Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaf. Pokaż wszystkie posty

Akordeonista - Roman Kołakowski


L'ACCORDÉONISTE - AKORDEONISTA

Michel Emer - Roman Kołakowski

Tańczyła i śpiewała
Choć nie chciał słuchać nikt
Lecz gdy się rozebrała
Zaczęli brawo bić
Na nagość w świetle rampy
Tłum widzów patrzył wciąż
Nikt jednak się nie ważył
Jej ciała nigdy tknąć
Bo miała tu strażnika,
Co wiernie bronił jej
To akordeonista
Wirtuoz nocnych scen

Płynie walczyk – java
Melodyjka jak mgła
Czuły dotyk na białych klawiszach
Tyle wyznań, co fraz
Jeszcze raz, jeszcze raz
Opuszkami ton pieści artysta.
Akordeon aż łka
Każdy dźwięk, każde pas
To w ekstazę zmieniła się cisza
Póki kręci się świat
Niech wiruje ten walc
Miłość to nieśmiertelna muzyka

Kabaret opustoszał
Bo nadszedł wojny czas
Jej muzyk dostał rozkaz
Na pierwszą linię marsz
Ach, jakże by pragnęła
Zasłonić ciałem go
Lecz nowa klientela
Ogląda teraz ją
Zarabiać przecież musi
Zarabiać jak się da
I marzyć, że on wróci
By tylko dla niej grać

Płynie walczyk - java...

Nie śpiewa i nie tańczy
Po mieście włóczy się
I każdy za grosz marny
Ją bierze, kiedy chce
Wróciło w wojny wielu
A jej wirtuoz nie
Sprzedała akordeon
Przeklęła jego dźwięk
Lecz czasem, gdy dobiegnie
Z daleka dziwny ton
Przez noc półnaga biegnie…
I wraca… To nie on

Płynie walczyk - voila!
Tyle wyznań, co fraz
Jeszcze raz, jeszcze raz!
Akordeon...
W wieczną rozpacz zmieniła się cisza
Nie zatrzymał się świat
Ona gaśnie, ból trwa
Miłość to konająca muzyka!

Edith Piaf, Agata Klimczak

👉TUTAJ w przekładzie Andrzeja Ozgi

Na fot. Michel Emer i Edith PiaF

Edith - Andrzej Ozga


Michał Bajor - Edith

Andrzej Ozga

Sous le ciel de Paris
S'en vole une chanson
Miłość jak ptak pod niebem
Buduje swój dom
Miłość, gdy chce, to hula
Po mieście jak wiatr
A gdy ma chęć
To z posad porywa nasz świat
Wystarczy, że ktoś gdzieś
Miłosną śpiewa pieśń
A już jak ćmy zlatują sny
Żeby w bajkę się wpleść
A w bajce świat się kręci
Jak w bajce, i cóż
Wystarczy gest
Kopciuszek królewną jest już

La fille de joie est belle
Au coin de la rue là-bas
Potrzeba tak niewiele
By odbić się od dna
Lecz co się stanie potem
Gdy dno za tobą już
A życie jak narkotyk
Gra w sercu gromki tusz

Padam, padam, padam
Ta muzyka upaja jak gin
Padam, padam, padam
Za muzyką tą idziesz jak w dym
Padam, padam, padam
Z nią zostaniesz na dobre i złe
Ona wnet porwie cię
Poprowadzi w dal
Poniesie w obłęd i szał
Lecz obłęd niestraszny ci, bo
Na obłęd cię stać, póki co
Rachunki zapłacisz en mass
Lecz jutro, bo dzisiaj nie czas
A może już jutra nie będzie
Ni nocy nie będzie, ni dni
I lepiej pozostać w obłędzie
I tańczyć do bólu, do krwi
A w krąg brzmi: brawo, bis

Za to serce złamane
Bravo, bravo
Za szkła w twarzy odłamek
Bravo, bravo
Za śmierć, co wciąż przy tobie
Przy tobie była tuż
Za w ciasnej garderobie
Przy żyłach ostry nóż
Za narkotyk i odwyk
Bravo, bravo
Za miłości przygodne
Bravo, bravo

Non, rien de rien
Non, je ne regrette rien
Po co łzy, otrzyj łzę
Ważne, by każdy żył
Tak, jak chce
Non, rien de rien
Non, je ne regrette rien
Brać jak tlen życie swe
Jednym tchem
Móc wyśpiewać je

Przy melodii tej, sprzed lat
W kolorach widzę świat
Je vois la vie en rose
Budzi we mnie życia głód
Tych parę drobnych nut
Śpiewanych tęsknym głosem
Choć ktoś może ze mnie drwi
Ja nie dbam o to, gdy
Je vois la vie en rose
Bo chociaż do dnia
Podobny jest dzień
Śnić pragnę sen
W którym brzmi ta melodia
Budzi we mnie życia głód
Tych parę drobnych nut
Tych parę...

Elle écoute la java
Mais elle ne la danse pas
A ja przez życia zmienne koleje
Pójdę dalej na wprost
Niosąc w sercu ten głos
Co pozwala zachować nadzieję
Że choć życie ma kres
Jednak coś przecież jest
Co zostaje, nie idzie donikąd
Jakaś reszta na dnie
Co nie ciszą jest, nie
Bo ta reszta jest właśnie muzyką...

Madame - Zbigniew Stawecki


Edith Piaf - Milord, Jerzy Połomski - Madame

Georges Moustaki - Zbigniew Stawecki

Ja też na metro mam
Wspaniale czuję się
Rozumiesz już, madame
Więc jednak wołasz mnie
Choć masz pieniędzy w bród
Otworem stoi świat
Nie można kupić złud
Nie można kupić lat
Nie można kupić serc
Wokoło młodość drwi
Nie można kupić dni
Mon Dieu, tu na nic gniew

Bon soir, ma pauvre madame
Twój smutny maquillage
Osłania bilans lat
Zgubiłaś swoją twarz
Skupujesz wiele kłamstw
Jak suknie z domu mód
I wciąż nadzieję masz
Że złoto sprawi cud
A teraz wołasz mnie
Że też się kupić dam
No cóż, przepraszam cię
Zawiodłaś się, madame

Pojedziesz znów, madame
W lokalu smutek pić
Utopisz w brzęku szkła
Wzrok, jak tu dalej żyć
A życie niby targ
Uprząta stragan dni
Nie wraca nigdy czas
Los nie powtarza gry
Z grającej szafy śpiew
Wyrzuca garście słów
Nic nie pomoże gniew
Nie przyjdzie miłość znów

Au revoir, madame
Przegrałaś dzisiaj znów
Na metro jeszcze mam
Nie nęci mnie twój wóz
Au revoir, madame
Jest fordanserów moc
Au revoir, madame
Przed tobą cała noc
Au revoir, madame
Zabawy życzę ci
Madame
Ty płaczesz? C'est la vie

Po co płakać, madame
Paryż w noc nie lubi łez
Paryż nocą śmieje się z życia
Wszyscy jesteśmy śmieszni
Nawet wtedy, kiedy płaczemy
Popatrz w lusterko
Masz całą twarz umazaną tuszem i szminką
Ale opera - wyglądasz jak błazen z cyrku
Brawo, brawo, brawo, nareszcie się śmiejesz
Brawo, madame...

👉TUTAJ z tekstem Andrzeja Jareckiego

Blady Niko - Stanisław Ratold


Mon Homme - My Man - Blady Niko

Jacques-Charles, Albert Willemetz - Stanisław Ratold

Całe me szczęście i cały dla mnie świat
Blady Niko
On był pierwszy, co posiadł miłości mojej kwiat
Blady Niko
Wśród nocy ponurej ja marząc o nim
Płaczę i szlocham
Choć on nie jest bogaty, ni piękny
Ale cóż, ja go kocham
Ten bandyta bije mnie, jestem na dnie
Zabiera mi pieniądze, pije noce, dnie

Ale ja go mam go w swych zmysłach
Mam w swej krwi
Gdy się zbliży, każdy nerw w mem ciele drży
Tylko spojrzy na mnie, już rozchylam ust mych kruż
Ja go przecież mam w swych zmysłach
Mam w swej krwi
Choć on człowiek podły, zły
A wepchnąć nóż, brak mi sił, więc ronię łzy
Taka dola los mój psi, że go mam w swej wrzącej krwi



Szaleństwem dla mnie porzucić go
Choć tak radzą ludzie
Przecież on mi jest droższym nad życie
Więc sił brak, dobrzy ludzie
Wszak każda kobieta potrafi zrobić wszystko, gdy kocha
No więc czyż ja nie jestem litości waszej godna, choć trocha
Wciąż przeklinam: "bodaj sczezł", nie szczędzę łez,
Lecz krzyknie: "chodź" i idę z nim jak wierny pies

Ja go przecież mam w swych zmysłach
Mam w swej krwi
Kto zaś nie czuł tego, śmieje się i drwi
Lecz ten nie wie, co to jest miłości krwawy chrzest
Mówię wam, że ja go mam w swej wrzącej krwi
Niech więc każda z dziewcząt drży
By nigdy nie opętały jej te sny
W piersi grot zatruty tkwi, gdy się kogo ma w swej krwi
Przecież ja go mam w swej krwi...

Mistinguett, Fanny Brice, Edith Piaf
Irena Kwiatkowska, Barbara Rylska

Nie, nie żal mi - Henryk Rostworowski


Edith Piaf - Non, je ne regrette rien
Irena Santor - Nie, nie żal mi

Michel Vaucaire - Henryk Rostworowski

Nie, nie żal mi
Nie, nie żal mi dawnych dni
Ani tych pełnych słów
Ani tych, których znać nie chcę dziś

Nie, nie żal mi
Nie, nie żal mi dawnych dni
Zgasł ich blask, prysł ich czar, zmył je czas
Przeszłość nie liczy się

Z lekkim sercem za próg
Wyrzuciłam me sny
Me radości i łzy
Już ich nie trzeba mi

Dawny o szczęściu sen
Dziś już nic nie jest wart
Dość mam słów, dość mam scen
Nowy zacząć się chcę start

Nie, nie żal mi
Nie, nie żal mi dawnych dni
Ani tych pełnych słów
Ani tych, których znać nie chcę dziś

Nie, nie żal mi
Nie, nie żal mi dawnych dni
Życie me, złe czy nie
Z tobą dziś, z tobą zaczyna się

Życie na różowo - Wojciech Młynarski

Irene Sheri

Edith Piaf - La Vie En Rose
Irena Santor - Życie na różowo

Wojciech Młynarski

Łagodny wzrok, ściszony głos,
leciutki uśmiech w kątach ust,
to dobry portret – na mój gust,
oto ktoś, z kim mój wiążę los...

On marzenia twoje zgadł
i życie me, mój świat
ujrzałam na różowo.

On mnie objął pierwszy raz
i nadał nowy blask
miłości wszystkim słowom.

On, mych snów nieśmiały gość,
w mym sercu zbudził coś,
co czuję wciąż na nowo.

On dla mnie, dla niego ja,
oto wzór,
pod serca wtór,
wzór na szczęśliwe życie.

Bo, gdy on mą miłość ma,
pod jego serca rytm
me serce gra.

Choć szczęście to przelotny ptak,
wiosenny śnieg, jesienny liść,
nie myślę o tym, pragnę dziś
z nim jednym być, znać szczęścia smak...

👉TUTAJ z tekstem Krystyny Wolińskiej

Kochankowie dnia - Wojciech Młynarski


LES AMANTS D'UN JOUR - KOCHANKOWIE DNIA

Claude Delecluse, Michelle Sentis - Wojciech Młynarski

Zmywam dzień i noc szklanki w budzie tej
Mam harówy moc, marzeń trochę mniej
I w tym podłym tle hotelowych ścian
Te sylwetki dwie wciąż przed sobą mam

Nie wiedział nikt skąd przybyli w tym dniu
Prosili o kąt, by kochać się tu
W ich oczach był blask, był pośpiech i głód
I los im swych łask udzielił w tym dniu
 
Patrzyli w zachwycie na marny pokoik
Nim przeszli przez próg, nim przeszli przez próg

W ich oczach był blask, był pośpiech i głód
Czy na mnie ktoś tak popatrzeć by mógł
I zazdrość i złość mnie żarła, psiakrew
Gdy myłam to szkło, oparta o zlew

Zmywam dzień i noc szklanki w budzie tej
Mam harówy moc, marzeń trochę mniej
I w tym podłym tle i w tych ścianach złych
Dzień wspominam, gdy znaleziono ich

Nie wiedział nikt skąd przybyli w tym dniu
Prosili o kąt, by kochać się tu
W ich oczach był blask, był pośpiech i głód
I sami swój los wybrali w tym dniu

Patrzyłam stężała, jak martwe ich ciała
Niesiono przez próg, niesiono przez próg

W ich oczach był wciąż ten pośpiech i głód
Czy na mnie tak ktoś popatrzeć by mógł
I w sercu na dnie ścisnęło się coś
A zresztą, psiakrew, roboty mam dość

Zmywam dzień i noc szklanki w budzie tej
Mam harówy moc, marzeń trochę mniej
I w tym podłym tle, głupim aż do łez
Ten sam pokój wciąż do wynajęcia jest

Edith Piaf, Dorota Lulka, Anita Dymszówna

Akordeonista - Andrzej Ozga


L'ACCORDÉONISTE – AKORDEONISTA

Michel Emer - Andrzej Ozga

Sprzedajna śliczna panna
Ulicy szlifuje bruk
Niejeden gość od rana
Przestąpił przez jej próg
Lecz gdy czas pracy minie
Gdy zbierze dolę swą
To biegnie tam skąd płynie
Harmonii czysty ton
Tam jest jej port, jej przystań
Jej lek, co leczy z ran
Jej akordeonista
Co gra do tańca tam

Kiedy brzmi piosnka ta
Akordeon ją gra
Melodyjka już płynie w świat czysta
Biedne serce już drży
Bo spełniają się sny
Bo jej facet to przecież artysta
Ona patrzy jak on
Czuły wygrywa ton
Delikatnie klawiszy dotyka
Ona wsłucha się w grę
I zatańczy, bo wie
Miłość zawsze jest tam, gdzie muzyka

Dziewczyna dziś się smuci
Bo chłopca jej na front
Wysłali, lecz on wróci
Tak, ona czuje to
Więc będzie na interes
Odkładać grosz, by tam
Jej facet był kasjerem
A ona zaś "madamme"
A kiedy już nad ranem
Klienci pójdą spać
On wtedy - tylko dla niej
Jak dawniej będzie grać

Znowu brzmi piosnka ta...

Sprzedajna panna śliczna
Ma dzisiaj w oczach łzy
Jej akordeonista
Nie zagra więcej nic
Bo kiedy w jej alkowie
Był klient ten, czy ów
On z wielką dziurą w głowie
W okopu zapadł rów
Lecz akordeon przecież
Nie będzie w kącie stać
Artystów nie brak w świecie
Co też potrafią grać

Znowu brzmi piosnka ta
Akordeon ją gra
Biedne serce już drży
Wraca smak dawnych dni
Lecz to miłość, nie on
Czuły wygrywa ton
Delikatnie klawiszy dotyka
Ona wsłucha się w grę
i zatańczy, bo wie
Miłość jest zawsze tam gdzie muzyka

Dosyć już!
Śmierć jest tam, gdzie się kończy muzyka

Edith Piaf, Dorota Lulka

👉TUTAJ w przekładzie Romana Kołakowskiego

Podzwonne dla Edith Piaf - Andrzej Kuryło


Teresa Tutinas
Podzwonne dla Edith Piaf

Andrzej Kuryło

Każdemu w życiu biją dzwony
W kościele, którym jest marzenie
Ostatni brzmi dzwon pogrzebowy
Dzwon, co początkiem jest milczenia

Była raz smutna dziewczyna
W wesołym kabarecie
Śpiewała smutne piosenki
O szarym, bezbarwnym świecie

O chmurnej, czarnej miłości
Co więdnie jak kwiat na grobie
Prócz odrobiny człowieka
Nie chciała nic od nikogo

Mówili: "Czemu śpiewasz smutne piosenki?"
Mówili: "Świat przecież jest taki piękny"
Mówili, z czarnej sukni się śmiali, się śmiali
"Życie jest kabaretem" - śpiewali

Mówiła: "Chcę śpiewać jak najprościej"
Mówiła, mój Boże, o czarnej miłości
By się zdumieli, szeptali
W głąb serc spojrzeli, rozpłakali

Bóg się ocknął zbyt późno
By wysłuchać jej prośby
Kazał dzwonom więc śpiewać
Najsmutniejszą melodię

Dzwony się rozełkały
W rytm jej smutnych piosenek
Za powszedniość dni szarych
Miała pogrzeb w niedzielę

Mówili: "Nie ma pogrzebów w niedzielę"
Mówili: "Pójdziemy w pustą aleję"
Mówili, krzyż nieśli i śpiewali, śpiewali
Wszyscy stali w milczeniu, płakali

Mówili: "Nie ma w niedzielę pogrzebów"
Mówili: "Krzyż dajcie, niech sterczy ku niebu"
W ręce splunęli, gadali
"Psiakrew", zdjęli (?) - zasypali

Pożegnanie Edith Piaf - Jegenij Jewtuszenko


Так уходила Пьяф - Pożegnanie Edith Piaf

Jewgienij Jewtuszenko - Wiktor Woroszylski

И был Париж, был зал, и перед залом,
на час искусство прыганьем поправ,
острило что-то и вертело задом...
Всё это было – приложенье к Пьяф...

I Paryż był, i scena, i na scenie
ktoś dowcipkował i dla rzadkich braw,
mizdrząc się, deptał sztukę i sumienie...
I wszystko to był wstęp – do Edith Piaf.

Aż wtem zza kulis się zjawiła – ona,
w wyblakłej twarzy - ani kropli krwi,
jak gdyby w hałaśliwy skecz – zmęczona
tragedia weszła, pomyliwszy drzwi.

Jak gdyby nagle ktoś zapędził w potrzask
tej płaskiej szmiry. Tych jarmarcznych bzdur –
sowiątko chore, o podłych oczach,
ciężkie od swoich nastroszonych piór.

Drobna, zziębnięta, omal że nie mogąc
na nogach się utrzymać, stała tu,
pośrodku ciebie wznosząc się, epoko,
półżywa, bez nadziei i bez tchu.

Jak na Sekwany fale, w które z mostu
za chwilę skoczy, tak patrzała w dół
na nas, publiczność...
Gdybym mógł po prostu
rzucić się do niej, wesprzeć, objąć wpół!

Lecz sojusznika nie chcąc ni obrońcy,
orkiestrze ręką dała znak... I krok
zrobiła naprzód.. I po nutach drżących
przebiegła sztuka niewidzialną skrą.

I w śpiew się wzbiło, jakby w dal leciało,
smagane spojrzeniami, wzwyż i w blask,
to przez lekarzy pokrojone ciało –
leciało lekkim łukiem – prosto w nas!

Szlochało lecąc, wybuchało śmiechem,
Zwierzało szeptem sny bulońskich traw,
Dudniło ulic podwojonym echem.
I to się nazywało Edith Piaf.

Zmieszały się w niej dzwony i lawiny,
ulewy, bitwy nadciągały grzmiąc...
A my myśleliśmy, że się bawimy
Jak wielkoludy liliputką - nią!

Lecz w krtani! – rozpacz i wiara, i wielu
gwiazd wirowiska, zachodzące mgłą...
Ona – olbrzymka – nędznych guliwerów,
Igrając, raptem ujmowała w dłoń.

A najważniejsze było w niej – artystce,
że gdy za sceną się czaiła śmierć,
jej krtanią dźwięczną szli jutrzejsi wszyscy
artyści, niosąc miłość, łzy i śmiech.

Więc tak się schodzi z desek, tak umiera,
w natchnieniu groźnym prorokując nam!
- Śpiewała Edith Piaf – niby chimera,
na scenę spływająca z wież Notre-Dame!

Milord - Andrzej Jarecki


Edith Piaf - Milord - Hanna Skarżanka - Dorota Stalińska

Andrzej Jarecki

Milordzie, chodź pan tu
Za stołem moim siądź
Jak w domu czuj się tu
Chcesz? Buty możesz zdjąć
Na dworze zimno, chłód
A u mnie komfort, szyk
Na krzesło nogi złóż
Tak dobrze nie miał nikt
Pan jeszcze nie zna mnie
Ja pana dobrze znam
Że jestem dziwka? Cóż...
Niewiele w porcie dam

Pan wie, to było tak:
Pan wczoraj tędy szedł
Szczęśliwy? Chyba nie!
Psia krew, a niech to szlag!
Wiatr panu porwał szal
I rozwiał na ramionach
Piękną pan rolę grał
Można powiedzieć - król
I tak pan pięknie szedł
Pod rękę z jakąś panią
Długo patrzałam na nią
Dziś jeszcze czuję ból



Milordzie, chodź pan tu...

Pan wie, bo to jest tak:
Marynarz, dajmy na to...
Potem się wszystko rwie
Marynarz płynie w świat
Zabiera z sobą to
Co serce uspokaja
Tego nie można powiedzieć
To trzeba przeżyć, tak
Bo miłość to nie śmiech
Nie jakieś tam romanse
Życie nam daje szansę
Żeby ją potem... Ech!

Milordzie, chodź pan tu
Jeśli chcesz dobrze mieć
Jak w domu czuj się tu
W królestwo moje wejdź
Będę śpiewała ci
Mam jeszcze niezły głos
O innym panu pieśń
Którego skrzywdził los
Pan jeszcze nie zna mnie
Ja pana dobrze znam....
Ale co panu jest
Milordzie, płacze pan?

Milordzie, ja nie chciałam
Co się z panem stało?
No, no, nie trzeba tak
Spójrz pan na mnie, milordzie
O tak, popatrz pan
Uśmiechnij się pan, milordzie
O tak, jeszcze raz
Śpiewaj pan, milordzie
O tak, jeszcze raz
Tańcz pan, brawo
La la la la la la…

La vie en rose - Niczego nie żałuję - 2007

Bal Edith - Marcin Sosnowski


Edith Piaf
Les Flons Flons du Bal
Michał Bajor - Bal Edith

Marcin Sosnowski

Dźwięczy, dźwięczy bal
Ulicami w dal
Akordeon drży
W jej piosenki rytm

Dźwięczy, dźwięczy bal
Jak w największej z gal
Pod oknami tkwi
Puka do jej drzwi

Lecz drzwi zamknęła dziś
Na klucz na spusty trzy
Bo bal w noc kusi iść
W miłosne wciąga gry

Dźwięczy, dźwięczy bal
Wzdłuż paryskich hal
Kaskadami nut
Grzeje serca chłód

Dźwięczy, dźwięczy bal
Ulicami w dal
Akordeon drży
W jej piosenki rytm

Gdy ją smutek rwie
On refrenem wre
Kiedy serce łka
On niezmiennie trwa

Choć bardzo umrzeć chce
By jego ujrzeć twarz
Wciąż drwi z jej marzeń śmierć
Na nosie bal jej gra

Dźwięczy, dźwięczy bal
Nie wie co to żal
Nie dba o jej łzy
Tańczyć każe nam

Szczęścia w nim za grosz
Sprzeda pusty los
Dobrze mu gdy łże
Ale jej wciąż źle

Padam, padam - Janusz Odrowąż

Kal Gajoum
Edith Piaf - Padam, padam - Barbara Muszyńska

Janusz Odrowąż

Mediolan czy Radio Toulouse,
Budapeszt czy Radio Paris,
Gdzie gałkę przekręcę, to już,
To już melodyjka ta brzmi.

Jak mogę, tak przed nią się bronię,
A ona nie daje mi żyć.
Też sobie znaleźli canzonę!
Posłuchaj sam, nie ma w tym nic,
Tyle że przyczepia się...

Padam, padam, padam...
Śpiewać muszę, czy chcę, czy też nie.
Padam, padam, padam...
Już od rana tym zadręczam się.
Padam, padam, padam...
Ty się nie złość, ja winę swą znam.
Ale co ja poradzę, jak przestać mam?
Padam... Cóż robić? Padam...

Choć nie znam piosenki tej słów,
Wciąż nucę ją przez cały dzień.
Zasypiam i wstaję, i znów,
I znów chodzi za mną jak cień.

Na miasto wyjść - jedyna rada,
A tu, jak na złość, pada deszcz.
Więc proszę go, żeby nie padał:
"Nie padaj, chcę uciec stąd gdzieś".
Na to mi powiada deszcz...

Padam, padam, padam...
Padać muszę, czy chcę, czy też nie.
Padam, padam, padam...
Na trzy pas kropelkami we mgle.
Padam, padam, padam...
Ty się nie złość, ja winę swą znam.
Ale co ja poradzę, jak przestać mam?
Padam... Cóż robić? Padam...

Padam, padam, padam...
Padać muszę, czy chcę, czy też nie.
Padam, padam, padam...
Już od rana tym zadręczam się.
Padam, padam, padam...
Ty się nie złość, ja winę swą znam.
Ale co ja poradzę, jak przestać mam?
Padam, padam, padam...

Pod niebem Paryża - Wojciech Młynarski


Irena Santor - Pod niebem Paryża
Edith Piaf - Sous le Ciel de Paris


Wojciech Młynarski

Paryskie niebo
W lustrze Sekwany przegląda się
Pod nim najpiękniej
Kwitną dziewczyny i bzy
Ponad dachami fruną gołębie
Gdzieś hen, gdzieś hen
A akordeon gra „Sous le Ciel de Paris”

Przy lampce Chambertin
Tak miło mija dzień
Świat chowa się w różowej mgle
I już nie jest nam źle

Paryskie niebo
Kocha kloszardów i nocne ćmy
Do ludzkich smutków
Wciąż się uśmiecha przez łzy

Pod mostem Bercy
O szczęściu ktoś śni
A w barze Parame
Ktoś znów siedzi sam
Miłość z rozpaczą splata się
W przetartą nieźle losu nić
Lecz mimo to, tak chce się tu żyć

Paryskie niebo
Czasem się chmurzy
I deszczem tnie
Wścieka się na nas
Lecą pioruny i łzy
Lecz już po chwili
Słońce wychodzi
Przejaśnia się
I nad Paryżem
Jak barwny łuk tęcza lśni

Przy lampce Chambertin
Kolejny mija dzień
Świat chowa się w różowej mgle
I już nie jest nam źle

Paryskie niebo
Nocą rozbłyska milionem gwiazd
Ponad dachami
Fruną marzenia gdzieś hen

👉TUTAJ z tekstem Janusza Odrowąża

Marsylianka - La Marseillaise


Claude Joseph Rouget de Lisle
La Marseillaise - 1792

Allons enfants de la Patrie,
Le jour de gloire est arrivé.
Contre nous de la tyrannie
L'étendard sanglant est levé,
L'étendard sanglant est levé !
Entendez-vous dans les campagnes
Mugir ces féroces ces soldats
Ils viennent jusque dans nos bras
Égorger vos fils, vos compagnes.

Aux armes, citoyens,
Formez vos bataillons !
Marchons! Marchons !
Qu'un sang impur
Abreuve nos sillons.

Français, en guerriers magnanimes
Portez ou retenez vos coups.
Épargnez ces tristes victimes
À regrets s'armant contre nous !
À regrets s'armant contre nous !
Mais ces despotes sanguinaires,
Mais les complices de Bouillé,
Tous ces tigres qui sans pitié
Déchirent le sein de leur me`re !

Aux armes...

Amour sacré de la Patrie
Conduis, soutiens nos bras vengeurs.
Liberté, Liberté chérie,
Combats avec tes défenseurs,
Combats avec tes défenseurs.
Sous nos drapeaux, que la victoire
Accoure à tes mâles accents,
Que tes ennemis expirants
Voient ton triomphe et notre gloire!

Marsylianka
Zofia Szleyen

Synowie Francji, dzieci chwały,
dziś dla nas nadszedł wielki dzień.
Toną we krwi tyranii sztandary,
groźnie przeciw nam wznoszą się.
Słyszycie, jak po miastach, we wsi
żołdactwo wciąż wasz sieje płacz,
napada, wdziera się do bram
i morduje wam żony, dzieci.

Za broń chwyć, naprzód marsz!
Obywatelu, walcz!
Idź więc, idź więc — niech wraża krew
popłynie w bruzdach miedz.

Ta banda zdrajców, tchórzy bladych
i króle knują przeciw nam.
Oni chcą nam ukuć kajdany,
okryć nas najstraszniejszą z hańb.
My związać ni skuć się nie damy,
bo wielki jest dziś ludu gniew,
a że w nas wolna płynie krew,
nie będziemy niewolnikami.

Za broń chwyć...

Ojczyzna świętą miłość budzi
i naszą mściwą wiedzie dłoń.
O wolności, cudna wolności
spraw, by wroga zmogła ta broń.
Pod sztandar nasz przybądź zwycięstwo,
bo narodu krzyk wzywa cię.
Wróg padnie, wzięci nasza pieśń
głosząc chwałę i ludu męstwo.

Za broń chwyć..