Andrzej Nardelli Ręce w ogniu Andrzej Trzebiński ***
Ręce w ogniu jak kartofle przypiec –
przez topole okna we wsi płoną –
cygan jesień wyśpiewał ze skrzypiec –
taką jesień opuszczoną, nieskończoną –
„była wiosna – było lato – był lipiec –
Śpiewał jesień jesienistym jesionom
I wyśpiewał dziewczynom ból niemy:
„kręć się – kręć – wrzeciono”
„nad niemen – za niemen – i czemu? – "
małe okna pajęczyną zadymione –
Mały kociak... mały dzieciak śpi –
a wiatr – cygan gdzieś w kominie smyczkiem miga
„kręć się – kręć – wrzeciono”
„wij się biała nić”.
W taką jesień opuszczoną, nieskończoną
Miła, żegnaj... za niemen hen idź...
Magda Umer, Andrzej Nardelli O niebieskim pachnącym groszku
Andrzej Trzebiński
Groszku pachnącego przyniosłeś mi w dłoni dałeś groszek, dłoni nie chciałeś już dać. Stoi tu na biurku i milczy jak płomień. Zmusza do milczenia tak jak ty, twój kwiat. Niebieskie płomienie o zimnym kolorze spalają najprędzej niech spalą na proch. A ze mną myśl gorzką żem dłużna ci może Choć dałeś kwiat groszku a ja ci łez groch. Takam mała a łzy takie ogromne, Takie ciężkie, że aż głowa się chyli, Opadają te łzy moje w dół pionem, Tak najprościej ku głębokim dnom chwili. Takam mała a łzy takie ogromne, Takam mała a łzy takie ogromne, Takam mała a łzy takie ogromne, Takam mała a łzy takie ogromne, Stoisz mi w oczach jak łzy.
Piotr Fronczewski
Piosenka o Teresie Andrzej Trzebiński
Wczoraj jeszcze miałem usta twe maleńkie,
Dziś — musiałem cię zamienić wprost w piosenkę..
Twoje usta rozpalone w ostry mróz
Ot, w piosenkę... żeby mieć cię blisko ust.
I tak przeszłaś zamieniona, niepoznana,
Zamieniona w leśne echo, w wojska śpiew, Każda droga
W naszym marszu twym imieniem wysadzana,
Jak aleja śpiewnych drzew... śpiewnych drzew.
O Teresie, taka piosnka o Teresie,
O Teresie, o Teresce, o Tereni.
Las przejdziemy, a twe imię gdzieś po lesie
Będzie rosło, aż się w końcu zazieleni...
Zazieleni się, rozkrzewi i rozrośnie:
O Teresie
Wiatr poniesie
Naszą piosnkę...
Potem ze mną się rozśpiewasz gdzieś za Bugiem,
Chociaż dystans do Warszawy będzie rósł...
W noce długie, w marsze długie, tam za Bugiem
W śpiew żołnierski cię zamienię, będę niósł...
Jak najbliżej, jak najbliżej koło ust...
O Teresie, taka piosnka o Teresie,
O Teresie, o Teresce, o Tereni...
O, jak trudno na piosenkę cię zamienić,
O, jak łatwo zgubić śpiew swój w czarnym lesie...
Zgubić śpiew swój, w czarnym lesie gdzieś zostawić,
Gdy Teresa — ta prawdziwa — jest w Warszawie.
O, jak dużo trzeba śpiewu, o, Tereniu,
Żeby iść tak... żeby iść tak... i wciąż iść.
Jeszcze wczoraj miałem ciebie przy ramieniu,
Lecz piosenka mi została z ciebie dziś.
O, Tereso, o, Tereso, o, Tereso,
Dni rozłąki jakże gorzkie, jakie złe są!
Lecz powrócę jeszcze kiedyś w chwały dzień.
Wtedy z pieśni bardzo długiej gdzieś za Bugiem,
Wtedy z śpiewów roznuconych gdzieś po drzewach
Znów, Tereso, w dziewczynę się zmień!...
A jeśli bzy już będą, to bzów mi przynieś kiść
I tylko mnie nie całuj i nie broń, nie broń iść,
Bo choć mi wrosłaś w serce, karabin w ramię wrósł
I Ciebie z karabinem do końca będę niósł.
To wymarsz „Uderzenia” i mój, i mój, i mój.
W ten ranek tak słoneczny piosenka nasza brzmi,
Słowiańska ziemia miękka poniesie nas na bój —
A Polska gdy powstanie, to tylko z naszej krwi.
A jeśli będzie lato, to zboża przynieś kłos
Dojrzały i pachnący, i złoty jak twój włos,
Bo gdyby śmierć nie dała, abym powrócił żyw,
Poniosę z Twoim kłosem słowiańskich zapach żniw,
A jeśli będzie jesień, to kalin pęk mi daj
I tylko mnie nie całuj, i nie broń iść za kraj,
Bo choć mi wrosłaś w serce, karabin w ramię wrósł
I Ciebie z karabinem do końca będę niósł.
Poniosę nad granice kaliny, kłosy, bzy —
To z nich granice będą, z miłości, a nie krwi...
Granice mieć z miłości, w żołnierskich sercach — „U”
Nasz kraj tam gdzieś się kończy, gdzie w piersiach braknie tchu.