Zdzisława Sośnicka
Cygańska letnia noc Jerzy Ficowski
Kiedy ptak przez sen zawoła
Gdy milkną drzewa
Kto tam w lesie zbiera zioła Kto w nim tak śpiewa
Kto wschodzący niańczy księżyc
W chmurnych pieleszach
I kto koniom na uprzęży
Zawiesza gwiazdy swe
Cygańska noc
Roztańczona i bosa
Cygańska noc
Z leśnym wiatrem we włosach
Cygańska noc
Co kolczyki z prawdziwych iskier ma
Gdy nad płonącym ogniskiem
Zatańczy z nami może
Nawet księżyc sam
Spotkajmy się tam
Gdzie śpiewać będzie nam
Cygańska letnia noc
Zanim noc się w dzień odmieni
W drogi dalekie, pomknie tam
Karych cieni za siódmą rzekę
Może znajdziesz mnie w oddali
Lecz jeśli byśmy
Już się więcej nie spotkali
To niech ci przyśni się
Na Różyckiego, na Różyckiego
Skolko ugodno i tylko tu
Tu pucu ni ma, tu wszystko prima
Słowo kupieckie, skarz mnie Bóg
Ogóry jak szczury
Karliki jak byki
Jabłuszka-cacuszka
Najpierwsza klasa
Okonie jak konie
I szproty jak koty
I śledzie niedźwiedzie
Pod basa jak w sam raz
Tu manna jak panna
Czyściutka, świeżutka
Jak leci, dla dzieci
Nawet małych
Tu jaja jak strusie
Przebierać nie musiem
Bo kury ich z góry
Poprzebierały
Na Różyckiego, na Różyckiego
Tu się obsprawi nawet lord
Tu masz pepegi i maść na piegi
Wszystko legalne, prima sort
Koszula na króla
I gatki bez łatki
Paltocik od cioci
Aż z Ameryki
Dla sfery lakiery
Na śluby, pogrzeby
Na pierwsze potrzeby
Ze sznytem jak na bal
Tu rutka świeżutka
Na modny, wygodny
Do zdjęcia przez zięcia
Cud-wianuszek
Tu nieba jak trzeba
Dla hrabi z Dwa Pragi
Przechylę za byle
Pół kila gruszek
Panie szanowny, pan ma fart
W domu i w życiu, i do kart
Zrób pan początek, póki czas
Bo za sto lat nie będzie nas...
Na Różyckiego, na Różyckiego
Kiedy ciemnieje słońca blask
Kto chce, niech wierzy, bradiaga-księżyc
Taska na stragan worek gwiazd
Nie stójcie, kupujcie
Srebrzyste i czyste
Gwiazdeczki-laleczki
Zupełnie nowe
Są duże jak róże
I małe, i białe
A także, a jakże
Złowione z Wisły fal
Na pęczki, tuziny
Dla każdej dziewczyny
Dzwoniące, błyszczące
Gwiazdka w gwiazdkę
Prawdziwe, jak żywe
I zawsze szczęśliwe
I zawsze szczęśliwe
Bo to warszawskie
Jarema Stępowski
Gdzie ta harmoszka
Roman Sadowski 👉👉👉
To były czasy, pamiętam Rudy
Codziennie dzwonił w sztakany gwiazd
Nalewał Wisły do musztardówek
I razem z nami uderzał w gaz
To były czasy, a wtedy Antoś
Co Pelcowiznę jak swoją znał
Na brzegu nocy z kumplami siadał
I na harmoszce symfonię grał....
Wszystkie pary tańczą
Panie wybierają panów
Panów wybiera policja
Gdzie ta harmoszka, gdzie ta harmoszka
W której był cały warszawski świat?
Gdzie ta harmoszka, w której melodie
Gwizdał na palcach znad Wisły wiatr?
To były czasy, aż kiedyś szkopom
Spodobał bardzo się Wisły brzeg
Zaczęli włazić nam na Pelcówkę
Co było dalej, to każdy wie
A wtedy Antoś wziął swą harmoszkę
Nadwyrężoną i pełną dziur
I brzegiem nocy z kumplami poszedł
W podszyty wiatrem i hukiem bór
To były czasy aż kiedy musiał
Szarpany w ząbek na haimat wiać
Zaczęła wracać z karabelami
Powyszczerbiana Pelcówki brać
Wrócili kumple na Pelcowiznę
I tylko tamtej harmoszki brak
Harmoszki, w której gdzieś tam wśród lasów
Do dzisiaj może coś jeszcze gra...
Jarema Stępowski
Na wiślanym brzegu
Henryk Kotarski
Dzisiaj czasy są więcej nerwowe
Każdy musi mieć jakąś chorobę
To ból zębów go męczy, to zgaga
Bierze proszki i guzik pomaga
No a u mnie leczenie jest krótkie
Idę sobie nad Wisłę i w łódkę
Ludzie forsę wydają w aptekach
A nie wiedzą, nie wiedzą, że zdrowie ich czeka
Na wiślanym nurcie, na tym bystrym prądzie
Bo tam jest powietrze na głęboki wdech
Jak po dwóch godzinach z łódki się wysiądzie
To byś wtrajał i za trzech
Na wiślanym brzegu żyje się szeroko
Tu się czuję dobrze, a gdzie indziej źle
A kto mi nie wierzy no to kit mu w oko
Ja się pytam gdzie jest lepiej
Gdzie jest lepiej, gdzie jest lepiej?
Ja się pytam gdzie jest lepiej niż nad Wisłą
Gdzie tak dobrze jest jak tu?
Teraz każdy się robi turystą
Na letniaki chce z miasta wyprysnąć
Ja rozumiem, że taka dziś moda
Ale pytam gdzie tutaj jest głowa
Bo na przykład pędzlują faceci
Z bambetlami nad morze pod Szczecin
Chcą zobaczyć te morskie bałwany
A nie wiedzą, nie wiedzą, że przecież jak rany
Tu na Saskiej Kępie koło mostu blisko
To masz taką plażę no a na niej piach
Zdejmie się kamasze i w ogóle wszystko
I w te wachę nurka bach
Jarema Stępowski
Cyrk na Ordynackiej
Henryk Kotarski
Ja przed wojną - jasna sprawa
Byłem małoletni pętak
Ale choć to czasu kawał
To niejedną rzecz pamiętam
Na ten przykład, jak się chciało
Mieć rozrywkę i kulturę
To w niedziele brał mnie tato
No i szliśmy Tamką w górę
Bo na Ordynackiej, u Staniewskich Braci
Był cyrk, że szkoda słowa
Chciał się człowiek bawić, no to musiał płacić
Ale nie żałował
Cyrk Staniewskich różne takie miał zagrania
Że nie było na nie siły
To zwierzaki dzikie straszyły publikę
To się małpy zagraniczne biły
Albo takie Duo Nowak - to był numer, że o rany
On na koniu galopował i w nią rzucał sztyletamy
Potem strzelał do niej z Colta - bez patrzenia, no a ona
Wyciągała zza dekolta leleputa - niech ja skonam
Bo na Ordynackiej, u Staniewskich Braci
Był cyrk, no, jak ta lala
Jak robili salto różne akrobaci
To drętwiała sala
Cyrk Staniewskich zawsze klawe miał numery
Czego tam się nie widziało
Dużą piłę wzięli i artystkę rżnęli
A ją nic w ogóle nie bolało
A jak walczył na arenie Garkowienko z Czarną Maską
To na takie przedstawienie zasuwało całe miasto
Ale Szteker kładł każdego, bo jak kogo wziął w nelsona
Mokra plama była z niego, każdy pękał, niech ja skonam
Bo na Ordynackiej, u Staniewskich Braci
Był cyrk na sto fajerek
Nie raz to ze śmiechu tak się człowiek spocił
Że miał bóle nerek
Cyrk Staniewskich draczne sztuki pokazywał
I w ogóle różne cuda
Każdy się przekonał, że - no niech ja skonam
W dechę była, w dechę była, buda
Każdy się przekonał, że - no niech ja skonam
Tam na Ordynackiej to był CYRK ❗❗❗
Jarema Stępowski
Szlifierz warszawski
Jerzy Ficowski 👉👉👉
Ja z ulicy na ulicę
Cały majdan z sobą taszczę
Dobrze znałem kamienicę
Karmelicka 18
Tam pod oknem panny Magdy
Ustawiałem swę fabrykę
I dzwoniłem dzyń-dzyń, jakbym
Podwórzowym był dzwonnikiem
No i co, no i co ❓
No i co ja wtedy robię ❓
No i puszczam maszynerię moją w ruch
Moim iskrom mogą gwiazdy pozazdrościć
Kręcę kółko i uwijam się za dwóch
No bo czego się nie robi dla miłości?
Bo ta panna Magda cała
Co miłości znała wiele
Swą urodą werbowała
Nie najgorszą klientelę
Raz przysłała mi magika
Któren lubiał ostre dania
I te noże, co je łykał
Dawał mnie do szlifowania
A ja co, a ja co ❓
No a co ja wtedy robię ❓ O ❗
A ja puszczam maszynerię moją w ruch...
Leciał Mundek z nożyczkami
Żeby wąsik przystrzyc nimi
No bo chciałby serce złamać
Pannie Magdzie z oficyny
Brałem kozik pana Zdzisia
Bo już ostrze w nim stępiało
A on wyciąć musiał dzisiaj
Serce fest przebite strzałą
No to co, no to co ❓
No to co ja wtedy robię, no ❓
No to puszczam maszynerię moją w ruch...
Nie ma już tej oficyny
Giną stare obyczaje
Moje serce z tej przyczyny
I bez noża mi się kraje
Choć się rzadko trafia stówa
Choć klientów nie ma prawie
Bierę majdan i zasuwam
Po kochanej mej Warszawie
Jarema Stępowski
Poznałem ją w barze "Madryt"
Leon Schiller 👉👉👉
Poznałem ją w barze "Madryt"
Piła wiśniówkę w bufecie
Wtrajała z kaszą cynadry
Płacili - osoby trzecie
Muzykant walca pitolił
Pod same serce, od ucha
Ten, co się rodził na Woli
Spokojnie tych dźwięków nie słucha
Pachniała czymś bardzo miłem
Może olejkiem różanem
Więc oko do niej zrobiłem
Rzekła – zatańczyć chcę z panem
Ja forsy miałem jak lodu
Szczęśliwie opylam złoto
Lecz mówię do niej: Nie, chodu
Pójdziem na Żytnie piechotą
Mam flachę niebieskiej główki
Morowa zrobi się stypa
Nie żałuj, bubku, wiśniówki
Bo to lipa
Sam nie wiem, jak się zrobiło
Że zamieszkała wraz ze mną
Że tyle szczęścia przybyło
Gdzie smutno było i ciemno
Kupuję na Bagnie graty
Ręczne obrusy, firanki
Wazon z kwiatami szczerbaty
Przed łóżkiem stał mej kochanki
Wtem mortus, plajta i krewa
Życie na giełdzie zamarło
Kto by się tego spodziewał
Brzuch pusty i suche gardło
I miłość też diabli wzięli
Gdy złoto prysnęło z worka
Aż pewnej pięknej niedzieli
Mówi mi sublokatorka
To lipa, proszęż ja pana
Bujasz, że spryt masz kupiecki
Każesz mi chodzić w łachmanach
Szykowne wprzód miałam kiecki
Powrócę znów do lokalu
Gdzie byłam za fordanserkę
Rozstańmy się więc bez żalu
Czas skończyć tę poniewierkę
Wezmę, tak będzie najprościej
Starszego z gotówką typa
Nie żałuj naszej miłości
Bo to lipa
I poszła, mówili o niej
Że z byle kiem się bradziaży
Że z szynku do szynku goni
A sypia, ot, gdzie się zdarzy
Aż raz ją w nocy spotkałem
Słaniała się pod latarnią
Bledziutka, usta zsiniałe
Spieczone długą męczarnią
Wtem z baru dobiega nuta
Walca, co złączył nas z sobą
Więc mówię - Rany koguta
Gdzie się wałęsasz, chorobo?
To lipa, moja dziewczyno
Twoje cierpienia i grzechy
Ze łzami wnet one spłyną
Gdy przyjdą inne pociechy
Gdy przylgną serca bezdomne
Do siebie - a niech ja skonam
Zaraz ci wszystko zapomnę
Jesteś czy nie, kurczę, żoną
Wróć do mnie, tak będzie najprościej
Morowa zrobi się stypa
Wiesz teraz, że prócz miłości
Wszystko lipa
Zwykły Jan Kowalski, postać z brzegu pierwsza
Prochu nie wymyślę, nie napiszę wiersza
Talentem nie byłem, nie trafiałem w sedno
Ale jeszcze w szkole potrafiłem jedno
Zrobić małpę, zrobić świnię, zrobić osła
Właśnie tak
Umiejętność ta latami we mnie rosła
I naprawdę potrafiłem tylko to jedynie
Robić małpę, robić osła, robić świnię
To bezbłędnie potrafiłem, więcej nic
Dziewczynę spotkałem w którejś życia wiośnie
Zapytałem, czy chce - i dziś mi troje rośnie
I jest nawet miło, i przyjemnie w sumie
I cieszą się dzieci, kiedy tatuś umie
Zrobić małpę, zrobić świnię, zrobić osła
Czemu nie
Znów powaga taty w oczach dzieci wzrosła
I są miłe, grzeczne, byle tylko im jedynie
Robić małpę, robić osła, robić świnię
W końcu dziecko wie dokładnie, czego chce
W pracy? E, tak sobie - pracuję dla chleba
Ale szef mnie ceni za to, że gdy trzeba
Każdą rzecz potrafię zamknąć w ładnym zdaniu
I gdy kogoś wskażą, umiem na zebraniu
Zrobić małpę, zrobić świnię, zrobić osła
Faktom wbrew
Umiejętność ta latami we mnie rosła
O co chodzi, nie wiem - przecież w końcu mam jedynie
Robić małpę, robić osła, robić świnię
I nie wnikać - od myślenia jest mój szef
Dostałem mieszkanie i metrów mam więcej
Gdy się rano golę, gdy mam brzytwę w ręce
Przyglądam się sobie w lustrzanym odbiciu
I myślę, co jeszcze mogę zrobić w życiu
Zrobić małpę? Zrobić osła? Zrobić świnię?
Coś w tym jest
Czy to ja naprawdę jestem temu winien
Która maska się najbardziej z moją twarzą zrosła
Może małpy? Może świni? Raczej osła
Czasem sam już człowiek nie wie, kim się stał
Kiedy patrzę dziś na chłopców i dziewczęta
Na dorodną rozśpiewaną naszą młodzież
Na debiuty pełne tremy i przejęcia
To czasami z łezką w oku myślę sobie
Ja mam to już za sobą
Czas zaklął we wspomnienia
Początek mojej drogi
Co końca jeszcze nie ma
Ja mam to już za sobą
Rozterki, niepewności
I lęk przed publicznością
Czy przyjmie, czy odtrąci
Publiczność mnie przyjęła
Więc bardzo serdecznie
Dziękuję jej dziś za to
Za wszystkie czułe słowa
Za wszystkie piękne kwiaty
Dziś niech nam śpiewa młodzież
Najszczerzej i najprościej
O troskach i radościach, o miłości
Niech się uśmiechnie do niej los
Niech idzie w świat słoneczną drogą
Ja mam to już za sobą
Czasem nie wiem sam, co zrobić mam ze sobą
O autograf śliczna prosi mnie dziewczyna
I przytuliłbym ją chętnie, mocno objął
Ale wtedy nagle sobie przypominam
Ja mam to już za sobą
Czas zaklął we wspomnienia
Lirycznych westchnień drogi
I serca uniesienia
Ja mam to już za sobą
Rozterki, niepokoje
Czy kocha mnie dziewczyna
Czy zawsze będzie moja
Ja mam to już za sobą
Lecz dobrze pamiętam:
Warszawa, księżyc, Wisła
Tam szczęście przeszło obok
Tu miłość nagle przyszła
Bywają takie chwile
Że czasem z tych wspomnień
Coś wraca z nową siłą
Coś, co było
Jakaś piosenka, stary film
Przypomnieć mogą naszą młodość
Ja mam to już za sobą
Bywają takie chwile
Że czasem z tych wspomnień
Coś wraca z nową siłą
Coś, co było
Jakaś piosenka, stary film...
Jak liści garść noc rozsypała twe kroki
W powodzi lamp błyszczy ulica i lśni
I tylko walc goni wieczorne obłoki
I każda noc dawne przynosi ci sny
To tylko walc miastem kołysze jak drzewem
To tylko walc dłonie rozwiane ci splótł
To tylko walc myśli poplątał wspomnieniem
To tylko walc na pięciolinii bez nut
Zgubiony walc, zgubiony walc
Niemodny nastrój wczorajszy
Zgubiony walc, zgubiony walc
Kto dziś go jeszcze zatańczy
Odjechał wiatr z walizką gwiazd
Nocnym tramwajem w nieznane
W neonów blask wplątał się walc
Zgubiony walc, zgubiony walc
Zgubiony walc, zapomniany
Zgubiony walc, zgubiony walc
Po co powtarzać to samo
Ty wszystko wiesz, wieczór i deszcz
Zgubiony walc, zgubiony walc
Zgubiony walc, zapomniany
Fot. Eduard Gordeev
Ach, muzyczko, muzyczko,
Pełna wdzięku i szyku,
Ogródkowa muzyczko,
Staroświecki walczyku!
Śmieszny gość ogródkowy
W meloniku kawowym
Zamknął oczy i płacze
Przy sąsiednim stoliku:
„To walczyk – (płacze) – to walczyk
Z lat dawnych – (płacze) – z najdalszych!
Tyle wiem, tyle znaczę, ile sobie popłaczę,
Gdy ten skoczny rozlega się walczyk.
Ach, gdybym – (płacze) – ach, gdybym
Był dawnym – (płacze) – szczęśliwym!
Ale już nie zobaczę tego, po czym dziś płaczę,
O, jak słodko kołysze ten walczyk.”
Ach, muzyczko, muzyczko,
Jakie dziwy się dzieją!
Na krzesełku przede mną
Martwe kukły się śmieją.
Nieruchomo się śmieją
Dwie woskowe dziewczynki,
Sztywne lalki z dzieciństwa
Mojej zmarłej kuzynki:
„To walczyk – ( milczą) – to walczyk,
Z lat dawnych – (milczą) – najdalszych.
Tę melodię najmilszą pamiętamy, bo – (milczą) –
W mieście Łodzi był modny ten walczyk.
W niedzielę – (milczą) – w tej Łodzi
Z wizytą – (milczą) – przychodził.
I dziś przyszedł ten mały, osłupiały, stężały,
Tak jak wtedy. I straszy go walczyk”.
Ach, muzyczko, muzyczko,
Sznycel rraz! Brzęk talerzy!
Z piennym piwem biegają
Roztańczeni kelnerzy.
Pan, co płakał, już wyszedł,
By utopić się w Wiśle,
Znikły lalki straszydła,
A ja gwiżdżę i myślę:
„Ten walczyk – (myślę) – ten walczyk
Z lat dawnych – (gwiżdżę) – z najdalszych,
Brzmi tak mile, tak czule, no i co? No, w ogóle…
Czego jeszcze chcieć? Walczyk jak walczyk.
Ach gdybym – (gwiżdżę) – ach, gdybym
Był dawnym – (milczę) – szczęśliwym…
Zresztą, biorąc rzecz ściśle,
Wszystko kończy się – (myślę) – …”
Stenia Kozłowska, Irena Santor
Żebyś mógł uwierzyć Roman Sadowski
Mam dla ciebie tutaj worek pełen gwiazd
Uzbierałam je na niebie, kiedy miałam czas
A jak będę miała jeszcze
To pozbieram wszystkie deszcze
To je chmurom pozabieram
Żebyś zawsze, żebyś teraz
Miał pogody w oczach blask
Żebyś miał słoneczne wszystkie dni
Żebyś miał różowy każdy świt
Żebyś mógł uwierzyć, że ja czekam
Że ja zawsze będę tam, gdzie ty
Mam ja także tu dla ciebie, popatrz sam
Drugi worek, worek marzeń, znaleziony w snach
A jak będę jeszcze mogła
To pozbieram na twych drogach
Wszystkie twoje złe jesienie
Wszystkie smutku żółte cienie
Gdy zawieje w sercu wiatr
Żeby nas nie wstrzymał nawet liść
Żeby nam pozwolił dalej iść
Żebyś mógł uwierzyć, że ja czuwam
By nam nigdy dróg nie splątał nikt
A tu, miły, jeszcze jeden worek mam
Trzeci worek, pełen szczęścia, w którym nie ma dna
Pocałunki tam wsypiemy
Ukryjemy, usypiemy
Żeby nikt nie wykradł z niego
Pocałunku ni jednego
Żeby nikt nie zabrał nam
Żebyś mógł scałować moje łzy
Żebyś mógł rozpędzić wszystkie mgły
Żebyś mógł uwierzyć, że ja jestem
Że ja wierzę, że gdzieś jesteś ty
Jerzy Połomski, Rena Rolska, Bohdan Łazuka
Jak to dziewczyna Andrzej Bianusz
To był ubogi młody muzyk
Pustą miał kieszeń, pełną duszę
Stare pianino w domu miał
I na tym instrumencie grał
Aż raz gdy zasiadł do pianina
Ze strun zrodziła się dziewczyna
Zrodziła się z piosenki nut
Z melodii, którą muzyk wiódł
Mówiła mu, że kocha go
Że nigdy nikt, że tylko on
La la la la - jak to dziewczyna
Że go tak bardzo było brak
Że nie do wiary, że aż tak
Mówiła mu - jak to dziewczyna
Tuliła się do jego rąk
I w oczy mu patrzyła wciąż
La la la la - jak to dziewczyna
Więc kochał do utraty tchu
Tak w głowie zawróciła mu
Jak to dziewczyna...
Niestety krótko trwa piosenka
Nutki się kruszą, słowo pęka
A kto się na miłości zna
Wie, że ta jeszcze krócej trwa
Ta miłość też nie była inna
Rzuciła grajka zła dziewczyna
Tak czasem szczęścia komuś brak
Nawet w piosence bywa tak
Rzuciła go i poszła w świat
Choć został cierń i w sercu ślad
La la la la - jak to dziewczyna
Mówiła, że już wielki czas
Żeby z tym wszystkim skończyć raz
Mówiła tak - jak to dziewczyna
Mówiła, że to dość już trwa
Że takich jak on wielu ma
La la la la - jak to dziewczyna
Mówiła, że ma go już dość
I porzuciła go na złość
Jak to dziewczyna...
Że się melodia kołem toczy
Piosenka na tym się nie kończy
I w życiu tak się zdarza, że
Jak refren coś powtarza się
Bo gdy się refren ten zanuci
Dziewczyna znów do grajka wróci
Wszystko zapomnieć każe mu
Za tych wytartych słów
Znów powie mu, że kocha go
Że nigdy nikt, że tylko on
La la la la - jak to dziewczyna
Że go tak bardzo było brak
Że nie do wiary, że aż tak
Tak powie mu - jak to dziewczyna
I będzie tulić się do rąk
I w oczy będzie patrzeć wciąż
La la la la - jak to dziewczyna
Pokocha do utraty tchu
I w głowie znów zawróci mu
Jak to dziewczyna....
Irena Santor Jak zasuszony w książce kwiat Kazimierz Krukowski (Lopek)
Melodie i słowa dawnych piosenek
Na wpół wyblakłe jak stary sztych
Ze snu się budzą, gdy wiatr wyważy
Drzwi od lamusa lub okna na strych
I walczyk babuni, i tanga refreny
I werble marszowe żołnierskich dni
Kluczem przelotnych ptaków przynoszą
W łopocie skrzydeł uśmiech i łzy
Jak zasuszony w książce kwiat
Ten dawny, zapomniany świat
Zachował się w piosence
Na nowo nie zakwitnie już
Pożółkły liść czy płatek z róż
Już nigdy więcej
Wczorajszy przypomina dzień
Niby we mgle niknący cień
Ten zasuszony w książce kwiat
Z minionych chwil, z minionych lat
Po których został ślad
Zaklęty słowami w piosence
Po których został tylko ślad
Zaklęty słowami w piosence
Ta dawna piosenka, dziś już zabytek
Jak secesyjny kredens lub stół
Konie w zaprzęgu, stangret na koźle
Krople laurowe, nalewka z ziół
Więc jeśli usłyszysz wśród gwarnej ulicy
Że dawne melodie orkiestra gra
W akordzie wspomnień brzmi dominanta
Że czas nie wraca, piosenka trwa
Jak zasuszony w książce kwiat
Świat naszych wspomnień z dawnych lat
Zachował się w piosence
Powraca i melodią swą
Ubarwia go kolorów grą
Zamienia w tęczę
Wczorajszy przypomina dzień
Tak jak przez mgłę, tak jak we śnie
Ten zasuszony w książce kwiat
Z minionych chwil, z minionych lat
Po których został ślad
Zaklęty słowami w piosence
Po których został tylko ślad
Zaklęty słowami w piosence
Fot. 1, 3 - Andriej Morozow