Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korzyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korzyński. Pokaż wszystkie posty

Te linie, te koła - Jerzy Miller


Irena Jarocka
Te linie, te koła

Jerzy Miller


Lotne ptaki, drobne ptaki płyną niebem
Co dzień pytają o ciebie
Gdy pewnego dnia nie wrócą już z powrotem
Kto mi rozjaśni tęsknotę

Te linie, te koła kreśliły dziś ptaki
Wysoko krążyły wśród chmur, jasnym migotem swych piór
Od świtu do zmierzchu kreśliły w powietrzu
Przedziwny rysunek na szkle, kontur ginący we mgle

To mój list kreślony skrzydłami
Codzienny, od świtu list
Szukaj więc mych słów w drganiu piór
W jasnym drganiu piór

Lotne ptaki niespokojne przed odlotem
Co dzień szukają twych oczu
Gdy pewnego dnia chmurami się otoczą
Kto mi rozjaśni tęsknotę

Te linie, te koła kreśliły dla ciebie
Więc musisz odczytać ich lot
Musisz odebrać mój list
Od świtu do zmierzchu kreśliły w powietrzu
Przedziwny rysunek na szkle, kontur ginący we mgle

To mój list...

Czy będzie nad ranem niebo - Andrzej Kudelski


Maria Dąbrowska
Czy będzie nad ranem niebo

Andrzej Kudelski


Boję się, gdy odchodzisz w sen
Boję się o następny dzień
Chodzisz sam po ogrodach snu
Wstaje dzień, wracasz do mnie znów

Boję się, gdy odchodzisz w sen
Może tam już pozostać chcesz
Ale kto, kto zapali świt
Jeśli ty pójdziesz między sny

Czy będzie nad ranem niebo
Jeśli nikt nie obudzi dnia
Noc nie odejdzie na pewno
Jeśli nikt nie pogasi gwiazd

Boję się, że nie wracasz już
Taki sam z tych samotnych snów
Boję się, gdy odchodzisz w sen
Boję się o następny dzień

Czy będzie nad ranem niebo...

Boję się, gdy odchodzisz w sen
Może tam już pozostać chcesz
Ale kto, kto zapali świt
Jeśli ty pójdziesz między sny
Pójdziesz między sny

Wodospady - Andrzej Tylczyński


Maria Figiel - Wodospady

Andrzej Tylczyński


Przyjdę po ciebie, gdy zasną gwiazdy
Zanim opadną poranne mgły
Popatrz, miły, jak tu ładnie
Kiedy wstaje świt

Daleko huczą wodospady
Połoniny zdobne w kwiaty
Wąska ścieżka nas prowadzi
Do porohów, tam chcę iść

Lubię oglądać wodospady
Migotliwe wód parady
Tęczą płonie miliard kropel
Znacząc barwą nasze dni

Teraz nie będzie już gwiazd na niebie
Teraz nie będzie porannych mgieł
Już od wczoraj nie ma ciebie
Czy pamiętasz, że

Daleko huczą wodospady
Połoniny zdobne w kwiaty
Wąska ścieżka nas prowadzi
Do porohów, tam chcę iść

Lubię oglądać wodospady
Migotliwe wód parady
Tęczą płonie miliard kropel
Znacząc barwą nasze dni

Za inny dzień, za inną noc - Bogdan Olewicz


Zdzisława Sośnicka
Za inny dzień, za inną noc

Bogdan Olewicz  👉👉👉


Znów siada na oknie zmrok
Nie widać już nic na krok
To łza spowija świat, jak mgła
Mój czas usycha tak, jak kwiat
Mój czas

Za każdy inny dzień
Za byle jaki sens
Za lekko używane sny
Ja chętnie tobie dam
To, co na sercu mam
I ciepło, które w dłoniach drży

Za każdą inną noc
Za głupich marzeń stos
Za tani, byle szczery gest
Ja pójdę tak, jak w dym
Dziś z tobą, jutro z nim
I wierna będę tak, jak nikt
Jak nikt

Ty grałeś w tę podłą grę
To ty chciałeś w niej zgubić mnie
Za grosz zastawić życie me
Za grosz przekupić czasu bieg
Za grosz, za grosz

Za każdy inny dzień...

Andrzej Korzyński (kompozytor) 👉👉👉

Gdybyś miał dwa życia - Jerzy Miller


Wojciech Skowroński
Gdybyś miał dwa życia

Jerzy Miller


Gdybyś miał dwa życia, mógłbyś jedno z nich
Jak czek bez pokrycia, za pół darmo zbyć
Gdybyś miał dwa życia - jedno życie masz
A to jest różnica, nie móc drugi raz

Gdybyś miał dwa życia, miałbyś jeszcze czas
Inną rolę wybrać niż ta, którą grasz
Gdybyś miał dwa życia - jedno życie masz
A to jest różnica istnieć tylko raz

Mieć jedną twarz i jedno serce
Niepewny los i zmienne szczęście
Niestały czas i może jeszcze
Tych kilka gwiazd na firmamencie

Gdybyś miał dwa życia - jedno życie masz
A to jest różnica istnieć tylko raz
Pomyśl o tym dzisiaj, pomyśl póki czas
Gdybyś miał dwa życia - jedno życie masz

Mieć jedną twarz i jedno serce...

Pomyśl o tym dzisiaj, pomyśl póki czas
Gdybyś miał dwa życia - jedno życie masz...

Gdybyś miał dwa życia, gdybyś miał dwa życia...

W. Skowroński (fot. Rafał Jasionowicz)

Miejsce w twoim śnie - Marek Dutkiewicz


Irena Jarocka
Miejsce w twoim śnie

Marek Dutkiewicz


Mrok zatarł już kontury drzew
Noc w zasięgu ręki jest blisko tak
Wiatr miękką dłonią głaszcze dach
Księżycowy sypiąc piach pod nasze drzwi

Znajdź dla mnie miejsce w twoim śnie
Znajdź, choć na jedną noc
Niech na odległy senny brzeg
Księżyc nas zabierze łodzią

Świec pogaszonych biały dym
Gwiazd za oknem gwarny tłum chciałby wejść
Piec mruczy cicho coś przez sen
Może mu się styczeń śni i wielki śnieg

Znajdź dla mnie miejsce w twoim śnie
Znajdź, choć na jedną noc
Niech na odległy senny brzeg
Księżyc nas zabierze łodzią

Znajdź dla mnie miejsce w twoim śnie
Znajdź, choć na jedną noc
Niech na odległy senny brzeg
Księżyc srebrną łodzią weźmie nas

Kołysze się świat - Marek Dutkiewicz


Irena Jarocka
Kołysze się świat

Marek Dutkiewicz


Już tak od lat
Kołysze się ten świat
Raz deszcz i grad
I znowu słońca blask
A koło toczy się
Czy tego chcesz czy nie
A losem twoim rządzi wiatr

Był czas, gdy chłód
Jak pies się za mną wlókł
Gdy dzień za dniem
Przepływał jak zły sen
Wiedziałam jednak, że
Odejdzie kiedyś pech
A miłość znów zawoła mnie...

Nie raz nie dwa
Wygrywasz główny fant
Nie raz nie dwa
Pechowo idzie gra
A koło toczy się
Lecz dobrze jest czy źle
O jednym zawsze wiedz
Że już następny czeka dzień...

Już tak od lat...

W kamień zaklęci - Marek Dutkiewicz


Dwa Plus Jeden
W kamień zaklęci

Marek Dutkiewicz


Hej hej dam da da dam da da dam...

Tam na skraju świata dziwy
Tam na skraju świata cuda
Byli tacy, co wierzyli
że tam dojdą, że się uda
Ledwo przeszli kilka kroków
I za siebie obejrzeli
A jak stali w jednej chwili
W martwe głazy skamienieli

Hej hej dam da da dam da da dam
Stoją tak już od lat, pogrzebani w pamięci
Myśli mają kamienne i sny kamienne mają
I nie wie nikt jak długo we śnie kamiennym trwają

Prędko, prędko baśń się baje
Nie tak prędko koń wyskoczy
Kto zdobędzie wodę życia
Kto kamieniom pryśnie w oczy
Kto im wodą pryśnie w oczy
Kto ich w ludzi pozamienia
Kto ich wreszcie oduroczy
Kto ich zbudzi z odrętwienia

Hej hej dam da da dam da da dam
Stoją tak już od lat, pogrzebani w pamięci
Myśli mają kamienne i sny kamienne mają
I nie wie nikt jak długo we śnie kamiennym trwają
   
Na fot. Elżbieta Dmoch

Gwiazda dnia - Marek Dutkiewicz


Dwa Plus Jeden - Gwiazda dnia

Marek Dutkiewicz


O, najjaśniejsza z jasnych gwiazd
Prowadź nas w białą dal
Wyciągnij nas spod kołdry mgieł
W rześki dzień, złoty jak dźwięk

Tak wiele dni, tak wiele dróg
Pokaż nam dłonią słaby nurt
Prowadź nas na szlak, nadziei szlak
Gwiazdo dnia...

Podaruj nam bezpieczny ląd
Przystań daj naszym snom
Niechaj wędrówki naszej prom
Zdąża tam, gdzie woła dom

Tak wiele dróg, tak wiele dni
Znów zapal nam promienny znicz
Ukaż nam ten trakt, nadziei trakt
Gwiazdo dnia...

Andrzej Korzyński (kompozytor)

W pustyni i w puszczy (1973)

Baobab - Marek Dutkiewicz


Dwa Plus Jeden
Baobab

Marek Dutkiewicz


Wielką falą opadł na mnie sen z ciepłych stron
Znów dokoła była piachu biel, lasu woń

Nie budźcie mnie, pozostanie mi żal
Że to sen, tylko sen i więcej nic
Bo choć jest wokół dąb, jasny i pogodny jak dom
Trudno wytłumaczyć, czym był baobab nasz

Niechaj sen niesie mi
Słodki smak tamtych dni
Niechaj dach, z liści dach
Nuci nam swoją baśń

Co mi tam dąb, co mi sto innych drzew
Mogę dać każde z nich za tamten dom
Powiedz mi, kogo z was przygarnęło drzewo pod dach?
Powiedz mi, gdzie podział się dziś baobab nasz?

Niechaj sen...

W pustyni i w puszczy (1973)

Zęby - Marek Koterski


Robert Rozmus  👉👉👉
Zęby


Marek Koterski


Przez te moje zrujnowane zęby
Tknąć nie mogę obolałej gęby
Jeść nie mogę, myśleć ani działać
Cały świat mi zmalał
Do rwącego zęba

O zęby
Dlaczego ciągle mnie bolicie?
O zęby
Już przez was mi obrzydło życie
A-a-a
Całe życie męka
Zębiska
Przez was mi dotkliwie we łbie błyska
Zębiska
Przez was nie mogę użyć pyska
Nawet... mać
Nie mogę buzi dać

Pyralgina, gardan
Pyralgina, gardan - nie pomaga
Nawet wódka
Nawet wódka, straszny ból się wzmaga
Zwijam się w męczarniach
Zwijam się w męczarniach, jęczę i kwiczę
Jak postrzelony ktoś
Jak postrzelony ktoś
Ryczę jak ranny łoś

Trzonowe
Ból mi rozsadza głowę
Siekacze
Z boleści przez was płaczę
E-e-e
Jak mnie w paszczęce rwie
Mądrości
Od proszków już mam mdłości
Przez oczne
Majaki mam pomroczne
O-o-o
Jak mnie napieprza to
O-o-o
Jak mnie napieprza to

Zęby, przez was chyba skonam w męce
Rzucę się na linę
Rzucę się na linę lub przekręcę
Zrobię połyk
Zrobię połyk albo się pochlastam
Przez was, zepsute kły
Już toczę krwawe łzy

Przez te moje zrujnowane zęby...

O zęby
Dlaczego ciągle mnie bolicie?...

Najważniejsze mieć - Marek Koterski


Robert Rozmus
Najważniejsze mieć

Marek Koterski


Najważniejsze - mieć
Najważniejsze - żreć
Najważniejsze - napchać się do syta
Więc, co możesz, łap
Każdy pieniądz - chap
Co tam inni, co Rzeczpospolita

Najważniejsze - mieć
Najważniejsze - żreć
Reszta - fajans, reszta to ciemnota
A jeśli chcesz być
Jak chcesz godnie żyć
To klep sobie biedę, mnie to lata

Bo mnie to lata do końca świata
W piekle czy w niebie
W piekle czy w niebie
Ja zawsze wyrwę coś dla siebie

Tyle biorę, ile dają
Sami się z pieniędzmi pchają
Od początku tego świata
Ktoś z kogoś robi wariata

Może se ryczeć ranny łoś
Ktoś nie spać, aby spać mógł ktoś
Byle chapnąć coś, byle chapnąć coś
Byle chapnąć, chapnąć coś

Łokciem, na chama, boksuj, rąb
Z kopyta, ze łba, w jaja, w ząb
Ktoś nie ma, żeby mieć mógł ktoś
Ktoś nie ma, żebyś ty miał coś
Byś ty miał, musi nie mieć ktoś
Byle chapnąć coś, byle capnąć coś
Byle chapnąć, capnąć coś

Najważniejsze – mieć...

Najważniejsze - mieć
Najważniejsze - brać
Nażreć się, nachlać, beknąć i spać

Robert Rozmus
Marek Koterski
Andrzej Korzyński (komp.)

Hau hau - Marek Koterski


Robert Rozmus - Hau hau

Marek Koterski


Idzie lato, wtedy wy
Wyganiacie, porzucacie swoje psy
Oto my, wasze psy
Już niechciane, odtrącone
Niekochane już, zdradzone
Jak te psy, jak te psy

Czy pamiętasz ten lasek w oddali
Gdzieśmy sobie co wieczór biegali?
Czy pamiętasz ten szczególny palik
Gdzieśmy sobie zawsze razem lali?

To my, psy, do schroniska oddane
To my, psy, wywiezione w nieznane
Porzucone daleko od domu
Z dnia na dzień niepotrzebne nikomu
Zostawione przy rozstajnych drogach
Wygłodniałe, na ostatnich nogach
Udręczone tułaczym pragnieniem
Pod nagłego sieroctwa brzemieniem
Przeganiane kamieniami
Znacząc drogę psimi łzami
Powrócimy do was, państwo
By ukarać wasze draństwo

Czy pamiętasz ten lasek w oddali
Gdzieśmy sobie razem wariowali?
Czy pamiętasz to niezwykłe drzewo
Gdzieśmy mieli zwyczaj się odlewać?

My ratlerki i setery
Dobermany, foksteriery
Dogi, wyżły i boksery
Mastify i rottweilery
Owczarki i bulteriery
Ogary i sznaucery
Bernardyny i jamniki I czau-czauy, i pointery
Buldogi i dalmatyńczyki Mopsy i pekińczyki
Szpice, charty lub greyhoundy
Pudle i nowofundlandy
Oraz kundle wszystkich ras
Przyszczekamy pomścić nas

Wyrzuciłeś mnie na ulicę
Aż się śmiały ze mnie kundlice
To okrutne, to podłość, zniewaga!
Zawsze twoja - spanielica Aga

Hau, hau, hau
Kto będzie o mnie dbał?
Hau, hau, hau
Kto będzie o mnie dbał?
Hau, hau, hau
Z kim będę rano lal?

My, rozrywkowe psy sezonowe
My, wyrzucone z aut na out
Wykopane z samochodów
Zrzucone z wysokich schodów
Z zadzierzgniętą na szyi pętelką
Z przyczepioną do ogona belką
Przywiązane do latarni
Ludzie, jacyście marni!
Jacyście podli i bezduszni
No, kto mnie posmyra za uszkiem?
Kto mnie po brzuszku podrapie?
Kto poda dłoń mojej łapie?
Jak podam łapę twej dłoni
Ufając, że mnie nie wygonisz

Hau hau hau
Nikt się przecież do was nie pchał!

Dzisiaj, gdy życie nędzne jest - Marek Koterski


Robert Rozmus
Dzisiaj, gdy życie nędzne jest

Marek Koterski


Dzisiaj, gdy życie nędzne jest
I warczy na mnie własny pies
I wszystko gdzieś przepadło
Rozwiało się jak we mgle

Zimą mi zimno, latem gorąco
Jesienią smutno, wiosną źle

Nawet wtedy, gdy rosłem i brzydłem
I już byłem pryszczatym straszydłem
Jeszcze byłem Zamorą, Beatelsami i Zorro
Póki się nie zsunąłem na mydle

Wygrywałem Wimbledon oraz Milę Złotą
Byłem wielkim poetą, dziś jestem miernotą
I dzień każdy stał się dla mnie zmorą
Dziś jestem miernotą
I dzień każdy stał się dla mnie zmorą

A przecież wszystko miało być inaczej
Miało mi być wesoło i poszczęścić się
Teraz byle przeciwność - pogrążam się w rozpaczy
Bez powodu się śmieję, bez przyczyny płaczę

Kiedyś czuć potrafiłem i nienawiść, i miłość
I radości, i smutki, zniechęcenie i chęć
Teraz wszystko się jakoś we mnie wypaliło
Zimno, gorąco, smutno, źle

Teraz najwyżej czasem coś we mnie zawyje
Że znów mi schudły nogi, że żona znów tyje
Że włosy tak wychodzą, a dzieci tak rosną
Zimą, latem, jesienią i wiosną

Źle mi zawsze i wszędzie
Boże, co ze mną będzie ❓❓❓...

Robert Rozmus
Marek Koterski
Amdrzej Korzyński (kompozytor)

Czwarty świat - Marek Koterski


Czwarty świat


Marek Koterski

Czwarty świat
Spod dna nie słychać już pukania
Jedźmy w świat
Nie nasłuchując stąd wołania
Szkoda lat
Zostają tylko tu frajerzy
W żaden ład
Nikt, kto normalny, już nie wierzy

Samo dno
Z dołu nie słychać już pukania
Zrozum to
Nie masz tu nic już do szukania
Nie ma co
Na lepsze czasy tutaj czekać
Wiejmy stąd
Póki są siły, by uciekać

Byle gdzie
Byle najdalej z tego kraju
Niechaj się
Do reszty tu pozagryzają
Zrozum, że
Tu zawsze będziesz wyruchany
Dzieci swe
Uchrońmy chociaż od przegranej

Czwarty świat
Już beznadzieja dna sięgnęła
Czwarty świat
Polska do reszty utonęła
Czwarty świat
Skończyła się na dole skala
Czwarty świat
Trzeba po prostu wypier...

Pa ra ra
Już nie ma dla nas dobrych dróg
Fa ra ra
Z dołu nie słychać już puk-puk
Fta tpa tpa
Już nawet nie ma sił na łzy
Czwarty świat to właśnie my...

Robert Rozmus
Marek Koterski
Andrzej Korzyński (kompozytor)

Ruskich nie ma - Marek Koterski


Robert Rozmus
Ruskich nie ma

Marek Koterski


Są ludzie, co za punkt honoru
Mają w Marriotcie lub w Victorii
A ja sobie każdego wieczoru
Idę do baru mlecznej kategorii

Niech tam sztywniaki siedzą drętwo przy obrusach
I sztućcach – mnie to obce jest jak belka oku
Ja lubię wymaglować się porządnie w autobusach
I w barze kategorii mlecznej siąść o zmroku

Bo ja uwielbiam bary mleczne w porze lunchu
Czy znaszli drugi kraj, gdzie takie mleczne bary?
Gdzie barostessy głos przedziera się jak krzyk Komanczów
Przez wonny bukiet ścier i kapuścianej pary

Ruskich nie ma – pieści moje ucho
Ruskie się skończyły – chciwie chłonę
Ruskie wyszły – a ja wtedy płonę
Radością i nadzieją, rosnę duchem

I kiedy sęp podżera me kotlety z jajka
A szmatostessa z wiadra chlust pod nogi mi
Ten głos z okienka brzmi jak jakaś bajka
Jak najszczęśliwsze zwiastowanie brzmi

Ruskich nie ma – łowi moje ucho
Ruskie się skończyły – chciwie chłonę
Ruskie wyszły – a ja żyję, płonę
Radością i nadzieją, rosnę duchem

Nic to, że w ustach rosną z kwaśnym serem szare kluski
Nic, że się czujesz, jakby ktoś cię bił po twarzy
Że jesteś kundlem – wszystko jedna chwila zrównoważy
Gdy wreszcie ktoś ogłosi – nie ma ruskich

I choć ostatni konsumenci z baru wyszli
Ja siedzę, kołysany ściery pluskiem
Po to, by kiedy zawołają: Kto chciał ruskie?
Odkrzyknąć: Nikt ich nie chciał, same przyszli

Ruskie wyszły – brzmi mi w uszach jak muzyka
Ruskie się skończyły – słuch mój pije
Ruskich nie ma – spazm radości mnie zatyka
Ruskich już nie będzie – teraz żyję

R. Rozmus, M. Koterski, A. Korzyński (komp.)

Dolary, dolary - Marek Koterski


Marek Kondrat, Marlena Drozdowska
Robert Rozmus   👉👉👉👉👉👉👉
Dolary, dolary

Marek Koterski


Dolary, dolary
Dolary, dolary
Landsbery, landsbery, po dwa i po cztery
Dolary

Dolary, dolary dodają mi wiary
Od razu chce mi się żyć
Kiedy nie mam dolarów
To czuję się stary
Tylko wódę pić, żonę bić i wyć

Och, wy wyśnione
Wymarzone, wytęsknione
Me najdroższe, najsłodsze zielone
Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez

Dolce, dolce
Bez was się czuję jak przepędzony pies
Dolce, dolce
Kiedy was nie ma, oczy mam pełne łez
Gallia est omnis divisa in partes tres

Dolary, dolary, działacie jak czary
Przegranych zmieniacie w wygranych
Nieszczęśliwych w radosnych
Jesień zmieniacie w wiosnę
Nawet dziwce przywracacie wianek

Och, wy wyśnione
Wymarzone, wytęsknione
Me najbliższe, najsłodsze zielone
Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez

Dolce, dolce
Bez was się czuję jak przepędzony pies
Dolce, dolce
Gdy was zdobywam, oczy mam pełne łez
Gallia est omnis divisa in partes tres

Dolary, dolary, dodajecie mi pary
Z wami nawet chce mi się myć
Z wami będę, dolary
Brać się z życiem za bary
Bez was chudnąć lub z wami tyć

Ach, wy wyśnione
Wymarzone, wytęsknione
Warte wszystkiego, najdroższe zielone
Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez

Dolce, dolce
Bez was się czuję jak przepędzony pies
Dolce, dolce
Gdy o was myślę, oczy mam pełne łez
Gallia est omnis divisa in partes tres

Dolary, dolary, wy, sukcesu fanfary
W raj zmieniacie najcięższy kicz
Ja przed wami, dolary
Wyśpiewuję akt wiary
Bez was nie żyć lub z wami być

Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez
Dolce, dolce
Bez was się czuję jak przepędzony pies
Och, wy wyśnione
Wymarzone, wytęsknione
Me najsłodsze, najdroższe zielone
Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez
Gallia est omnis divisa in partes tres 

Kiedy byłem malutki - Marek Koterski


Robert Rozmus
Kiedy byłem malutki

Marek Koterski


Kiedy byłem malutki
Jak obrazek śliczniutki
Jak pączuszek krąglutki
Sło- sło- słodziutki
Wszyscy się mną zachwycali
Nasładzali i cmokali
Radośnie w dłonie klaskali
Rokowo przepowiadali

Tato mówił - będzie chwatem
Mama - będzie adwokatem
Architektem lub lekarzem
Sławnych nauk luminarzem
Ministrem lub dyrektorem
Albo też ambasadorem
Policjantem lub złodziejem
Lub wszechmocnym czarodziejem

Potem, będąc chłopczykiem
Chciałem zostać lotnikiem
Strażakiem, generałem
Królem nad światem całym
Wszechmocnym czarodziejem
Policjantem, złodziejem
Piłkarskim napastnikiem
Jestem nieudacznikiem
Nikim, nikim!

Kiedy byłem malutki
Jak obrazek śliczniutki
Wywróżono mi przyszłość
Świe- świe- świetlaną
Skoro jesteś milutki
I jak pączek krąglutki
To na pewno kimś wielkim
Zo- zo- zostaniesz

Ileż razy to w myślach
Osiągałem wszystko
Nic z tego nie zostało
Nie chce wierzyć się
Udało mi się tylko
Nie być komunistą
Zimno, gorąco, zimno
Gorąco, smutno, źle

Kiedyś była miłość wiosną
Kiedyś zboże latem rosło
Kiedyś była jesień w dymach
Kiedyś śnieżki były zimą
Gdzież się nagle to podziało
Cóż się nagle ze mną stało
Że teraz tylko zielono-biało
Zielono-biało...

Miłość handlarki obwoźnej... - Marek Koterski


Marlena Drozdowska
Miłość handlarki obwoźnej
do pirata kasetowego

Marek Koterski


Wiosna przyszła przeważnie mroźna
Wiatr wiał raczej nie do ustania
Ona była handlarka obwoźna
On sprzedawał pirackie nagrania

Czułam się już jak taśma zdarta
Od uczenia tych głupków w szkole
Dość już mam Kierkegaarda i Sartre'a
Ja państwową posadę chromolę

Zakochałam się jak idiotka
Wprost formalnie straciłam głowę
Ja trzymałam swój towar na schodkach
On rozłożył swe łóżko polowe

Zakochałam się jak idiotka
On zakochał się jak idiota
Gryzłam Marsa i byłam słodka
On na szyi miał kilo złota

Teraz słonko nam zaświeci
Będziemy mieć forsy jak śmieci
Jak się podstawi, to naleci
I będziemy mieć tłuste dzieci

Będziemy mieć kupę szmalu
W życiu sobie każdy kowalem
Złapię wszystko, co podleci
Zgarniem cały szmal, jak leci

Będziemy mieć fury kurzu
I w ogóle wszystkiego dużo

Minął czerwiec, lipiec upalny
Już rządziliśmy razem ulicą
Aż tu nadszedł ten dzień fatalny
Obok tamta stanęła z pizzą

On był odtąd przeważnie bania
O mnie przestał czynić starania
Ja czekałam jego wyznania
A on tylko z kasety - niestety

Przyszła jesień - czas opadania
Jemu miłość przeszła od stania
Wiatr i deszcz chłostały ulicę
On napalił się na tę pizzę

Coraz dalej stawał od mych schodów
Łóżko bliżej rozkładał hot dogów
I zostawił mnie tak na ulicy
A sam odszedł z łóżkiem do tej pizzy

Jej pirackie puszcza nagrania
A ja chrypię jak taśma zdarta
Nogi cierpną od zimna i stania
Lecz chromolę już uczyć w szkole
Ja Forsytha już wolę niż Sartre'a
I handlarką obwoźną być wolę

Jej pirackie puszcza nagrania
A ja chrypię jak taśma zdarta...

M. Koterski, M. Drozdowska, A. Korzyński (komp.)

Polska wielbłądzica - Marek Koterski


Marlena Drozdowska
Polska wielbłądzica

Marek Koterski


Idę sobie, waląc obcasami
Idę sobie, rzucając bokami
Z brzuchem rozepchanym
Ziemniarami, kotletami
Bigosami, golonami
Fasolkami, kiełbachami
Drożdżówami, parówami
I ciążami

Obwieszona jucznymi sakwami
Z pętającym się psem pod nogami
Z wyrwanymi przez dzieci rękami
W głowie huczy i mgła przed oczami

Taranując siatami, torbami
Oto idę - polska wielbłądzica
Blok mą jurtą, pustynią ulica
Sklep oazą, bazar żerowiskiem

Kroczę z czujnym i zaciętym pyskiem
Klnąc i modląc się do Matki Boskiej
Crazy Polish camel, crazy Polish camel
Crazy Polish camel, dromader Piotrkowskiej

Raz w tygodniu mąż się na mnie zdyszy
Czasem płacz mój sąsiadka usłyszy
Gdy zepsuty zamilknie odkurzacz
Czasem nienawidzę - Boże, przebacz

Wracam do tej betonowej grozy
I nawet nie mam powiedzieć komu
Że chciałabym dostać takiej sklerozy
Żeby zapomnieć drogi do domu

Gdyby mnie tak jeszcze ktoś pokochał
Ktoś ładny, dobry i bogaty
Najlepiej bym chciała Włocha
Żeby mi przynosił kwiaty

Woził mnie w dalekie kraje
Pływał ze mną w ciepłych morzach
Choć się trochę wody boję
I obawiam się podróży

Gdybym tylko była pokochana
Zamilcz, serce - to fatamorgana

Zamilcz, serce, już piąta godzina
Czas pocieszyć mojego kretyna
Czas nakarmić i oprać bachory
Żeby zdążyć przed telewizorem

Więc se lezę na ostatnich nogach
Wyrąbuję se drogę łokciami
Gil przy nosie i robię bokami
Po wielbłądziu przeżuwam hot doga

Tak się czuję, jakbym szła do kozy
Tylko, błagam, nie mówcie nikomu
Że chciałabym dostać takiej sklerozy
Żeby zapomnieć drogi do domu

Idę, waląc obcasami...

M. Koterski, M.Drozdowska, A. Korzyński (komp.)