Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brassens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brassens. Pokaż wszystkie posty

Niegdysiejsze pogrzeby - Georges Brassens


Piotr Machalica - Niegdysiejsze pogrzeby
Les funérailles d'antan - Georges Brassens

Wojciech Młynarski

Dawniej, jeżeli ktoś umarł, to był wielki szum
Bliższej i dalszej rodziny pojawiał się tłum
Bliżsi i dalsi koledzy czuwali u zwłok
I do kostnicy za trumną dreptali krok w krok
Dziś, gdy odłoży ktoś łychę, pakują go w piach
W najbliższym gronie, po cichu, szybciutko – ciach, ciach
I koło nosa przechodzi nam, rzecz przykra to
Mnóstwo okazji co tak atrakcyjne są
Mnóstwo okazji co tak atrakcyjne są

Gdzie pogrzeby niegdysiejsze są
Gdzie kara, gdzie kara, gdzie kara, gdzie kara
Gdzie karawanik uroczy
Żałobników czarno-sztywny rząd
Gdzie fara, gdzie fara, gdzie fara, gdzie fara
Za księdzem okrągłym kroczy
Gdzie weseli spadkobiercy są
Co księdzu, grabarzom, a nawet koniowi
Stawiali w lot po kielichu
I żałobny marsz nucili raz po raz
Nucili pą, pą, pą – w głębi duszy, po cichu
Miło wspominać je, bo już nie wrócą, fakt
Prześliczne te pogrzeby sprzed czterdziestu lat

Dziś, gdy odłoży ktoś łychę, rodzina co tchu
Śpieszy się, śpieszy okropnie i dół kopie mu
Biedny nieboszczyk szans nie ma i to wstrętne jest
Ujrzeć żelaznych wieńców ni żałobnych łez
W zeszłym tygodniu karawan gnał stówą na grób
Wiózł wdowę, brata denata i skasował słup
Wszyscy doznali obrażeń w żałobnym renault
Z wyjątkiem trupa, lecz realia takie są
Z wyjątkiem trupa, lecz realia takie są

Gdzie pogrzeby niegdysiejsze są...

Gdy na pół gwizdka tak chcieli pochować by mnie
Ja wolę spłonąć, utonąć, rozpłynąć się w mgle
W ostateczności ja mogę poświęcić się i
Wcale nie umrzeć, to nawet podoba się mi
Ale nalegam i kładę wam do tępych głów
By świat prześlicznych pogrzebów objawił się znów
Żeby ten biedny nieboszczyk, co w niebyt się skrył
Chwilę po śmierci miał piękniej niż kiedy żył
Chwilę po śmierci miał ciut piękniej niż gdy żył

Gdzie pogrzeby niegdysiejsze są...

Testament - Georges Brassens

Georges Brassens - Le Testament
Piotr Machalica - Testament

Wojciech Młynarski

Oj, smutny jak jesienne liście
będę, gdy szepnie Pan Bóg sam:
„Fruń w górę, sprawdzić osobiście,
czy jestem, czy mnie nie ma tam!"
Nie śpieszno mi do Wszystkich Świętych,
spraw ziemskich tyle trzyma mnie
i na mą trumnę dąb nie ścięty,
i ścinać go nie śpieszcie się.

Na cmentarz - to wam przysiąc mogę,
kurdebalans, psia jego mać,
wybiorę jak najdłuższą drogę,
spróbuję z trumny dyla dać.
Niech zgorszy się familia luba,
grabarze w strachu łykną ćwierć,
będę wygłupiał się jak sztubak,
gdy wezwie mnie Profesor Śmierć.

Gdy Śmierć ogłosi wielką przerwę,
jak wielką - ludzie, kto to wie -
panienkę z jedną znów poderwę,
raz jeszcze powiem „kocham cię",
raz jeszcze stracę orientację,
za szczęściem będę gnał, jak w dym,
skubiąc zielony liść akacji,
która na grobie rośnie mym.

Niech wdowa po mnie się rozczuli,
charakter wdów już taki jest,
niech raz - nie tylko od cebuli -
uroni kilka szczerych łez.
A potem z żałobników chóru
pojawi się któregoś dnia
ktoś, kto ma numer garnituru
i rozmiar butów, tak jak ja.

Będzie miał humor kapitalny,
palił mą fajkę, z żoną spał,
lecz, lecz gdy się trafi muzykalny,
to bym mu jedną radę dał:
Niechaj w spokoju pozostawi
piosenki i gitarę mą,
tego jednego ja nie strawię
i będę w nocy straszyć go!

I tak się kończy mój testament,
drodzy panowie, panie me,
i tak się kończy życia zamęt,
ząb więcej nie rozboli mnie.
Lecz nie szukajcie mnie na górze,
ja stamtąd nie pozdrowię was,
raczej przepadnę w czarnej dziurze,
którą okrutny drąży czas...

👉 TUTAJ w przekładzie Jarosława Gugały

Oda do włamywacza - Georges Brassens


Georges Brassens - Stances à un cambrioleur
Zespół Reprezentacyjny - Oda do włamywacza

Filip Łobodziński

Książę wytrycha i artysto wśród złodziei
Ty, któryś na swój skok mój zechciał wybrać dom
Gdy ja jeździłem, by znów kogoś rozweselić
Przyjmij w darze tę odę z moich skromnych rąk

Dla twego taktu, wierz mi, mam szacunek wielki
Bo opuszczając dom na klucz zamknąłeś drzwi
By jakiś obcy nie obrobił go do reszty
Dżentelmenów jak ty tak trudno spotkać dziś

Wyniosłeś z sobą tylko niezbędne minimum
Wzgardziłeś tym portretem, który mam od lat
Ktoś mi go kiedyś przyniósł na me urodziny
Znasz się na sztuce - widać, że gust niezły masz

Oto kolejny znak twej zbrodni doskonałej
Czym jest narzędzie pracy, przecież dobrze wiesz
W związku z tym zostawiłeś mi moją gitarę
Solidarność rzemiosła to jest święta rzecz

Tak więc, mój drogi draniu, wszystko przemyślałem
Wybaczam ci od serca, jak mi miły Bóg
I coś mi ukradł, stary, ja ci to oddaję
W lepsze ręce nie mogłoby to przecież pójść

A zresztą nawet ja, który ci dzisiaj śpiewam
Mogłem złoczyńcą zostać, różnie bywa, wiesz
I kradłbym tak jak ty, gdyby nie ma kariera
Byłbym może wspólnikiem twoim, któż to wie

Nie targuj się, gdy zechcesz sprzedać swoją zdobycz
Nie daj oszukać się paserom, radzę ci
Jak mówią, paser kradnie gorzej niźli złodziej
W pogotowiu więc miej marchewkę oraz kij

Miej na uwadze, że policji znać nie dałem
Lecz nie czuj się w ten sposób zaproszony znów
Bo recydywa by z uroku cię odarła
Nie chciej kraść mi wspomnienia i nie wracaj tu

Więc szelmo, niech Merkury strzeże cię od kicia
A mój dobytek niech na zdrowie wyjdzie ci
Nie miej wyrzutów, bo my dwaj jesteśmy kwita
Wszak balladę tę stworzyliśmy ja i ty

PS. Jeżeli jedno w życiu umiesz tylko
Jeśli twym powołaniem jest przebiegle kraść
Karierę w handlu zrób, legalnie, bez ryzyka
Nawet gliniarze będą kłaniać ci się w pas

Morderstwo - Georges Brassens


Georges Brassens - L'Assassinat
Zespół Reprezentacyjny - Morderstwo

Carlos Marrodán, Joanna Karasek

Codziennych zbrodni krwawy smak
Nie tylko Paryż zna
I w naszej wsi, już będzie z rok
Piękny mieliśmy mord...

Chociaż siwiznę tu i tam
Miał nasz naiwny pan
Nagle miłosny poczuł żar
Dla jej dwudziestu lat…

Lecz młode ciało cenę ma
I nie każdego stać
Więc po łajdactwach trzech lub dwóch
Grosza nie stało mu…

Dziewczę wyciąga rączkę swą
Jam goły - rzecze on
Niczym turecki święty, więc
Ona ubrała się
Jam goły amant mówi, więc
Ona ubrała się

I do anioła swego mknie
Który jej konta strzegł
Stukają już do golca drzwi
"Zapłacić musisz mi"…

Jak go zabili - trudno rzec
I tylko tyle wiem
Że pokazała język mu
Gdy był u raju wrót…

Dom przeszukali aż po strych
I nie znaleźli nic
Tylko od komornika list
I weksli gruby plik…

Żal szczery przejął duszę jej
"Wiem, że zrobiłam źle"
Padła do martwych starca stóp
"Niech mi wybaczy Bóg"…

Kiedy do celi wiedli ich
Ona wciąż lała łzy
I ten prawdziwy skruchy gest
Dał jej do nieba wstęp…

A kiedy powiesili ją
Poszła do raju wprost
Przez co dewotki z naszych stron
Wściekłe do dzisiaj są...

Rogacz - Georges Brassens


George Brassens - Le cocu
Zespół Reprezentacyjny - Rogacz

Jarosław Gugała

Nie w guście żony mej czas spędzać w samotności
Gdy ja się uszlachetniam wpatrzony w wędki nić
Wierna naturze swej przyjmuje wszystkich gości
Honory domu im oddając w łóżku mym
Honory domu nam oddając w łóżku swym

Tak, rogacz ze mnie jest, hoduję piękne rogi
Miodowy miesiąc mój niejeden trafił szlag
Nie są już świętem mym zabawy mojej żony
Bo towarzystwo innych w siódmym niebie ma
Bo towarzystwo nasze w siódmym niebie ma

Kontrakt małżeński ni moja osoba skromna
Nie budzą w żonie mej szacunku ni za grosz
A fakt, że cały las, to drobiazg przy mych rogach
Dla mojej pięknej żony jest najmniejszą z trosk
Dla jego pięknej żony jest najmniejszą z trosk

Z całego miasta walą wszyscy, co noszą spodnie
Tu każdy opierunek ma i darmo wikt
Kwiatki z ogrodu mego zrywa byle przechodzień
By w butonierce nosić hańbę mą i wstyd
By w butonierce nosić hańbę jego i wstyd

Gdy umęczony wracam z wędką i z ryb koszykiem
Zastaję z gołym gościem golutką żonę mą
Mógłbym nieśmiało prosić : "Przykryjcie się choć listkiem"
Powiedzą mi, że i tak się wstydzić nie ma co
Powiemy mu, że i tak się wstydzić nie ma co

Rozumiem wszystko, owszem, lecz co by im szkodziło
Grzeczności trochę choć w stosunki nasze wnieść
Zapytać kulturalnie jak tam na rybach było
I o me zdrowie chociaż raz zatroszczyć się
O jego zdrowie chociaż raz zatroszczyć się

Niewiele mi potrzeba, trochę delikatności
Dla męża, co z pokorą małżeństwa dźwiga krzyż
Rogacza się zazwyczaj na rękach wszędzie nosi
Bo szwagrów przecież łączy pokrewieństwa nić
Bo szwagrów przecież łączy pokrewieństwa nić

Gdy siadam do kolacji wtedy moich rywali
Stać jeszcze na bezczelność by gapić się w mój ryż
Byłoby szczytem gdyby za stołem mym siadali
Z rogacza wszystko mam, lecz z Amfitriona nic
Z rogacza wszystko ma, lecz z Amfitriona nic

Że połowica wspólna wcale, przecież nie znaczy
Że jadło i napoje też wspólne muszą być
Nieomal mnie zmuszają, bym ich wyrzucał za drzwi
I wdzięczny jestem gdy mi nie zabiorą ryb
I wdzięczny jest gdy mu nie zabieramy ryb

Mogę się cieszyć jeszcze, że nie są tak bezczelni
By mnie namawiać, żebym ze strzelbą włóczył się
"Rzuć stary to łowienie, chodź z nami na jelenie"
Bo przecież sam nie będę sobie strzelał w łeb
Bo przecież sam nie będzie sobie strzelał w łeb

Mamo, tato - Georges Brassens


Georges Brassens, Patachou - Maman, papa
Zespół Reprezentacyjny - Mamo, tato

Jarosław Gugała

Mamo, mamo, gdy melodię śpiewam tę
Mamo, mamo, małym chłopcem znów być chcę
Takim, który nic nie broi i nie martwi Cię
W szkole zbiera same piątki - tak jak chcesz
Mamo, mamo, ten łobuziak to nie ja
Mamo, mamo, moje słowo chcę Ci dać,
Że rozrabiał już nie będę ani stroił foch
Mamo, mamo, mamo, mamo!

Tato, tato, gdy melodię śpiewam tę
Tato, tato, małym chłopcem znów być chcę
Który czuje, jak wśród burzy znika cały strach
Kiedy uśmiech Twój otuchy daje nam
Tato, tato, mało było czułych słów
Tato, tato, między nami, ale cóż
Widać między mężczyznami sprawy takie są
Tato, tato, tato, tato!

Mamo, tato, gdy melodię śpiewam tę
Mamo, tato, małym chłopcem znów być chcę
Wiele z czasem zrozumiałem i mi bardzo wstyd
Za niedobre zachowanie przykro mi
Mamo, tato, tak żałuję Waszych łez
Mamo, tato, pragnę dzisiaj cofnąć je
Chciałbym dziś Wam wynagrodzić każdą chwilę złą
Mamo, tato, mamo, tato!

Naga kąpała się w toni - Georges Brassens


Georges Brassens - Dans l'eau de la Claire Fontaine
Zespół Reprezentacyjny - Naga kąpała się w toni

Carlos Marrodán, Joanna Karasek

Naga kąpała się w toni przeczystych, krynicznych wód
Wiatr nagły porwał jej suknię i porozrzucał wśród chmur

Dała mi znak zawstydzona, bym przyniósł jej zamiast szat
Garść liści winnego grona, kwiat lilii i mirtu kwiat

Z płatków róży uszyłem stanik - ot, prawie nic
Była nieduża, więc róży aż nadto starczyło mi

Z pędu winnego zieloną spódnicą okryłem ją
Lecz dziewczę było tak drobne, że listka byłoby dość

Podała dłonie w podzięce, wziąłem podziękę z jej ust
Gorąco i tak serdecznie, iż opadł z niej cały strój

I od tej pory codziennie biega, by kąpać się tam
I wznosi modły żarliwe do Boga, by powiał wiatr...

Fernande (Maja) - Georges Brassens


Georges Brassens - Fernande
Zespół Reprezentacyjny - Maja

Jarosław Gugała, Filip Łobodziński

Zwyczajem starszych także ja
Już mam w tym dużą wprawę
Umilam sobie swą samotność
Śpiewając piosenkę tę

Gdy czasem wspomnę Maję, to staje mi, oj staje
Na Ewy widok sam też wzwodzik mam
Gdy myślę o Małgosi, to jeszcze się podnosi
Lecz myśl o Krysi już, zabija wszelką chuć
Bo wzwód nie sługa stary, nie poradzisz nic

Ta tęskna nuta męskich łez
Ryk samotnego samca
Rozbrzmiewa w budce wartowniczej
To strażnik zawodzi tak w głos

Gdy czasem...

Raz przemierzając Plac Zwycięstwa
Do łez się aż wzruszyłem
Gdy głos żołnierza nieznanego
Cichutko zaśpiewał tak

Gdy czasem...

Zaś po modlitwie swej wieczornej
Choć jest mu trochę smutno
Wciąż klęcząc jeszcze przed ołtarzem
Młodziutki ksiądz śpiewał tak

Gdy czasem...

Więc, o samotni, siły swe
Zespólmy aby wreszcie
Tę pieśń pociechy zatwierdzono
Jako państwowy nasz hymn

Gdy czasem...

Nie - prośba o rękę - Georges Brassens


Georges Brassens - La non demande en mariage
Zespół Reprezentacyjny - Nie - prośba o rękę

Anira Łobodzińska

Łaskawie chciej oszczędzić strzał
Wprost w plecy tego, który dał
Nam tyle szczęścia
Kupidyn żartem napiął łuk
A ty byś chciała zaraz już
Ustrzelić męża

Mam zaszczyt więc nie prosić cię o rękę twą
I zamiast niej wyciągnij ku mnie swoją dłoń

Czar Wenus często traci moc
Gdy okazuje się, że noc
Poświęca praniu
Za żadną cenę nie chcę, by
Mej róży płatki w sosie szły
Na drugie danie

Mam zaszczyt więc…

Może wydawać komuś się
Że puszka to odkrycie jest
Rewolucyjne
Lecz ja mam swój prywatny sąd
I nie dam siebie wsadzić do
Konserwy rybnej

Mam zaszczyt więc…

Kucharki w tobie nie chcę mieć
Gosposia marna z ciebie jest
Więc sobie daruj
Zechciej mi tyko służyć tam
Gdzie miejsce jest dla wielkich dam
I mnie pocałuj

Mam zaszczyt więc…

Kwiat przecudowny - Georges Brassens


Une jolie fleur - Kwiat przecudowny


Georges Brassens - Jeremi Przybora

Chociaż nie trwało to dłużej niż rok,
Tak ślepych uczuć szukać by daleko,
Bo nadwerężyłem ja sobie wzrok
Od zapuszczania go w jej piękny dekolt.

Kwiat przecudowny wcielony w cielę,
Cielę prześliczne wcielone w kwiat,
Nie było przecież jej nazbyt wiele,
A przesłoniła mi sobą świat.

Rozsiało niebo powabów ze sto
Po ciele jej, że człowiek bywał głupi,
Bo kiedy zobaczył je naraz, to
Nie wiedział, na czym głównie ma się skupić.

Kwiat przecudowny...

Co do umysłu zasobów to tam
Nie było tego więcej niż u trzmieli.
Lecz któż w miłości wymaga od dam
Wynajdywania prochu na pościeli.

Kwiat przecudowny...

A gdy odeszła, to ostry był ból,
A potem się tęsknoty wlokły smugą
I zioła ze wszystkich aptek i pól
Nie mogły z tego mnie wyleczyć długo.

Kwiat przecudowny...

Z początku żal do niej miałem i złość,
Lecz dziś już jej wybaczyć jestem gotów,
Bo spustoszyła mi serce na wskroś
I teraz mam zupełny z sercem spokój.

Un' jolie fleur dans une peau d'vache
Un' jolie vach' déguisée en fleur
Qui fait la belle et qui vous attache
Puis, qui vous mèn' par le bout du cœur.

👉👉 TUTAJ w przekładzie Filipa Łobodzińskiego


Fot. Brigitte Bardot

Złe zioło - Georges Brassens


Georges Brassens - Le mauvaise herbe
Jacek Bończyk - Złe zioło

Jeremi Przybora

Gdy krwi i chwały nadszedł dzień
i śmierć wycięła innych w pień
ja sam bez ran i całkiem zdrów
w dzień chwały nie poległem ów.

Ja jestem ze złych ziół,
z takich ziół pół na pół -
co chwastem są w połowie,
a w połowie - byle kwiatkiem.
Śmierć wykopała dół,
innym dół,
wspólny dół,
a mnie nie dała w kość,
choć niemoralne to jest dość.

La, la...
Lecz myślę - czyżby nie chciał Bóg,
bym sobie ciut poistnieć mógł?...

Dziewczątko - co nie tanio, lecz
z talentem świadczy wkrąg tę rzecz -
mnie świadczy ją za darmo i
słodko mi z nią się nieraz... śni.

Ja jestem ze złych ziół,
z takich ziół pół na pół -
co chwastem są w połowie
a w połowie byle kwiatkiem.
Rozdaje dziewczę cud
luby trud,
cenny trud,
a gratis darzy mnie,
choć niemoralne to, oj, nie.

La, la...
Lecz myślę,czyżby nie chciał Bóg,
żeby mnie też ktoś kochać mógł?...

Jak baran każdy człek by rad!
Żyć stadnie wśród baranich stad!
Obcy mi ten gromadny trend!
Budzi mój wstręt barani pęd!

Ja jestem ze złych ziół,
z takich ziół pół na pół -
co chwastem są w połowie,
a w połowie byle kwiatkiem.
Ja jestem ze złych ziół -
polnych ziół,
wolnych ziół...
z ogrodów dzikich,co
już je odwiedza mało kto.

La, la...
A może Bóg pozwoli, że
spróbuję rosnąć tam, gdzie chcę?...

Pępek żony policjanta - Georges Brassens


Georges Brassens
Le Nombril des Femmes d'Agents
Pępek żony policjanta

Jeremi Przybora

Zobaczyć pępek (le nombril)
małżonki policjanta (flic’a)
nie jest w Paryżu (à Paris)
przeżyciem, które dech zatyka.
A jednak właśnie w mieście tym
łagodny żył i zacny człowiek,
co pępki żon tamtejszych glin
cięgiem się snuły mu w głowie.

„Starzeję się (je me fais vieux)”,
mawiał ze szczyptą melancholii.
„Nie omijały w życiu mnie
pępki przeróżnych kategorii:
żon tapicerów, szpiclów żon,
księgowych, wdów po chiromantach…
Mais où est – il? (Lecz gdzie jest – on?)
Gdzie pępek żony policjanta?!
Przyglądał się mój swat i dziad
rozlicznym żon żandarmów pępkom.
I brat mój dłoń strudzoną kładł
na podkomisarzowej wdzięku.
Syn widział też tę samą rzecz
u sądownictwa ministrowej.
Ja sam niejednom widział, lecz –
prócz pępka funkcjonariuszowej”.

Ainsi cet homme gémissait.
(Takoż mężczyzna ten narzekał).
A słysząc narzekania te,
dzielnicowego zona rzekła:
„Cierpieniom twym położę kres,
bo wnet zobaczysz, zachwycony,
pępuszek mój, co cackiem jest
do tego celu wymarzonym”.

Wykrzyknął zacny mąż: „Huraaa!
Oto odpustów moich koniec!
Dożyłem wreszcie tego dnia,
gdy wzrok mój tam, gdziem chciał, utonie!”.
Zakrzątnął się (Il s’engaga)
przy jej spódnicy z miną franta,
by perspektywę odkryć na
pępek małżonki policjanta.
Hélas! (Niestety!) Napięć tych
nie wytrzymało serce zucha
i śmierci go powalił sztych
na nieodkrytą połać brzucha.
Na moment przed ziszczeniem snu –
śmierć, tak bogata w swych wariantach,
nie pozwoliła ujrzeć mu
pępka małżonki policjanta.

TUTAJ w przekładzie Jerzego Menela

Zacna Kasia - Georges Brassens


Georges Brassens - Brave Margot - Dzielna Margot
Lidia Wysocka - Zacna Kasia


Jeremi Przybora
wg Georges'a Brassensa


Historyjka to liryczna,
która bardzo wzruszy was.
Napotkała Kasia śliczna
kotka raz.
Kotek był sierotką kocią,
taki biedny, taki sam,
że zatargał w niej dobrocią,
tu i tam.
A kiedy wzruszona Kasieńka
skłoniła doń cudny swój tors,
wskoczyła kocina maleńka
jej za gors.
I w piersi wtulona dwa kwiatki
usnęła bezpieczna od psów,
aż pytał z chłopców gromadki
ten i ów:

- Gdzie ten kot, kotek ten, Kasiu miła?
- Pod bluzeczką cichutko mą śpi.
- O, gdybyś tak troszkę jej uchyliła…
Ola la la la la la la!...
Olaboga! Bomba nie kot! –
- O, tak, dzię-dzię-dzię-dzię-dzię-dziękuję ci.

Bo Kasieńka nie zwleka ni chwili,
niech jej złote serduszko zna świat,
a gdy tylko bluzeczki uchyli,
każdy jej dzię-dzię-dziękuje rad

Zacna Kasia bluzeczkę rozpina
gwoli kotka, a nie gwoli psot.
A tu jąka wpatrzony chłopina”
- Ola la la la la la la!...

Przez miasteczko gna wieść słodka –
każdy głosi ją co tchu.
Ach, cóż Kasia ma za kotka, tu a tu.
I tak działa ta atrakcja
na personel męski, że
staje poczta, handel, trakcja itd.

Dwaj chłopcy, niewinne sierotki
- niech Pan Bóg odpuści to im -
Pobledli na widok ten słodki
i – jak w dym!

Ministranci, dwie skromne sierotki –
niech Pan Bóg wybaczy to im –
po mszy stratowali dewotki
i – jak w dym!
Ba, nawet stróżowie porządku –
aż tak jednolity był front –
pragnęli w Kasine kociątko
mieć swój wgląd:

- Gdzie ten kot...

Wreszcie żony, narzeczone
powpadały w niską złość.
Kasi kotka miały one
widać dość.
Przepędziły go daleko,
kres frekwencji kładąc, i
podrapały Kasi dekolt
aż do krwi.

A może i by było i gorzej –
za Kasią wszak ujął się ktoś,
kto ciało ocalił jej hoże,
i drobną kość.
Szła Kasia z podartą odzieżą,
łzy w oczach, rozwiany blond włos.
Za serce dla ludzi i zwierząt
taki los!

Parlando:

No bo, na miłość boską, panie i panowie! Cóż było złego w tym, że ta śliczna, zacna, drobnokoścista dziewczyna, daleka od wszelkich podejrzeń i dwuznaczności, pragnęła jedynie udostępnić szerokiemu ogółowi całokształt swojej dobroci i to kociątko urocze, ilekroć ktoś z tego ogół zwracał się do niej ze słowami: 
- Gdzie ten kot...

W wersji L. Wysockiej:


No bo, na miłość boską, panie i panowie, cóż było złego w tym, że ten i ów, wzruszony do głębi jej szlachetnym serduszkiem, które okazała nieszczęsnemu, bezbronnemu stworzonku, chciał osobiście, naocznie przekonać się, podniecić (...?)  i tkliwych świadczeń zapytywał Kasię:

- Gdzie ten kot, kotek ten, Kasiu miła?
- Pod bluzeczką cichutko mą śpi - odpowiadała szczerze, bo to była zacna, prostoduszna dziewczyna. A on, że chciał widzieć całokształt jej dobroci i to kociątko urocze, którym tak się opiekowała, prosił dalej, no bo ta bluzka mu zasłaniała:
- Gdybyś tak troszkę jej uchyliła
Ola la la la la la la!...

Bo Kasieńka nie zwleka ni chwili
Niech jej złote serduszko zna świat
A gdy tylko bluzeczki uchyli
Ola la la la la la la!...

Piosenka o Marysi - Georges Brassens


Georges Brassens - Marinette
Michał Bajor - Piosenka o Marysi

Wojciech Młynarski


Gdym pioseneczkę dla Marysi chciał zanucić prostą,
Marysia do Opery poszła właśnie,
no i z canzonetką prostą mą tak wyszedłem ja na osła,
oj, nie ma tu dwóch zdań, że wyszedłem nań!

Zaś gdy musztardę dać Marysi wzięła mnie oskoma,
Marysia tylko co skończyła obiad z czterech dań,
z musztardy słojem wyszedłem więc na oszołoma,
oj, nie ma tu dwóch zdań, że wyszedłem nań!

Gdym chciał w prezencie dać Marysi rower typu „damka”,
Marysia nowym autem wyruszyła na rajd pań,
z rowerkiem skromnym znów ja wyszedłem na palanta,
oj, nie ma tu dwóch zdań, że wyszedłem nań!

Gdym rendez-vous z Marysią, gdzie zielony szumi bór, miał,
ujrzałem, jak ją ściska z wzajemnością jakiś drań,
z mym bukiecikiem róż ja wyszedłem znów na durnia,
oj, nie ma tu dwóch zdań, że wyszedłem nań!

A gdym wystrzelić w łeb Marysi dziką miał ochotę,
Marysia zmarła właśnie, bo kęs jabłka wpadł jej w krtań,
z mym rewolwerkiem znów ja wyszedłem na idiotę,
oj, nie ma tu dwóch zdań, że wyszedłem nań!

Gdy dzwony biły i Marysi pogrzeb się zaczynał,
Marysia zmartwychwstała, choć jej nikt nie mówił „wstań”,
z żałobnym wieńcem znów ja wyszedłem na kretyna,
oj, nie ma tu dwóch zdań, że wyszedłem nań!

Marinetta - Edward Stachura

Parasol - Georges Brassens

Georges Brassens - La Parapluie, Piotr Machalica - Parasol

Edward Stachura


Lało jak z cebra na wielkiej drodze
A ona szła, na kwintę nos
Miałem parasol rozpięty szczodrze
U kumpla rankiem skradłem go

Śpieszę by jej w kłopocie ulżyć
I proszę ją pod wspólny dach
Ścierając krople ze ślicznej buzi
Zgodziła się ten zawrzeć pakt

Mały kącik parasola za malutki kącik raju
Ona miała coś w sobie z anioła
Mały zakamarek raju za ten skrawek parasola
Nie straciła na wymianie, ach nie

Idąc we dwoje wzdłuż pól i borów
Jak miło jest wsłuchiwać się
W dudniący górą pod parasolem
Padającego deszczu śpiew

Chciałbym diabelnie jak w czas potopu
Patrzeć jak tnie bez przerwy deszcz
By ją zatrzymać przy swoim boku
Czterdzieści dni i nocy też

Mały kącik parasola...

Nawet w ulewę, bzdurna zasada
Prowadzą drogi do celów swych
I cel jej nagle wyrósł jak tama
Na widnokręgu szaleństw mych

I tak niestety odejść musiała
Uprzejmie przedtem dziękując mi
I zobaczyłem jak się oddala
Do zapomnienia białych drzwi

Mały kącik parasola...

Obrazy: Claude Theberge

Laleczka - Georges Brassens


Georges Brassens - Je Me Suis Fait Tout Petit
Piotr Machalica - Laleczka


Andrzej Bianusz

Miałem twardy kark od najmłodszych dni
I twarde pięści
Nie prosiłem o nic, nie dawano mi
Też nic najczęściej
Nie słuchałem nigdy rozsądnych rad
Ani tłumaczeń
Hardy, niepokorny chciałem iść przez świat
A dziś - inaczej

Rządzi mną laleczka, co oczka ma
Niebieskie niczym niezabudki
Ona robi ze mną co chce, a ja
Nie byłem nigdy tak malutki

Z ważniakami spór wiodłem noce, dnie
Ostro, zadziornie
Ale kiedy ona wciąż strofuje mnie
Milczę pokornie
Los był twardy zbyt, żeby zrobić mógł
Ze mnie anioła
Dziś odwagi nie mam, by przestąpić próg
Nim mnie zawoła

Rządzi mną laleczka, co oczka ma
Niebieskie - słodycz sama
Łzy prawdziwe z oczu jej płyną, a
Kiedy ją dotknąć - mówi „mama"

Dawniej ludzie z drogi schodzili mi
Gdym się pojawił
Ona mnie traktuje jak swojego psa
Którym się bawi
Gładzi moje włosy i mówi mi
Aleś ty ładny
Potem śmieje się, a ja tkwię u drzwi
Zły i bezradny

Rządzi mną laleczka, co oczka ma
Niebieskie i okrutną władzę
A mnie wciąż przybliża
Raj, chwila ta
Kiedy jej dłoń leciutko gładzę

Gdy mi śmiać się każe, to będę rad
I się uśmiechnę
Jeśli mnie porzuci, precz odejdę w świat
I jak pies zdechnę
Dawniej mogłem w świat dokądkolwiek iść
Zawsze i wszędzie
Teraz już nie będę miał po co żyć
Gdy jej nie będzie

Rządzi...
Niebieskie...
Co chce...
Malutki, malutki, malutki

Jestem mały miś - Jarosław Gugała

Jak ktoś jest żłób będzie żłób - Georges Brassens


Georges Brassens - Le Temps ne Fait Rien à l'Affaire
Piotr Machalica - Jak ktoś jest żłób, będzie żłób


Wojciech Młynarski

Ledwo ze skorupki pokażą czub, już hop-siup
Drą pisklęta dziób, że każdy dorosły – to żłób!
A gdy już im włos siwieje, to w głos z głębi płuc
Starcy charczą w krąg, że każdy, kto młody – ten buc!

Ja, człek niemłody i niestary,
Słów na ten temat miałbym parę:

A, co bym miał – tak myślę sobie:
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
Bez żłobu, czy przy wspólnym żłobie,
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
Dogada się – proszę Kolegi –
Stary wał i debiutant wał,
Żłób, co zna niegdysiejsze śniegi
I żłób-żółtodziób na schwał!

Młody żłobie mój, co wśród pał i dwój w ławce trwasz,
Nie przecz, proszę, oj, że za wała ojczulka masz!
Stary żłobie, hej, i ty wardze swej zadaj trud,
By wyznała to, że każdy, kto młody – ten fiut!

Ja, człek niemłody i niestary,
Słów na ten temat miałbym parę:

Tu czas i wiek nie ma znaczenia,
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
W młodości dniach i w smudze cienia,
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
Dogada się, proszę kolegi,
Stary wał i debiutant wał,
Żłób, co zna niegdysiejsze śniegi
I żłób-żółtodziób na schwał!

I jeszcze bis – proszę uprzejmie:
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
W powiecie, czy w Wysokim Sejmie,
Jak ktoś jest żłób – będzie żłób!
Więc wsłuchaj się w sens naszych rymów,
Myśli spręż i uwagę zdwój:
A teraz dość tych pseudonimów!
Jak ktoś jest…

https://drive.google.com/file/d/0B7fLbPFkiXkdRzlXc0Y3YjQzQ0k/view

Tutaj w wykonaniu W. Młynarskiego

W cieniu mego drzewa - Georges Brassens

Georges Brassens - Auprès de mon arbre
Piotr Machalica - W cieniu mego drzewa


Wojciech Młynarski

Wciąż ze swej polany wypatruje mnie
Dąb mój ukochany, alter ego me,
Biały pośród białych zim, wiosną szumiał delikatnie,
Aż do owej chwili, gdym odszedł w świat, jak drań ostatni.
Dziś mam drzew tak wiele, botaniczny park,
Lecz wciąż, przyjaciele, serce słucha skarg,
Serce, duszę drąży w głąb jeden apel: wróć, kolego,
Tam, gdzie skarży się twój dąb, głos sumienia twego.

W cieniu mego drzewa, kumpla z młodych lat,
Chciałbym usiąść znów, skryć się w cień drzewa mego.
U stóp mego dębu, co w swój cień mnie skrył,
Nie wiedziałem, nie, żem szczęśliwy był...

Jestem żłób - to pewne, bo choć palę, lecz
Starą fajkę z drewna wyrzuciłem precz.
Znała każdą moją myśl i wyrozumiała była,
Choć zły tytoń pchałem w nią, nigdy się nie zakrztusiła.
Dziś mam z porcelany fajek pysznych zbiór,
Palę je na zmianę w każdą z roku pór.
Lecz ten smak najlepszy znikł i po kawce nie raz rano
Chciałbym pyknąć znów pyk – pyk fajkę ukochaną.

Miałem ja mansardę i gdy dzień już gasł,
Mknąłem łóżkiem twardym w niebo pełne gwiazd.
Przez dziurawy sufit wprost, szlakiem Wielkiej Niedźwiedzicy,
Przy mnie nowa dama wciąż pomagała gwiazdy liczyć.
Nie mam już mansardy, studio mam tip-top,
Nie znam drogi w gwiazdy przez dziurawy strop,
Lecz gdy ktoś ten znajdzie ślad, ślę spojrzenie mu zawistne,
Bowiem w gwiazdy ze sto lat nie patrzyłem z bliska.