Na małej stacyjce do pociągu wskoczył
Przystojny jak diabeł
Usiadł naprzeciwko, wlepił we mnie oczy
Spytał mnie, gdzie jadę
I myśl mi błysnęła szatańska i dzika
Że taka znajomość może być niezwykła
A pociąg turkoce wciąż dalej i dalej
On patrzy mi w oczy, ja wzdycham i palę
Poprawiam makijaż, spoglądam za okno
Świat miga, czas mija, udaję samotną
Znajomy z podróży uwierzy we wszystko
Że jestem na przykład filmową artystką
A pociąg turkoce i dudni miarowo
Myśl dzika się plącze, on słowo, ja słowo
Zgaduje me imię, a potem ja jego
Rozmowa się wije, adresy, telefon
Znajomy z podróży przysuwa się blisko
Za oknem to lasy, to krowie pastwisko
A pociąg turkoce i puka, i stuka
Otulam się kocem, on dłoni mej szuka
Oddycham zbyt głośno, tchu brak mi jest prawie
Już usta - i nagle jesteśmy w Warszawie
Znajomy z podróży przez tłum się przeciska
Ucieka. Na pomoc, gdzie moja walizka ❓❓❓
Walizka, walizka ❗❗❗
Hanka Bielicka 👉👉👉
Serce w rozterce
Renata Maklakiewicz
Piszą mi panowie, panie
Których serce jest w rozterce
I zadają mi pytania
Co, jak, kiedy, gdzie, z kim będzie
Ktoś miłości oczekuje
Ktoś ożenił się niedobrze
Kogoś fatum prześladuje
Ktoś chce za mąż wyjść - nie może
Ktoś odmienił się po ślubie
Ktoś z kimś nie chce się ożenić
Wyznać uczuć ktoś nie umie
Komuś brak jest zrozumienia
Ktoś zakochał się na wczasach
I zapomniał wziąć adresu
Ktoś od kogoś dostał kosza
I już byłby się powiesił
Ktoś tam męża zaczął zdradzać
Którąś rzucił narzeczony
Ktoś wyjechał i nie wraca
Ktoś ma kogoś oprócz żony
Jednym brak jest wiary w siebie
Innych znów teściowa męczy
Ktoś by chciał coś, lecz sam nie wie
Takich ludzi jest najwięcej
Komuś żona źle gotuje
Czyjś mąż skąpy - to okropność
Ktoś się rozwiódł i żałuje
Ktoś ma do nałogów skłonność
Ktoś na randki nie przychodzi
Ktoś na listy nie odpisał
Ktoś się trzeci raz rozwodzi
Kruche są małżeństwa dzisiaj
Ktoś w człowieka wiarę stracił
Ktoś się znalazł w życiu na dnie
Ktoś na dzieci nie chce płacić
Oj, kochany, to nieładnie
Komuś brak jest przyjaciela
Ktoś ze światem jest skłócony
Et cetera, et cetera
Takich spraw jest na miliony
Sam psycholog by się złamał
Sędzia w sądzie by się spocił
Ale ja - Bielicka Hania
Wam odpowiem, moi złoci
Piszcie do mnie, co was trapi
Każdy serce moje wyczuł
Najcierpliwszy bywa papier
Piszcie do mnie, piszcie do mnie
Piszcie do mnie - na Berdyczów
Rano po bułki do sklepu
Psa wyprowadzam na spacer
Szybko kluseczki na mleku
Bo mąż się spieszy do pracy
Daję mu drugie śniadanie
By się posilił za biurkiem
A potem sprzątam mieszkanie
I tak codziennie, tak ciurkiem
Modny makijaż naprędce
Trzeba coś kupić na obiad
W jednej i drugiej kolejce
Godzinę sterczę na nogach
Ktoś mnie popycha, ktoś mnie potrąca
Szczęśliwa żona, niepracująca
Gdy już się zupka gotuje
Smażę mielone kotlety
A równocześnie prasuję
Bo ja mam dwa fakultety
Mąż wraca wreszcie po pracy
Głodny i chce odpocząć
Wnoszę mu obiad na tacy
A potem zmywam i zmywam
Od butów brudna podłoga
Ja za froterkę i szmaty
A on ogląda Hitchcocka
I woła: "Podaj herbaty!"
I tak codziennie, i tak bez końca
Szczęśliwa żona, niepracująca
Koszule mokną w łazience
Ja znowu psa wyprowadzam
Mąż siedzi z Expressem w ręce
I pyta, kiedy kolacja
Szef go zamęcza w tym biurze
Przez osiem godzin bez przerwy
Raz pieczęć w dole, raz w górze
To może działać na nerwy
Piorę koszule, mąż chrapie
Wnet się do niego przytulę
Czy się odwdzięczyć potrafię
Iż on tak na mnie haruje
Więc jestem miła i czarująca
Szczęśliwa żona, niepracująca
Och, niepracująca a szczęśliwa żona
Niepracująca, o niepracująca
Nazywam się proszę Państwa Hanka Bielicka
Pochodzę z miasta Łomży, urodzona tamże
W roku tysiąc dziewięćset...
Więc właśnie, w związku z czym
Zaśpiewam Państwu piosneczkę
O wszędobylskich Łomżyniakach
Gdzie nie spojrzeć - pełno Łomżyniaków
Choć jak nikt kochają ziemię swą
Zna ich Rzym, Warszawa, Paryż, Kraków
I w Bombaju Łomżyniacy są
Jeśli zdolny uczony, to z Łomży
Kompozytor ceniony, to z Łomży
Zasłużony dyrektor, profesor czy rektor
To z Łomży, to z Łomży, jak nic
Nie liczymy na cuda, my z Łomży
Nie boimy się trudu, my z Łomży
Bo my z Łomży, a Łomża jest perłą wśród miast
Najpiękniejszą gwiazdeczką wśród gwiazd
Powie ktoś, że my się przechwalamy
Że lokalny tu patriotyzm gra
Ale przecież my dowody mamy
Niech rozejrzy się, kto oczy ma
Jeśli zdolny, uczony, to z Łomży...
Dla swej ziemi żyją, dla niej giną
Czasem ich los hen po świecie gna
Więc daleko na Monte Cassino
Swą dzielnicę Łomża także ma
Hanka Bielicka Półtora tanga na głowę mieszkańca Kazimierz Winkler
Były różne rytmy, były różne tańce
Lecz tanga żaden zaćmić nie zdążył
Ja już od kołyski swojej młodej niańce
Kwiliłam nocą tango gorące
Na serduszko wątłe, co nieśmiało bije
Zaleca tango mądry kardiolog
Tu zaniedbań groźnych już się nie ukryje
Należy produkcję podnieść tang
Półtora tanga na głowę mieszkańca
W tej pięciolatce musimy mieć
Do wzrostu uczuć, do wyznań i tańca
Dla tych co wpaść chcą w miłosną sieć
I dla chłopaka co ma
Dwadzieścia jeden lub dwa
I dla dziewczyny, gdy już
Czas przyjdzie westchnień i burz
Dla miłej babci, co śni
O balu młodych swych dni
I dla staruszka, by znów
Bojowy wstąpił weń duch
Półtora tanga...
Tango w złotej sali
Tango na poddaszu
I pod gwiazdami w noce lipcowe
Tango dla staruszków
Tango dla smarkaczy
Namiętne stare tango, wciąż nowe
Ludziom trzeba ufać
W miłość trzeba wierzyć
Listonosz dobre wieści przyniesie
Martwić się nie warto
Kłócić nie należy
Należy produkcję podnieść tang...
Hanka Bielicka
Kazali mi śpiewać
Kazimierz Winkler
Żebym tyle nie mówiła, to kazali śpiewać mi
I wmawiali, że podbiję świat na pewno
Że za serce umiem chwycić i wywołać śmiech i łzy
Łzy, gdy śmieszną śpiewam pieśń, a śmiech, gdy rzewną
Na przykład taka smutna pieśń o szatynie
Który zdecydowanym ruchem zapiął jesionkę
A ja wtedy...
Powtarzam, zostań
Chciał widać los tak
Ja wykarmiłam
Cię przecież własną pensją
Z żartami koniec
Nie pójdziesz już do niej
Ja ci nie bronię
Lecz nie radzę drażnić mnie
Nie załkam jak w piosence
Lecz z miejsca wpadnę w szał
I tak ci się odwdzięczę
Że włosy będziesz rwał
Rozgadam wszystkim babom
Żeś ciapa, bałwan, kluch
Że masz kondycję słabą
I przytępiony słuch
Powtarzam, zostań...
Obgadam cię, że chrapiesz
I stękasz, gdy jest niż
Że się przy ludziach drapiesz
A przy kolacji śpisz
Że co dzień rąbiesz czosnek
I wódkę chlasz co dzień
Że lepszy ból okostnej
Niż te amory twe
Że zarobić nie umiesz
Że jak się do ciebie mówi
To nic nie rozumiesz
Że jeśli w ogóle myślisz
To tylko o sobie
Poczekaj, ja cię zrobię
Ale zaraz, zaraz...
Kazali mi śpiewać, żebym tyle nie mówiła
A ja przecież mówię tylko dlatego, żeby nie śpiewać
No ale trudno, wszyscy teraz śpiewają
To mogę i ja zarobić, to znaczy - zaśpiewać
No to teraz wesoła piosneczka ludowa
Łoj, wesoło, wesoło
Coś błyska za stodołą
Łoj, błyska coś, błyska
To chyba będzie iskra
Łoj, łoj, ło-o-o-oj
Łoj, nocka jasna jak dzionek
Łoj, zajął się właśnie nasz domek
Nie narzekajcie, dziewuchy
Łoj, dobrze się pali, bo suchy
Łoj, w tym ogniu cosik strzela
Ugaszą go do wesela
Łoj, idzie dym prościutko
Pogoda będzie jutro
Ła-ha-ha-ha-ha-ha-ha
Kazali mi śpiewać, żebym tyle nie mówiła
Ale przecież nie można wszystkiego wyśpiewać
Jak jednemu facetowi
To nawet był raczej taki narzeczony
Więc jak mu wyśpiewałam wszystko
Znaczy, jak spędzałam czas
Kiedy on był na delegacji służbowej
To już potem nie miałam nic do powiedzenia
Ja jestem skromna, ja nie umiem
Obnażać głośno swoich zalet
Jak ta czy owa, co ma tupet
Ja tam nikomu się nie chwalę
Ktoś sam dostrzeże - bardzo proszę
Oczy, czy nogi, czy charakter
Ktoś mnie wybierze - o mój Boże
Ja zawsze się w małżeństwie sprawdzę
Bo i przepiorę, i zgotuję
I czekać umiem sama w nocy
A jak namiętnie się całuję
No bom kobieta na sto procent
Przyszyję guzik i pogadam
Rozumiem zawodowe sprawy
Wiem, co się musi, co wypada
I kiedy dosyć już zabawy
Zawsze radosna i zadbana
Nie prowokuję drętwych rozmów
Od rana pięknie uczesana
Nie w papilotach i szlafroku
Żadnych nałogów, żadnych hobby
Uległa, słodka, niewolnicza
Bez żadnych wrogów - oprócz kobiet
Nigdy pieniędzy nie pożyczam
Z ołówkiem w ręku robię budżet
I jeszcze składam na PKO
A ile wdzięku w mej naturze
A jakie serce, jakie ciało
A jakie - ale któż zrozumie
Przesadna skromność mnie zabija
Mówię wam - chwalić się nie umiem
Dlatego jestem wciąż niczyja
Powiedziałam ci wszystko
Że szczypiorek podrożał
Że inkasent nam przyniósł
Dziś rachunek za gaz
Że się sąsiad powiesił
Że rozwiodła się Zosia
Że przy wszystkich sukienkach
Już za ciasny mam pas
Powiedziałam ci wszystko
Że nasz synek ma dwóję
Telewizor wciąż miga
A psa gryzą znów pchły
Do pierwszego daleko
A pieniędzy brakuje
Powiedziałam ci wszystko
A ty leżysz i śpisz
A pamiętasz, przed laty
Jedno z pierwszych spotkanie
Włosy miałam w nieładzie
Cienie rzęs na policzkach
I mówiłam bez przerwy
"Daj już spokój, kochany"
Gdy szeptałeś mi czule
"Ach, ty moja prześliczna"
Powiedziałam ci wszystko
Że troszeczkę łysiejesz
Że się martwię o ciebie
Gdy nie wracasz na czas
Że za dużo pracujesz
A za mało się śmiejesz
I że tęsknię do ciebie
W środku nocy, nie raz
Powiedziałam ci wszystko
Że telefon się zepsuł
A w łazience z sufitu
Stale sypie się tynk
Wczoraj znów mnie uwodził
Twój przyjaciel najlepszy
Powiedziałam ci wszystko
A ty leżysz i śpisz
A tak bym chciała raz wreszcie
Gdy się wyśpisz i wstaniesz
W twoje oczy popatrzeć
Przytulona w ramionach
Ty byś szeptał: "Kochanie
Ach, ty moje kochanie"
Ojej, co to - w kuchni
Jajecznica spalona
W starym lesie koło drogi
W chatce małej lecz chędogiej
Mieszkał sobie pewien Franio-drwal
Drzewa rąbał już o świcie
Zarabiając przyzwoicie
Mimo to niedosyt czuł i żal
Ech na stepie, ech na stepie
Się zarabia dużo lepiej
Wentylacja trochę lepsza
Więcej światła i powietrza
W lesie pusto, w lesie ciemno
Zróbcie coś panowie ze mną
Czy słyszycie serca szept
Franio-drwal by chciał na step
Wyjaśnili mu w urzędzie
Z przeniesienia nic nie będzie
Step dla drwala to niełatwy chleb
Drzew tam nie ma, proszę Frania
Nic tam nie ma do rąbania
Pomyśl chłopie, po ci ten step
Bo na stepie, bo na stepie
Się zarabia dużo lepiej
Wentylacja ponoć lepsza
Więcej światła i powietrza
W lesie smutno, w lesie ciemno
Zróbcie coś panowie ze mną
Czy słyszycie serca szept
Franio-drwal by chciał na step
Co z nim robić, chłop uparty
Chłop uparty nie na żarty
Czepił się jak przysłowiowy rzep
Diabli z tobą, nie ma rady
Masz tu kartkę do Estrady
Do Estrady kierujemy cię na step
Ech na stepie, ech na stepie
Się zarabia dużo lepiej
Parę lekcji stepowania
Odmieniło życie Frania
Załatwiając to czy owo
Nie zrażajmy się odmową
Bądźmy twardzi jak ta stal
Jak cierpliwy Franio-drwal
"Wyobraź sobie, że ta Lola
znowu przefarbowała sobie włosy,
tym razem na biało, rozumiesz - Biały Anioł!
Ciekawe, z czego ona wzięła na fryzjera?"
"Chciałaś chyba powiedzieć:
skąd ona wzięła na perukę? Ha, ha, ha!
"O, właśnie idzie Lola!
Siadaj z nami - chociaż na chwileczkę!
Popatrz, kochanie, idzie ta, co teraz robi karierę w filmie!"
"Co??? Ten perszeron?!"
"No co chcesz,
przecież teraz modne maksi - wzdłuż i wszerz."
"No dobrze, maksi!
Ale to jest stereo sirco ramma!"
Zgaś już światło!
Przestań stukać na tej przeklętej maszynie!
Piszesz i piszesz, a na droższą gosposię nas nie stać!
Tylko na tę niemrawotę, co tylko odszczekuje ciągle!
Dziwne, Michał prac zleconych do domu nie bierze,
ale przydział na BMW 200 wziął, prawda?
No coś ty! Tyś się wściekł? Daj mi święty spokój!
Chcesz, żebym jutro miała podkrążone oczy?
Przestań! Och, ci mężczyźni.
Hanka Bielicka
Ballada o Mańce Zdzisław Gozdawa, Wacław Stępień
Na ulicy Rozbrat w nędznej suterynie
W małej izbie dusznej i ciasnej jak klatka
Gdzie każdy dzień po dniu monotonnie płynie
Żyła ruda Mańka, królowa półświatka
Wszyscy ją kochali, nosili na rękach
Co dzień to z kim innym chodziła na tańce Mańka była młoda, Mańka była piękna
Ale to nie będzie piosenka o Mańce
A w pobliskiej knajpie "Pod Wesoło Myto"
Przesiadywał co dzień pogrążony w myślach
I furt przez te Mańkę pił setę za setą
Władek Cieślak, zwany postrachem Powiśla
Jak pił, to na umór - i dzień, i noc całą
By mu ktoś wlazł w drogę, nie było wypadku
Ech, był ci ten Władek, kozak jakich mało
Ale to nie będzie piosenka o Władku
Aż pamiętnej nocy, a był to listopad
Władkiem coś zatrzęsło, wypił litr i drugi
I w pijackiem szale rude Mańkę dopadł
I nóż wbił jej w serce na pół metra długi
Upadła, podcięta niby ten kwiat maku
Wyzionęła ducha na oczach przechodni
O, zbrodnieś popełnił, ty Władku Cieślaku
Ale to nie będzie piosenka o zbrodni
Wzięli biedną Mańkę do zimnej kostnicy
Potem sąd dziewczynie krzywdę wynadgrodził
Poniósł Władek Cieślak śmierć na szubienicy
Ale to nie o to w tej piosence chodzi
Smutna ta historia o Władku i Mańce
Taką ma przestrogę u swego podłoża
Że prawdziwy dżentelmen, choćby był na bańce
Do ryb i do dziewcząt nie używa noża
Nie używa noża, o nie, ole
Hanka Bielicka - Problem Zdzisław Gozdawa, Wacław Stępień
Szedł za mną ulicą, po piętach mi deptał
Tak włóczył się chyba godzinę lub dwie
Aż wreszcie się zbliżył i cicho wyszeptał
Pozwoli pani, że...
Co on chciał przez to powiedzieć
I o co jemu szło
Coś przecież w tym było
Coś za tem się kryło
Do dzisiaj nie wiem co
Oczami swoimi mych oczu nie szukał
W ogóle nie mówił, ni be ani me
Aż wreszcie przystanął i z trudem wydukał
Może by to kina gdzie
Co on chciał...
A w kinie siedliśmy gdzieś w końcu, daleko
On minę miał ciągle znudzoną i złą
Aż nagle, przypadkiem, mi spojrzał za dekolt
I mruknął – no, no, no, no
Co on chciał...
Po kinie znów szliśmy przy sobie w milczeniu
On patrzył w trotuar, ja w pustkę bez dna
A gdy się miał żegnać, tak jakoś nadmienił
Że mieszka, Wilcza dwa
Co on chciał...
Na Wilczej to myślałam, że wszystko śni mi się
On światło zapalił i z lampy starł kurz
I nagle rzekł, dosyć tych rozmów na dzisiaj
Rozbieraj się, no już
Co on chciał...
Gdy świt nas obudził, szeptałam – kochany
Twarz jego pieściłam i włosy te blond
A on się odwrócił tą twarzą do ściany
I rzekł, no wynoś się stąd
Co on chciał...
Dziś chodzę jak błędna i dławi ten płacz mnie
I tylko tym żyję i męczy to mnie
Dlaczego on tak się zachował dwuznacznie
Może ktoś z państwa wie
Co on chciał przez to powiedzieć
I o co jemu szło
Coś przecież w tym było
Coś za tem się kryło
Ludzie, powiedzcie, co