Alicja Majewska
Każdy z nas się narodził
Ernest Bryll
I spłynął na to miasto
Ciemne, zadymione
Wiatru wodospad
Czysty, doskonały
W którym anioły
Jak pstrągi skakały
I wziął to miasto
Pod swoją obronę
Sam Bóg radosny
I Lewiatan chwały
Każdy z nas się narodził
Każdy z nas jest gwiazdą
Wyjdźmy z ukrycia
Zaświećmy, zaświećmy
Zaświećmy nad ziemią
Gdy Bóg przychodzi
To w Nim żyje każdy
Spójrzmy na siebie
Zajaśniała ciemność
Sam Bóg radości wielkiej
I Lewiatan chwały
Krążył po placach
Trzepotał płetwami
Wołając, byśmy wyszli
Z domów swoich, siedli
A ciało Jego dzielili i jedli
I dyszał nam do okien
I huczał nad nami
Dotknął nas i pozwolił rany swej dotykać
A potem poszedł. Kto wie, czy się zjawi
Jedni wiernie czekają, nie chcą drzwi przymykać
Drudzy je zatrzasnęli
Czy Mu rana krwawi?
Czy już zarosła blizną zapomnienia?
Bo kto z nas godny był tego cierpienia
Bo kto z nas godny był tego cierpienia
Bo kto z nas godny był
Dotknął nas, dotknął nas
Na razie na tych, którzy zapomnieli
I na tych, którzy u drzwi wciąż czuwają
Spłynęła cisza
Czasem nam się zdaje
Że słychać Jego kroki. Daleko, niepewnie
Że czeka na nas. Chodzi zatroskany
I prosi: Przyjdźcie, dotknijcie tej rany
Jeżeli nie wierzycie, znów was krwią upewnię
Jeżeli nie wierzycie, znów was krwią upewnię
Jeżeli nie wierzycie
Bóg odrzucił ten kamień
Jakby nic nie ważył
I wstał tak lekko z grobu
Że na twarzach straży
Nie było widać lęku ni zdumienia
Może nie zobaczyli
Że się świat odmienia
Czemuś kamień odwalił
Z nazbyt wielką siłą
I za szybko zmartwychwstał
Kamień nas przywalił
I myśmy nie zdążyli
Gdyś chciał nas ocalić...
A strażnicy grób dalej będą otaczali
Bo nic się w nas nie zdarzyło...
Bóg odwalił nasz kamień
Łaski oczyszczenie pokazało
Jak każdy w brudzie był osobny
Tak popękany, sobie niepodobny
Połączony zwątpieniem
Tak jak ciało z cieniem
Pan odwalił nasz kamień
Wtedy nasze twarze
Trzeba było pokazać
I nasze zakłamanie
Bo każdy dobrze wiedział
Jeśli twarz pokaże
Oślepi siebie światłem
Zmartwychwstania
Więc z Bożego rozkazu
Anioł nam na twarzach
Imiona brudem namazał
Spowiadam się Tobie z radości, Boże
Co jest wszechmogąca jak Ty
Z radości, której nic już nie pomoże
Potop, popiół ani ociemniały świt
Sześcioma zmysłami, każdym duszy nerwem
Myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem
Wszystkim, czym jestem, wszystkim, czym będę
Spowiadam się Tobie z radości, Panie
Będę śpiewać ponad martwą dawno ciszą
Aż te serca bez muzyki mnie usłyszą
Będę śpiewać, aż rozpęknie się cierpienia orchidea
Będę śpiewać Tobie wniebowzięty pean
Hosanna, hosanna na wysokościach...
Spowiadam się Tobie z podziwu, Ojcze
Że cały świat z Ciebie do cna
Z podziwu, z jakim oczy pragną dojrzeć
Ten świat - a nie dojrzą nigdy do dna
Że jest kantata Bacha i adagio śniegu
Pustynie, pełnie, duszy kolibra ćwierć
Spowiadam się Tobie z podziwu bez brzegów
Że ręce, że życie, że czereśnie, że śmierć
Będę śpiewać ponad martwą dawno ciszą
Aż te serca bez muzyki mnie usłyszą
Będę śpiewać, aż rozpęknie się ze śmiechu Kasjopeja
Będę śpiewać Tobie wniebowzięty pean
Bolejąca matka stała
I łzy ludzkie wylewała
Że nieludzki był jej syn
Stała matka bolejąca
I nie mogła znaleźć końca
Nieskończonych jego win
Utopiła się w rozpaczy
Wiedząc, że mu nie przebaczy
Nigdy nigdzie nic i nikt
Jej opadłe ciężko ręce
Wrosły w ziemię, tylko serce
Wciąż paliła rana - wstyd
Może gdybym, synu, nie umarła tak wcześnie
Nalotami ptaków śpiewałyby wrześnie
Może żyłyby jeszcze oczy piwne i czarne
Z niebieskimi się kochając w noce ciche, parne
Wołano by je nie po numerach, lecz imionach
A gwiazdy byłyby na niebie, nie na ramionach
Wystarczyłby płot brzozowy, nie druty kolczaste
I dym z chlebowych pieców snułby się nad miastem
Może splamiłyby ci ręce czereśnie
Gdybym, synu, nie umarła tak wcześnie
Tak wcześnie
Bolejąca matka stała...
Wszystko to sprawił jej syn
Krew z jej krwi, kość z jej kości
Te nieludzkie morza krwi
Te nieludzkie góry kości
I umarła drugi raz
Matka takiego syna
Wtedy rzekł jej Syn bez skaz
Matko, to nie twoja wina
Matko, to nie twoja wina
Matko, to nie twoja wina
Matko!
Alicja Majewska i Marek Bałata
Cyrenejczyk
Monika Partyk
Nie na moje ręce
Silniejszego trzeba
Nie na moje serce
To dźwiganie nieba
Chyba nie wiedziałeś
Jaka jestem słaba
Spójrz, jak mi na ziemię
Niebo z rąk wypada
Nie na moje ręce
Silniejszego trzeba
Kusi mnie świat
Jak się przed nim bronić
Gdy robi wiele hałasu o nic
A ja tak bardzo lubię tańczyć
W ustach mieć słodko od pomarańczy
Durzy mnie świat
Rozrzucam ramiona i tańczę
W Cyrenie dla Szymona
Kręcę się, kręcę...
Byleby tylko
Byleby tylko nie słyszeć już więcej
Że płacze świat
Że płacze świat
Nie na moje ręce
Silniejszego trzeba
Nie na moje serce
To dźwiganie nieba
Nie na moje, Jezu
Trzeba się przymusić
Przymuś, bo nie wolno
Nieba mi pokruszyć
Różne wokół pory roku
Lecz póki się da
Śpiewajmy wiosnę życia
Ze wszystkich wiosen ta, ta jedna
Nam najbliższa, najprawdziwsza
Dopóki się da, śpiewajmy wiosnę życia
Szukajmy w niej serc naszych bicia
Niech więc to w nas niezmiennie trwa
Tak długo, jak się da
Niech reszta się nie liczy
Niech mija nas jesieni bliski czas
Więcej wiemy już, niż chcemy
Lecz póki się da
Śpiewajmy wiosnę życia
Tej wiosny każdy grzech nas cieszy
Gdy możemy jeszcze grzeszyć
Dopóki się ma coś jeszcze do przeżycia
Dopóki ktoś jest do zdobycia
Niech więc to w nas niezmiennie trwa...
Miną lata, ale nadal
Dopóki się da
Śpiewajmy wiosnę życia
I błędy wiosny tej przeróżne
Jak najprędzej znów powtórzmy
Dopóki się da, śpiewajmy wiosnę życia
Szukajmy w niej serc naszych bicia...
Alicja Majewska
Po prostu przyjdź i bądź
Tomasz Misiak
Ona była ambitna
On zwyczajny, jak wielu
Wolał żyć bez pośpiechu
Zamiast dążyć do celu
Ona biegła do przodu
On się łudził, że wróci
Chudł z miłości jak z głodu
I nieśmiało wciąż nucił
Niech się dzieje co bądź
Po prostu przyjdź i bądź
Weź z sobą, co masz wziąć
I zaraz przyjdź z daleka
Co chcesz, to o mnie sądź
Po drodze nawet zbłądź
Lecz w końcu przyjdź i bądź
Przyjdź, bo czekam
Pogubiła się w drodze
Mając celów bez liku
Długo biegła do przodu
Lecz dobiegła donikąd
Przystanęła speszona
Na życiowym zakręcie
Szczęściem znów usłyszała
Jego śpiewne zaklęcie
Niech się dzieje co bądź...
Więc wróciła do niego
On ją nosił na rękach
Cóż, właściwie w tym miejscu
Już się kończy piosenka
Pozostaje na finał
Dodać słówko lub zdanie
Kiedy kochasz i tęsknisz
Cicho zanuć, kochanie
Tak naprawdę to jesteśmy delikatni
Rozedrgani i niepewni swoich zdań
Więc zostawmy ochraniacze w pustej szatni
Wszystko jedno, czy dla panów, czy dla pań
Rozsznurujmy swe gorsety metalowe
Zrzućmy buty kute stalą w czarny spód
Kaski, hełmy, rękawice
Zbroje, tarcze, hakownice
I niech wróci nowa moda starych cnót
Moda na miłość romantyczną i bezsenną
Moda na czułość, delikatność i na płacz
Niech wróci moda zapomniana
Gdzieś porzucona i niechciana Jeśli nas jeszcze tak po prostu na to stać
Moda na dotyk aksamitny i powolny
Na długie listy, na zwierzenia i na szept
Niech wróci moda roztrwoniona
W połowie drogi zagubiona
Ja o to proszę, tego żądam, tego chcę
Tak naprawdę to jesteśmy nieporadni
Potykający się, niezdarni i bez szans
I niepozorni, i niemądrzy, i nieładni
I święty Piotr na pewno też przeoczy nas
Więc dajmy spokój z łomotaniem głową w ścianę
I z wybijaniem twardym murom sztucznych szczęk
Rzućmy kastety, łomy, pręty
Cały arsenał niepojęty
Niech objawi wreszcie swój ukryty wdzięk
Moda na miłość romantyczną i bezsenną
Moda na czułość, delikatność i na płacz
Niech wróci moda zapomniana
Gdzieś porzucona i niechciana
Jeśli nas jeszcze tak po prostu na to stać
Moda na dotyk aksamitny i powolny
Na długie listy, na zwierzenia i na szept
Niech wróci moda roztrwoniona
W połowie drogi zagubiona
Ja o to proszę, tego żądam, tego chcę
Alicja Majewska i Artur Andrus
Kolęda pocieszycielka
Artur Andrus
Przyjdzie, jak zwykle wieczorem, przyśpiewka taka niewielka
Znienacka i w samą porę kolęda pocieszycielka
I pójdą po świecie słuchy, że takie kolędowanie
Dodaje ludziom tyle otuchy, ze im na długo zostanie
Chodzi kolęda po kolędzie i proste słowa ludziom śle
Jakoś to będzie, jakoś będzie – bo czemu niby nie?
Kolęda po kolędzie chodzi, w oczy zagląda raz po raz
Ludzie zmęczeni, starzy, młodzi – miejcie dla siebie czas
Przyjdzie po pierwszym śniegu, ubrana raczej niedrogo
I pójdzie najpierw do tego, co iść już nie ma do kogo
Zabliźni bolesną zadrę w steranym sercu człowieka
I podyktuje mu taki adres, gdzie wciąż na niego ktoś czeka
Chodzi kolęda po kolędzie...
Może kolęda na nowo ułoży gwiazdy na niebie
Odnajdzie kartkę pocztową z dopiskiem „Brak mi tu ciebie”
I może trafi też do mnie i powie: „Ucz się na błędach”
Roznosicielka wzruszeń i wspomnień, pocieszycielka kolęda
Od kolorowych burz
Po sinoszare deszcze
Czy ty mnie kochasz już
Czy jeszcze
Tamtej czułości smak
Małe codzienne biedy
Czy kochasz jeszcze tak
Jak wtedy
Słowa skrywane na dnie
Gorzkie jak żale
Nie pytaj mnie co dalej
Może ktoś z Krainy Oz
Zmienia marzenia w lepszy los
Ziemskiego szczęścia most
Zwodzony prosto z nieba
Życia rozumieć wprost
Nie trzeba
Życie to skrawki snu
I tajemnice całe
Kwiaty czarnego bzu
Są białe
Alicja Majewska
Nieśpieszna piosenka o całym życiu
Artur Andrus 👉👉👉👉
Wszystko, co kiedyś było i teraz jest
I wszystko co przede mną
Kilka łez
Które mają moc tajemną
I tą siłą chronią, mój mały świat
Radość
Beztroski smak dzieciństwa
Ten błogi czas
Miłość
Ta przeżywana pierwszy raz
Młodość
Ta, która wiosną pachnie deszczem
Nie wie jeszcze, nie wie
Że kiedyś będzie mi się śnić
Znam smutku ból i śmiech
Gorycz i miód, cud i grzech
I kilka ważnych miejsc
Ile zdarzeń i dat
Taki jest ten mój mały świat
Słynny czerwony dywan
Do złotych sal
I miły szum zachwytu
Brat i bal
Jakieś zdjęcie, jakiś tytuł
Tak też bywa
Oto mój wielki świat
Wspomnień żal
Ogrzeje światy oba
Pamięć
Otulę melancholii mgłą
W żalu
Po kilku bliskich mi osobach
Jest nadzieja, przecież oni są...
Spełni się, przyjdzie znowu taki czas
Jeszcze raz będzie kochać każdy z nas
Spełni się, niebo spłynie nam do rąk
Będzie słońca jasny krąg
Będą wróżby z gwiazd
Spełni się, po bezsennych nocach - świt
Wróci myśl, że tak mocno nie żył nikt
Powiesz ty, może jutro powiem ja
Niech przez całą wieczność trwa
To, co teraz trwa
Wiem, dobrze wiem, tak się stanie
Znam, dobrze znam żywą pamięć
Znam wszystkie gwiazdy naszych Mlecznych Dróg
Chcę, byś je ze mną znaleźć mógł
Lecz musisz pragnąć mocno, tak jak ja
To nam się spełni
Spełni się, może spełni się bez słów
Uwierz mi, jutro będziesz ze mną znów
Ten sam dom, znane ściany, znane drzwi
Tylko ja i tylko ty
Uwierz mi
Spełni się, niebo spłynie nam do rąk
Będzie słońca jasny krąg
Będą wróżby z gwiazd
Wróżby z gwiazd
Poncho cha-cha-cha
Szanowne panie, oto taniec na karnawał
Poncho cha-cha-cha
Ten taniec innym tańcom nigdy szans nie dawał
Poncho cha-cha-cha
Tańczmy, odziane w indiańskiego strój juhasa
Z Peru, gdzie na szczytach skał
Tam gdzie na szczytach dzikich skał się kondor pasa
Przywdziawszy poncho, odwiedźmy rączo
Znany kombinat rozrywkowy "Pod Pajączkiem"
A kiedy skończą grać cha-chę poncho
Dajmy zaprosić się do baru na poncz z pączkiem
Siostro bliźniacza, dalej, dalej, ruszaj głową
Jakaż to cha-cha zabrzmieć teraz ma na nowo?
Pączek cha-cha-cha
Ach, bystra jesteś w skojarzeniach wprost niezwykle
Pączek cha-cha-cha
Zadedykować by ją można firmie Blikle 👉👉👉
Pączek, poncho, poncz
Szczerze przyznaję, że zaczynam tracić wątek
Prządź go, siostro, motaj, plącz
Bo to dopiero naszej cha-chy jest początek
Bo pewien facet, co czytał "Puncha"
Angielskie takie "Szpilki" sobie czytał
Gwałtem nas porwał do swego rancza
Pod miastem Pińczów - a w Pińczowie właśnie świta
Geograficzna owa nazwa cóż oznacza?
Jakaż to cha-cha ma być teraz, jaka cha-cha?
Pińczów cha-cha-cha
Typ z rancza poncz, czytając "Puncha", w poncho sączył
Pińczów cha-cha-cha
Ja nie wytrzymam, ona zaraz mnie wykończy
Pińczów, poncho, "Punch"
Darmo, gołąbko biała, załamujesz dłonie
Ten właściciel kilku rancz
Ma cię w swej mocy i to wcale nie jest koniec
A koniec wcale nie będzie przykry
Bo tego typa ślady, lubo pojedyncze
W tęsknoty szale bezbłędnie wykrył
Pan Czesio, co nas kocha, i pies jego, pinczer
W decydującą fazę cha-cha nasza wkracza
Pan Czesio cha-cha? Nie, kochanie, pinczer cha-cha
Pinczer cha-cha-cha
Pan Czesio? Punch, punch, co się ze mną porobiło
Pinczer, poncho, "Punch"
Ja oszaleję, poncho, poncho mi to było?
Pinczer cha-cha-cha
Mam w mózgu wodę, lecz to moja własna wina
No a teraz pa, pa, pa
Chwileczkę, siostro, jeszcze balet, potem finał
Poncho cha-cha-cha
Szanowne panie, oto taniec na karnawał
Poncho cha-cha-cha
Ten taniec innym tańcom nigdy szans nie dawał
Poncho cha-cha-cha
Zamiast je tańczyć, lepie wiać na cztery wiatry
No a teraz pa, pa, pa
A teraz pa, do zobaczenia u psychiatry...
Jak wędrowny gość blisko was
Chodzę ulicami w cichą noc
Na mokre włosy teraz już nie patrzy nikt
Nawet oczy mokre mam
Tam światła w oknach
Chociaż szyby dotknę
To ciepły dom dla serc zagubionych
Pachnie już na stole ciepły chleb
Ciepły dom, w nim piec rozpalony
I ciepłe dłonie,czy odnajdę gdzieś
Ludzi, którzy przyjmą tam i mnie
Tak bardzo chciałam dziś, właśnie dziś
Właśnie dziś ogrzać ręce wśród serc
Z ludźmi siąść, zanim pójdą spać
W deszczu mokną cienie lamp
Tam światła w oknach
Chociaż szyby dotknę
To ciepły dom dla serc zagubionych...
Niepotrzebni, głupi, źli
Pod oknami wam się śni
Ciepły dom dla serc zagubionych
Ciepły dom, w nim piec rozpalony
Są szczęśliwi ludzie pośród nas
Żyją, jakby dla nich wymyślono świat
Zawsze pewni swego
Wiedzą, że nic złego
Przynieść im nie może przychylny czas
Są szczęśliwi ludzie, wiem, że są
Miłość, złoto, sławę mają, kiedy chcą
Kiedy patrzę na nich
Dręczy mnie pytanie
Czemu właśnie oni, nie ja?
Dlaczego nie ja, dlaczego nie?
Czemu los obojętnie tak
Przechodzi koło mnie, kto wie?
Dlaczego nie ja, dlaczego nie?
Ja naprawdę niewiele tak od życia chcę
Łatwo wmówić sobie, że to pech
Jednak bez powodu nic nie dzieje się
Może jestem dziwna
Może zbyt naiwna
Nikt, niestety, szczęścia nie uczył mnie
Dobrze wiem, że darmo nie ma nic
Nieraz już płaciłam za nadziei błysk
Szczęście było obok
Zabrał je ze sobą
Ktoś i tak bogatszy niż ja
Dlaczego nie ja, dlaczego nie?
Może w zamian nie umiem nic dać
Może sama zbyt wiele chcę?
Dlaczego nie ja, dlaczego nie?
Ja naprawdę niewiele tak dla siebie chcę
Dlaczego nie ja, dlaczego nie?
Czemu los obojętnie tak
Przechodzi koło mnie, kto wie?
Dlaczego nie ja, dlaczego nie?
Ja naprawdę niewiele tak od życia chcę
Alicja Majewska
Chcę pokochać cię od nowa
Andrzej Samson
Niech pada deszcz i śnieg
Niech wieje wiatr od Tatr
Niech sobie los toczy grę
Niech rzeka tka swój ścieg
Niech sarna gna pod wiatr
Niech spełni się to, co chcę
Chcę pokochać cię od nowa
Chcę odszukać cię znów
Gdzieś zgubiły mi się słowa
Gdzieś zginąłeś wśród słów
Dziś milczeniem cię tu wołam
Dziś ja milczę, ty - mów
Niech pada deszcz i śnieg...
Dziś milczeniem cię tu wołam
Dziś ja milczę, ty - mów
Alicja Majewska
Nie mów jestem sam
Marek Gaszyński 👉👉👉
Nie mów: "Nie mam nic"
Mamy przecież radość w oczach
Nie mów: "Nie mam nic"
Mamy przecież słońce złote
Nie mów: "Nie mam nic"
Mamy tyle gwiazd na niebie
Mamy siebie i już
Nie mów: "Nie chcę nic"
Chcemy przecież tyle przeżyć
Nie mów: "Nie chcę nic"
Chcemy wszystkim ludziom wierzyć
Nie mów: "Nie chcę nic"
Otwórz oczy, spójrz dokoła
Cały świat woła nas
Ucieka czas
Czy starczy tyle życia
Żeby wszystko poznać
Ucieka czas
Czy starczy światła w oczach
Żeby wszystko dojrzeć
Ucieka czas
Czy starczy jeszcze siły
Żeby wszędzie dotrzeć
Ucieka czas
Czy starczy jeszcze chęci
Żeby żyć
Nie mów: "Jest mi źle"
Kiedy wiosna z nieba spada
Nie mów: "Jest mi źle"
Kiedy wiatr w gałęziach gada
Nie mów: "Jest mi źle"
Gdy ci myśli mąci wino
Kiedy miłość jest tuż
Nie mów: "Jestem sam"
Słuchaj, jaka gra muzyka
Nie mów: "Jestem sam"
Drzwi przede mną nie zamykaj
Nie mów: "Jestem sam"
Otwórz oczy, spójrz dokoła
Cały świat woła nas
Ucieka czas...