Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wertyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wertyński. Pokaż wszystkie posty

Szarooki król - Anna Achmatowa


Сероглазый король - Szarooki król

Anna Achmatowa - Joanna Pollakówna


Niech się święci niestygnący ból!
Umarł wczoraj szarooki król.

Duszny wieczór był barwy miedzi,
mąż mój wrócił i spokojnie powiedział:

"Wiesz, przynieśli go wczoraj myśliwi,
u stóp dębu leżał nieżywy.

Żal królowej. Tak młodo odszedł!...
Jej w noc jedną zbielały warkocze."



Fajkę swą na kominku odnalazł,
do swej nocnej pracy odszedł zaraz.

Ja córeczkę obudzę w nocy
i popatrzę jej w szare oczy.

Szelest topól zza okna doleci:
"Nie ma króla twojego na świecie"...

Wyk. H. Skarżanka, G. Barszczewska, A. Wertyński
Obrazy: Olga Della-Vos-Kardovskaya, Nathan Altman

Liliowy Negr - Jonasz Kofta


Bohdan Łazuka, Mieczysław Święcicki - Liliowy Negr

Aleksander Wertyński, Jonasz Kofta

Gdzie jesteś, gdzie, kto ci całuje dłonie?
Czy z tobą jest twój amant Chińczyk Li?
Czy może prawda w tym, że do Hiszpana płoniesz?
Czy w łożu twym malajski książę krwi?

Ostatni raz mignęła mi twa bliskość,
Rolls Royce'a pęd, za szybą czar twych rzęs.
I miałem sen, że gdzieś w spelunce w San Francisco
Liliowy Negr otula futrem cię.

I miałem sen, że gdzieś w spelunce w San Francisco
Liliowy Negr otula futrem cię.

Aleksiej Toczin - Wiera Chołodnaja

Bal u Pana Boga - Aleksander Wertyński


Edyta Geppert - Ostatni bal  (Bal u Pana Boga)

Aleksander Wertyński - Бал Господень

Do miasteczka małego, gdzieś od dziecka mieszkała
Piękną suknię moderne, nowej mody journal
Wprost z Paryża samego znana firma przysłała
Byś w niej mogła na pierwszy swój wielki iść bal

W tym miasteczku malutkim tyś marzyła wciąż nocą
O tym balu en grand, co we krwi budzi żar
Pędzą pyszne karety, wokół światła migocą
Ty zaś wkoło roztaczasz urody swej czar

W tym miasteczku malutkim balów nigdy nie było
Ani karet nie ciągnął żaden koński grzbiet
Lata szły, znikła młodość, suknię kurzem pokryło
Piękną suknię z Paryża, Maison Lavalette

Aż się ziścił na koniec szalonych twych marzeń rój
W suknię ciebie ubrali jak gdyby na bal
Jacyś ludzie nieznani ponieśli katafalk twój
Jedziesz w dziwnej karecie w nieznaną gdzieś dal

Czarny wóz, konie dwa wiozą ciebie na wieczny sen
Stary ksiądz budzi w duszy śpiewaniem swym żal
Pachnie bez, ty zaś sama jak cichy żałobny tren
Pojechałaś do Boga na bal

Tłum. Tadeusz Polanowski

List z Singapuru - Jonasz Kofta

Rolf Armstrong
Jonasz Kofta - List z Singapuru

(Aleksander Wertyński)

W pomarańczowo-złotym Singapurze
W burzę
Gdy deszcz gorący trąca liście palm
A pociemniałe niebo z ziemia łączy
Oparów zenitalny szal
W gorąco-otępiałym Singapurze
W burzę
Pod wiatrem gną się baobabów pnie
Tam z sercem uwięzionym w moskitierze
Przyzywam imię twe

Zakwitła gdzieś w tropikach
Tęsknota moja dzika
Nostalgia po przejrzystych tamtych dniach
Tu dzień jest wciąż za długi
Tu krzyczą wciąż papugi
A deszczu smugi, smugi, smugi
Biją w dach
Tu bredzi wciąż malaria
Jak ryba w snu akwariach
Chcesz głową dziko tłuc w zielonym szkle
Wciąż błagam twojej łaski
Z wysiłkiem składam głoski
A małpie wrzaski, wrzaski, wrzaski
Słyszę w tle

W pomarańczowo-wonnym Singapurze
W burzę
Gdy deszcz gorący plącze sznury lian
Tam z głową ociężałą od odurzeń
Wspomina ciebie pewien pan
W zielono-jadowitym Singapurze
W burzę
Schronienia szuka zmokły rajski ptak
A mokra zieleń nurza się w purpurze
Kolorze twoich warg

Tu kwitną orchidee
Nic więcej się nie dzieje
Nadzieje moje już daleko gdzieś
Dalekie me rozpacze
I nie wiem czemu płaczę
A łzy porasta żółta, tropikalna pleśń

Tropiki, erotyki
Tu tylko człowiek dziki
Odnajdzie drogę swą w gorącej mgle
Ja pewno znów się zbłaźnię
Przez tę niestety
Nadmiernie wybujałą wyobraźnię
A może właśnie za to
Pokocha pani mnie

Pożegnalny wieczór - Jonasz Kofta

Aleksandr Domogarow
Прощальный ужин

🔊 Jaga Kofta - Pożegnalny wieczór

Aleksander Wertyński
Jonasz Kofta


Ściemniałą twarz ma księżyc dziś
Jak porzucony amant
Wie – że noc każdą zmieni myśl
W długi, bezsenny melodramat

Muzyka chora boli nas
Powtarza jedną frazę
Ten jeden raz, ostatni raz
Będziemy jeszcze, jeszcze razem

Jest wieczór
I już kończy się
W szantanie przy bulwarze
Na taras upadł długi cień
I zmierzch kontury maże

Tak trudno
Nam powiedzieć – dość
I inną miłość przeczuć
Jest cisza jako trzeci gość
W nasz pożegnalny wieczór

Dziękuję ci za wszystko to
Tragiczne i zabawne
Co nam kazało
Ściszać głos
I mówić sobie prawdę

Albo nie mówić sobie nic
W południa najleniwsze
Dziękuję ci za wszystkie dni
Od innych dni szczęśliwsze

Dziękuję ci, napijmy się
Za wszystko, co cię spotka
Aby zły los ominął cię
I melancholii otchłań

Już nie zazdroszczę wcale tej
Która na ciebie czeka
Napijmy się, będzie nam lżej
Spójrz – wino się uśmiecha

Rozumiem
Ja nie jestem tą
Potrzebną nade wszystko
Wiem
Ona czeka
Niech poczeka
Koniec wieczoru blisko

Rozumiem
Zdajesz się na wiatr
Do nowych portów płyniesz
Napijmy się do dna
Do dna
Niczemu nikt nie winien

Tak trudno nam powiedzieć – dość
I inną miłość przeczuć
Jest cisza jako trzeci gość
W nasz pożegnalny wieczór

Obrazy: Jared Joslin

Koniec dnia - Jonasz Kofta

Witold Smukowicz
Aleksander Wertyński - Только раз...
Jonasz Kofta - Koniec dnia  

Koniec dnia
Czerwonym pachnie winem
Szkarłat ciemny przelewa się w czerń
Czy owioniesz mnie znów białym dymem
Niewidzialna
Wtopiona we mgłę

Tylko raz
Czujemy wielkość nieba
Wtedy trzeba
Zastygnąć i trwać
Jestem sam
Ciebie już przy mnie nie ma
Gdy wszystko
Chcę ci dać

Koniec dnia
Czerwonym pachnie winem
Ćma frunęła dotykiem twych rzęs
Ty minęłaś, ja też kiedyś minę
I tak wszystko
Straciło już sens

Tylko raz
Czujemy wielkość nieba
Wtedy trzeba
Zastygnąć i trwać
Jestem sam
Ciebie już przy mnie nie ma
Gdy wszystko
Chcę ci dać

Madame, opadają już liście - Aleksander Wertyński

Aleksander Wertyński
Мадам, уже падают листья

Madame, opadają już liście
Jonasz Kofta

Na plaży był upał i sierpień
Ty, pani w kostiumie "un peu"
Ja cały wyziębły od cierpień
Wiedziałaś, jak bardzo cię chcę
Ocean niebiesko coś szeptał
Koloru cytryny był piach
Tak łatwo wyznania podeptać
Gdy brzmią one mniej więcej tak:

Madame! Wyśpiewałem już wszystko
Repertuar cały mój znasz
Jest lato szalone tak blisko
Czy chcesz jeszcze więcej, niż masz
Ja pragnę, ja chcę, ja pożądam
Tajemnic, co jeszcze są w nas
Szaleję i głupio wyglądam
Bądź pani łaskawą choć raz

A ona przez chwilę milczała
A potem odrzekła przez śmiech
Artysto! Zepsuła cię sława
Gdy zrzucisz ją z siebie
Kto wie...

Znienacka owionął nas wrzesień
Tłum zniknął z promenad i plaż
Prócz moich zmęczonych uniesień
Właściwie zatrzymał się czas

Żegnałem kolegów artystów
Kończących najdłuższe tournee
Starczyło mi jej towarzystwo
Bo chciałem przekonać ją, że:

Madame! Opadają już liście
Jabłoni gałęzie się gną
Owoce dojrzały soczyście
I same się garną do rąk
Ja chcę, ja pożądam, ja pragnę
Ja milczę, więc wszystko lub nic
To będzie niezwykłe i ładne
Chciej pani choć raz do mnie przyjść

A ona przez chwilę milczała
A potem odrzekła wśród łez
Za długo na ciebie czekałam
i nigdy nie przyjdę, o nie...

Obrazy: Paul Chabas

Femme Raffinée - Aleksander Wertyński

William Henry Barribal

Aleksander Wertyński
Femme Raffinée
Рафинированная женщина


Разве можно от женщины требовать многого?
Вы так мило танцуете, в Вас есть шик.
А от Вас и не ждут поведения строгого,
Никому не мешает Ваш муж-старик.

Только не надо играть в загадочность
И делать из жизни "Le vin triste".
Это всё чепуха, да и Ваша порядочность -
Это тоже кокетливый фиговый лист.

Вы, несомненно, с большими данными
Три-четыре банкротства - приличный стаж.
Вас воспитали чуть-чуть по-странному,
Я б сказал, европейски - фокстрот и пляж?

Я Вас так понимаю, я так Вам сочувствую,
Я готов разорваться на сто частей.
Восемнадцатый раз я спокойно присутствую
При одной из обычных для Вас "смертей".

Я давно уже выучил всё завещание
И могу повторить Вам в любой момент:
Фокстерьера Люлю отослать в Испанию,
Где живёт Ваш любовник... один... студент.

Ваши шляпки и платья раздать учащимся,
A "dessous" сдать в музей прикладных искусств.
А потом я и муж, мы вдвоем потащимся
Покупать Вам на гроб сирени куст.

Разве можно от женщины требовать многого?
Там, где глупость божественна, ум - ничто!

Seroglazochka - Aleksander Wertyński

Aleksander Wertyński
Сероглазочка (Szarooka)

Я люблю Вас, моя сероглазочка,
Золотая ошибка моя!
Вы – вечерняя жуткая сказочка,
Вы – цветок из картины Гойя.

Я люблю Ваши пальцы старинные
Католических строгих мадонн,
Ваши волосы сказочно – длинные
И надменно – ленивый поклон.

Я люблю Ваши руки усталые,
Как у только что снятых с креста,
Ваши детские губы коралловые
И углы оскорблённого рта.

Я люблю этот блеск интонации,
Этот голос – звенящий хрусталь.
И головку цветущей акации,
И в словах голубую вуаль.

Так естественно, просто и ласково
Вы, какую-то месть затая,
Мою душу опутали сказкою,
Сумасшедшею сказкой Гойя…

Под напев Ваших слов летаргических
Умереть так легко и тепло.
В этой сказке смешной и трагической
И конец, и начало светло…

Obraz: Tamara de Lempicka

Temneyet doroga - Anna Achmatowa

Konstantin Korowin

Aleksander Wertyński
Темнеет дорога... (Ciemnieje droga)

Темнеет дорога приморского сада,
Желты до утра фонари.
Я очень спокойный. Но только не надо
Со мной о любви говорить.

Я нежный и верный, мы будем друзьями
Гулять, целоваться, стареть.
И легкие месяцы будут над нами,
Как снежные звезды лететь...

Anna Achmatowa

Чернеет дорога приморского сада,
Желты и свежи фонари.
Я очень спокойная. Только не надо
Со мною о нем говорить.

Ты милый и верный, мы будем друзьями...
Гулять, целоваться, стареть...
И легкие месяцы будут над нами,
Как снежные звезды, лететь.

Vashi zlyye dukhi - Nuit de Noel


Ваши злые духи - Nuit de Noel
Aleksander Wertyński


Я опять посылаю письмо
И тихонько целую страницы
И, открыв Ваши злые духи
Я вдыхаю их сладостный хмель
И тогда мне так ясно видны
Эти черные тонкие птицы
Что летят из флакона - на юг
Из флакона «Nuit de Noёl»

Скоро будет весна
И Венеции юные скрипки
Распоют Вашу грусть
Растанцуют тоску и печаль
И тогда станут легче грехи
И светлей голубые ошибки
Не жалейте весной поцелуев
Когда зацветает миндаль

Обо мне не грустите, мой друг
Я озябшая хмурая птица
Мой хозяин - жестокий шарманщик
меня заставляет плясать
Вынимая билетики счастья
Я смотрю в несчастливые лица
И под вечные стоны шарманки
Мне мучительно хочется спать

Я опять посылаю письмо
И тихонько целую страницы
Не сердитесь за грустный конец
И за слов моих горестных хмель
Это все Ваши злые духи
Это черные мысли как птицы
Что летят из флакона - на юг
Из флакона «Nuit de Noёl»

Koncert Sarasatego


Mieczysław Święcicki - Koncert Sarasatego

Aleksander Wertyński


Twój kochanek ma garb
I ty boisz się jego
Jest zazdrosny i często cię bije jak psa
Lecz gdy koncert na skrzypcach gra Sarasatego💗
Jak ptak fruwa twe serce
I śpiewa i łka

To jest alfons z zawodu
Zna dobrze sekrety
Jak z kobiety jej honor wysączyć do dna
Lecz gdy z strun jego płyną jak łzy
Flażolety
Zakochanym pierrotem
I księciem się zda

On cię złamał
Zbezcześcił rękami bandyty
Z femme de luxe
Umiał zmienić na femme de chambre
Już dawno niemodny
Wprost nieprzyzwoity
Jest krepowy twój żakiet
Który wonią tchnie ambre

Gardząc sobą upadłą
I stroniąc od niego
Nienawidzisz to zwierzę
Niewolnika swych żądz
Lecz przebaczasz gdy koncert gra...

Ej, drug-gitara


Eduard Chil
Aleksander Wertyński 
Piotr Leszczenko
Эй, друг-гитара

Boris Timofiejew


В жизни все неверно и капризно,
Дни бегут, никто их не вернет.
Нынче праздник, завтра будет тризна,
Незаметно старость подойдет.

Эй, друг-гитара, что звенишь несмело?
Еще не время плакать надо мной,
Пусть жизнь прошла, все пролетело,
Осталась песня, песня в час ночной!

Эти кудри дерзко-золотые
Да увяли в белой седине
Вспоминать те годы молодые
Будем мы с тобой наедине.

Эй, друг-гитара...

Где ты, юность без конца, без края,
Отчего так быстро пронеслась,
Неужели скоро, умирая,
Мне придется петь в последний раз?

Zawsze byłem po stronie... - Aleksander Wertyński

Aleksander Wertyński
*** (Я всегда был за тех...)
*** (Zawsze byłem po stronie...)

Tadeusz Lubelski

Zawsze byłem po stronie przegranych i słabych,
Zawsze byłem dla tych, którym w życiu źle szło.
Moja sztuka — jak mróz — próbowała przerabiać
Nawet zwykłe kałuże w kryształy i szkło!

Uwielbiałem i zawsze uwielbiam ten biedny,
Niestabilny i kruchy, stygnący już świat,
I magiczną harmonię przestrzeni śródgwiezdnych,
I o zmierzchu błękitnym — altanę i sad.

Rębacz, co kopie kredę, więc trwa przy łopacie,
Lub kominiarz, co w sadzy twarz swoją zwykł kryć,
Żyłem wciąż dawnym życiem zmyślonych postaci,
Tylko własnym swym życiem nie było jak żyć.

Lekkomyślnie zmieniając kostiumy i maski,
W cudzych losach trwoniłem osobny swój los.
Może choć od aniołów doczekam się łaski,
Że uniosą mą duszę, gdy wezwie mnie Głos!

Kijów - tkliwa ojczyzna - Aleksander Wertyński

Aleksander Wertyński
Киев родина нежная
Kijów - tkliwa ojczyzna

Tadeusz Lubelski

Kijowie — ojczyzno tkliwa,
Błysku ze snów i wspomnień,
Młodości moja burzliwa,
Wreszcie wróciłaś do mnie!

Twe ulice całować bym gotów,
Do twych placów przytulać głowę.
Przygarbiłem się od odlotu,
Już się lat doliczyć nie mogę.

A kasztany twe niedosiężne,
Ogromne Wiosny lichtarze —
Znowu kwitną, gęste, potężne,
Strzegą moich dziecinnych marzeń.

Tak się włóczę po mieście rodzinnym,
Jak po cmentarzu przeszłości;
Przy mnie rosły te wszystkie rośliny,
Każdy kamień gdzieś tkwi w świadomości.

Tutaj w głębi ulicy stal rożen,
A tam lody się kupowało...

Pożałuj mnie Panie Boże,
Moja świeca dogasa pomału...

Ojczyzna - Aleksander Wertyński

Aleksander Wertyński - Отчизна
Ojczyzna

Tadeusz Lubelski

„Prorocze! wstań! i źrzyj! i twórz!
Niech wola ma się w tobie zbudzi!
I na obszarach ziem i mórz
Przepalaj słowem serca ludzi."
Aleksander Puszkin Prorok, przeł. J. Tuwim

Przez całe życie los mną poniewierał,
Zdawałoby się, że ulegnę już...
Lecz do mnie wciąż wewnętrzny glos dociera:
Przepalaj słowem serca! Wstań i twórz!

I wstaję. Przez zmarznięty kraj wędruję;
Choć wicher dmie — próbuję prosto stać...
A tworząc — serca ludzi usiłuję
Już nie „przepalać", lecz przynajmniej grzać.

Lecz zamieć trop mój zasypuje wcześniej,
Mój zamek z marzeń obracając w gruz.
I nie doszedłszy celu giną pieśni,
Jak ptaki, które w locie skosił mróz.

O Rosjo moja, kraju mój rodzony!
Czy już sądzone mi po wieki wiek
Opadać z sił w twych polach nieskończonych,
Rzucając niepotrzebne ziarno w śnieg?

Cóż, przyjmij ten mój skromny dar, Ojczyzno!
Wiem przecież dobrze, choć mi nieraz żal,
Że wszystko to, w martenach komunizmu,
Przetopi święty ogień w czystą stal.

Miasteczko dzieci - Aleksander Wertyński

Aleksander Wertyński - Детский городок
Miasteczko dzieci

Tadeusz Lubelski

Wznosiły dzieci miasto nowe
Z błękitnych głazów z głębi mórz,
Dopalał się nad nimi zmierzch liliowy
I słowik w lesie milknął już.

I pierwszy rzekł: my rów tu wykopiemy,
By nikt obcy nie szkodził nam!
I tylko dla tych domy zbudujemy,
Co zostali bez tat i mam!

A drugi na to: nas jest mnóstwo, mili!
Cóż jedno miasto - dla takich mas!
A gdybyśmy tak Boga poprosili,
By do siebie przygarnął nas!

Od słońca - ognisko rozpalimy nad niebem,
Księżyc schowamy pod koc,
A Wielką Niedźwiedzicę - czarnym chlebem
Karmić będziemy co noc!

Tam są anioły! Niby ludzie, a ptaki -
Może latać nauczą nas?!
Tylko modlić się trzeba, tam zwyczaj jest taki...
A skąd na zabawę wziąć czas?

To trzeci powiedział. I dodał przestrogę:
Tych aniołów trzeba się strzec,
Już raz mi kiedyś urwały nogę -
Jak bombami zaczęły siec!...

Zapadła cisza. Słowik ją pojął,
Bo zakrztusił się nagle od łez...
A fale pianą obmyły swoją
Miasteczko dzieci, które gdzieś jest.

Przeorysza - Aleksander Wertyński

Aleksander Wertyński
Игуменья
Przeorysza

Tadeusz Lubelski

W ciemnej, pustej wnęce - krucha przeorysza,
Wątła, mała pani modli się bez słów...
W tej sklepionej cerkwi wcale nie jest wyższa,
W habit przyodziana, w czerń od stóp do głów...

Płaczą cienkie świece, dźwięczy śpiew zakonnic,
W prawej ręce kostur - to żałoby znak...
Dość ma Pani świata, nie chce słyszeć o nim,
Ale przecież pamięć żyje wciąż i trwa...

Gdy słuchanie chóru wreszcie Panią nuży
I gdy na modlitwę też brakuje sił,
Nieodmiennie zwraca Pani wzrok ku górze,
Tam, gdzie młody święty w złotej zbroi lśni.

Jakiż był podobny! Tyle, że był wyższy...
Nie opuszczał Pani, śmiejąc się, na krok!
Wspiera się o kostur głowa przeoryszy,
W ciemnej, pustej wnęce - słychać cichy szloch...

Pożegnanie - Aleksander Wertynski

Stanislav Fomenok
Aleksander Wertyński - Прощание
Pożegnanie

Tadeusz Lubelski

Choć jestem czuły wobec wspomnień,
Przenikać przyszłość też nie grzech,
Więc myślę często, komu po mnie
Przypadnie Pani dźwięczny śmiech.

I serce, tak wciąż wygłodniałe,
I uniesień subtelny smak,
I to, co tak uwielbiałem –
Pani ciała różany krzak.

I dzikie fantazje rozliczne
(Zawsze było Ją na nie stać),
I Pani usta ironiczne,
Umiejące się z siebie śmiać.

I Pani wyznania „najszczersze".
I wzrok pytający „to żart?",
I moje listy, i moje wiersze -
Ich zbiór jest jeszcze coś wart!

I kto będzie moim następcą?
„Faworyt" wygra czy „fuks"?
Poeta o czułym sercu
Czy „gigolo de luxe"?

A o świcie, włożywszy gardenię
Do lodu a lufę do ust,
Czy znajdzie ten wróg mój natchnienie,
Żeby nacisnąć spust?

Bowiem kwiatów nie wolno zrywać.
Ptak odfrunie, i co chcesz - rób!
Bo nie wolno miłości wstrzymywać,
Upadłszy jej do stóp!

Córeczki - Aleksander Wertyński

Aleksander Wertyński
Доченьки
Córeczki

Tadeusz Lubelski

Aniołeczki się u mnie zjawiły,
W biały dzień zdecydował tak los.
Wszystko, z czego przez lata tak kpiłem,
Nagle teraz zachwyca mnie wprost!

Żyłem mocno, wesoło — przyznaję,
Ale dziś żona rządzić już chce,
I o sąd wcale mnie nie pytając
Urodziła córeczki mi dwie.


Byłem przeciw.
Bo jak to, pieluszki...
Po cóż życie utrudniać aż tak?
Ale wlazły do serca dziewuszki,
Jak kot, który do łóżka się wkradł!

Odtąd nowy sens ma każda chwila,
Teraz wiję swe gniazdo jak ptak,
I gdy nad ich kołyską się schylam,
Sam do siebie co dnia śpiewam tak:

Córki, córeczki me,
Córcie moje dwie!
Gdzież odnajdę noce swe,
I słowiki gdzie?

Będzie światło rosyjskie i słońce
W całym życiu córeczek mych dwu,
No i, co najważniejsze jest w końcu...,
Będą miały Ojczyznę swą tu!

Na choince powiesi się bańki,
I zabawek nie braknie im też...
Najwspanialsze wynajmę im niańki,
Choćbym Rosję miał przejść wzdłuż i wszerz!

Żeby pieśni im stare śpiewały,
Żeby bajki im plotły przed snem,
Żeby cicho im lata szumiały,
By dzieciństwa smak rósł z każdym dniem!

Ja, cóż, zbliżam się już do starości,
Ale duch jeszcze młody, jak ich!
Będę starał się Boga uprosić,
By przedłużyć chciał grzeszne me dni!

Róść zaczną córki me,
Córcie moje dwie...
I odnajdą noce, dnie,
I słowiki swe!

Potem zamkną oczy mi
Córcie moje dwie...
I ten sam na grobie mym
Słowik zjawi się!