Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielicka. Pokaż wszystkie posty

Znajomy z podróży - Renata Maklakiewicz


Hanka Bielicka
Znajomy z podróży


Renata Maklakiewicz 👉👉👉


Na małej stacyjce do pociągu wskoczył
Przystojny jak diabeł
Usiadł naprzeciwko, wlepił we mnie oczy
Spytał mnie, gdzie jadę
I myśl mi błysnęła szatańska i dzika
Że taka znajomość może być niezwykła

A pociąg turkoce wciąż dalej i dalej
On patrzy mi w oczy, ja wzdycham i palę
Poprawiam makijaż, spoglądam za okno
Świat miga, czas mija, udaję samotną
Znajomy z podróży uwierzy we wszystko
Że jestem na przykład filmową artystką

A pociąg turkoce i dudni miarowo
Myśl dzika się plącze, on słowo, ja słowo
Zgaduje me imię, a potem ja jego
Rozmowa się wije, adresy, telefon
Znajomy z podróży przysuwa się blisko
Za oknem to lasy, to krowie pastwisko

A pociąg turkoce i puka, i stuka
Otulam się kocem, on dłoni mej szuka
Oddycham zbyt głośno, tchu brak mi jest prawie
Już usta - i nagle jesteśmy w Warszawie
Znajomy z podróży przez tłum się przeciska
Ucieka. Na pomoc, gdzie moja walizka ❓❓❓
Walizka, walizka ❗❗❗

Serce w rozterce - Renata Maklakiewicz


Hanka Bielicka  👉👉👉
Serce w rozterce

Renata Maklakiewicz


Piszą mi panowie, panie
Których serce jest w rozterce
I zadają mi pytania
Co, jak, kiedy, gdzie, z kim będzie
Ktoś miłości oczekuje
Ktoś ożenił się niedobrze
Kogoś fatum prześladuje
Ktoś chce za mąż wyjść - nie może
Ktoś odmienił się po ślubie
Ktoś z kimś nie chce się ożenić
Wyznać uczuć ktoś nie umie
Komuś brak jest zrozumienia
Ktoś zakochał się na wczasach
I zapomniał wziąć adresu
Ktoś od kogoś dostał kosza
I już byłby się powiesił
Ktoś tam męża zaczął zdradzać
Którąś rzucił narzeczony
Ktoś wyjechał i nie wraca
Ktoś ma kogoś oprócz żony
Jednym brak jest wiary w siebie
Innych znów teściowa męczy
Ktoś by chciał coś, lecz sam nie wie
Takich ludzi jest najwięcej
Komuś żona źle gotuje
Czyjś mąż skąpy - to okropność
Ktoś się rozwiódł i żałuje
Ktoś ma do nałogów skłonność
Ktoś na randki nie przychodzi
Ktoś na listy nie odpisał
Ktoś się trzeci raz rozwodzi
Kruche są małżeństwa dzisiaj
Ktoś w człowieka wiarę stracił
Ktoś się znalazł w życiu na dnie
Ktoś na dzieci nie chce płacić
Oj, kochany, to nieładnie
Komuś brak jest przyjaciela
Ktoś ze światem jest skłócony
Et cetera, et cetera
Takich spraw jest na miliony
Sam psycholog by się złamał
Sędzia w sądzie by się spocił
Ale ja - Bielicka Hania
Wam odpowiem, moi złoci
Piszcie do mnie, co was trapi
Każdy serce moje wyczuł
Najcierpliwszy bywa papier
Piszcie do mnie, piszcie do mnie
Piszcie do mnie - na Berdyczów

Niepracująca - Renata Maklakiewicz


Hanka Bielicka  👉👉👉
Niepracująca

Renata Maklakiewicz


Rano po bułki do sklepu
Psa wyprowadzam na spacer
Szybko kluseczki na mleku
Bo mąż się spieszy do pracy
Daję mu drugie śniadanie
By się posilił za biurkiem
A potem sprzątam mieszkanie
I tak codziennie, tak ciurkiem

Modny makijaż naprędce
Trzeba coś kupić na obiad
W jednej i drugiej kolejce
Godzinę sterczę na nogach
Ktoś mnie popycha, ktoś mnie potrąca
Szczęśliwa żona, niepracująca

Gdy już się zupka gotuje
Smażę mielone kotlety
A równocześnie prasuję
Bo ja mam dwa fakultety
Mąż wraca wreszcie po pracy
Głodny i chce odpocząć
Wnoszę mu obiad na tacy
A potem zmywam i zmywam

Od butów brudna podłoga
Ja za froterkę i szmaty
A on ogląda Hitchcocka
I woła: "Podaj herbaty!"
I tak codziennie, i tak bez końca
Szczęśliwa żona, niepracująca

Koszule mokną w łazience
Ja znowu psa wyprowadzam
Mąż siedzi z Expressem w ręce
I pyta, kiedy kolacja
Szef go zamęcza w tym biurze
Przez osiem godzin bez przerwy
Raz pieczęć w dole, raz w górze
To może działać na nerwy

Piorę koszule, mąż chrapie
Wnet się do niego przytulę
Czy się odwdzięczyć potrafię
Iż on tak na mnie haruje
Więc jestem miła i czarująca
Szczęśliwa żona, niepracująca

Och, niepracująca a szczęśliwa żona
Niepracująca, o niepracująca

My z Łomży - Janusz Odrowąż


Hanka Bielicka
My z Łomży

Janusz Odrowąż


Nazywam się proszę Państwa Hanka Bielicka
Pochodzę z miasta Łomży, urodzona tamże
W roku tysiąc dziewięćset...
Więc właśnie, w związku z czym
Zaśpiewam Państwu piosneczkę
O wszędobylskich Łomżyniakach

Gdzie nie spojrzeć - pełno Łomżyniaków
Choć jak nikt kochają ziemię swą
Zna ich Rzym, Warszawa, Paryż, Kraków
I w Bombaju Łomżyniacy są

Jeśli zdolny uczony, to z Łomży
Kompozytor ceniony, to z Łomży
Zasłużony dyrektor, profesor czy rektor
To z Łomży, to z Łomży, jak nic

Nie liczymy na cuda, my z Łomży
Nie boimy się trudu, my z Łomży
Bo my z Łomży, a Łomża jest perłą wśród miast
Najpiękniejszą gwiazdeczką wśród gwiazd

Powie ktoś, że my się przechwalamy
Że lokalny tu patriotyzm gra
Ale przecież my dowody mamy
Niech rozejrzy się, kto oczy ma

Jeśli zdolny, uczony, to z Łomży...

Dla swej ziemi żyją, dla niej giną
Czasem ich los hen po świecie gna
Więc daleko na Monte Cassino
Swą dzielnicę Łomża także ma

Nie liczymy na cuda, my z Łomży...

Tralalala - Wicenty Rapacki


Tralalala - Tralalalied (Im Liebesfalle)

Wincenty Rapacki


Znam ja płochy męski ród dokładnie
Kto w siatkę mą wpadnie zostanie już tam
Jak poznać ich przeróżne słabe strony
Sposobów miliony dać mogę dziś wam

Miluchny dudku mów po cichutku
A potem: Tra la la la...

Inni znów na takie damy lecą
Co postrach w nich niecą i burzą krew
Do takich trzeba ciągle strzelać okiem
Potrącać bokiem i marszczyć brew

Jak tygrysica, pantera, lwica
A później: Tra la la la...

Lecz jest także taki typ mężczyzny
Co skład bielizny uwielbia w nas
A więc jedwabie, tiule i obsłonki
Hafty, koronki, zbiór różnych gaz

Takiemu troszkę pokaż pończoszkę
On zaraz: Tra la la la...

Temu w ciszy znowu jak najsmutniej
Gdy nie ma kłótni on chmurzy twarz
Takiemu ekstra bardzo jegomości
Sceny zazdrości wciąż robić masz

A nawet czasem, z krzykiem, hałasem
Po łebku: Tra la la la...

Jam znawczyni męskich serc, widzicie
Bo znakomicie ich wszystkich znam
Więc niechże się przede mną wszyscy strzegą
Bo na każdego ja sposób mam

Ach, fakt to znany, że zakochany
Jest zawsze: Tra la la la...

Hanka Bielicka, Fritzi Massary

Półtora tanga... - Kazimierz Winkler

Sigfredo Pastor

Hanka Bielicka
Półtora tanga na głowę mieszkańca

Kazimierz Winkler

Były różne rytmy, były różne tańce
Lecz tanga żaden zaćmić nie zdążył
Ja już od kołyski swojej młodej niańce
Kwiliłam nocą tango gorące

Na serduszko wątłe, co nieśmiało bije
Zaleca tango mądry kardiolog
Tu zaniedbań groźnych już się nie ukryje
Należy produkcję podnieść tang

Półtora tanga na głowę mieszkańca
W tej pięciolatce musimy mieć
Do wzrostu uczuć, do wyznań i tańca
Dla tych co wpaść chcą w miłosną sieć

I dla chłopaka co ma
Dwadzieścia jeden lub dwa
I dla dziewczyny, gdy już
Czas przyjdzie westchnień i burz
Dla miłej babci, co śni
O balu młodych swych dni
I dla staruszka, by znów
Bojowy wstąpił weń duch

Półtora tanga...

Tango w złotej sali
Tango na poddaszu
I pod gwiazdami w noce lipcowe
Tango dla staruszków
Tango dla smarkaczy
Namiętne stare tango, wciąż nowe

Ludziom trzeba ufać
W miłość trzeba wierzyć
Listonosz dobre wieści przyniesie
Martwić się nie warto
Kłócić nie należy
Należy produkcję podnieść tang...

Kazali mi śpiewać - Kazimierz Winkler


Hanka Bielicka
Kazali mi śpiewać

Kazimierz Winkler


Żebym tyle nie mówiła, to kazali śpiewać mi
I wmawiali, że podbiję świat na pewno
Że za serce umiem chwycić i wywołać śmiech i łzy
Łzy, gdy śmieszną śpiewam pieśń, a śmiech, gdy rzewną

Na przykład taka smutna pieśń o szatynie
Który zdecydowanym ruchem zapiął jesionkę
A ja wtedy...

Powtarzam, zostań
Chciał widać los tak
Ja wykarmiłam
Cię przecież własną pensją
Z żartami koniec
Nie pójdziesz już do niej
Ja ci nie bronię
Lecz nie radzę drażnić mnie

Nie załkam jak w piosence
Lecz z miejsca wpadnę w szał
I tak ci się odwdzięczę
Że włosy będziesz rwał
Rozgadam wszystkim babom
Żeś ciapa, bałwan, kluch
Że masz kondycję słabą
I przytępiony słuch

Powtarzam, zostań...

Obgadam cię, że chrapiesz
I stękasz, gdy jest niż
Że się przy ludziach drapiesz
A przy kolacji śpisz
Że co dzień rąbiesz czosnek
I wódkę chlasz co dzień
Że lepszy ból okostnej
Niż te amory twe

Że zarobić nie umiesz
Że jak się do ciebie mówi
To nic nie rozumiesz
Że jeśli w ogóle myślisz To tylko o sobie
Poczekaj, ja cię zrobię
Ale zaraz, zaraz...

Kazali mi śpiewać, żebym tyle nie mówiła
A ja przecież mówię tylko dlatego, żeby nie śpiewać
No ale trudno, wszyscy teraz śpiewają
To mogę i ja zarobić, to znaczy - zaśpiewać
No to teraz wesoła piosneczka ludowa

Łoj, wesoło, wesoło
Coś błyska za stodołą
Łoj, błyska coś, błyska
To chyba będzie iskra
Łoj, łoj, ło-o-o-oj

Łoj, nocka jasna jak dzionek
Łoj, zajął się właśnie nasz domek
Nie narzekajcie, dziewuchy
Łoj, dobrze się pali, bo suchy

Łoj, w tym ogniu cosik strzela
Ugaszą go do wesela
Łoj, idzie dym prościutko
Pogoda będzie jutro
Ła-ha-ha-ha-ha-ha-ha

Kazali mi śpiewać, żebym tyle nie mówiła
Ale przecież nie można wszystkiego wyśpiewać
Jak jednemu facetowi
To nawet był raczej taki narzeczony
Więc jak mu wyśpiewałam wszystko
Znaczy, jak spędzałam czas
Kiedy on był na delegacji służbowej
To już potem nie miałam nic do powiedzenia

Łoj, wesoło, wesoło
Jaśniutko naokoło
Radośnie, hej, radośnie
Uciekam gdzie pieprz rośnie
Ha... ha... ha-ha-ha-ha

Ja się nie chwalę - Renata Maklakiewicz


Ja się nie chwalę


Renata Maklakiewicz


Ja jestem skromna, ja nie umiem
Obnażać głośno swoich zalet
Jak ta czy owa, co ma tupet
Ja tam nikomu się nie chwalę
Ktoś sam dostrzeże - bardzo proszę
Oczy, czy nogi, czy charakter
Ktoś mnie wybierze - o mój Boże
Ja zawsze się w małżeństwie sprawdzę

Bo i przepiorę, i zgotuję
I czekać umiem sama w nocy
A jak namiętnie się całuję
No bom kobieta na sto procent
Przyszyję guzik i pogadam
Rozumiem zawodowe sprawy
Wiem, co się musi, co wypada
I kiedy dosyć już zabawy

Zawsze radosna i zadbana
Nie prowokuję drętwych rozmów
Od rana pięknie uczesana
Nie w papilotach i szlafroku
Żadnych nałogów, żadnych hobby
Uległa, słodka, niewolnicza
Bez żadnych wrogów - oprócz kobiet
Nigdy pieniędzy nie pożyczam

Z ołówkiem w ręku robię budżet
I jeszcze składam na PKO
A ile wdzięku w mej naturze
A jakie serce, jakie ciało
A jakie - ale któż zrozumie
Przesadna skromność mnie zabija
Mówię wam - chwalić się nie umiem
Dlatego jestem wciąż niczyja

Ach, a życie mija, mija, mija, mija
Ach...

Hanka Bielicka

Szczypiorek - Renata Maklakiewicz


Hanka Bielicka
Szczypiorek

Renata Maklakiewicz


Powiedziałam ci wszystko
Że szczypiorek podrożał
Że inkasent nam przyniósł
Dziś rachunek za gaz
Że się sąsiad powiesił
Że rozwiodła się Zosia
Że przy wszystkich sukienkach
Już za ciasny mam pas

Powiedziałam ci wszystko
Że nasz synek ma dwóję
Telewizor wciąż miga
A psa gryzą znów pchły
Do pierwszego daleko
A pieniędzy brakuje
Powiedziałam ci wszystko
A ty leżysz i śpisz

A pamiętasz, przed laty
Jedno z pierwszych spotkanie
Włosy miałam w nieładzie
Cienie rzęs na policzkach
I mówiłam bez przerwy

"Daj już spokój, kochany"
Gdy szeptałeś mi czule
"Ach, ty moja prześliczna"

Powiedziałam ci wszystko
Że troszeczkę łysiejesz
Że się martwię o ciebie
Gdy nie wracasz na czas
Że za dużo pracujesz
A za mało się śmiejesz
I że tęsknię do ciebie
W środku nocy, nie raz

Powiedziałam ci wszystko
Że telefon się zepsuł
A w łazience z sufitu
Stale sypie się tynk
Wczoraj znów mnie uwodził
Twój przyjaciel najlepszy
Powiedziałam ci wszystko
A ty leżysz i śpisz

A tak bym chciała raz wreszcie
Gdy się wyśpisz i wstaniesz
W twoje oczy popatrzeć
Przytulona w ramionach
Ty byś szeptał: "Kochanie
Ach, ty moje kochanie"
Ojej, co to - w kuchni
Jajecznica spalona

Franio-drwal - Janusz Odrowąż


Hanka Bielicka - Franio-drwal

Janusz Odrowąż

W starym lesie koło drogi
W chatce małej lecz chędogiej
Mieszkał sobie pewien Franio-drwal
Drzewa rąbał już o świcie
Zarabiając przyzwoicie
Mimo to niedosyt czuł i żal

Ech na stepie, ech na stepie
Się zarabia dużo lepiej
Wentylacja trochę lepsza
Więcej światła i powietrza
W lesie pusto, w lesie ciemno
Zróbcie coś panowie ze mną
Czy słyszycie serca szept
Franio-drwal by chciał na step

Wyjaśnili mu w urzędzie
Z przeniesienia nic nie będzie
Step dla drwala to niełatwy chleb
Drzew tam nie ma, proszę Frania
Nic tam nie ma do rąbania
Pomyśl chłopie, po ci ten step

Bo na stepie, bo na stepie
Się zarabia dużo lepiej
Wentylacja ponoć lepsza
Więcej światła i powietrza
W lesie smutno, w lesie ciemno
Zróbcie coś panowie ze mną
Czy słyszycie serca szept
Franio-drwal by chciał na step

Co z nim robić, chłop uparty
Chłop uparty nie na żarty
Czepił się jak przysłowiowy rzep
Diabli z tobą, nie ma rady
Masz tu kartkę do Estrady
Do Estrady kierujemy cię na step

Ech na stepie, ech na stepie
Się zarabia dużo lepiej
Parę lekcji stepowania
Odmieniło życie Frania
Załatwiając to czy owo
Nie zrażajmy się odmową
Bądźmy twardzi jak ta stal
Jak cierpliwy Franio-drwal

Współczesna lady - Marian Jonkajtys


Hanka Bielicka
Współczesna lady

Marian Jonkajtys

Kremy, pianki, marcepanki i precelki,
bezy, ptysie, keksy, rurki, eklerki,
porcelanki, filiżanki, łyżeczki,
Janki, Bianki, Isie, Misie, ploteczki.

"Wyobraź sobie, że ta Lola
znowu przefarbowała sobie włosy,
tym razem na biało, rozumiesz - Biały Anioł!
Ciekawe, z czego ona wzięła na fryzjera?"
"Chciałaś chyba powiedzieć:
skąd ona wzięła na perukę? Ha, ha, ha!
"O, właśnie idzie Lola!
Siadaj z nami - chociaż na chwileczkę!
Popatrz, kochanie, idzie ta, co teraz robi karierę w filmie!"
"Co??? Ten perszeron?!"
"No co chcesz,
przecież teraz modne maksi - wzdłuż i wszerz."
"No dobrze, maksi!
Ale to jest stereo sirco ramma!"

Abażurki, toaletki, firanki,
buduary, peniuary, falbanki,
flakoniki, kremiki i mleczko,
nalewajko, wklepywajko, maseczka.

Zgaś już światło!
Przestań stukać na tej przeklętej maszynie!
Piszesz i piszesz, a na droższą gosposię nas nie stać!
Tylko na tę niemrawotę, co tylko odszczekuje ciągle!
Dziwne, Michał prac zleconych do domu nie bierze,
ale przydział na BMW 200 wziął, prawda?
No coś ty! Tyś się wściekł? Daj mi święty spokój!
Chcesz, żebym jutro miała podkrążone oczy?
Przestań! Och, ci mężczyźni.

Sweterunie, rajstopunie, skarpetki,
lustereczka, puzdereczka, saszetki,
bransoletki, naszyjniki, koronki,
pantofelki, kapelutki, pierścionki.

I zasłony, i ikony, świeczniki
i cepelie, czipendejle, antyki,
srebrne norki, karakułki, łasiczki...
I pożyczki, pożyczki, pożyczki...

A może by tak pójść do pracy?

Ballada o Mańce


Hanka Bielicka
Ballada o Mańce


Zdzisław Gozdawa, Wacław Stępień

Na ulicy Rozbrat w nędznej suterynie
W małej izbie dusznej i ciasnej jak klatka
Gdzie każdy dzień po dniu monotonnie płynie
Żyła ruda Mańka, królowa półświatka

Wszyscy ją kochali, nosili na rękach
Co dzień to z kim innym chodziła na tańce
Mańka była młoda, Mańka była piękna
Ale to nie będzie piosenka o Mańce

A w pobliskiej knajpie "Pod Wesoło Myto"
Przesiadywał co dzień pogrążony w myślach
I furt przez te Mańkę pił setę za setą
Władek Cieślak, zwany postrachem Powiśla

Jak pił, to na umór - i dzień, i noc całą
By mu ktoś wlazł w drogę, nie było wypadku
Ech, był ci ten Władek, kozak jakich mało
Ale to nie będzie piosenka o Władku

Aż pamiętnej nocy, a był to listopad
Władkiem coś zatrzęsło, wypił litr i drugi
I w pijackiem szale rude Mańkę dopadł
I nóż wbił jej w serce na pół metra długi

Upadła, podcięta niby ten kwiat maku
Wyzionęła ducha na oczach przechodni
O, zbrodnieś popełnił, ty Władku Cieślaku
Ale to nie będzie piosenka o zbrodni

Wzięli biedną Mańkę do zimnej kostnicy
Potem sąd dziewczynie krzywdę wynadgrodził
Poniósł Władek Cieślak śmierć na szubienicy
Ale to nie o to w tej piosence chodzi

Smutna ta historia o Władku i Mańce
Taką ma przestrogę u swego podłoża
Że prawdziwy dżentelmen, choćby był na bańce
Do ryb i do dziewcząt nie używa noża
Nie używa noża, o nie, ole

Problem


Hanka Bielicka - Problem

Zdzisław Gozdawa, Wacław Stępień

Szedł za mną ulicą, po piętach mi deptał
Tak włóczył się chyba godzinę lub dwie
Aż wreszcie się zbliżył i cicho wyszeptał
Pozwoli pani, że...

Co on chciał przez to powiedzieć
I o co jemu szło
Coś przecież w tym było
Coś za tem się kryło
Do dzisiaj nie wiem co

Oczami swoimi mych oczu nie szukał
W ogóle nie mówił, ni be ani me
Aż wreszcie przystanął i z trudem wydukał
Może by to kina gdzie

Co on chciał...

A w kinie siedliśmy gdzieś w końcu, daleko
On minę miał ciągle znudzoną i złą
Aż nagle, przypadkiem, mi spojrzał za dekolt
I mruknął – no, no, no, no

Co on chciał...

Po kinie znów szliśmy przy sobie w milczeniu
On patrzył w trotuar, ja w pustkę bez dna
A gdy się miał żegnać, tak jakoś nadmienił
Że mieszka, Wilcza dwa

Co on chciał...

Na Wilczej to myślałam, że wszystko śni mi się
On światło zapalił i z lampy starł kurz
I nagle rzekł, dosyć tych rozmów na dzisiaj
Rozbieraj się, no już

Co on chciał...

Gdy świt nas obudził, szeptałam – kochany
Twarz jego pieściłam i włosy te blond
A on się odwrócił tą twarzą do ściany
I rzekł, no wynoś się stąd

Co on chciał...

Dziś chodzę jak błędna i dławi ten płacz mnie
I tylko tym żyję i męczy to mnie
Dlaczego on tak się zachował dwuznacznie
Może ktoś z państwa wie

Co on chciał przez to powiedzieć
I o co jemu szło
Coś przecież w tym było
Coś za tem się kryło
Ludzie, powiedzcie, co

O złotym weselu - w trzech odsłonach sexical


Hanka Bielicka
O złotym weselu - w trzech odsłonach sexical

Jadwiga Dumnicka

Babcia zagląda do kalendarza
Datę flamastrem podkreśla
Jak z bicza strzelił zleciały latka
Złote wesele za miesiąc

Złote wesele, huczne jak bomba
Szampan fontanną poleci
Babci się marzy suknia balowa
I serpentyny w powietrzu

Złote wesele, w cukrze morele
Tańce, muzyka i goście
Na białych stołach kury w rosołach
I dietetyczne pierożki

Zdrowia, miłości, sto lat wierności
Śpiewają wnuki, śpiewają goście
Dziadek w walczyku babcię unosi
Płyną w krainę młodości

Dziadek na progu stanął, chrząka
Babciu, grzech ciężki mi wybacz
Nad życie kocham pewnego kotka
Rozwód mi daj, albo zginę

Babcia złapała za stary kapeć
Krzyczy, aż dziadek się trzęsie
Co to za kotek, to wydra jakaś
Idź do niej, idź, już zjeżdżaj

Gdzie to wesele, w cukrze morele
Tańce, muzyka i goście
Gdzie białe stoły, kury w rosołach
I dietetyczne pierożki

Nie ma miłości, nie ma wierności
Są tylko wnuki, wnuki nieznośne
Szkoda walczyka, co chciał jak wiosna
Płynąć w krainę młodości

Dziadek obiadek je u kociaczka
Twarde kotlety, jak cegły
Pieczarka w dołku jak szatan pali
I nie ma diety, jest przeciąg

Tańce co wieczór, rano zadyszka
U Sobiszewskich kurs wyższy
Kotek dziadkowi nie chce dać buźki
Żąda pieniążków na ciuszki

Ne ma wesela, w cukrze moreli
Tańców, muzyki i gości
Nie widać stołów, kur i rosołów
I dietetycznych pierożków

Szkoda miłości, szkoda wierności
Ach, te wnuczęta, wnuki nieznośne
Ach, szkoda walczyka, co chciał jak wiosna
Płynąć w krainę młodości...

Hanka Bielicka w obiektywie Edwarda Hartwiga

Gdy Petersburski razem z Goldem gra - Andrzej Włast


Hanka Bielicka
Gdy Petersburski razem z Goldem gra


Andrzej Włast

Strajkuje ten i ów
Podskoczył dolar znów
A pan Zdziechuski miał w komisji
Kilka nowych mów

Nie przejmuj tem się nic
Uważaj to za wic
I słuchaj sobie w Qui Pro Quo
Z pogodą lic

Jak Petersburski razem z Goldem gra
Z jazzbandu te Ajaksy dwa
Sam pan Świtowski w humor wpadnie boski
I przy małżonce swej
Szalejmy, krzyknie hej

Gdy Petersburski razem z Goldem gra
Nie zaśniesz w nocy aż do dnia
I podczas tańca będziesz myślał
Że minęła chwila zła
Gdy Petersburski z Goldem gra

Mąż pewien w nocy raz
Do sal Oazy wlazł
A widząc żonę z gachem
Krzyknął: ach, złapałem was

Rewolwer wyjął i
Ponuro zmarszczył brwi
Lecz nagle zaczął śmiać się
Mówiąc: przebacz mi

Bo Petersburski razem z Goldem gra
Z jazzbandu te Ajaksy dwa...