Przydrożnego drzewa miły cień
A my obok siebie dłonią w dłoń
A nad nami w górze nieba toń
Lazurowa i radosna
Czy pamiętasz ten wiosenny dzień
I tę ścieżkę, która wiodła nas
Polem, łąką, pod zielony las
Wtedy także była wiosna
Niezabudki błękitne rozsypały się w krąg
Z nieba spadły i zakwitły na kilimach łąk
Osrebrzone rosy łezką rozchylały płatki swe
I do świata na niebiesko uśmiechały się
Od tej pory tyle było zmian
Tyle innych ścieżek tu i tam
Tyle obcych drzew szumiało nam
Tyle różnych było wiosen
Tylko tutaj niezabudek łan
Po dawnemu kolorami gra
Tylko tutaj od tamtego dnia
Prawie nic się nie zmieniło
Niezabudki błękitne rozsypały się w krąg
Z nieba spadły i zakwitły na kilimach łąk
Osrebrzone wspomnień łezką rozchylają płatki swe
I do ludzi na niebiesko uśmiechają się…
Помню этот день весенний, в парке цветы,
Под облаками ярко солнышко сияло.
На скамейке у фонтана вдруг села ты,
И как-то сердце сразу громче застучало.
Так мы молча просидели час или два,
И никак не вязался разговор.
Ты потом без слов поднялась и ушла,
А я остался и тоскую и с тех пор Я ничего не знаю и знать я не хочу!
Лишь одно я знаю, что я тебя люблю.
Милая, признайся, можешь ли понять,
Как тяжело любя страдать!
Целый день страдаю, по ночам не сплю,
Ничего не знаю и знать не хочу!
Но твоей улыбки не могу забыть,
Теперь не знаю, как мне быть!
Мою жизнь ты внезапно
Превратила в ад.
И день и ночь я тоскую,
А кто же в этом виноват?
Тебя б не заметил и я б спокойно жил.
Вдруг тебя я встретил, внезапно полюбил.
Ничего не знаю и знать я не хочу,
Хожу, тоскую и люблю!
Tyle lat jak się poszło ze Lwowa
Tam i nazad obeszło się świat
Ale Lwów człowiek w sercu zachował
Ali zawsze wspomina go rad
Choć u nas we Lwowie wieży Eiffla nie było
Ale fajno się żyło, no ni?
Choć u nas we Lwowie telewizji nie znali
Ale klawo śpiewali, no ni?
Człowiek w dzień miał swą pracę, w nocy hulał na spacer
I z księżycem bałakał, no ni?
I nie znajdziesz na świecie takich nocy i dni
Jakie były we Lwowi, no ni?
Czasem chandra napadnie cię taka
Chciałbyś wyć, jak tu żyć, ani rusz
Człowiek chętnie by zalał robaka
A tu dają szampana i już
A u nas we Lwowi wina z gazem nie było
Baczewskiego się piło, no ni?
A u nas we Lwowi tych ostrygów nie znali
Tylko precli wcinali, no ni?
Człowiek szedł do "Atlasa", wypił, zjadł pierwsza klasa
Karmenadel z kosteczką, no ni?
"U Kozioła" poprawił w "De la ve" się zabawił
Tak jak nigdy na świecie, no ni?
Czasem trącisz przypadkiem Francuza
On ci zaraz pokaże bon ton
Zamiast skląć cię i nabić ci guza
On ci zaraz powiada - pardon
A u nas we Lwowi aligantów nie było
Po batiarsku się żyło, no ni?
A u nas we Lwowi tych fasonów nie znali
Tylko w oczy gadali, no ni?
Nagła krew z jasnym szlakiem wciąż chodziła deptakiem
Tak jak nigdzie na świecie, no ni?
I ten bałak serdeczny jeszcze w nocy się śni
I ten Lwów - oj, szkoda Lwowa, no ni?
Banalne stare tango
Wspomnienia łezką lśni
Sentymentalne tango
Sentymentalnych dni
Na zapomnianej płycie
Przeszłości zmiata kurz
I przypomina życie
Którego nie ma już
Dzisiaj jest już za późno
Nie ma szefa, co dałby akonto
Księżyc świeci na próżno
Nie umówię się z nią na dziewiątą
W ogrodowej altanie
Więcej nikt nie zobaczy już nas
Zagraj piękny Cyganie
Zagraj jeszcze ostatni ten raz
Czy pamiętasz ten wieczór
Gdy śnieg padał wielkimi płatkami
Nikt z nas wtedy nie przeczuł
Że ostatni raz jedzie sankami
Albo w tej kawiarence
Gdzie tuliłem twe ręce bez słów
Dziś już tylko w piosence
Zdartą płytą powraca tu znów
Kropla wina w kieliszku
Wspomnieniami się skrzy
Przypomina o latach młodości
Kiedy człowiek był czuły na jaśminy i bzy
Kiedy marzył o pierwszej miłości
W sercu tysiąc miał pragnień
W głowie jedną miał myśl
Był szczęśliwy w majowe wieczory
Gdy się zwierzał z kłopotów
Przed księżycem, a dziś
Starszy pan, nie wypada, I’m sorry
Księżyc, stary przyjaciel, ten nie dla mnie już lśni
I nie dla mnie dziś pachną jaśminy
To dla innych, dla młodych, którym miłość się śni
Którzy widzą ją w oczach dziewczyny
Póki czas niech wychylą kielich szczęścia do dna
Bo to dla nich majowe wieczory
Dla nich miłość i wiosna i ten księżyc, a ja
Starszy pan, nie wypada, I'm sorry
Chyba nic tak nie mija, nie ucieka jak czas
A ty wstecz tylko patrzysz z zazdrością
Gdyby można tak jeszcze kiedyś upić się raz
Po dawnemu, nie winem - młodością
I pomyśleć, że przeszło że minęło, że już
Nie powrócą te dawne wieczory
Człowiek chciałby zapłakać, tak mu żal, ale cóż
Starszy pan nie wypada, I’m sorry
Gdy słońce paryskie roztoczy swój blask nad Sekwaną
Z koszykiem uśmiechów wybiegam na miasto co rano
I mknę ulicami, i w tłumie, co pędzi dokoła
Z koszyka uśmiechy wyjmując jak kwiaty, do tłumu wołam
Messieurs-dames, messieurs-dames, messieurs-dames
Mam paryskie uśmiechy pour vous
Étoile, Montparnasse i Notre Dame
Cały milion znajdziecie ich tu
Messieurs-dames, messieurs-dames, messieurs-dames
Jeśli komuś z was smutno i źle
Kupcie uśmiech, za grosze odstąpię go wam
Żeby było wam lżej, messieurs-dames
A nocą, gdy niebo wygląda jak czarny aksamit
Swój koszyk uśmiechów zamieniam na kosz z piosenkami
Znów mieszam się z tłumem i Paryż obchodzę dokoła
Piosenki z koszyka wyjmuję jak kwiaty i nucąc, wołam
Messieurs-dames, messieurs-dames, messieurs-dames
Mam paryskie piosenki pour vous J'attendrai, Domino i Padam
Cały milion znajdziecie ich tu
Messieurs-dames, messieurs-dames, messieurs-dames
Jeśli komuś z was smutno i źle
Kupcie piosnkę, za grosze odstąpię ją wam
Żeby było wam lżej, messieurs-dames
Kiedy człowiek ma ochotę
Si przejechać za dwa złote
I popatrzeć na wesoły lwowski ludek
Na te place i ulice
Na te stare kamienice
Na Łyczaków, na Kliparów i na Gródek
Siada sobie na miękką poduszkę
Tylko nóżkę zakłada na nóżkę
Tak jak dziedzic się rozpiera I spogląda i spoziera
I szpanuje i si czuje, tak jak pan
Panie fiakrze, joj
Pojedziemy przed siebie
Nie spiesząc się
Bo czasu mamy moc
Panie fiakrze, joj
Niech nas do snu kolebi
Ta lwowska, ta pachnąca
Słodka noc
Panie fiakrze, powidz szkapi
Niech wolniutko sobi człapi
Możesz si do rana wdrapi
Na Wysoki Zamek i z powrotem znów
Panie fiakrze, joj
Póki gwiazdy na niebie
Z fasonem objedziemy cały Lwów
Gdy się jedzie z cwajszpenerem
Z eliganckim kawalerem
Że aż ludzi oglądają się zazdrośnie
Co za dama, mówią o mnie
Co za hrabia, ten koło mnie
A ja słucham i aż serce we mnie rośnie
A ten hrabia za rączkę mnie gnieci
Jesteś, mówi, najsłodsza na świeci
Dookoła gwiazdy płoną
A my z budą podniesioną
Posuwamy się na kółkach
Wiśta, wio
Panie fiakrze…
Panie fiakrze, joj
Przytuleni do siebie
I miłość jest i fiakier jest
I Lwów. Ta joj!
Renata Bogdańska Umówiłem się z nią na dziewiątą Emanuel Schlechter, Feliks Konarski
Lata płyną, lata lecą
W górze obce gwiazdy świecą
A ja ciągle tylko tamte dni wspominam
Znowu idę Alejami
A naprzeciw on z kwiatami
Już podchodzi, nucąc tak
Umówiłem się z nią na dziewiątą
Tak mi do niej tęskno już
Jutro wezmę u szefa a conto
Kupię jej bukiecik róż
Potem kino, kawiarnia i spacer
W księżycową jasną noc
I będziemy szczęśliwi, weseli
I przyjdzie północ i nas rozdzieli
Znów umówię się z nią na dziewiątą
A tą nią to byłam ja
Jest dziewiąta, już się zbliża
Księżyc z góry w dół się zniża
I przygląda się dyskretnie zakochanym
Tylko ja zgubiłam drogę
I do Alej dojść nie mogę
By usłyszeć jeszcze raz
Umówiłem się z nią na dziewiątą
Złudne echo tamtych dni
Jutro wezmę u szefa a conto
Jak to smutno dzisiaj brzmi
Potem kino, kawiarnia i spacer
W księżycową jasną noc
I będziemy szczęśliwi, weseli
I nagle wojna i los rozdzielił
Nie umówił się już na dziewiątą
Przez piętnaście długich lat
Czerwone maki na Monte Cassino Feliks Konarski (Ref-Ren )
Czy widzisz te gruzy na szczycie?
Tam wróg twój się kryje jak szczur.
Musicie, musicie, musicie
Za kark wziąć i strącić go z chmur.
I poszli szaleni zażarci,
I poszli zabijać i mścić,
I poszli jak zawsze uparci,
Jak zawsze za honor się bić. Czerwone maki na Monte Cassino
Zamiast rosy piły polską krew.
Po tych makach szedł żołnierz i ginął,
Lecz od śmierci silniejszy był gniew.
Przejdą lata i wieki przeminą.
Pozostaną ślady dawnych dni
I wszystkie maki na Monte Cassino
Czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosną krwi.
Runęli przez ogień ,straceńcy,
niejeden z nich dostał i padł,
jak ci z Samosierry szaleńcy,
Jak ci spod Racławic sprzed lat.
Runęli impetem szalonym,
I doszli . I udał się szturm.
I sztandar swój biało czerwony
Zatknęli na gruzach wśród chmur,
Czy widzisz ten rząd białych krzyży?
Tam Polak z honorem brał ślub.
Idź naprzód, im dalej ,im wyżej,
Tym więcej ich znajdziesz u stóp.
Ta ziemia do Polski należy,
Choć Polska daleko jest stąd,
Bo wolność krzyżami się mierzy,
Historia ten jeden ma błąd.
Przypłynęli raz do portu marynarze
Wszyscy słońcem opalone mieli twarze
A ten jeden, to był chudy
A ten drugi, to był rudy
I gorzałę bez umiaru lubił chlać
A ten trzeci ciągle dym wypuszczał z fajki
Gdy kompanom opowiadał różne bajki
A ten czwarty, ten obdarty
Miał do góry nos zadarty
Szelma, chciałby stale tylko w karty grać
A ten piąty, ten najmłodszy
Ten w miłości był najsłodszy
Ten, co ślepia jak dwa węgle czarne miał
Gdy dziewczynie spojrzał w oczy
To od razu ją zamroczył
I już potem mógł z nią robić to co chciał
Tęgich chłopców było pięciu
A starczyło za dziesięciu
Bo z nich każdy był marynarz, chłop na schwał
Pięciu dzielnych wilkołaków
Z Albatrosa tych chłopaków
Z Albatrosa pięć chłopaków
Z Albatrosa, bo tak okręt ich się zwał
W porcie tym był szynk
W szynku tym był dżin
A ten szynk od dawna trzymał stary Jimmy
Jimmy córkę miał, Mimi, tak ją zwał
Bardzo kochał ją i chwalił przed wszystkimi
Gdy wesoła brać przyszła wódę chlać
Mimi na nich popatrzyła z ukosa
Lecz po paru dniach, aż pomyśleć strach
Pokochała pięciu chłopców z Albatrosa
Minął dzień i rok, w porcie gwar i tłok
I piosenka marynarska mknie w niebiosa
Mimi patrzy w dal i wytęża wzrok
Wypatruje pięciu chłopców z Albatrosa
Aż z dalekich stron przybył stary John
I obwieścił wszystkim w krąg nowinę srogą
Że Albatros chwat na mieliznę wpadł
I zatonął razem z całą załogą
Potonęli, poginęli marynarze
Ci, co słońcem opalone mieli twarze
I ten jeden, co był chudy
I ten drugi, co był rudy
Co gorzałę bez umiaru lubił chlać
I ten trzeci, co to dym wypuszczał z fajki
Gdy kompanom opowiadał różne bajki
I ten czwarty, ten obdarty
Co miał w górę nos zadarty
Ten, co chciałby tylko stale w karty grać
I ten piąty, ten najmłodszy
Co w miłości był najsłodszy
Ten, co ślepia jak dwa węgle czarne miał
Ten, co kochał najgoręcej
I najczulej i najwięcej
Co pierścionek na odjezdnem złoty dał
A nazajutrz stary Jimmy
Próżno szukał swojej Mimi
Próżno wołał i na próżno biedak łkał
Poszła Mimi złotowłosa
Za chłopcami z Albatrosa
Z Albatrosa, bo tak okręt ich się zwał
Halina Kunicka Już mi raz zabrali Wilno Feliks Konarski
Powiedział mi pan, proszę pana,
Przedwczoraj, przypadkiem w rozmowie,
Że ma pan już dość tych piosenek,
Tych piosenek o Wilnie i Lwowie,
Że to wspomnienie zbyt boli
I czas skończyć raz z tą udręką.
Być może... A czy pan mi pozwoli,
Że na to odpowiem piosenką?
Już mi raz zabrali Wilno,
Już mi raz zabrali Lwów,
Ale z serca mi nie wyrwą
Moich dwóch najmilszych słów!
Odebrali mi już sporo
Z moich snów i z naszych serc,
Lecz tęsknoty nie zabiorą,
Bo tęsknota we mnie jest!
Być może, że pan mnie zrozumie,
I myślę, że pan mi wybaczy,
Bo ja już inaczej nie umiem,
Bo ja nie potrafię inaczej.
Pan patrzy realnie na wszystko,
A ja zamknę oczy czasami
I Lwów mam przed sobą tak blisko,
I Wilno mam tuż przed oczami...