Jeżeli jeszcze kiedyś pojedziesz tam ze mną
To mogę już dzisiaj obiecać ci jedno
Ten pokój pobielony z widokiem na sady
Wino z dzikiej róży u dziadków gospodarzy
Wino z dzikiej róży dziadek wyjmie z szafy
Na stole z jesionu przed nami postawi
Wino z dzikiej róży, w grube szkła rozlane
Zaplecie nam dłonie, gdy zmierzch w oknie stanie
W piekarni zjemy ciepłe, chrupiące bułeczki
W wiklinach nad rzeką zarzucimy wędki
A jeśli się zachmurzy i z nieba deszcz lunie
Wezmę cię na ręce, przeniosę przez kałuże
Dziewczyno – która mnie mijasz
Dziewczyno – czyjaś, niczyja
Oślepiła mnie twoja uroda
A szkoda, a szkoda
Nie oślepiaj! – Przymruż oczy na chwilę
Nie oślepiaj! – Bo drogę pomylę
Nie oślepiaj! – Bo mi wszystko przesłaniasz
Nie oślepiaj! – Włącz światła mijania
Nie oślepiaj! – Promienna, urocza
Nie po oczach, kochanie, nie po oczach
Dziewczyno! – Ulicą płynąca
Dziewczyno! – Jaśniejsza od słońca
Zapamiętać cię pewnie nie zdołam
Więc wołam, więc wołam
Białe kartki, białe listy, śnieg
Białe sanie, koń srebrzysty, bieg
U ołtarzy białe panny
I dźwięk dzwonów nieustanny
Za oknami pada, pada śnieg
Biały dziad i biała baba, wiek
Już tak którąś zimę gadać chce
Kot się wspina po firankach
Stygnie mleko w filiżankach
Za oknami pada, pada śnieg
Brniemy w śniegu po kolana, ech
Pan tak do mnie, ja do pana - niech
By nie zabrnąć za daleko
Bo odpłynie ciepłą rzeką
Niech już lepiej pada, pada śnieg
Nie odjeżdżaj do cieplejszych miejsc
Tam marzenia mają inny sens
Weź dzieciaka na kolana
Widzisz, żona taka ładna
Za oknami pada, pada śnieg
Białe kartki, białe listy, śnieg
Białe sanie, koń srebrzysty, bieg
U ołtarzy białe panny
I dźwięk dzwonów nieustanny
Za oknami pada, pada śnieg
W największy deszcz, w największy wiatr
W pochmurny dzień, w najgorszy czas
Gdy mijasz mnie od tylu lat
Schowany w tłum, we wrzawie miast
Wierzę w ciebie…
Wierzę w ciebie późną jesienią
I wierzę w pierwszy dzień lata
Na wyspach mi nieznanych
We wszystkich miastach świata
Wierzę, gdy na północy
Po wiecznym idziesz śniegu
Wierzę w ciebie tylko
Na Ziemi tej człowieku…
W największy mróz, w największy wiatr
W największy śnieg, w najgorszy czas
Gdy w życiu chcę nie widzieć nic
Jak jedna z wysp w oddali żyć
Wierzę w ciebie…
Wierzę w ciebie późną jesienią
I wierzę w pierwszy dzień lata
Na wyspach mi nieznanych
We wszystkich miastach świata
Gdy mnie będziesz miała dosyć,
to wystarczy mnie wyprosić,
raz pokazać drzwi,
pokazać drzwi.
Ale - jeśli Bóg pozwoli - nie zabijaj mnie powoli,
nie zabijaj mnie powoli tak,
powoli tak.
Muskularni są rodacy,
miły jest kolega z pracy,
przyjdzie na twój znak,
na twój znak.
Tylko - jeśli los pozwoli -
nie zabijaj mnie powoli,
nie zabijaj mnie powoli tak.
Są kobiety wampiryczne,
którym pachnie świat,
i są światy bardziej śliczne
niż na przykład ja.
Idź, lecz - jeśli Bóg pozwoli -
nie zabijaj mnie powoli,
nie zabijaj mnie powoli tak,
powoli tak.
Skoro wiesz, że nie ma piekła,
dobrze będzie, byś uciekła
z byle kim, byle jak.
Tylko - jeśli Bóg pozwoli -
nie zabijaj mnie powoli,
nie zabijaj mnie powoli tak.
Byłem tobie mężem, bratem,
teraz pora być mi katem,
nie wiem, czy to źle,
czy to źle.
Ale - jeśli Bóg pozwoli -
nie zabiję cię powoli,
nie zabiję cię powoli, nie,
nie zabiję cię, nie.
Nie zabiję cię, nie zabiję, nie...
Jakbym mógł ci podarować stado letnich gwiazd
Jakbym mógł ci wytłumaczyć, skąd się bierze wiatr
Jakbym mógł ci opowiedzieć wszystkie dobre sny
Gdyby, gdyby, gdyby nie śpiewał nikt
Jakbym mógł cię poprowadzić przez ocean traw
Tak niebieskich jak sukienka, co od święta masz
Jakbyśmy zwijali w kłębek purpurową nić
Gdyby, gdyby, gdyby nie śpiewał nikt
Wiatr przestałby wiać
Twoje serce bić
Ptak by w locie zgasł
Gdyby nie śpiewał nikt
Jakbym mógł ci podarować światło w ciemną noc
Ogień z ogni najwierniejszy, co oswaja mrok
Jak bym mógł ci narysować drogę, dom i drzwi
Gdyby, gdyby, gdyby nie śpiewał nikt
Za dużo w naszym lesie drzew
Szukamy się, słuchamy ech
Za ciemny między nami las
Za dużo zabrał wiatr i czas
A przecież jakbyś była tu
Realna jesteś, nie ze snu
Coś mówisz, a ja słyszę wiatr
Daleki głos, maleje świat
Bez ciebie świata mniej
I mniej chmur i gór
Za urwiste drogi
Które się nie kończą
Giną w mgle
Bez ciebie świata mniej
I mniej zórz i mórz
Za głębokie są, za głębokie
Za dalekie są
Ile rozstań nie na zawsze
I powrotów znów
Zagubionych spotkań
Zapomnianych słów
Telefonów, listów
Zatrzymanych godzin, pustych dni
Ale przecież nie na zawsze
Ile między nami ulic
Brzegów, ile rzek
Ile tego, co oddala
I się gubi gdzieś
Nie mija coś, co się zdarzyło
Jakiś mały znak, nadzieja
To także jest miłość
Może szukam ciebie
Może gonię tylko wiatr
Lecz bez ciebie treści nie ma
Dzień i świat
Ciągle wracasz i odchodzisz
Gubię ślad
Nic nie składa się w całość
Gdy mi ciebie brak
Za dużo w naszym lesie drzew
Szukania i słuchania ech
Błądzenia i szukania gdzieś
Czegoś, co nie ma, a co jest
Cokolwiek, co zdarzyło się
Jeżeli było - więc to jest
To nic, że ślady zatarł wiatr
Wystarczy jeden mały znak
Bez ciebie świata mniej
I mniej chmur i gór
Za urwiste drogi
Które się nie kończą
Giną w mgle
Bez ciebie świata mniej
I mniej zórz i mórz
Za głębokie, za dalekie
Bez ciebie świata mniej
I mniej i róż i burz
Świat ciemnieje
Dni bez celu
Pogmatwane zawsze są
Bez ciebie świata mniej
I mniej, i więcej wysp
Ja odnajdę cię na pewno…
Biało na Giewoncie, na Kasprowym biało
Ej, góry i doliny śniegiem zasypało
Dzwonią dzwonki sanek, skrzypi śnieg pod butem
Ej, będą tego roku święta bardzo sute
Przyjdą po kolędzie z szopką do chałupy
Ej, będą wyśpiewywać kolędy pastuchy
Zrodził się tej nocy Pan nieba i ziemi
Ej, góry wyśpiewują, a my razem z nimi
Biało na Giewoncie, na Kasprowym biało
Ej, góry i doliny śniegiem zasypało
Na hali, na hali podmuchują wiatry
Hej, w Boże Narodzenie kłaniają się Tatry
Na hali, na hali podmuchują wiatry
Hej, w Boże Narodzenie kłaniają się Tatry
Ciągną, ciągną sanie, góralskie koniki,
Hej, jadą w saniach panny, przy nich janosiki...
Coraz który krzyknie nie wiadomo na co,
Hej, echo odpowiada, bo mu za to płacą....
Spod kopyt lecą skry, hej lecą skry,
Zmarznięta ziemia drży, hej ziemia drży,
Dziewczyna tuli się, hej tuli się, Z kopyta kulig rwie, hej kulig rwie.
Patrz gwiazdy świecą w domach, nisko na dnie,
Z kopyta kulig rwie...
Hej!!!...
Pędzi, pędzi kulig niczym błyskawica,
Hej, porwali te panny prosto od Kmicica...
Zbójnik od Kmicica, zbójnik szarooki,
Hej, z wierzchu baranica, a pod spodem smoking...