Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chyła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chyła. Pokaż wszystkie posty

Pastuszek i gąski - Roman Sadowski

Jurij Macyk

Tadeusz Chyła
Silna Grupa pod Wezwaniem
Pastuszek i gąski


Roman Sadowski

Chodzi pastuszek za gąseczkami
A ma ich razem siedem
Chodzi pastuszek za gąseczkami
Ja tam za tobą nie będę

Mariollo, Mariollo
Moja dollo i niedollo

Pasie pastuszek gąseczki pasie
A bąk mu buczy na basach
Pasie pastuszek gąseczki pasie
Ja tam nie będę cię pasał

Mariollo, Mariollo
Moja dollo i niedollo

Skubie pastuszek gąseczki z piórek
Toć z nudów trzeba coś dłubać
Skubie pastuszek gąseczki skubie
Ja tam nie bede cię skubał

Mariollo, Mariollo
Moja dollo i niedollo

Pędzi pastuszek do domu gąski
Bo już mu w nosku zakrzepło
Pędzi pastuszek do domu gąski
A mnie tam zawsze jest ciepło

Mariollo, Mariollo
Moja dollo i niedollo

Płacze pastuszek za jedna gąską
Bo gdzieś przepadła bez wieści
Płacze za jedną, a ja nie będę
Toż tyle jeszcze jest gęsi

Mariollo, Mariollo
Moja dollo i niedollo

Ballada o straszliwej rzezi - Andrzej Waligórski

Tadeusz Chyła
Ballada o straszliwej rzezi


Andrzej Waligórski

Kneź Dreptak rozgiął kraty,
przeciął mieczem firanki,
wszedł oknem do komnaty,
zastał żonę z kochankiem.
Zakrzyknął: - Wielkie nieba! -
potrząsł gachem jak listkiem
i uciął mu co trzeba,
a głowę przede wszystkim.
Hej, uciął mu ją, jejku, jej,
głowę przede wszystkim...

Tu spojrzeniem okrutnym
swą małżonkę obrzucił,
wrzasnął: - Tobie też utnę!
I rzeczywiście uciął.
Lecz nadal czując dreszcze
mordercze, wciąż się pieklił,
mruczał: - Kogo by jeszcze?
Przeto wszyscy uciekli.
O jejku, jejku, jej,
przeto wszyscy uciekli...

Podstoli wlazł pod stolik,
pod konia wlazł koniuszy,
a wojski alkoholik
do wojska pędem ruszył.
Hetman schował się w muszli
udając, że jest rybką,
lecz daleko nie uszli,
bo kneź ich dognał szybko.
Hej, dognał ci ich, jejku, jej,
kneź dognał ich szybko...

Warknął: - Co, macie stracha?
Czknął, poprawił pluderki,
i jak mieczem zamacha -
to dosłownie w plasterki.
Stanął, odpoczął chwilę,
pot z czoła otarł czapką,
spojrzy, a tu krwi tyle,
że mógłby krytą żabką.
O, jejku, jejku, jej,
że mógłby krytą żabką...

Tu kończy się ballada,
wszystko już w pień wycięte...
Przepraszam, lecz wypada
dodać jeszcze pointę.
Nie! Pointy nie będzie
i żądać jej na próżno,
bo w morderczym zapędzie
kneź pointę też urżnął.
Hej, urżnął ci ją, jejku jej!
Znaczy się, pointę też urżnął...

Ballada o kneziu Dreptaku - Andrzej Waligórski

Tadeusz Chyła
Ballada o kneziu Dreptaku


Andrzej Waligórski

Kiedyś kneź Dreptak, jeszcze w łożnicy
Leżał przed pójściem do łaźni
Aż tu przychodzą doń wojownicy
Hej, wojownicy odważni
Bardzo odważni

Zdumiał się kneź, koszulę spuścił
Co ją miał ściągnąć przez głowę
A was - zapytał - kto tutaj wpuścił
Na te komnaty kneziowe

Pod nimi zasię drżą aż kolana
Cali ze strachu się pocą, cali się pocą
Myśmy - rzekł jeden - przyszli do pana
Bo w zamku straszy coś nocą

Straszy, oj straszy całkiem nieźle
Chowa się w różne framugi
Chodzi po zamku w jedwabnym gieźle
A pysk ma okropnie długi

Uszy ma takie wielkie jak kapcie
A oczka całkiem maciupcie
Więc, mości książę, wy to coś złapcie
Albo w ogóle coś zróbcie, albo coś zróbcie

Tu kneź okazał męstwo i władzę
I rzekł, nie martwcie się, goście
Już ja z tą zgagą sobie poradzę
A teraz pa, teraz się wynoście

A kiedy wyszli, bijąc pokłony
Książę wyskoczył spod koca
I krzyknął, wpadłszy do izby żony
Ty, co się włóczysz po nocach
Po nocach się włóczysz - ty

Fot. T. Chyła, A. Waligórski

Ballada o żołnierzyku - Andrzej Waligórski


Tadeusz Chyła
Ballada o żołnierzyku


Andrzej Waligórski

W długi, śmieszny karabin
I w stary bagnet zbrojny
Zjawił się u mnie żołnierz
Z pierwszej światowej wojny

I stanął w okienku strychu
Z tym karabinem w dłoni
I strzela przez to okienko
I widać się przed kimś broni

Na próżno mu tłumaczę
Że teraz to nie ma sensu
I żeby sobie odpoczął
Bo ręce mu się trzęsą

I żeby przestał strzelać
Bo wszędzie jest spokojnie
I jest nie tylko po pierwszej
Lecz i po drugiej wojnie

On milczy i patrzy w przestrzeń
Nieruchomymi oczami
I strzela tępo i często
Zardzewiałymi kulami

Do wrogów nieistniejących
A wciąż tak samo złych
I czasem mój mały synek
Idzie do niego na strych

Zanosi mu miskę zupy
Albo trzy, cztery bułki
A idąc zawsze zabiera
Swój łuk i strzały z półki

A żołnierz jest bardzo głodny
Lecz nim się rzuci na żarcie
Ustawia mojego synka
Na niepotrzebnej warcie

Więc synek wkłada hełm
W którym wygląda śmiesznie
I strzela z łuku, a żołnierz
Jedzeniem się dławi pośpiesznie

Lecz jedząc spogląda czujnie
Ku ciemniejącym polom
Posłuszny przebrzmiałym rozkazom
Żałosny i smutny dziwoląg

A mnie wcale nie śmieszy
Tej sprawy absurd niezmierny
Mnie imponuje ten żołnierz
Przynajmniej jest czemuś wierny

Makary - Jerzy Afanasjew


Tadeusz Chyła - Makary

Jerzy Afanasjew

Ja jestem sobie bałwan
Wesoły, biały bałwan
Bałwan jak lód – ha, ha
Bałwan jak cud – ha, ha
Na Antarktydzie, na Giewoncie
Na Jungfraujoch, czy na Bergen Spits
Z goździkiem w klapie, czy z wazonem
Ja maszeruję sobie w rytm

Makary, Makary
Ty jesteś bałwan stary
Makary, ty to wiesz - ho, ho
Makary, jesteś bies - ho, ho
Makary, Makary
Bies na kobiety, bies na filety
Makary, Makary
Pies na pulpety - niach, niach

Wszystkie świętości świata
Tiara, korona bez i z
Należą do mnie – ha, ha
Don Juana - ha, ha
Z Antarktydy, czy z Giewontu
Z Jungfraujoch ,czy z Bergen Spits
Z goździkiem w klapie, czy z wazonem
Ja maszeruję sobie w rytm

Makary, Makary…

Oto kawaler Białej Gwiazdy
Bohater, heros, ba i cóż
Au revoir mesdames, fanfary, tusz
Z Antarktydy, czy z Giewontu,
Z Jungfraujoch, czy z Bergen Spits
Z goździkiem w klapie czy z wazonem
Ja maszeruję sobie w rytm

Obrazy: Jurij Macyk

Spis - Andrzej Waligórski

Duane Bryers
Tadeusz Chyła - Spis

Andrzej Waligórski


Kotuś, Pieseczek, Chrabąszczyk, Myszka
Pchełka, Jagniątko, Łasiczka, Liszka
Chrząszczyk, Motylek, Krówka, Biedronka
Kureczka, Kózka, Wróbelek, Stonka

Jeżyk, Słowiczek, Słoniczka, Muszka
Miś, Karaluszek, Świerszczyk, Papużka
Pszczółka, Jabłuszko, Agrest, Malinka
Jagódka, Gruszka, Śliwka, Jeżynka

Różyczka, Bratek, Goździk, Lilijka
Chaber, Stokrotka, Bzik, Konwalijka
Burak, Buraczek, Groszek, Marchewka
Seler, Pietruszka, Por i Brukiewka

Dzionek, Dzioneczek, Gwiazda, Gwiazdeczka
Słonko, Słoneczko, Drożynka Mleczna
Psipsia, Kruszynka i jeszcze parę
To są imiona, to są imiona
Mojej Starej

Ballada o Józiu - Andrzej Waligórski


Tadeusz Chyła
Ballada o Józiu


Andrzej Waligórski

Słychać w ciszy jakiś szmer
Czy to myszy gryzą ser
Oho, oho!
Czy to meble skrzypią tak,
Czy to rolnik sieje mak?
Oho, oho!

Czy to szumi muszla z Pucka,
Czy też wuj ma szmery w płuckach?
Oho, oho!
Sprawdzić także nie zawadzi
Czy się coś nie sypie z dziadzi.
Oho, oho!

Nie wie nawet sama mama
Skąd te szmery dziś od rana,
Tata lata ze świcą,
Myśli sobie bóg wi co,
Dziadzio staruszek nadstawia uszek...

Może to tak chrapie Hania,
Może to jest szmer uznania?
Oho, oho!
A może to znów napięcie
Się zaczęło w polityce?
Oho, oho!

Może w wodociągu zator,
Może deszczyk sobie rosi?
Oho, oho!
A może to sublokator,
Zdrajca, znowu wlazł do Zosi?
Oho, oho!

Nie wie nawet sama mama..

Lecz próżno wącha, nic nie wywącha,
Trwa od świtania rodzinny pląs.
Szukają z prawa i z lewa
A to Józiowi sypie się wąs!
To Józio właśnie dojrzewa!

Pochód świętych - Krzysztof Dzikowski


Tadeusz Chyła - Pochód świętych

Krzysztof Dzikowski

Z wielkim żalem, z wielkim wstydem
Z płaczem szli na ziemię święci
Szli na ziemię, bo już w niebie
W niebie byli niepotrzebni
I Dionizy, i Gerwazy
I Herkules, święty Krzysztof
Nawet święty Atanazy
I święty Euzebiusz z myszką

Szedł Wenery oraz Józef
Stary święty betlejemski
Grając dumkę na harmonii
Szedł Kostka Napierski
Szła Judyta i Eugeniusz
A za nimi na ostatku
Szedł nieszczęsny Szymon Słupnik
Z wielkim słupem w zadku

Na organach gra nam Idzi
Bum, bum - wali w bęben Krzysztof
A na tubie gra Dorota
Rety, na co to jej przyszło
Na skrzypeczkach święta Myszka
Cienko Józef na klarnecie
A nieszczęsny Szymon Słupnik
Solo gra na flecie

Czemu ciągle tak płaczecie
Ach powiedzcie że nam święci
Po co płakać, tu na ziemi
Miłe życie szybko leci
Każdy tu się bawi, tańczy
Płynie czas wesoło
Można nieźle się zabawić
Tańczcie z nami wkoło


Milion za Laurę -1971

Ballada o mumii - Andrzej Waligórski

Tadeusz Chyła
Ballada o mumii


Andrzej Waligórski

Dwaj znakomici uczeni, w Gizah czy też w Chartumie,
Nałogowo spod ziemi wydobywali mumie.
Kiedyś jeden wykopał i krzyknął: - Ha, ha, ha!
Oto jest mumia chłopa, czyli mumia fellaha!

Drugi mumię otrzepał, spojrzał przez okulary:
To mumia Amenhotepa, pomyliłeś się stary!
I rzucili robotę, i zaczęli się kopsać
Krzycząc: - To Amenhotep! - Nie, poznaję Cheopsa!

Żarli się niesłychanie, już było z nimi krucho,
A wtem mumia, jak wstanie, jak ci ich huknie w ucho!
I każdemu na głowie nabiła dużą śliwkę...
Spojrzeli staruszkowie: - Ona ma rogatywkę!!!

To nie żadna pokraka w staroegipskim stylu,
To mumia krakowiaka, tu nad brzegami Nilu.
Zaczęli go odwijać, już widna głowa, szyja,
O, już zaczyna cijać: - Hej krakowiaczek ci ja!

Leżymy tu i czekamy, bośmy szumni i dumni,
Co prawda serc już nie mamy, lecz na cóż serce mumii?
A jakżeż tam w ojczyźnie, czekają na nas do dzisiaj?
Wtem, jak się nie obliźnie, o rany, ale cizia!
Brzuch wciągnął, dopiął pasa, już znika za nią w bluszczach.
Hej, starsza nasza rasa, niż się przypuszcza!

Obraz: Michał Wygrzywalski

Ballada o cysorzu - Andrzej Waligórski

Tadeusz Chyła
Ballada o Cysorzu


Andrzej Waligórski

Cysorz to ma klawe życie
Oraz wyżywienie klawe
Przede wszystkim już o świcie
Dają mu do łóżka kawę
A do kawy jajecznicę
A jak już podeżre zdrowo
To przynoszą mu w lektyce
Bardzo fajną cysorzową

Posuń no się troche stary
Mówi najjaśniejsza pani
Potem ruch się robi w izbach
Cysorz z łóżka wstaje letko,
Siada sobie w złoty zycbad
Złotą goli się żyletką
I świeżutki, ogolony,
Rześko czując się i zdrowo
Wkłada ciepłe kalesony
I koszulkę flanelową

A tu przyjemności same
Oraz niespodzianek wiele
Przynoszą mu "Panoramę"
"WTK" i "Karuzelę"
"Filipinkę" i "Sportowca"
I skrapiają perfumkami
I może grać w salonowca
Z marszałkiem i ministrami

Po obiedzie złota cytra
Gra przemiłą melodyjkę
Cysorz bierze z szafy litra
I odbija berłem szyjkę
Potem ciotkę otruć każe
Albo cichcem zakłuć stryjca
Dobrze, dobrze być cysorzem
Choć to świnia i krwiopijca

Być dziewczyną


Tadeusz Chyła
Być dziewczyną


Kazimierz Grześkowiak

Nikt nie woła, tytoń skręcę
Brudne chmury niebem płyną
I tak chce się czegoś więcej
I tak chce się być dziewczyną

Gdybym był dziewczyną
Gdybym był dziewczyną
Przesiadywałbym ja po kawiarniach ino

Każdy z nich by gonił po słodkie frykasy
Ja bym za to do nich uśmiechał się czasem
On by za to do nas uśmiechał się czasem

Gdybym był panienką,
Gdybym był panienką
Miałbym cienki głosik i koszulkę cienką

Oczka spuszczał skromnie, a tańcował wiele
Uganialiby się za mną po zagajniczkach moi przyjaciele
Uganialiby się za nim po zagajniczkach jego przyjaciele

Gdybym był mężatką, gdybym był mężatką
Biłbym chłopa często, a pocieszał rzadko
I chłop ze zgryzoty zrobiłby mnie wdową
Mówiliby potem, biedna ta Tadziowo

Gdybym był kobietą, gdybym był kobietą
Zapłakałbym nieraz, że to jednak nie to

Tamara - Jerzy Afanasjew


Tadeusz Chyła - Tamara


Jerzy Afanasjew

Gdy smutek trzęsie mną okrutnie
Gdy perli się w kielichach śmiech
Gdy cytryna wykrzywia twarze
Gdy wódka z pieprzem wstrzymie dech

Nakładasz swoje kapelino
Kalosze, krawat, spinki dwie
I pędzisz fiakrem do teatru
Do kabaretu, co się zwie

Kabaret na rogu
Przygoda na rogu
Beztroska na rogu
We variete
Humorki na rogu
Jabłuszka na rogu
Pończoszki na rogu
Miłości kadź

Panie Ludwiku, panie Lucjanie
A tam
Tamara, Tamara
Ty mnie nękasz od rana
Żeś miłością pijana
Tamara, ty mnie puść
Tamara, ja mam gwóźdź
Goździk czerwony
Jak piwonia à la fourchette

Tamara, Tamara
Jam twój Kara Mustafa
Zwykła kara, palec Boży
Anioł hoży, wszystko może
Jam twój pieszczoszek, Ali Baba

Gdy smutek…

Panie Ludwiku, panie Lucjanie
A tam
Joanna, Joanna, wszak jesteś moja panna
Ja ciebie kocham od ranna
Joanna, ty mnie puść
Joanna, u mnie gwóźdź
Goździk czerwony
Jak piwonia à la fourchette

Joanna, Joanna
Jam twój Kara Mustafa
Zwykła kara, palec Boży
Anioł hoży, wszystko może
Jam twój pieszczoszek, Ali Baba

Złota kareta


Tadeusz Chyła, Jan Danek - Złota kareta

Bogumił Kobiela, Sławomir Mrożek

Na łączce przy gościńcu
Którym od lat dziesięciu
Nikt nie przechodzi
Pies ani złodziej

Pasterz gra na fujarce
I jak to zwykle w bajce
Śni, że z daleka
Złocista kareta
Gościńcem mknie

Choć nie zawsze jest złoto w papierkach
Bo nie dają mi złota za śpiew
Jednak kiedyś złocista kareta
Także zjawi się na drodze mej

Wracając do bajeczki
Ten, co to pasł owieczki
Tam, przy gościńcu
Karety wciąż nie mógł doczekać się

Boso po białej rosie
Fujarkę wziął i poszedł
Na miejskich brukach
Karety szukać

W mieście tym sto kamienic
Z oknami nadobnemi
A w każdym oknie
Piosenkę ktoś moją usłyszeć chce

Choć nie zawsze…

Znam wszystkie już balkony
Rynny i maszkarony
Cień na podwórkach
Latarnie w zaułkach i każdą sień

Czy tędy nie jechała
Kareta bodaj mała
Moja tęsknota
Kareta złota

Mijają tak jesienie
Kończy się me marzenie
Bo na tym świecie
O mojej karecie
Nie słyszał nikt

I cóż stąd, że ktoś daje mi grosze
Tego nie pragnę, nie tego chcę
Lecz pokornie je z ziemi podnoszę
Złudzeń dziecinnych pozbyłem się

I sam się teraz śmieję
Że miałem tę nadzieję
Dziś wiem niestety
Że złotej karety nie znajdę już

Obrazy: Michael Cheval

Panie Kwiatkowski, Panie Kowalski - Agnieszka Osiecka


Tadeusz Chyła
Panie Kwiatkowski, Panie Kowalski

Panie Kwiatkowski, Panie Kowalski
Przemysł nam kwitnie, buzi dać.
I w całym kraju słychać oklaski,
znów się spisała dzielna brać.
Widzę też Pana tam profil boski,
Panie Kowalski, Panie Kwiatkowski.
Dla Pana huty, dla Pana kioski,
tylko wybierać, tylko brać.

Więc jak Pan żyje, Panie K.?
Czy Pan interes własny ma?
Czy też Pan w tłoku, jak ta mysz?
To zresztą nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te,
kiedy ogólnie nie jest źle
i statystycznie żyje się fest,
to wszystko wspólna własność jest.

Panie Kwiatkowski, Panie Wiśniewski,
motoryzacja na sto dwa.
Dziś nawet smarkacz, co gryzie pestki
do czterech kółek pociąg ma.
Może być Skoda, może być Moskwicz,
Panie Kowalski, Panie Kwiatkowski.
W szumie silnika znikają troski
i tylko wicher w uszach gra.

Więc czym Pan jeździ, Panie K.?
Czy Pan już cztery kółka ma?
Czy wciąż w tramwaju, jak ta mysz?
Zresztą to nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te,
kiedy ogólnie nie jest źle
i statystycznie żyje się fest,
to wszystko wspólna własność jest.

Panie Kowalski, Panie Wiśniewski
tyle Pan pięknych dziewczyn zna.
A wszystkie chodzą nie licho wie z kim
tylko przy każdej Pan lub ja.
Słoneczko blednie przy kobiet blaskach
Pani Wiśniewska, Pani Kowalska.
Każda pyskata, każda warszawska
i nogi aż do ziemi ma.

A jak się nosi Pani twa?
Czy modny kołnierz z nurków ma?
Czy wciąż te króle a la mysz?
Zresztą to nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te,
kiedy ogólnie nie jest źle
grunt, że dziewczyny kochają nas
a na zmartwienia będzie czas.

Panie Kowalski, Panie Wiśniewski,
patrz Pan jak miasto rośnie nam,
żelazobeton, wapno i deski,
wielka budowa szczęścia bram.
Jest Pan, Panie, przedmiotem troski,
Panie Kowalski, Panie Kwiatkowski.
Dla Pana szkoły, dla Pana mosty,
dla Pana się rozwija plan.

A gdzie Pan mieszka, Panie K.?
Czy Pan z ogródkiem willę ma?
Czy Pan się ciśnie jak ta mysz?
To całkiem nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te,
kiedy ogólnie nie jest źle
i statystycznie żyje się fest,
to wszystko wspólna własność jest.

Panie Kowalski, Panie Kwiatkowski,
chodź Pan na Ciuchy, niech ja sko...
tam od krawata aż do podwiązki
tanio Pan kupi, że ho ho.
Wyjdziesz Pan stamtąd jak baron czeski,
Panie Kowalski, Panie Wiśniewski.
Już jesteś lordem i gryziesz pestki,
a panny Ci uśmiechy ślą.

Jak Pan się nosi Panie K.?
Czy Pan z łososia futra ma?
Czy Pan jest goły jak ta mysz?
To całkiem nie ma znaczenia,
albowiem Panie czyż...
Czyż mogą gniewać rzeczy te,
kiedy ogólnie nie jest źle
i statystycznie żyje się fest,
to wszystko wspólna własność jest.

Panie Kwiatkowski, Panie Kowalski
barwami tęczy wiosna gra.
Zachodzącego słoneczka blaski,
czy ładniejszego Pan co zna?
Dla Pana wschodzi, dla mnie zachodzi,
Panie Kowalski, jak to w przyrodzie.
Dla Pana kwiaty kwitną w ogrodzie,
dla Pana noc gwiazdami gra.

Jak skończy się historia ta,
czy głębszy morał na dnie ma.
Przyniesie uśmiech, żal czy łzy.
To wszystko nie ma znaczenia,
albowiem Panie gdy...
Gdy dwoje młodych kocha się,
to już w zasadzie nie jest źle
i w takim składzie żyje się fest
to najważniejszy sekret jest.

Sen psa - Konstanty Ildefons Gałczyński

Mój Maksio
DZISIAJ DZIEŃ PSA

Tadeusz Chyła - Sen psa

Na polu kalafiory,
Na całe życie dość.
Każdy kalafior spory
I w każdym rośnie kość,
Więc podjem znakomicie,
Aż po żołądka kres,
Och, piękne, piękne życie,
Och, piękny jestem pies.

Przechodzę do alkowy,
W alkowie stoi stół.
Ma czworo nóg wołowych,
Wędzonych w dymie z ziół,
Pożeram wszystkie nogi,
Zostaje tylko blat.
Och, mój żywocie błogi,
Och, piękny, piękny świat.

Po łączce chodzą krówki -
Słownie sześćdziesiąt sześć,
Podchodzę - to parówki!
Gorące, tylko jeść.
Parówki autentyczne,
Kilometrowy zwój.
Och, chwile niebotyczne,
Och, piękny świecie mój.

Na wzgórku stoi lasek,
A w lasku pachnie wrzos.
Ten lasek też z kiełbasek
I widzę, wrzos - to sos,
Więc cały lasek wcinam,
Rozlewam wrzos do waz.
Och, cudna to godzina,
Och, niebywały czas.

Już jesień jest, niestety,
Deszcz chlupie, chlup, chlup, chlup,
Spadają z drzew kotlety.
A wszystkie do mych stóp,
Tłuszcz pryska mi na rzęsy,
Sztuka mięs pędzi wiatr,
Wieprzowy wschodzi księżyc,
Zbaraniał cały świat,
Zbaraniał cały świat.


Czerwony Tulipan - A.P. Beblacz

Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po Rajskim Ogrodzie. Nagle za krzaka wyszedł Diabeł:
- Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął Szatan.
- Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu.
- I co z tego - prychnął Diabeł- nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY.

Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział:
- Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce.
- To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł. Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał PSA.

- Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet, kiedy on Cię znienawidzi.
- Dobrze - odparł dobry pies.
- Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola.
Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo - najwyżej 15 - 20 lat.
- Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie?
- Właśnie o to chodzi.
- Jak to? - zdumiał się pies.

- Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu.
Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.