Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karpiński M.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karpiński M.. Pokaż wszystkie posty

Chelsea Hotel No. 2 - Leonard Cohen


Leonard Cohen - Chelsea Hotel No. 2 - Piotr Machalica

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Wciąż pamiętam i ciebie i Chelsea Hotel
Twoje słowa odważne i słodkie
Gdy w wymiętej pościeli
Całowałaś mnie wszędzie
Limuzyny drzemały pod oknem
Były jakieś powody i był Nowy Jork
Goniliśmy za forsą i seksem
Robotnicy w piosenkach
Rzecz tę zwali miłością
I zapewne nazywają dziś jeszcze

A potem odeszłaś
Czyż nie tak, kochanie?
Odwróciłaś się do mnie plecami
Odeszłaś i nigdy
Nie słyszałem już więcej:
Chcę ciebie, nie chcę ciebie
Chcę ciebie, nie chcę ciebie
To brzmiało mniej więcej tak

Wciąż pamiętam i ciebie i Chelsea Hotel
O twym sercu krążyły legendy
Powtarzałaś mi w kółko
Że wolisz tych pięknych
Ale dla mnie zrobiłaś wyjątek
Wygrażałaś pięściami
Tym, którzy jak my
Pozbawieni piękna są niczym
Lecz po chwili dodałaś:
Nie ma czym się przejmować
Jesteś wstrętny, lecz kochasz muzykę

A potem odeszłaś...

Nie chcę przez to powiedzieć
Że cię bardzo kochałem
Trudno, było minęło i przeszło
Wciąż pamiętam i ciebie i Chelsea Hotel
Lecz nie myślę o tobie zbyt często

(Piosenka dla Janis Joplin - na fot.)

Hallelujah - Leonard Cohen


Leonard Cohen - Hallelujah
Maciej Zembaty, Lora Szafran - Alleluja

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Tajemny akord kiedyś brzmiał
Pan cieszył się gdy Dawid grał
Ale muzyki dziś tak nikt nie czuje
Kwarta i kwinta, tak to szło
Raz wyżej w dur, raz niżej w mol
Nieszczęsny król ułożył Alleluja

Alleluja, Alleluja...

Na wiarę nic nie chciałeś brać
Lecz sprawił to księżyca blask
Że piękność jej na zawsze Cię podbiła
Kuchenne krzesło tronem twym
Ostrzygła cię, już nie masz sił
I z gardła Ci wydarła Alleluja

Alleluja, Alleluja...



Dlaczego mi zarzucasz wciąż
Że nadaremno wzywam Go
Ja przecież nawet nie znam Go z imienia
Jest w każdym słowie światła błysk
Nieważne czy usłyszysz dziś
Najświętsze, czy nieczyste Alleluja

Alleluja, Alleluja...

Tak się starałem, ale cóż
Dotykam tylko zamiast czuć
Lecz mówię prawdę, nie chcę was oszukać
I chociaż wszystko poszło źle
Przed panem pieśni stawię się
Na ustach mając tylko Alleluja

Alleluja, Alleluja...

Take This Longing - Leonard Cohen

Steve Hanks

Leonard Cohen
Take This Longing
Zabierz tęsknotę

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty


Wielu twych mężczyzn pokochało
Dzwonki przypięte do uprzęży
I każdy pragnąc cię znajdował
To czego zawsze pragnął będzie
Oni stracili twoje piękno
Tak jak ty sama je straciłaś

Tęsknotę zabierz z moich warg
Weź bezsensowne ruchy rąk
Ukaż mi resztki twego piękna
Jak temu kogo byś kochała

Twe ciało jak reflektor
Odkryło moją nicość
Chcę wypróbować twe miłosierdzie aż po krzyk
A ty wypróbuj moją chciwość
Wszystko zależy od tego
Jak blisko przy mnie śpisz

Tęsknotę zabierz z moich warg
Weź bezsensowne ruchy rąk
Ukaż mi resztki twego piękna
Jak temu kogo byś kochała

Głodny jak łuk triumfalny
Przez który przeszła armia
Stoję wśród ruin z twoim paltem
I z paskiem od sandałków
Lubię oglądać twoją nagość
A plecy twe najbardziej

Tęsknotę zabierz…

Ten lepszy komu jesteś wierna
Chyba już dawno poszedł gdzieś
Chcę wydać wyrok na twój romans
Tam gdzie skazałem swój na śmierć
Nigdy nie schylę się po laur
Który tamtemu z głowy spadł

Passing Through - Leonard Cohen


Leonard Cohen - Passing Through - Dzisiaj tu, jutro tam

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty


Zapytałem raz Jezusa, czy nienawiść w sercu ma
do ludzkości, co skazała go na krzyż?
"O miłości lepiej mów,
nie mam czasu, bywaj zdrów;
tyle jeszcze do zrobienia, muszę iść".

Dzisiaj tu, jutro tam,
Każda radość krótko trwa
Dobrze z sobą było nam,
Więc śpiewajmy: dzisiaj tu, a jutro tam.

Kiedy Adam raj opuszczał
z jednym jabłkiem w dłoni swej,
zapytałem go, co dalej będzie z nim?
- Będę orał, sadził, siał,
o deszcz modlił się co dnia
Teraz całkiem sam zostałem, muszę iść tak jak ty.

Byłem razem z Waszyngtonem,
gdy na chłodzie z armią drżał
i spytałem, w imię czego cierpią tak?
- Kiedy człowiek rację ma,
nawet życie za nią da,
choćby wiedział, że odejdzie tak czy siak.

Kiedy Franklin Roosevelt konał,
usłyszałem jego głos.
Rzekł: Z tej wojny zjednoczony wyjdzie świat -
Stary dureń!
Czy Rosjanin, czy Wuj Sam
każdy z nas jest taki sam,
jedna droga, dzisiaj tu, a jutro tam.

Joan of Arc - Leonard Cohen


Leonard Cohen - Joan of Arc
Joanna d'Arc

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty


Tylko płomień szedł za Joanną w tamtą noc
Gdy nadjechała poprzez mrok
Znikł księżyc który w zbroi lśnił
Któż je pomoże przejść przez noc i dym

Tej wojny rzekła, dość mam już
Nie to co było wróci znów
Weselny pragnę przywdziać strój
By pod nim skryć miłości wielki głód

Twe słowa bardzo cieszą mnie
Od dawna bacznie śledzę cię
I chciałbym zdobyć, gdybym mógł
Dziewicę zimną, chłodną niczym lód

Surowo rzekła: Kim żeś jest
Bo w dymie przed nią ukrył się
Cóż jestem ogniem odrzekł on
Kocham dumę i samotność kocham twą

Mój ogniu jeśli chłodu chcesz
Me ciało w swe ramiona weź
To mówiąc wspięła się na stos
Oddając mu swą rękę i swój los

A on w ognistym sercu swym
Joanny d'Arc popioły skrył
Weselnym gościom oddał zaś
Jej strój weselny, w pół zwęglony płaszcz

Na dnie w ognistym sercu swym
Joanny d'Arc popioły skrył
A ona zrozumiała że gdy on jest ogniem
Ona drewnem jest

Widziałem ją, słyszałem płacz
W gasnących oczach chwały blask
Czy miłość zawsze musi być
Aż tak ognista i tak jasno lśnić

Obrazy:

Rowland Wheelwright
Alejandro Colluci

Love Calls You By Your Name - Leonard Cohen


Leonard Cohen
Love Calls You By Your Name
Miłość woła cię po imieniu

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Myślałeś że to się nie zdarza
Ludziom podobnym do ciebie
Stłumione bicie twego serca
Należy już do legend
Lecz tu właśnie tu
Między skazą i znamieniem
Między krwotokiem i oceanem
Między deszczem i śniegowym bałwanem
Jeszcze raz jeszcze raz
Miłość woła cię po imieniu

Wielbisz i potępiasz wciąż
Kobiety z twego notatnika
Że się paznokci twych czepiają
Gdy się po szczeblach sławy wspinasz
Lecz tu właśnie tu
Między przyjemnością i więzieniem
Między mrokiem i światłami sceny
Między epoką i godziną
Jeszcze raz jeszcze raz
Miłość woła cię po imieniu

Samotność dźwigasz jak karabin
Z którego nie potrafisz strzelać
Czasem zapuszczasz się do kina
I wspinasz się na ekran
A tu właśnie tu
Między księżycem i zaułkiem
Między tunelem i pociągiem
Między ofiarą i jej piętnem
Jeszcze raz jeszcze raz
Miłość woła cię po imieniu

Pani wciąż myśli o miłości
O którą nigdy nie wołałem
Schodziłem już po setkach schodów
Zawsze kierując się tym samym
A tu właśnie tu
Między tancerzem i kaleką
Między żaglowcem i rynsztokiem
Między gazetą i sumieniem
Jeszcze raz jeszcze raz
Miłość woła cię po imieniu

Gdzie jesteś Judy gdzie jesteś Ann?
Skąd wasz bohater tu się wziął?
Ten który pytał po zdjęciu bandaży
Czy utykam czy jestem naprawdę kulawy?
A tu właśnie tu
Między zbożem i wiatrakiem
Między zmierzchem i łańcuchem
Między litością i cierpieniem
Jeszcze raz jeszcze raz
Miłość woła cię po imieniu...

The Butcher - Leonard Cohen


Leonard Cohen - The Butcher - Rzeźnik

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty
Poszedłem do rzeźnika,
Gdy baranka zabić miał
Oskarżyłem go, że okrutny jest
A on na to, to mój fach,
Chłopcze nie bądź zły
Mym jedynym dzieckiem jesteś ty

Więc znalazłem srebrną igłę
I wbiłem w ramię swe
Niewielkie szczęście, niewielki ból
Za to cieplej było mi, gdy zapadła noc
Jak tu przetrwać nocy chłód

Dzisiaj kwiaty rosną
Tam gdzie baranek padł
Czy miałem wznieść radosną pieśń
Podziękować Panu tak
Pan rzekł - wędruję długo już,
Więc bądź posłuszny mi

Mym jedynym synem jesteś ty
Nie opuszczaj mnie
Nie wyrzekaj się
Od ostatniej klęski sił mi całkiem brak
Krew na moim ciele
W moim sercu lód
Przejmij ster mój synu - to twój świat

A Bunch of Lonesome Heroes - Leonard Cohen


Leonard Cohen
A Bunch of Lonesome Heroes
Grono samotnych bohaterów

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Garstka samotnych i skłóconych bohaterów
Noga za nogą przemierzała szlak
Ciemna i gęsta noc zapadła między nimi
Zwyczajny ciężar każdemu zginał kark

"Chcę opowiedzieć o sobie"
Najmłodszy śmiałek rzekł
"Chcę opowiedzieć o sobie
Nim w złoto zmienię się"

Lecz nikt go nie mógł usłyszeć
W tę ciemną i gęstą noc
Bohaterowie na zawsze pozostaną
Tam gdzie my sami byliśmy tylko raz

Odłóż papierosa, kochanie
Zbyt długo już byłaś sama
Opowiedz nam co robiłaś
I dlaczego się nie udało

Ta pieśń jest dla żołnierzy
Ta pieśń jest dla świerszczy
Ta pieśń jest dla twoich dzieci
Dla wszystkich, którzy mnie nie chcą

"Chcę opowiedzieć o sobie"
Najmłodszy śmiałek rzekł
"Chcę opowiedzieć o sobie
Bo czuję, że już w złoto zmieniam się"

The Stranger Song - Leonard Cohen


Leonard Cohen
The Stranger Song
Piosenka obcego

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Wszyscy mężczyźni znani ci to byli gracze,
którzy gry wyrzekli się,
gdy dałaś im schronienie.
Ja mężczyzn takich dobrze znam i wiem,
jak ciężko przy nich trwać.
Sięgając nieba idą na stracenie.

Dżokery zmieciesz po nim i stwierdzisz,
że nie zostawił ci niczego,
nawet śmiechu czy piosenki.
Jak każdy szuler szukał kart tak mocnych,
by nie mówić pas.
On był jak Józef w drodze do stajenki.

Przy oknie stojąc powie ci,
że wszystkich go pozbawiasz sił
miłością swą, schronieniem oraz troską.
Wyjmując stary rozkład jazdy mruknie:
mówiłem ci nie raz - mówiłem od początku, jestem obcy.

Lecz oto inny obcy chce,
byś traktowała jego sen,
tak jakby to nie było jego brzemię.
Widziałaś już go kiedyś raz,
on złote ręce miał do kart,
nim rdza od łokci przeżarła je po dłonie.
I chciałby grę zamienić na schronienie.
On chciałby grę zamienić na schronienie.

Zmęczonych mężczyzn dosyć masz i gestów rąk,
co mówią, że na zawsze skończą
z Świętą Grą w Pokera.
I gdy on drzemie mówiąc tak,
nad jego głową widzisz znak:
dym gęsty w kształcie drogi tam się zbiera.

Zapraszasz go, by wszedł i siadł,
lecz czujesz, że coś jest nie tak:
otwarte drzwi nie dają już schronienia.
Wychodzisz więc na drogę tę i coś ci mówi,
nie bój się, ty jesteś obca, właśnie ty, kochanie.

Czekałem i wierzyłem wciąż,
że spotkałem ciebie właśnie tu,
na tym peronie, nim odejdzie pociąg.
Chyba już nadszedł czas, by wsiąść,
lecz uwierz mi, to nie był plan,
to wszystko jakoś samo głupio wyszło.
On mówi, lecz ty nie wiesz wciąż, co ma na myśli.
Gdy mówi tak, przestajesz dbać, co ma na myśli.

Spotkajmy znów jutro się,
na brzegu rzeki, jeśli chcesz,
pod mostem co przez rzekę jest wznoszony.
Mówi na peronie to i znika w cieple wagonu sypialnego.
Wagon schronienie daje mu,
a ty rozumiesz wreszcie,
że on tak naprawdę nigdy nie był obcy.
I mówisz: "Dobrze, jeśli chcesz,
pod mostem albo w jakimś innym miejscu".

Stories of the Street - Leonard Cohen

Maciek mieszkał w odległej, północnej części miasta na parterze w dwóch pokojach z kuchnią. Wiódł wtedy żywot samotnika, jego jedyne towarzystwo stanowiły ukochane książki i bokseropodobny pies imieniem Haszek. Imię Haszek nie było żadną reperkusją literackich zainteresowań Maćka. Kundel początkowo wabił się Haszysz, ale że podczas spacerów ludzie podejrzliwie oglądali się za Maćkiem wołającym rozpaczliwie: Haszysz! Haszysz! - Maciek zdecydował się w końcu na nie wzbudzające sensacji zdrobnienie. (Maciej Zembaty "Mój Cohen").


Leonard Cohen - Stories of the Street
Uliczne opowieści

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty


Uliczne opowieści znam
Hiszpańskich głosów śmiech
Cadillaki pełzną przez
Noc i trującą mgłę
Przy oknie moim ciągle tkwię
Ten hotel wybrałem sam
Mam w jednej ręce samobójstwo
A w drugiej różę mam

Wszystko przepadło, wiecie już
Że wojna będzie wnet
Największe miasta pękły w pół
Rozjemcy znikli gdzieś
O piękna, długonoga pani
O nieznajomy kierowco
Zamknięto was w cierpieniu
Na pieczęć przyjemności

Dokąd biegną te autostrady
Skoro jesteśmy już wolni?
Dlaczego maszerują armie
Które wróciły z wojny?
Ale pozwólcie, że spytam znów
Was z prochu narodzonych
-Czy werbowników głośny wrzask
Jest głosem w naszej sprawie?

Epoka żądzy rodzi już
Rodzice proszą zaś
By niania bajki plotła im
Po obu stronach szkła
Niemowlę jak latawiec
Na sznurku się szamoce
Projektów pełne jedno oko
A drugie pełne nocy

Chodź ze mną, moja mała
Poszukać tej zagrody
Będziemy siali trawę tam
I doglądali trzody
A gdybym w nocy zbudził się
I spytał cię, kim jestem
Zaprowadź mnie do rzeźni
Zaczekam tam z jagnięciem

W mej jednej ręce mam dziewczynę
A w drugiej Gwiazdę Dawida
I chwieję się nad studnią życzeń
Co światem się nazywa
Myśmy tak mali pośród gwiazd
Tak wielcy wobec nieba
Zgubiony w tłumie wielkich miast
Twój wzrok próbuję schwytać

Humbled In Love - Leonard Cohen

Po wypiciu herbaty zaczęliśmy zastanawiać się nad sposobem ułożenia sobie życia we troje. Największym problemem było niewątpliwie spanie. Zimna kuchnia o betonowej posadzce nie wchodziła w rachubę, nie mogliśmy także rozlokować się w przechodnim pokoju, bo była w nim biblioteka, a nasz gospodarz miał wieloletni zwyczaj pracowania wyłącznie nocą i nie mógł zrezygnować ze swobodnego dostępu do książek. Poza tym książki były, przynajmniej wtedy, czymś, do czego Maciek był przywiązany najbardziej na świecie i mam wrażenie, że po prostu obawiałby się zostawić nas samych ze swym księgozbiorem. Czym były dla Maćka książki, mieliśmy przekonać się już niebawem. Wystarczyło wyjąć z półki jakąś pozycję i nie odłożyć jej potem na miejsce, a już Maciek wpadał w szał i groził wymówieniem mieszkania. W tej sytuacji pozostawała tylko sypialnia, niewielki pokoik prawie w całości zajmowany przez dwa leżące bezpośrednio na podłodze materace. Zajęliśmy więc jeden z nich, ten od ściany, żeby było przyzwoiciej i zgasiliśmy światło. (Maciej Zembaty "Mój Cohen").

Leonard Cohen - Humbled In Love
Upokorzona miłością

Maciej Zembaty

Czy pamiętasz nasze obietnice
Z tamtej nocy pełnej ognia i gwiazd?
Są zniszczone, wyblakłe, podarte
Jak ćmy w żółtym, stęchłym świetle dnia

Nie odnowi ich nawet pokuta
Ani prawdy transfuzja do żył
Nawet zemsta się na nic nie przyda
Poskręcane i zmiażdżone są na pył

Mówisz, że miłość poniża cię, ścina z nóg
Że przez nią klęczysz w błocie
Obok mnie
Skąd ta gorycz, powiedz mi
Ja klęczę pogrążony
Tak jak ty

Obietnice zabrały dzieci
I przeniosły je z przeszłości hen
Poza wszelkie groby i opłotki
Tam gdzie miłość w końcu zawsze kryje się

Tan gdzie opis nie jest już możliwy
Tam gdzie za moment, za dwa
Żaden grzesznik nie będzie się kalać
Żadna z ofiar kuśtykać pod sąd

Mówisz, że miłość...

Miła, weź przykład z dziewicy
Co ochoczo do kochanka swego lgnie
Zobacz, niczym gwiazda spadająca
Zimna zbroja obcego znika gdzieś

Nie zamieniaj pożądania na tę wizję
Przecież jedno i drugie może trwać
Nie ujrzysz nigdy mężczyzny tak nagiego
Ja nie zbliżę do kobiety się aż tak

Mówisz, że miłość...

Is This What You Wanted - Leonard Cohen

Mieszkaliśmy u Maćka i przez dwa miesiące słuchaliśmy Cohena. W przerwach Maciek opowiadał nam o Cohenie i czytał nam jego wiersze w oryginale i po polsku w swoim własnym tłumaczeniu. Nie mogłem zrozumieć, jak to się stało, że nigdy dotąd nie otarłem się o Cohena, że nie znałem jego nazwiska, żadnego wiersza, żadnej płyty. Ale Maciek mi to wyjaśnił. Widzisz, to jest tak. Są u nas ludzie, którzy go znają i to na pamięć, ale zazdrośnie strzegą swojej tajemnicy. Słuchają Cohena w samotności, w gronie najbliższych przyjaciół i chyba mają rację. Gdybyście nie zwalili się mi mi do łóżka, nigdy nie posłuchalibyście tej taśmy. To jest mój Cohen. Ale przecież go tłumaczysz. Tylko dla siebie... (Maciej Zembaty „Mój Cohen”).


Leonard Cohen - Is This What You Wanted
Czy to jest to, czego chciałaś

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Ty byłaś obietnicą o świcie
Ja następnym rankiem
Ty byłaś Jezusem Chrystusem
Ja nędznym lichwiarzem
Ty byłaś zmysłową kobietą
A ja Zygmuntem Freudem
Ty byłaś manualnym orgazmem
A ja niewinnym chłopcem

Czy to jest to, czego chciałaś
Ten dom, który jest nawiedzany
Przez widma - ciebie i mnie?...

Ty byłaś Marlonem Brando
A ja Steve McQuinnem
Ty byłaś szarą maścią
A ja wazeliną
Ty byłaś Ojcem Współczesnej Medycyny
A ja porannym klinem
Ty byłaś kurwą, Bestią Babilonu
A ja Rin Tin Tinem

Czy to jest to, czego chciałaś...

Jesteś stara i siwa
A ja ciągle chłopcem
Wciąż pożądasz wielu
A ja sypiam z jedną
Zwyciężyłaś samotność
Mnie przychodzi to trudniej
Mówisz, że mnie nie kochasz
Ja rozpinam twą suknię

Czy to jest to, czego chciałaś...

Diamonds In the Mine - Leonard Cohen

Po dwóch miesiącach wzięliśmy z Magdą ślub i wyprowadziliśmy się od Maćka. Zamieszkaliśmy u teściowej. Tym razem spaliśmy w kuchni na wersalce i byłoby cudownie gdyby nie brakowało nam Cohena. Próbowałem przegrać sobie taśmę od Maćka, ale jakość była tak fatalna, że odpuściłem. Szukałem płyt Cohena u ludzi, ale bez rezultatu. Także radio nie dysponowało żadnym jego nagraniem. Nie miałem zresztą na to szukanie zbyt dużo czasu, ponieważ właśnie zostałem wynajęty przez pewnego reżysera filmowego jako nadworny scenarzysta. (Maciej Zembaty "Mój Cohen").


Leonard Cohen - Diamonds In the Mine
Diamenty w kopalni

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Kobieta w błękitach
Okrutnej zemsty chce
Mężczyzna w bieli - to Ty
Przyjaciół ma wciąż mniej
Wszystkie rzeki wypełnia
Starych puszek rdza
A w twej Ziemi Obiecanej
Pożar trawi las

Nie ma już żadnego listu w skrzynce!
Nie ma już twych winnic pośród wzgórz!
Nie ma już cukierków w bombonierkach
Wszystkich twych!
I diamentów w kopalni nie ma już!

Więc powiadasz że twój miły
Odniósł wiele ciężkich ran
W związku z wyżej wymienionym
Dość poważny kłopot mam
Sam widziałem jak pożerał
Żywcem jedną z pań
Kiedy Pierwsi Chrześcijanie
Umierali w paszczy lwa

Nie ma już żadnego listu...

Ach nie jest zbyt wygodnie
W kotle czarownic tkwić
Dezynfekcja wrzącej smoły
Nie pomoże nic a nic
Rewolucji Wielka Chluba
Energiczny pewien gość
W zabijaniu własnych dzieci
Wytresował kobiet moc

Lover Lover Lover - Leonard Cohen



Leonard Cohen - Lover Lover Lover 

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Prosiłem ojca
- Ojcze daj mi nowe imię
Bo stare już splamiło się
Strachem i wstydem

Lover, lover, lover
Lover, lover, lover
Come back to me!

Odrzekł - na próbę
Na próbę tylko
W tym ciele cię zamknąłem
Możesz radość dać kobiecie
Lub zrobić z niego oręż

Lover...

Pozwól mi zacząć jeszcze raz
Błagałem -pozwól jeszcze raz
Spokojną duszę pragnę mieć
I znów na twardym gruncie stać

Lover...

Rzekł - Ja nie odwracałem się
Nigdzie nie odchodziłem
Sam zasłoniłeś moją twarz
Sam wzniosłeś tą świątynię

Lover...

Niech głos tej pieśni wzniesie się
Radością i swobodą
I niechaj będzie tarczą twą
Przeciwko wszystkim wrogom

Lover...

Bird on the Wire - Leonard Cohen

„Każdy koncert rozpoczynam od tej piosenki. Ona jakby przywraca mi poczucie obowiązku. Zaczęła się w Grecji, a skończyła w hollywoodzkim motelu w roku 1969 razem ze wszystkim. Potem w Oregonie zamieniałem niektóre linijki, ale nie wydaje mi się, żebym zdołał doprowadzić ją do doskonałości. Kris Kristofferson poinformował mnie, że część melodii ukradłem jakiemuś kompozytorowi z Nashville. Powiedział też, że umieści pierwsze linijki na swoim nagrobku. Byłoby mi przykro, gdyby tego nie zrobił” (L.C.).

Ptak na drucie jest dla mnie najbardziej polski spośród wszystkich utworów Cohena. Chodzi mi o zastosowaną w nim symbolikę wolności, a zwłaszcza dwa pierwsze symbole: ptaka siedzącego na drucie telegraficznym, względnie kolczastym i pijaka śpiewającego nocą. Co do pijaka to nawet niekoniecznie nocą. Jesienią 1982 roku zdarzyło mi się oglądać takiego wolnego człowieka w akcji w biały dzień w śródmieściu Krakowa. Był ohydny, odrażający i jednocześnie w jakiś dziwny sposób także i piękny. Patrzyłem na niego z podziwem i zastanawiałem się, jak długo ten wolny człowiek wolnym pozostanie, tym bardziej, że z prawej strony już ktoś nadchodził. On także ich widział, lecz był wolny. Był wolny także i od strachu i dlatego dalej śpiewał to, co śpiewał. A żebyś wiedział, co śpiewał… (Maciej Zembaty „Mój Cohen”).

Leonard Cohen - Bird on the Wire
Ptak na drucie

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty


Jak ptak na drucie
Jak pijak w nocnym chórze
Próbowałem na swój sposób
Być wolny
Jak robak na wędce
Jak rycerz w jakiejś starej księdze
Zachowałem dla ciebie
Wszystkie wstążki

Jeżeli bywałem niemiły
Mam nadzieje, że już wybaczyłaś
Jeżeli nawet kłamałem
Wiesz, że ciebie oszukać nie chciałem
Jak martwy noworodek
Jak bestia ostrym rogiem
Rozdzierałem każdego
Kto się zbliżał

Lecz przysięgam na tą pieśń
I na wszystko co robiłem źle
Że dla Ciebie te grzechy naprawię

Zobaczyłem żebraka
Wspartego na drewnianej kuli
Rzekł do mnie - Nie wolno ci żądać za wiele
A piękna dziewczyna w drzwiach ciemnych stojąca
Zawołała - Dlaczego nie prosisz o więcej

Story of Isaac - Leonard Cohen

Opowiadanie Izaaka jest tekstem dla Cohena niezwykle charakterystycznym. Mimo swoich, tak typowych dla człowieka naszej epoki, zainteresowań filozofią i kulturą Wschodu pozostaje on wierny judejsko-chrześcijańskiej tradycji kulturowej, z której wyrósł. Wie, że powinna ona być dla nas zawsze żywym źródłem inspiracji i przemyśleń. I dlatego bez względu, czy jesteś chrześcijaninem, marksistą czy buddystą, radzę czytać od czasu do czasu Pismo Święte. Powiesz, że historia ofiary Izaaka jest ci doskonale znana i nieraz się nad nią zastanawiałeś. Ja też. Ale i ty i ja przywykliśmy w naszych przemyśleniach utożsamiać się z postacią nieszczęśliwego ojca, który musiał poświęci okrutnemu Jahwe własne dziecko. Dopiero Cohen uświadomił nam, że należałoby się zastanowić, jak czuło się to dziecko, w momencie gdy zawisła nad jego głową uzbrojona w siekierę ręka własnego ojca. Maciej Zembaty „Mój Cohen” 1988


Leonard Cohen - Story of Isaac - Opowiadanie Izaka

Maciej Karpiński

Drzwi się otwarły z wolna,
mój ojciec stanął w drzwiach;
miałem wtedy dziewięć lat.
Stał nade mną, był wysoki,
lśniły niebieskie oczy;
zimno zabrzmiał jego głos.
Gdy powiedział - "Miałem wizję,
Jestem silny jestem święty,
muszę spełnić, co rzekł Pan".
Wyruszyliśmy więc w góry;
ojciec kroczył, a ja biegłem
Złoty topór ojciec niósł.

Drzewa zmalały w oczach,
staw zmienił się w zwierciadło;
ojciec wypił wina łyk
I odrzucił pustą butlę.
Gdy rozprysła się w kawałki,
mocno ujął moją dłoń.
Zobaczyłem orła,
a może to sęp kołował;
Nie wiem tego po dziś dzień
Ojciec zaczął wznosić ołtarz,
raz obejrzał się przez ramię,
nie pilnował prawie mnie.

Wy, co wznosicie ołtarze dziś,
żeby poświęcić dzieci swe,
nie czyńcie więcej tak!
Bo schemat nie jest wizją
i nikogo z was nie kusił
żaden szatan żaden Bóg.
Wy, co stoicie nad nim dziś
i wznosicie tępe ostrza,
was nie było wtedy tam,
gdy leżałem sam na górze
i zadrżała ręka ojca
porażona pięknem Słów.

Więc gdy mnie zowiesz bratem swym,
wybacz, jeśli zapytam cię,
jaki masz braterstwa wzór?
Gdy wszystko się rozpada w pył,
pod przymusem zabiję cię,
lecz pomogę, gdy będę mógł.
Gdy wszystko się rozpada w pył,
pod przymusem pomogę ci
lecz zabiję, gdy będę mógł.
Żałując naszych uniformów
ludzi pokoju, ludzi wojny -
paw rozpostarł ogon swój!

Who By Fire - Leonard Cohen

<

Leonard Cohen - Who By Fire - Kto w płomieniach?

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty


Kto w płomieniach?
Kto w odmętach?
Kto w blasku słońca?
Kto w ciemnościach?
Kto w ciężkiej próbie?
Kto ot tak sobie?
Kto w pięknym, pięknym maju?
Kto w powolnym konaniu?
I jak nazwać tego kto wzywa?

Kto w kościelnej ławie?
Kto z nieumiarkowania?
Kto z miłości?
Kto z wściekłości?
Kto pod lawiną?
Kto pod pyłem?
Kto z przepicia?
Kto z pragnienia?
I jak nazwać tego kto wzywa?

Kto pogodzony?
Kto zaskoczony?
Kto w pustelni?
Kto przed zwierciadłem?
Kto z rozkazu swej pani?
Kto z własnej ręki?
Kto w śmiertelnym strachu?
Kto w blasku potęgi?
I jak nazwać tego kto wzywa?...

👉TUTAJ w przekładzie Romana Kołakowskiego

Seems So Long Ago, Nancy - Leonard Cohen

Ta ballada jest epitafium dla rzeczywistej osoby. W roku 1961 młoda, początkująca montrealska prostytutka imieniem Nancy popełniła samobójstwo strzelając sobie w głowę z rewolweru kaliber 45. Taką początkującą prostytutkę w Kanadzie nazywają zwykłe Tajemnicą - Mystery. To gwarowe określenie przysporzyło nam z Maćkiem wielu kłopotów, kiedy tłumaczyliśmy piosenkę. Nie mogliśmy ugryźć zwrotu „Dom Tajemnicy" i jego podwójnego znaczenia. Mogliśmy wprawdzie odwołać się do starego zapomnianego określenia „Sekretny domek" oznaczającego dom publiczny, ale miało ono w sobie jakiś wyjątkowo obrzydliwy kabaretowy posmaczek. Woleliśmy więc w końcu zrezygnować niż wprowadzać do tej ballady taki całkowicie obcy element. (Maciej Zembaty "Mój Cohen").


Leonard Cohen - Seems So Long Ago, Nancy
Wydaje się tak dawno, Nancy

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty


Wydaje się tak dawno
Nancy była sama
Oglądała ostatni program
Przez półszlachetny kamień
W Domu Uczciwości
Jej ojciec był sądzony
W Domu Tajemnicy
Nie było już nikogo

Wydaje się tak dawno
Nikt z nas nie był twardy
Nancy w zielonych pończochach
Spać chodziła z każdym
I chociaż była sama
Nie mówiła, że cierpi
Myślę, że nas kochała
W sześćdziesiątym pierwszym

Wydaje się tak dawno
Nancy była sama
Czterdziestkapiątka przy skroni
Słuchawka odłożona
Mówili, że jest piękna
Że wolność też się liczy
Lecz nikt z nią nie poszedł
Do Domu Tajemnicy

Dziś dostrzegasz ją wszędzie
Gdy wokół siebie patrzysz
Tyle ciał podobnych
Takich samych włosów
A w zagłębieniu nocy
Zdrętwiały i zziębnięty
Słyszysz, jak mówi po prostu
To fajnie, że przyszedłeś

The Partisan - Leonard Cohen


Leonard Cohen - The Partisan - Partyzant

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty


Gdy przełamał wróg granicę
I zażądał, bym się poddał
Powiedziałem - Nie!
Wziąłem broń i zniknąłem

Moje imię zmieniam często
Żona z dziećmi gdzieś przepadła
Lecz przyjaciół mam
I kilku z nich jest ze mną

Stary człowiek nas ocalił
Na swym dachu dał schronienie
Potem nadszedł wróg
I starzec zmarł bez jęku

Trzech nas było dzisiaj rano
A wieczorem sam zostałem
Jednak muszę trwać
Granice są więzieniem

Wicher wieje, wicher wieje
Nad grobami wicher wieje
Wolność musi przyjść
A my wyjdziemy z cienia

You Know Who I Am - Leonard Cohen

Maciek Karpiński napisał kiedyś, że bohaterem wierszy i ballad Cohena jest "stranger" - "obcy" - ktoś, kto nigdzie nie może znaleźć sobie miejsca, ale idzie naprzód i szuka. Trudno się z tym nie zgodzić, chciałbym jednak, gdyby to było możliwe, zadać w tym miejscu Maćkowi dodatkowe pytanie, dlaczego? Co jest przyczyną obcości bohatera i czego szuka tak uparcie? Powiesz, że lepiej byłoby o to zapytać samego Cohena, myślę wszelako, że wzruszyłby wtedy ramionami i mruknął: - Jak tak można? Tłumaczą, a nic nie rozumieją. Dlatego wolę nie pytać o to Cohena tylko Maćka [...] A tak naprawdę myślę, że ów obcy szuka odpowiedzi na pytanie: Kim jestem? Chyba zgodzisz się, że nie ma na tym świecie ważniejszego pytania.
Maciej Zembaty "Mój Cohen".


Leonard Cohen - You Know Who I Am
Kim jestem, ty wiesz

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Daremnie wszędzie ścigam cię
Daremnie za mną gnasz
Jak wieczny dystans kładziesz mnie
Pomiędzy wszystko, co może się stać

Kim jestem, ty wiesz
Ty znasz słońca blask
Ja zmieniam się wciąż
Dzisiaj nikt, jutro ktoś
Raz po raz

Czasami chcę cię nagiej
Czasami dzikiej znów
Noszącej w sobie dzieci me
i mordującej płód

Kim jestem...

Porzucę wszelki opór
Gdy natrafisz na mój ślad
Nauczę cię, jak można
Naprawić ludzki wrak

Kim jestem...

Daremnie wszędzie ścigam cię...