Tadeusz Chyła
Ballada o straszliwej rzezi Andrzej Waligórski
Kneź Dreptak rozgiął kraty,
przeciął mieczem firanki,
wszedł oknem do komnaty,
zastał żonę z kochankiem.
Zakrzyknął: - Wielkie nieba! -
potrząsł gachem jak listkiem i uciął mu co trzeba,
a głowę przede wszystkim.
Hej, uciął mu ją, jejku, jej,
głowę przede wszystkim...
Tu spojrzeniem okrutnym
swą małżonkę obrzucił,
wrzasnął: - Tobie też utnę!
I rzeczywiście uciął.
Lecz nadal czując dreszcze
mordercze, wciąż się pieklił,
mruczał: - Kogo by jeszcze?
Przeto wszyscy uciekli.
O jejku, jejku, jej,
przeto wszyscy uciekli...
Podstoli wlazł pod stolik,
pod konia wlazł koniuszy,
a wojski alkoholik
do wojska pędem ruszył. Hetman schował się w muszli
udając, że jest rybką,
lecz daleko nie uszli,
bo kneź ich dognał szybko.
Hej, dognał ci ich, jejku, jej,
kneź dognał ich szybko...
Warknął: - Co, macie stracha?
Czknął, poprawił pluderki,
i jak mieczem zamacha -
to dosłownie w plasterki.
Stanął, odpoczął chwilę,
pot z czoła otarł czapką,
spojrzy, a tu krwi tyle,
że mógłby krytą żabką.
O, jejku, jejku, jej,
że mógłby krytą żabką...
Tu kończy się ballada,
wszystko już w pień wycięte...
Przepraszam, lecz wypada
dodać jeszcze pointę.
Nie! Pointy nie będzie
i żądać jej na próżno,
bo w morderczym zapędzie
kneź pointę też urżnął.
Hej, urżnął ci ją, jejku jej!
Znaczy się, pointę też urżnął...
Ja jestem sobie bałwan
Wesoły, biały bałwan
Bałwan jak lód – ha, ha
Bałwan jak cud – ha, ha
Na Antarktydzie, na Giewoncie
Na Jungfraujoch, czy na Bergen Spits
Z goździkiem w klapie, czy z wazonem
Ja maszeruję sobie w rytm
Makary, Makary
Ty jesteś bałwan stary
Makary, ty to wiesz - ho, ho Makary, jesteś bies - ho, ho
Makary, Makary
Bies na kobiety, bies na filety
Makary, Makary
Pies na pulpety - niach, niach
Wszystkie świętości świata
Tiara, korona bez i z
Należą do mnie – ha, ha
Don Juana - ha, ha
Z Antarktydy, czy z Giewontu
Z Jungfraujoch ,czy z Bergen Spits
Z goździkiem w klapie, czy z wazonem
Ja maszeruję sobie w rytm
Makary, Makary…
Oto kawaler Białej Gwiazdy
Bohater, heros, ba i cóż
Au revoir mesdames, fanfary, tusz
Z Antarktydy, czy z Giewontu,
Z Jungfraujoch, czy z Bergen Spits
Z goździkiem w klapie czy z wazonem
Ja maszeruję sobie w rytm
Różyczka, Bratek, Goździk, Lilijka
Chaber, Stokrotka, Bzik, Konwalijka
Burak, Buraczek, Groszek, Marchewka
Seler, Pietruszka, Por i Brukiewka
Dzionek, Dzioneczek, Gwiazda, Gwiazdeczka
Słonko, Słoneczko, Drożynka Mleczna
Psipsia, Kruszynka i jeszcze parę
To są imiona, to są imiona
Mojej Starej
Tadeusz Chyła - Pochód świętych Krzysztof Dzikowski
Z wielkim żalem, z wielkim wstydem Z płaczem szli na ziemię święci
Szli na ziemię, bo już w niebie
W niebie byli niepotrzebni
I Dionizy, i Gerwazy
I Herkules, święty Krzysztof
Nawet święty Atanazy
I święty Euzebiusz z myszką
Szedł Wenery oraz Józef
Stary święty betlejemski
Grając dumkę na harmonii
Szedł Kostka Napierski
Szła Judyta i Eugeniusz
A za nimi na ostatku
Szedł nieszczęsny Szymon Słupnik
Z wielkim słupem w zadku
Na organach gra nam Idzi
Bum, bum - wali w bęben Krzysztof
A na tubie gra Dorota
Rety, na co to jej przyszło
Na skrzypeczkach święta Myszka
Cienko Józef na klarnecie
A nieszczęsny Szymon Słupnik
Solo gra na flecie
Czemu ciągle tak płaczecie
Ach powiedzcie że nam święci
Po co płakać, tu na ziemi
Miłe życie szybko leci
Każdy tu się bawi, tańczy
Płynie czas wesoło
Można nieźle się zabawić
Tańczcie z nami wkoło
Dwaj znakomici uczeni, w Gizah czy też w Chartumie,
Nałogowo spod ziemi wydobywali mumie.
Kiedyś jeden wykopał i krzyknął: - Ha, ha, ha!
Oto jest mumia chłopa, czyli mumia fellaha!
Drugi mumię otrzepał, spojrzał przez okulary:
To mumia Amenhotepa, pomyliłeś się stary!
I rzucili robotę, i zaczęli się kopsać
Krzycząc: - To Amenhotep! - Nie, poznaję Cheopsa!
Żarli się niesłychanie, już było z nimi krucho,
A wtem mumia, jak wstanie, jak ci ich huknie w ucho!
I każdemu na głowie nabiła dużą śliwkę...
Spojrzeli staruszkowie: - Ona ma rogatywkę!!!
To nie żadna pokraka w staroegipskim stylu,
To mumia krakowiaka, tu nad brzegami Nilu.
Zaczęli go odwijać, już widna głowa, szyja,
O, już zaczyna cijać: - Hej krakowiaczek ci ja!
Leżymy tu i czekamy, bośmy szumni i dumni,
Co prawda serc już nie mamy, lecz na cóż serce mumii?
A jakżeż tam w ojczyźnie, czekają na nas do dzisiaj?
Wtem, jak się nie obliźnie, o rany, ale cizia!
Brzuch wciągnął, dopiął pasa, już znika za nią w bluszczach.
Hej, starsza nasza rasa, niż się przypuszcza!
Tadeusz Chyła
Ballada o Cysorzu Andrzej Waligórski
Cysorz to ma klawe życie
Oraz wyżywienie klawe
Przede wszystkim już o świcie
Dają mu do łóżka kawę
A do kawy jajecznicę
A jak już podeżre zdrowo
To przynoszą mu w lektyce
Bardzo fajną cysorzową
Posuń no się troche stary
Mówi najjaśniejsza pani
Potem ruch się robi w izbach
Cysorz z łóżka wstaje letko,
Siada sobie w złoty zycbad
Złotą goli się żyletką
I świeżutki, ogolony,
Rześko czując się i zdrowo
Wkłada ciepłe kalesony
I koszulkę flanelową
A tu przyjemności same
Oraz niespodzianek wiele
Przynoszą mu "Panoramę"
"WTK" i "Karuzelę"
"Filipinkę" i "Sportowca"
I skrapiają perfumkami
I może grać w salonowca
Z marszałkiem i ministrami
Po obiedzie złota cytra
Gra przemiłą melodyjkę
Cysorz bierze z szafy litra
I odbija berłem szyjkę
Potem ciotkę otruć każe
Albo cichcem zakłuć stryjca
Dobrze, dobrze być cysorzem
Choć to świnia i krwiopijca
Tadeusz Chyła
Być dziewczyną Kazimierz Grześkowiak
Nikt nie woła, tytoń skręcę
Brudne chmury niebem płyną
I tak chce się czegoś więcej
I tak chce się być dziewczyną
Gdybym był dziewczyną
Gdybym był dziewczyną Przesiadywałbym ja po kawiarniach ino
Każdy z nich by gonił po słodkie frykasy
Ja bym za to do nich uśmiechał się czasem
On by za to do nas uśmiechał się czasem
Gdybym był panienką,
Gdybym był panienką
Miałbym cienki głosik i koszulkę cienką
Oczka spuszczał skromnie, a tańcował wiele
Uganialiby się za mną po zagajniczkach moi przyjaciele
Uganialiby się za nim po zagajniczkach jego przyjaciele
Gdybym był mężatką, gdybym był mężatką
Biłbym chłopa często, a pocieszał rzadko
I chłop ze zgryzoty zrobiłby mnie wdową
Mówiliby potem, biedna ta Tadziowo
Gdybym był kobietą, gdybym był kobietą
Zapłakałbym nieraz, że to jednak nie to
Gdy smutek trzęsie mną okrutnie
Gdy perli się w kielichach śmiech
Gdy cytryna wykrzywia twarze
Gdy wódka z pieprzem wstrzymie dech
Nakładasz swoje kapelino
Kalosze, krawat, spinki dwie
I pędzisz fiakrem do teatru
Do kabaretu, co się zwie
Kabaret na rogu
Przygoda na rogu
Beztroska na rogu
We variete
Humorki na rogu
Jabłuszka na rogu
Pończoszki na rogu
Miłości kadź
Panie Ludwiku, panie Lucjanie
A tam
Tamara, Tamara
Ty mnie nękasz od rana
Żeś miłością pijana
Tamara, ty mnie puść
Tamara, ja mam gwóźdź
Goździk czerwony
Jak piwonia à la fourchette
Tamara, Tamara
Jam twój Kara Mustafa
Zwykła kara, palec Boży
Anioł hoży, wszystko może
Jam twój pieszczoszek, Ali Baba
Gdy smutek…
Panie Ludwiku, panie Lucjanie
A tam
Joanna, Joanna, wszak jesteś moja panna
Ja ciebie kocham od ranna
Joanna, ty mnie puść
Joanna, u mnie gwóźdź
Goździk czerwony
Jak piwonia à la fourchette
Joanna, Joanna
Jam twój Kara Mustafa
Zwykła kara, palec Boży
Anioł hoży, wszystko może
Jam twój pieszczoszek, Ali Baba
Panie Kwiatkowski, Panie Kowalski
Przemysł nam kwitnie, buzi dać.
I w całym kraju słychać oklaski,
znów się spisała dzielna brać.
Widzę też Pana tam profil boski,
Panie Kowalski, Panie Kwiatkowski.
Dla Pana huty, dla Pana kioski,
tylko wybierać, tylko brać.
Więc jak Pan żyje, Panie K.?
Czy Pan interes własny ma?
Czy też Pan w tłoku, jak ta mysz?
To zresztą nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te,
kiedy ogólnie nie jest źle i statystycznie żyje się fest,
to wszystko wspólna własność jest.
Panie Kwiatkowski, Panie Wiśniewski,
motoryzacja na sto dwa.
Dziś nawet smarkacz, co gryzie pestki
do czterech kółek pociąg ma.
Może być Skoda, może być Moskwicz,
Panie Kowalski, Panie Kwiatkowski.
W szumie silnika znikają troski
i tylko wicher w uszach gra.
Więc czym Pan jeździ, Panie K.?
Czy Pan już cztery kółka ma?
Czy wciąż w tramwaju, jak ta mysz?
Zresztą to nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te,
kiedy ogólnie nie jest źle i statystycznie żyje się fest,
to wszystko wspólna własność jest.
Panie Kowalski, Panie Wiśniewski
tyle Pan pięknych dziewczyn zna.
A wszystkie chodzą nie licho wie z kim
tylko przy każdej Pan lub ja.
Słoneczko blednie przy kobiet blaskach
Pani Wiśniewska, Pani Kowalska.
Każda pyskata, każda warszawska i nogi aż do ziemi ma.
A jak się nosi Pani twa?
Czy modny kołnierz z nurków ma?
Czy wciąż te króle a la mysz?
Zresztą to nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te,
kiedy ogólnie nie jest źle
grunt, że dziewczyny kochają nas
a na zmartwienia będzie czas.
Panie Kowalski, Panie Wiśniewski, patrz Pan jak miasto rośnie nam,
żelazobeton, wapno i deski,
wielka budowa szczęścia bram.
Jest Pan, Panie, przedmiotem troski,
Panie Kowalski, Panie Kwiatkowski.
Dla Pana szkoły, dla Pana mosty,
dla Pana się rozwija plan.
A gdzie Pan mieszka, Panie K.?
Czy Pan z ogródkiem willę ma?
Czy Pan się ciśnie jak ta mysz?
To całkiem nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te, kiedy ogólnie nie jest źle
i statystycznie żyje się fest,
to wszystko wspólna własność jest.
Panie Kowalski, Panie Kwiatkowski,
chodź Pan na Ciuchy, niech ja sko...
tam od krawata aż do podwiązki
tanio Pan kupi, że ho ho.
Wyjdziesz Pan stamtąd jak baron czeski,
Panie Kowalski, Panie Wiśniewski.
Już jesteś lordem i gryziesz pestki,
a panny Ci uśmiechy ślą.
Jak Pan się nosi Panie K.?
Czy Pan z łososia futra ma?
Czy Pan jest goły jak ta mysz?
To całkiem nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te,
kiedy ogólnie nie jest źle
i statystycznie żyje się fest,
to wszystko wspólna własność jest.
Panie Kwiatkowski, Panie Kowalski
barwami tęczy wiosna gra.
Zachodzącego słoneczka blaski,
czy ładniejszego Pan co zna?
Dla Pana wschodzi, dla mnie zachodzi,
Panie Kowalski, jak to w przyrodzie.
Dla Pana kwiaty kwitną w ogrodzie,
dla Pana noc gwiazdami gra.
Jak skończy się historia ta,
czy głębszy morał na dnie ma.
Przyniesie uśmiech, żal czy łzy.
To wszystko nie ma znaczenia,
albowiem Panie gdy...
Gdy dwoje młodych kocha się,
to już w zasadzie nie jest źle
i w takim składzie żyje się fest
to najważniejszy sekret jest.
Na polu kalafiory,
Na całe życie dość.
Każdy kalafior spory
I w każdym rośnie kość,
Więc podjem znakomicie,
Aż po żołądka kres,
Och, piękne, piękne życie,
Och, piękny jestem pies.
Przechodzę do alkowy,
W alkowie stoi stół.
Ma czworo nóg wołowych,
Wędzonych w dymie z ziół,
Pożeram wszystkie nogi,
Zostaje tylko blat.
Och, mój żywocie błogi,
Och, piękny, piękny świat.
Po łączce chodzą krówki -
Słownie sześćdziesiąt sześć,
Podchodzę - to parówki!
Gorące, tylko jeść.
Parówki autentyczne,
Kilometrowy zwój.
Och, chwile niebotyczne,
Och, piękny świecie mój.
Na wzgórku stoi lasek,
A w lasku pachnie wrzos.
Ten lasek też z kiełbasek
I widzę, wrzos - to sos,
Więc cały lasek wcinam,
Rozlewam wrzos do waz.
Och, cudna to godzina,
Och, niebywały czas.
Już jesień jest, niestety,
Deszcz chlupie, chlup, chlup, chlup,
Spadają z drzew kotlety.
A wszystkie do mych stóp,
Tłuszcz pryska mi na rzęsy,
Sztuka mięs pędzi wiatr,
Wieprzowy wschodzi księżyc,
Zbaraniał cały świat,
Zbaraniał cały świat.
Czerwony Tulipan - A.P. Beblacz
Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po Rajskim Ogrodzie. Nagle za krzaka wyszedł Diabeł:
- Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął Szatan.
- Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu.
- I co z tego - prychnął Diabeł- nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY.
Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział:
- Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce.
- To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł. Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał PSA.
- Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet, kiedy on Cię znienawidzi.
- Dobrze - odparł dobry pies.
- Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola.
Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo - najwyżej 15 - 20 lat.
- Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie?
- Właśnie o to chodzi.
- Jak to? - zdumiał się pies.
- Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu.
Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.