Izabela Trojanowska
Liczy się tylko czas
Marek Dutkiewicz 👉👉👉
Dam tobie klucze do mego świata
Oto zegarek, to jest nasz władca
Wszystko jest złudą, liczy się tylko czas
Dam ci kalendarz automatyczny
Życia koleje w mig ci wyliczy
Nie licz pieniędzy, liczy się tylko czas
Ziemia słońce obiega przez 12 miesięcy
Miesiąc dni ma 30, czasem mniej, czasem więcej
W każdym roku pór roku jest od czterech do sześciu
Od upałów do chłodów lub od słońca do deszczu
Jak tobie płynie czas
Czym mierzysz swoje dni
Czy go zbyt wiele masz
Co robisz z czasem swym
Jak tobie płynie czas
Strumieniem lat i zim
Czy wartość czasu znasz
Czy żyjesz w zgodzie z nim?...
Izabela Trojanowska z Budką Suflera
Sobie na złość
Andrzej Mogielnicki
Dzisiaj będzie już inaczej
Przemyślałam to
Dzisiaj inną mnie zobaczysz
To już inny ktoś
Dosyć już słodkich min, czułych scen
Możesz być, możesz iść - jak tam chcesz
Rozdałam już, co mogłam dać
Od dziś nauczę się brać
Gdy serce zbyt zacznie znów bić
Sto razy powiem - już dość
Sobie na złość, sobie na złość
Zapomnij o tych dobrych czasach
Dziś to już nie to
Papieros w ustach, zima w głosie
Ostry, chłodny wzrok
Dosyć już słodkich min, czułych scen
Możesz być, możesz iść - jak tam chcesz
Izabela Trojanowska
i Budką Suflera
Tyle samo prawd ile kłamstw
Andrzej Mogielnicki
Uczę się od lat, staram się od lat
By sprawiedliwą miarką móc odmierzyć świat
Oddzielić ziarna od plew, od bieli czerń
Wśród tylu znaczeń prostych odnaleźć sens
Czego ty chcesz, pytają mnie
Masz w głowie chyba źle
Co ci to da - prawda czy fałsz
Jedna pozorów gra
Co ci się śni, pytasz, czy kpisz
Nie wygrasz na tym nic
Nie wygrasz nic
Tyle samo prawd ile kłamstw
Rządzi całym światem mym
Tyle samo prawd ile kłamstw
Kieruje nim
Tyle samo prawd ile kłamstw
Pośród mijających dni
Że sam diabeł nie odróżni ich
Uczę się od lat, staram się od lat
By wyszło mi to moje - dwa razy dwa
Próbuję raz któryś już obliczać znów
Ułożyć na to życie sensowny wzór
Izabela Trojanowska
z Budką Suflera
Pytanie o siebie
Andrzej Mogielnicki
Skarżysz się, że nic pewnego
Nie możesz mieć
Pytasz mnie, co dzień
Dlaczego tak zmieniam się
Już nawet gdy chodzisz, gdy śpisz
Wciąż tylko to w głowie ci tkwi
Ta jedna myśl
Czy to jestem ja
Czy to jedna z moich ról
Któryś z rzędu akt, w którym
Cudze kwestie przepowiadam znów
Czy to ciągle ja, czy to inny już ktoś
Całkiem nowa twarz
Przed minutą wymyślony obcy głos
Pytasz znów, czy wciąż mnie bawi
Ten wieczny cyrk
Dobrze wiem, że masz
Już prawie dosyć tej gry
Co z tego, że dobrze to wiem
Gdy muszę sto razy na dzień
Też pytać się
Izabela Trojanowska
z Budką Suflera
Komu więcej, komu mniej
Andrzej Mogielnicki 👉👉👉
Rodzimy się
W tej samej chwili gdzieś jedna z gwiazd
Zakwita nagle w niebie jak pąk
Podobno dzieje się tak
Rodzimy się
I choć dowodów na to wciąż brak
Gdzieś ponoć w jednej z miliona ksiąg
Już zapisane jest tam
Komu trochę więcej
Komu trochę mniej
Szczęsnych trafów ześle los
Komu w pieśni serca
Komu w ciszy złej
Życie gorzką spłynie łzą
Rodzimy się
By płynąć krótko w bezkresie dni
Pytając ciągle, jak to z tym jest
Czy z prądem to, czy pod prąd
Tak aż po kres, aż za plecami
Ostatnie drzwi ktoś zamknie
Wreszcie po wieków wiek
By przerwać pytań tych krąg
Komu trochę więcej...
Komu czyste ręce
Komu zgięty grzbiet
Komu miód, a komu garb
Kto ma trochę więcej
Kto ma trochę mniej
W talii tej znaczonych kart...
Izabela Trojanowska
z Budką Suflera
Jestem twoim grzechem
Andrzej Mogielnicki
Jestem twoim grzechem
Twym sekretnym lustrem
W którym pragniesz przejrzeć się
Co noc
Jestem twym oddechem
Nieskończonym bóstwem
W którym mieszka dobro twe
I zło
Codziennie chcesz więcej mnie
Więcej mnie mieć
Wciąż wyższy stawiasz mur
Za krokiem w krok chciałbyś dojść
Odnaleźć punkt
Za którym mnie nie będzie już
Choćbyś był jedynym moich snów autorem
Choćbyś absolutną władzę miał
Choćbyś wiedział znacznie wcześniej już
Co teraz wolę
Będziesz tylko cząstkę prawdy znał
Całej nie dostaniesz mnie i tak...
Jestem twoim słowem
Jednym i najprostszym
W którym cała słodycz tkwi
I jad
Jestem twoim wrogiem
Niewidzialnym ostrzem
Na którego końcu drży twój świat
Dziwnie jakoś tak
Uprościł nam się świat
Wszystko się da wycenić
Możesz śmiać się w nos losowi
Jeśli wciąż dźwięczy ci
Grosz w kieszeni
Wszystko cenę ma
I wartość swoją zna
Wszystko, w co grać spróbujesz
Najzwyklejsza rzecz
Zwyczajny ludzki gest
Nawet ten gest kosztuje
Słyszysz raz po raz
Za darmo nic
Darmo nie ma już nic...
Tak już jest - taki zaczął się styl
Chcesz czy nie
Musisz zgodzić się z tym
W każdej grze, czyś jest aktor
Czy widz - darmo nie ma
Dziwnie jakoś tak
Zawęził nam się świat
Spróbuj tu nie narzekać
Pośród mowy cyfr
Rzadko słychać w nim
Normalny głos człowieka
Gdy świat w kawałki na twych oczach rozpadł się
Gdy nie ma już ucieczki nawet w tępy sen
Gdy każdy dzień wyszczerza zęby jak zły pies
Jest jedna rzecz, którą w szaleństwie warto mieć
Luz-blues, w niebie same dziury
Luz-blues, skóra lgnie do skóry
Luz-blues, nasz ostatni azyl
Kaloryfer parzy, dziś zaczęli grzać
Może do piekła pójdę
I nie dla mnie raj
Choćbym przemycać miała
Wezmę ciebie tam
Luz-blues, w niebie same dziury
Luz-blues, skóra chce do skóry
Luz-blues, słodki, słodki ból
Luz-blues, do utraty tchu
Luz-blues, ostatni azyl
Kaloryfer parzy znów zaczęli grzać
Głowa pęka ci w szwach
Maska wrosła w twoją twarz - zaufaj mi
Wielką czułość ci dam
Bilet aż do nieba bram zafunduję ci
Tu nie musisz już kląć
Walczyć, kłamać lub się giąć - oto twój schron
Bliżej chodź, bliżej bądź, przestań pytać mnie o koszt
Zacznij ze mną lot...
Luz-blues, w niebie same dziury
Luz-blues, skóra chce do skóry
Luz-blues, nasz ostatni azyl
Kaloryfer parzy dziś zaczęli grzać
Głowa pęka ci w szwach...
Luz-blues, słodki, słodki ból
Luz-blues, do utraty tchu
Luz-blues, ostatni azyl
Luz-blues, do utraty tchu
Luz-blues, słodki, słodki ból
Luz-blues, do utraty tchu...
Sto druga frustracja
Osiemsetny stres
Znowu alienacja
Samotnyś jak pies
Najłatwiejszy unik
Najłatwiejszy lot
Tak skuteczny wynik
Minimalny koszt
Sam się obsadziłeś
Sam na scenie grasz
Jakże się sprawdziłeś
W roli życia, ach
Mylisz się niestety
Plakat zdziwi cię
Płonące litery
W roli głównej śmierć
Totalna hipnoza, totalny trans
Błękitna narkoza, patent na raj
Totalna hipnoza, kosmiczny trans
Za dozą wciąż doza - klatka bez krat
Na wietrze pochodnie
W pełnym blasku dnia
Niewidoczny płomień
Lecz powietrze drga
Głosy naszych syren
Opuściły nas
Człowiek z tamburynem
Właśnie daje znak
Biali aniołowie
Poprowadzą cię
Poprzez czarny tunel
Poprzez wielki lęk
Za barierą światła
Elektryczna noc
Już, już zapałka zgasła
Kołysanka stop
Totalna hipnoza, totalny trans
Błękitna narkoza, patent na raj
Totalna hipnoza, kosmiczny trans
Za dozą wciąż doza - klatka bez krat
Piąta pięć, kiedy mleko na schody
Wnosi gość, który nie jest już młody
Myślę hej, jaki on jest samotny
Potem znów tonę w twoich ramionach
Wyspa snów jeszcze raz do mnie woła
Ranny blues jest cudownie łagodny
Pośród palm tańczę z tobą na plaży
Złego nic tu nie może się zdarzyć
Szklana łódź czeka na nas w zatoce
Ciepły wiatr niesie zapach wanilii
Wokół trwa senny łopot motyli
Wszystko tu możesz kupić za grosze
Grosze, za grosze
Fatamo, fatamo
Fatamorgana
Twarz pod koc, przespać noc
Byle do rana
Kocham się z tobą pod gołym niebem
Bryza nam chłodzi ciała powiewem
Kwiaty śpią, jutro wstaną do słońca
Brudny świt znowu pcham z mlekiem wózek
Poprzez chłód, zimny deszcz i kałuże
Setna sień i znów schody bez końca
Końca, bez końca
Co ja tu robię, co przygnało mnie tu
W fioletowym amoku kołysze się tłum
Wargi do warg, elity bal, jest cudnie
Królowie srebra wyskoczyli na ring
Żony w domu zostały nie licząc na nic
Oczy ich są codziennie bardziej smutne
Ten co kapelę swoją spuścił na psy
Dawno umarł, lecz o tym nie powiedział mu nikt
Przed domem merc w Hamburgu gdzieś skradziony
Jego audycji słucha Kalisz i świat
Przyszedł dziś z wokalistką, potem pójdzie z nią spać
W radiu da cynk, że głos jej wart miliony
Giganci tańczą, ultrafiolet wydobywa biel
Giganci tańczą, każdy w sobie zakochany jest
Rekiny disco pływające w lunatyka śnie
Na bramce pan bóg, za pieniądze też go możesz mieć
Już komandosi seksu wyszli na front
Wylądował ich desant, oliwią już broń
Nie będą tu do rana tkwić bezczynnie
Ruda modliszka właśnie spływa za bar
Uśmiech jak do kamery, to gwiazda gwiazd
Ale to sen - jutro do Kielc gościnnie
Ten facet od godziny przedrzeźnia mnie
Małpuje każdy mój grymas, każdy mój gest
Biję go w nos, sypie się szkło - to lustro
Co ja tu robię, co przygnało mnie tu
Jak złapany stop-klatką zatrzymał się tłum
Umiera bal, elity bal, jak pusto
Giganci tańczą, ultrafiolet wydobywa biel
Giganci tańczą, każdy w sobie zakochany jest
Rekiny disco pływające w lunatyka śnie
Na bramce pan bóg, za pieniądze też go możesz mieć
Jaki jest wynik gry nie wiem, nie pytaj mnie
Jak na imię tej grze, tego nie wiem już też
Wczoraj tak było tak, nie znaczyło zaś nie
Nie mieszało się nam czarne z białym co dzień
Wczoraj niewinni tak, dzisiaj pionki w grze
Wczoraj błękitny wiatr, dzisiaj duszny zły sen
Z drugiej strony mych snów wszystko lepszy ma smak
Bo w powietrzu jest luz i muzyka wciąż gra
Za ostatni grosz
Kupię dziś chociaż cień tamtych dni
Za ostatni grosz
Wino z zielonych lat chcę znów pić
Kiedy zaczął się wić kręty, pochyły szlak
Gdzie był pierwszy nasz krok w rozpadlinę bez dna
Gdy srebrników garść przekonała nas, że
Kiedy dają, to brać, każdy głupi to wie
Bilans zysków i strat prowadzimy od lat
Nie ma czego w nim kryć, nie ma czego się bać
Skąd więc na lustra dnie z progu każdego dnia
Wita cię najpierw wstręt, potem brat jego strach
Za ostatni grosz Kupię dziś chociaż cień tamtych dni
Za ostatni grosz
Wino z zielonych lat chcę znów pić
Jam z tej chatki rwała kwiatki
Nie spytali ojca, matki
Wielbiciele biorą haracz
Z mojej Rock and Polka Group
Polka, Polka rock and roll'ka
Widać taka moja dola
Muszę robić za idola
Niech rozszarpią mnie gitary
Cały świat już mam u stóp
Szafy hukną z całej pa...
Szafy hukną z całej pary
Zagraj Polkę, Polkę idolkę, Polkę idolkę
Zagraj Polkę, rock and roll'kę graj
Zagraj Polkę, Polkę idolkę, Polkę idolkę
Zagraj Polkę, rock and roll'kę - hu, hu
Cóż to za metamorfoza
Twarz w tatuaż, włosy w czub
Gdzieś ta mała, głupia koza
Cały świat już mam u stóp
Gdy się wzmacniam erotycznie
Nawiedzonych pęka klub
Jest po prostu, "idolicznie"
Zagraj Polkę...
Idologia, to jest to
Kto by miał jej za złe, kto
Ido-, ido-, idole - graj rock and roll'e - ole
A gdy trafi mi się facet
Życie mi wzbogaci się
Ach, cóż będzie to za ślub
Będą świnki, będzie drób
Idol musi żyć inaczej...
Gdy załapię dobrą passę
Zaraz sobie skoczę w rejs
Szmal obfity, balet kusy
Maxi bajer, sztuki mniej
Niech się spłaczą Polonusy - w USA
Heavy metal, to dla mnie detal
Heavy metal, to jest to
New Romantic to jest antyk
Jutro śmigam przez Atlantic
Przez Atlantic, you know
Heavy metal - to dla mnie detal
New Romantic - to już antyk
Nowa fala się przewala
Rock and roll...