będzie nigdy beznadziejnie
Dorosły...

Od życia trosk i goryczy
Zieleń obroni go młoda
Skryta w dzieciństwa tajemniczych
Tajemniczych ogrodach

Z filmu
Tajemnica starego ogrodu - 1983

Limeryki na odmładzających się - Andrzej Nowicki


Halina Kunicka
Limeryki na odmładzających się

Andrzej Nowicki


Jeszcze się taki nie urodził
Co by się absolutnie odmłodził
Ciągle się odmładzając
Coraz młodszym się stając
Bardzo taki by sobie zaszkodził

Trzeba przyznać: o rok, dwa czy o trzy
Nieźle czasem by było być młodszym
Lecz jak zaczniesz, wciąż dalej
Chciałbyś młodnieć i maleć
Gdyś raz na to apetyt zaostrzył

Oto starzec młodzieńcem się stanie
I odmładza się wciąż nieprzerwanie
Już z młodzieńca jest dzieckiem
Już jest z dziecka oseskiem
Bowiem wpadł w niebezpieczną tę manię

Jak z powyższych rozważań wynika
Kto odmładza się wciąż, ten zanika
Bo się w końcu odmłodzi
Poza dzień swych urodzin
A raz drugi na świat nie przychodzi

Więc gdy starszym już jesteś człowiekiem
Ciesz się słusznie należnym ci wiekiem
Nie odwracaj lat biegu
Tego, coś przeżył, nie gub
Nie powracaj już w czasy dalekie

Dobranoc panu, panie Bzowski - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski, Piotr Machalica
Dobranoc panu, panie Bzowski

Zaśnij spokojnie, przyjacielu,
Dobranoc panu, panie Bzowski,
Sen emeryta w Pe eR eL-u
Przedmiotem jest szczególnej troski.

A pan wciąż, jeśli mam być szczery,
Rozkoszne lubi pleść androny,
Twierdząc, na przykład, że „emeryt"
Znaczyło kiedyś „zasłużony".

Kiedyś znaczyło, dziś nie znaczy,
Stare pojęcia trafił szlag,
To nie jest powód do rozpaczy,
Ale postępu piękny znak.

Kiedyś kiełbasa była z mięsa,
Cukier rozpuszczał się, klej kleił,
A jak sen przysiadł ci na rzęsach,
Nie zasypiałeś bez nadziei...

Dziś jest pan na przedwczesnej rencie
I są kłopoty spore z panem,
Pan w czarnej skrzynce swej pamięci
Za dużo ma zapamiętane.

Po co pamiętać, panie Bzowski,
Jakąś nadzieję, cukier, klej,
Ech, przydałby się łut sklerozki
I żyłoby się panu lżej...

Dobranoc panu, panie Bzowski,
Jeszcze, nim pana sen dogoni,
Niech pan posłucha ciekawostki,
Zauważonej bez ironii:

Pan nie wie, patrząc zmierzchem w lustro
I myśląc: „Jak mi gęba zbrzydła...",
Że jedną nocą - czarną, pustą
Mogą wyrosnąć panu skrzydła!

I wiatr wesoły panu świśnie,
Że trzeba ufać, trzeba żyć...
Niech się te skrzydła panu przyśnią.
Dobranoc panu. Spać pan idź

5 dni z życia emeryta - 1984

Moje ulubione drzewo - Wojciech Młynarski


Moje ulubione drzewo


Wojciech Młynarski


Pomnę, jak zielone porty mijał kajak śmigły,
jak mi smakowały „Sporty” nad jeziorem Wigry.
Wieczorami nad namiotem krzyżowałem wiosła,
ogień miotał iskry złote, a pod borem rosła...

Moje ulubione drzewo – leszczyna, leszczyna,
jak ją za mocno przygiąć w lewo – to w prawo się odgina,
a jak za mocno przygiąć ją w prawo – to w lewo bije z wprawą,
a stara sosna szumi radosna: „Brawo, brawo!...”.

Upór, co mi z oczu błyska – leszczyny dziedzictwo!
Jak mnie do ziemi los przyciska, ona mi szepcze: „Nic to...”.
A jak prostuję się, wtedy ona powtarza mi: „Tak trzymaj”.
Moje drzewo ulubione – leszczyna, leszczyna...

Posiwiała ta Bożenka, w której się kochałem,
postarzała się piosenka, którą jej śpiewałem,
lecz znad Śniardw, znad Czarnej Hańczy, znad jeziora Jamno,
wszędzie, gdzie los ze mną tańczy, wszędzie idzie za mną...

Moje ulubione drzewo...

Więc ochraniaj ją miłośnie – o każdej dnia dobie,
chroń leszczynę, która rośnie nad Hańczą hen – i w tobie...
Chroń tę leszczynę, co wciąż od nowa prostuje się zajadła,
trzeba by cały las wykarczować, żeby padła!

A ty, mój zielony borze,
chroń we mnie nadzieję,
że póki latem jeden orzech
szczęśliwie się wysieje –
znów pójdzie z boru w młodniak zielony
i pójdzie z ojca w syna
moje drzewo ulubione –
leszczyna, leszczyna!

Wyk. Wojciech Młynarski, Piotr Machalica

Piękne nieprawdy - Krystyna Celichowska


Mieczysław Czechowicz
Ludmiła Warzecha
Piękne nieprawdy

Krystyna Celichowska


Na zmierzchy zbyt wczesne i ciemne
Świty pośpieszne i blade
Spojrzenia surowe
Nostalgie zimowe
Na własne, zatarte już ślady
Najlepsze są piękne nieprawdy...

Na zbyt anemiczne nadzieje
Wiarę kaleką i chromą
Na zwątpień piekiełko
Na szansę niewielką
Na schody wysokie i strome
Najlepsze są piękne nieprawdy...

Na serce dziurawe jak przetak
Od celnych ciosów Amora
Na noce bez marzeń
Na strunę w gitarze
Co pękła, bo przyszła jej pora
Najlepsze są piękne nieprawdy...

Na własne przekwitłe ogrody
Gdy kwitnie ogród sąsiada
Wieczorne znużenie
I na to milczenie
Które się między nas wkrada
Najlepsze są piękne nieprawdy...

Na napis "Surowo wzbronione"
Na spleen, na wiatr, na opady
Na losu zawiłość i na tę niemiłość
Na którą nie mamy już rady
Najlepsze są piękne nieprawdy...
Lepsze od prawd byle jakich

Pochwała munduru - Roman Kołakowski


Ewa Dałkowska
Pochwała munduru

Roman Kołakowski

Kto na torach co dzień życie swe naraża
Nosi granatowy mundur kolejarza
Kto z kopalni węgiel wynosi wiadrami
Ma mundur górnika i czapkę z piórami

Milkną w lesie ptaki, jeleń w krzaki zmyka
To idzie dwurura w mundurze leśnika
Kto niszczy bimbrownie, nęka spekulanta
Nosi najpiękniejszy mundur milicjanta

W ręku ma sikawkę, przy boku tasaka
Na łbie hełm błyszczący - to mundur strażaka
Pływają po morzach, sprzedają towary
W marynarski mundur wszywają dolary

Żadna kontrabanda kary nie unika
Mają wprawę chłopcy w mundurach celnika
Dzieciom i staruszkom pomagać gotowy
Mundurek ormowca kolor ma stalowy

Ciężką mają służbę, wiem to nie od dzisiaj
Lecz bardzo potrzebny jest mundur klawisza
Są nieustraszeni, walka im nieobca
Twardy i wspaniały jest mundur zomowca

A żołnierski mundur ciągle za odnową
Choć przeszkadzał Reagan z bombą atomową
Może kiedyś Bozia wyda polecenie
Demobilizacji - będzie rozbrojenie

I zamkną mundury w szafie, w kufrze, w budzie
I będą pracować jak normalni ludzie
Bez aniołów stróżów i bez poganiaczy
Nie - ktoś musi zadbać o higienę pracy

Będą pełnić służbę, choć przeminą wieki
Rycerze w cywilu - chłopaki z bezpieki…

Przypowieść błękitna - Roman Kołakowski


Ewa Dałkowska, Roman Kołakowski
Przypowieść błękitna

Roman Kołakowski

W bezbarwnym, w bezwonnym czasie
W miejscach znaczonych pustką
W niebieski tramwaj wsiadają
Ruszają w drogę najdłuższą

Zawiódł czerwony autobus
Megafon schrypł i zardzewiał
Z czterech najdalszych przystanków
Ruszają w drogę do nieba

Za swe niedrogie marzenia
Płacą walutą zbyt twardą
Marek i Rafał, Edward, Tadeusz
Hej, czas pożegnać się z Marią

W niebieskiej knajpie przy drodze
O życie w kości zagrają
Tadeusz, Edward, Rafał i Marek
Hej, kto następny do raju

I piją piwo wpatrzeni
W dekolt niebieskiej kelnerki
Tadeusz, Marek, Edward i Rafał
Hej, czemu nie ma tancerki

Tańczą przy skrzypcach diabelskich
Gra im anielska orkiestra
Tadeusz, Marek, Rafał i Edward
Hej dudni tancbuda niebieska

A kiedy sił im brakuje
By ból zmęczenia złagodzić
Pan Szafirowy skraca ich podróż
Sam im naprzeciw wychodzi

I błogosławi swym synom
Znużonym drogą śmiertelnie
Więc niebieskiemu wydawcy składają
Bezbożną swą ewangelię

Łzy popłynęły aniołom
I cisza trwa w całym niebie
Bo Pan na nowo wierzy w człowieka
Choć przestał wierzyć już w siebie

W bezbarwnym, w bezwonnym czasie
W miejscach znaczonych pustką
W niebieski tramwaj wsiadają
Ruszają w drogę najdłuższą...

Fotografie:

Tadeusz Borowski
Marek Hłasko
Edward Stachura
Rafał Wojaczek

Marzenie o kwitnącym kraju - Roman Kołakowski


Ewa Dałkowska
Marzenie o kwitnącym kraju

Roman Kołakowski

Gdy o marzenia człowieka spytasz
Jadąc z Krakowa do Pucka
Powie: "Niech kwitnie Rzeczpospolita"
Takie marzenie - rzecz ludzka

Daj, Boże, daj; daj, Boże, daj
Daj, Boże, daj kwitnący kraj

Niech kwitną nasze wioski i miasta
Przysiółki oraz osiedla
Niech nam przybywa słodkiego ciasta
I czekolady E. Wedla

Niech pieśń masowa radosnym tonem
W serca uderzy nas celnie
Niech nas otoczą szczelnym kordonem
Huty, kopalnie, gorzelnie

Daj, Boże...

Niech nam zabłysną stare ordery
Warto się chlubić historią
Niech kwitną sady, parki i skwery
I pomidory pod folią

Niech się nam mnoży, niech sobie puchną
Śpichrze, stodoły, dziewuchy
I niech na wieki wieków ogłuchną
Ściany, co mają podsłuchy

Daj, Boże...

Niech nam zaszumią dęby i jodły
Niech domy rosną wysokie
By słuszne drogi w przyszłość nas wiodły
I tory nie za szerokie

Gdy się gorąco wierzy w marzenia
To wtedy - każdy to przyzna
Można doczekać się ich spełnienia
Spójrzcie, jak kwitnie Ojczyzna

Daj, Boże...

Jak nam rozkwita, tak owocuje
Tak rośnie w sławę i siłę
Tak tu się rządzi, jak się pracuje
Tak się umiera, jak żyje

Gdy o marzenia człowieka spytasz
Jadąc przez Poznań czy Kutno
Powie: "Niech kwitnie Rzeczpospolita"
Potem uśmiechnie się smutno,,,

Na fot. Roman Kołakowski

Jaś i Małgosia - Konstanty I. Gałczyński


Bohdan Łazuka

Krystyna Sienkiewicz
Jaś i Małgosia

Konstanty Ildefons Gałczyński

Hej, koci-koci-koci-koci-łapci
Ucieszmy serce babci
Stwórzmy ronde enfantine
Stwórzmy ronde enfantine

Hej, koci-koci-koci-koci-łapci
Gwiazdeczki, aniołeczki
Szklaneczki, kieliszeczki
Szklaneczki, kieliszeczki
Już dzwonią rin-tin-tin
Już dzwonią rin-tin-tin

Tatuś potwornie pijany
Gryzie wapno ze ściany
Ach, biedny tatuś nasz
(Dlaczego?)
Snadź zmożon życia bolem
Zatruł się alkoholem
Widzi kropelki aż

Hej, koci-koci-koci-koci-łapci
Ucieszmy serce babci
Stwórzmy ronde enfantine
Stwórzmy ronde enfantine
Hej, koci-koci-koci-koci-łapci!
Gwiazdeczki, aniołeczki…

Wujaszka Polikarpa
Męczy ogonek karpia
I pacierzowy rdzeń
To nic. Pigułkę łyknie
i tym sposobem uniknie
Okropnych zatwa - rdzeń

Spójrz na ciotuchnę Busię,
Też tonie w spirytusie
Co za potworny dom

Małgosiu, dzisiaj Gwiazdka
Nie kalaj swego gniazdka
Tiril-tiril, bom-bom

Zemdlała ciocia Busia
Boże, już wynoszą tatusia,
Gdyż klinem wybił klin

Hej, koci-koci-koci-koci-łapci…

Uwielbiam powiastki... - Wojciech Młynarski


Krzysztof Tyniec
Uwielbiam powiastki prawdziwe

Wojciech Młynarski

Uwielbiam powiastki prawdziwe
Słyszane wśród szlachty czy ludu
Miłosne, okrutne i tkliwe
I każdą osądzam bez trudu

Bo, z grubsza, do dwóch możliwości
Powiastka się każda sprowadza
Jest mądra, gdy zgadza się z moją mądrością
I głupia, gdy z nią się nie zgadza
La rą, la rą -  i głupia, gdy z nią się nie zgadza

Uwielbiam powiastkę wesołą
Gdy tkwi w niej moralna nauka
Bo tylko ostatni oszołom
W powiastce morału nie szuka

I myśl moja z czujną bystrością
Ocenę powiastki doradza
Moralna, gdy zgadza się z mą moralnością
Ohydna, gdy z nią się nie zgadza
La rą, la rą  -  ohydna, gdy z nią się nie zgadza

Więc jaki z powiastek pożytek
Słuchając ich, państwo prześwietni
Czujemy się lepsi, a przy tem
Mądrzejsi i bardziej szlachetni

Czujemy się piękni jak ogród
Cnót wszelkich, gdy wespół się skupią
By w życiu postąpić dokładnie na odwrót
Do cna niemoralnie i głupio
La rą, la rą - do cna niemoralnie i głupio

Fot. W. Młynarski, K. Tyniec

Siedzisz obok... - Ireneusz Iredyński

Irena Santor, Piotr Fronczewski
Siedzisz obok, pytasz grzecznie

Ireneusz Iredyński

Siedzisz obok
Pytasz grzecznie, pytasz miło
Jak się czułam, gdy tak długo cię nie było

Jadłam, piłam i śpiewałam
Pracowałam, uśmiechałam
Trochę spotkań także miałam
Chłopców czasem całowałam
Niby wszystko tak zwyczajnie
Niby wszystko tak normalnie

Siedzisz obok...

Niby wszystko tak zwyczajnie
Niby wszystko tak normalnie
Chociaż czasem w dołku ssanie
I w poduszkę popłakanie
Chociaż czasem sny na jawie
Choć niekiedy obłęd prawie

Siedzisz obok...

Gdy leżałam na tapczanie
Nadchodziło obłąkanie
W ścianie było czarne oko
Sufit wznosił się wysoko
I wołałam wtedy ciebie
W przerażeniu, strachu, gniewie

Siedzisz obok...

Przychodziłeś na wołanie
I znikało oko w ścianie
Chociaż byłeś przypomnieniem
Chociaż byłeś tylko mgnieniem
Odpędzałeś obłąkanie
Co nazywa się czekanie

Siedzisz obok...

Obrazy: Coby Whitmore, Joe Bowler

Wyczerpałam zasób snów - Ireneusz Iredyński

Irerna Santor, Magda Umer - Wyczerpałam zasób snów

Ireneusz Iredyński


Powiem ci czemu wciąż
Nic mi się w nocy nie śni

Wyczerpałam zasób snów
Kiedy byłam z tobą
Sny władały przecież wciąż
Każdą naszą dobą
Snem był dotyk twoich rąk
Zamieranie w ciszy
Snem był także biały krzyk
W wielkiej nieba niszy

Snami było tyle słów
Czułość i mruczenie
Śnieniem pięknym było też
Tobą zachwycenie

Powiem ci czemu wciąż
Nic mi się w nocy nie śni

Wyczerpałam zasób snów
Kiedy byłam z tobą
Sny nie tylko miały noc
Sny władały dobą
Snem był twój matowy głos
Przytulenie ciebie
Snem był także miodu smak
Na razowym chlebie

Snami było tyle spraw
Bliskość, zrozumienie
Śnieniem pięknym było też
Serca poruszenie…

Zawsze może być piękniej - Wojciech Młynarski

Irena Santor
Zawsze może być piękniej


Wojciech Młynarski

Nie martw się, nie trać nadziei
I nie budź się w złym humorze
Nie mów, że nic się nie klei
Że zawsze może być gorzej

Niech kilka nut cię pokrzepi
Tworzących moją piosenkę
Że zawsze może być lepiej
Że zawsze może być piękniej

Jak mnie wśród mej życiowej jazdy
Tamto wspomnienie wciąż zachwyca
Gdy nocą opadały gwiazdy
W sierpniu na rynku w Skierniewicach

I przez wieczorne szłam ulice
I kiedy sierpień śmiał się do mnie
Wpisywałam senne Skierniewice
Na mą magiczną listę wspomnień

Posłuchaj, proszę, przygodo
Pięknych przypadków królewno
Możesz nie spotkać nas młodo
Ale nas spotkasz na pewno

I blasków nie będzie szkoda
Świat się odmieni w kolorze
Bo taka życia uroda
Że piękniej zawsze być może

Jak mnie któregoś grudnia, stycznia
W krąg zawirował świat jak w kinie
Kiedy błękitniał śnieg prześlicznie
W podmiejskim, sennym Konstancinie

Więc jako refren tej piosenki
Gdy mroźny styczeń śmiał się do mnie
Wpisywałam ten prześliczny błękit
Na mą magiczną listę wspomnień

A droga w życia teatrze
Raz bliska jest, raz daleka
Trzeba nauczyć się patrzeć
Trzeba nauczyć się czekać

Wierzyć, że od chwil bieżących
Mogą być chwile łaskawsze
I ufać, ufać gorąco
Że piękniej może być zawsze

Przecież wy także szansę macie
Poznać niejedną tajemnicę
Kiedy w swym życiu przemierzacie
Jakieś magiczne Skierniewice

A kiedy wasza gwiazda spada
Na konfitury przyjdźcie do mnie
Nauczę was, jak się układa...
Własną magiczną listę wspomnień

Dwie akacje - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski, Michał Bajor - Dwie akacje

Oto piosenka co frustrację
Rozładowuje w jednej chwili
Były raz sobie dwie akacje
I ludzie chętnie z nich wróżyli

Ta pierwsza była strasznie wredna
Z przykrością to komunikuję
Bo wychodziło na niej
Nie dba, nie chce, nie lubi lub żartuje

Za to ta druga słodka wróżka
Wielką sprawiała ci radochę
Którego liścia byś nie uszczknął
Na każdym wychodziło kocham

I teraz punkt szczególik mały
Bo chcę w piosence tej być szczery
Wróżby tej pierwszej się sprawdzały
Drugiej, że kocha - ni cholery

Więc mówcie mi jak dzieje się to
Stosownych nauk stypendyści
Że liście pierwszej są nietknięte
A z drugiej wciąż zrywamy liście

Bo lubi słodkie obietnice
Nasz naród do miłości skory
Na czym niedługo was przychwycę
Kiedy pójdziecie na wybory

Jurata 34-38 - Wojciech Młynarski


Agnieszka Kotulanka
Jurata 34-38

(W tytule klipa omyłkowo Jastarnia)

Wojciech Młynarski

Ta horyzontu sina kreska,
na plaży bursztynowa łezka,
na wargach słony wiatru smak
i słońce, które praży tak.
Na wydmie sosna karłowata,
a pod nią my i rekord świata,
co dzień, co chwilę bity w lot –
rekord młodości, żartów, psot...

Jurata ’34 –
ech, łezko, kręć się, kręć...
Jurata ’34 –
wdzięk czarno-białych zdjęć...
Jurata ’34 –
w dorosłość pierwszy skok...
Jurata ’34 –
matura za niecały rok,
matura już za rok...

Na molo żarty i konkury,
wędrówki do Jastrzębiej Góry
i ta z Jastarni wieść jak grom,
że otwarł się Zdrojowy Dom.
I facet, co nas ciągnął tam, by
zapisać się na konkurs samby,
i wziął Grand Prix, wzbudzając szmer
zachwytu – swojski Fred Astaire...

Jurata ’34 –
w dorosłość pierwszy skok...
Jurata ’34 –
matura już za rok...
Jurata ’34 –
biały półwysep Hel...
Jurata ’34 –
miłości pierwszej pierwsza biel,
miłości pierwszej biel...

A myśl, myśl nie ustaje w pędzie:
wojny nie będzie, źle nie będzie,
czegóż niedobry los by chciał
od tych słonecznych dusz i ciał?
Czemuż zły los by miał się karmić
młodością mknącą po Jastarni
i topić świat w powodzi łez,
gdy sierpień taki piękny jest?

Jurata ’38 –
w horyzont wbity wzrok...
Jurata ’38 –
co zdarzy się za rok?
Jurata ’38 –
miłości pierwszej biel...
Jurata ’38 –
dla złego losu kruchy cel...
dla losu kruchy cel...

1994