Powietrze dżdżyste, powietrze piaszczyste
Odpływające powoli ku Wiśle
Ciemna żyła pod nurtem, nagle zawęźlona
Wybijająca się siłą w mieliznę
W oparzeliznę, rzeki wielką bliznę
Pod którą jeszcze tyle mięsa zgorzałego
Że ptaki, czując jego słodki zapach
Spadają bystro na dół i unoszą w łapach
Okrawek z wody tej, co im opływa
Przez pazurki, jak gdyby to łza jaka prawdziwa
Zawsze taka jaskrawa w naszym kraju jesień
Jakby się słońce pasło pożarami
Co stadem chmur dymiących chadzają nad nami
Zawsze taki pogodny bywa u nas wrzesień
Jak ogłupiały z bólu, co się nagle rozśmiał
I śmieje się do dziś, zawsze taka głośna
Taka wesoła u nas wesołość
Aż czujesz, że się przeciw chichotom tym żywot buntuje
Że nie potrafi już przetrzymać tego płakania śmiechem
Ile tej jesieni, ile jeszcze zimy
Zanim spod śniegu łebki wystawimy
Na lepsze słońce, na lepsze słońce
Wszystko przecieka przez piach mazowiecki
Szary, mysi i bardziej od bagna zdradziecki
Czasem, bywa, ostanie się i cień bezbarwny
Czegoś, co żyło, zbyło, jak skorupa larwy
Przez suchość swoją unieśmiertelniona
Jakim płomieniem musi być palona
Ta piaskowizna, zanim z siebie scedzi choć mały kryształ
Tę łzę gorzkiej wiedzy, nową cegiełkę
W naszych szklanych domach
Krystyna Tkacz, Teresa Tutinas Jesteśmy młodzi, jesteśmy gniewni Andrzej Kuryło
Jak studiować, to działy ogłoszeń
Jak przepijać, to ostatnie grosze
Jak szlifować, to szorstki trotuar
Jak się witać, to "Vivre jest savoir"
Jak już łowić, to w mętnej gdzieś wodzie
Jeśli płotkę - podrywać na błysk
Jak przeklinać - dosadnie i co dzień
A jak walić - bez żalu i w pysk
Koniec zabawy, koniec komedii
Jesteśmy młodzi, jesteśmy gniewni
Koniec prywatki, koniec sielanki
Dzisiaj ostatni znika romantyk
Koniec i kropka, przewóz lub wóz
Baśka pracuje, znaczy się mózg
Koniec i kropka, przewóz lub wóz
Nas już nie nęci codzienny blues
Jak już kochać, to tylko pieniądze
Jak przysięgać, to krzywo i w sądzie
Jak blefować, to zimno, spokojnie
A jak poszedł, to król i na wojnę
"Jak tam zdrówko?" - to znany jest slogan
Jak już idziesz, to złam sobie kark
Jak już chodzić, to po własnych drogach
A jak grywać, to tylko va banque
Koniec zabawy, koniec komedii
Jesteśmy młodzi, jesteśmy gniewni
Koniec prywatki, koniec sielanki
Dzisiaj ostatni znika romantyk
Koniec i kropka, przewóz lub wóz
Nam dziś się kłania sam monsieur Proust
Koniec i kropka, przewóz lub wóz
Nas już nie nęci codzienny blues
Koniec zabawy, koniec komedii
Dziś inni młodzi, dziś inni gniewni
Gasną już światła, koniec już rewii
Byliśmy młodzi, byliśmy gniewni
Krystyna Tkacz, Teresa Tutinas - Nie pojadę z tobą na wieś Andrzej Kuryło
Nie pojadę z tobą na wieś
Do tych pól, rozstajnych dróg
Które zda się latem krwawią
A to maki albo głóg
Nie pojadę z tobą na wieś
Ani w żadną z leśnych głusz
Nie podpatrzą nas żurawie
Ani cień przydrożnych grusz
Ale nim cię las zagarnie
Nim cię wchłoną łąki
Nim cię w jasyr wezmą armie
Żółtych polnych dzwonków
Nim cię do snu ukołysze
Rzeka na równinie
Powiedz, czy w tej ciszy będzie
Dźwięczeć moje imię...
Nie pojadę z tobą na wieś
Gdzie w opłotkach drzemie czas
Nie zobaczę w dzikim stawie
Naszych odbić twarzą w twarz
Nie pojadę z tobą na wieś
Sam rozumiesz jak to jest
Pocałunek, obce twarze
Jakiś pożegnalny gest
Ale nim cię las zagarnie
Nim cię wchłoną łąki
Nim cię w jasyr wezmą armie
Żółtych polnych dzwonków
Nim cię do snu ukołysze
Rzeka na równinie
Powiedz, czy w tej ciszy będzie
Dźwięczeć moje imię...
Obrazy: Siergiej Tutunow, Renato Muccillo
La la la la, każdego dnia się za mną snuje
La valse du mal, ten walczyk, co mnie zniszczyć chce.
Jest na mnie zły, nie ufa mi, bo wie, co knuję,
I nikt i nic, i nawet on nie zdoła wstrzymać mnie.
Przekwitły georginie i przez pięciolinie moich dni
Powoli płynie za mną w dal, La valse du mal.
I dręczy mnie i tak się źle mną opiekuje
La valse du mal, wesoły walczyk, co mnie zniszczyć chce...
Zdołałam już polubić go w mych wędrówkach aż na dno,
Powoli grzejąc w palcach cienkie szkło...
Naiwność melancholii tej potrafiła krzepić mnie,
Gdy wątpiłam, gdy szans wokół było coraz mniej.
La la la la, tak się co dnia wciąż za mną snuje
La valse du mal, ten walczyk, co mnie zniszczyć chce,
Łudzi się, że walizki swej już nie spakuję,
Zostanę z nim, w tym mieście, gdzie nikt nie pokocha mnie.
Nie skusisz mnie, walczyku, i na pięciolinii moich dni
Być nutką nikłą, nutką zwykłą nie każ mi...
La lala la, żadnego dnia nie pożałuję,
z wędrówek przez ogrody życia pełne kwiatów zła...
Mam jedno oko zielone
A drugie oko niebieskie
Patrzę na drogę, którą nadchodzą
Demony co nie śpią jeszcze...
A demon pierwszy to spokój
Za cenę służenia przemocy
A demon drugi to strach
Co błądzi we dnie i w nocy
A demon trzeci to szczęście
Uszczęśliwiane na siłę
A demon czwarty milczenie
Ostatni przed snem posiłek
Mam jedno oko zielone...
A demon piąty to miłość
Której zabrakło wiary
A demon szósty to obłęd
Ucieczka łotrów od kary
A demon siódmy odwaga
Co tańsza bywa od wódki
A demon ósmy wydzwania
Noc długą i dzień za krótki...
Gdy wypiję sobie czasem gin z tonikiem
Albo raczej, mówiąc szczerze, ginów kilka
Nie próbuję czasu chwytać, niech umyka
Przecież starsza ode mnie, a jednak niebrzydka
Jest Wenecja na przykład
Gdy w jej oczach się przegląda Bóg i turyści
I już bruk się usuwa spod nóg
Ale błyszczy, jeszcze błyszczy
Ciągle godna podziwu
I miłości wciąż chciwa
Na nabrzeżach stoliki nakrywa i kusi
I łopocą obrusy jak chorągwie na wietrze
Bardzo łatwo pokochać...
Wenecję
Kiedy w szklance chandra zmiesza się z nadzieją
Myślę, jutro będzie lepiej, lecz pojutrze
Może lepiej ginąć nagle jak Pompeja
Zamiast starzeć się pięknie, a im piękniej tym cudniej
Jak Wenecja lub smutniej
A w jej oczach się przegląda Bóg
Mówiąc sobie może bym dla niej coś zrobić mógł
Lecz nie zrobię - nie, nie zrobię
Towar niech ściąga z wystaw
I z kanałów gondole
Gdy popędzi ostatni turysta na kolej
Niech pochowa te swoje resztki złoceń
Pod kurzem
Trudno przecież z nią zostać...
Na dłużej
Z morza w przestworze wznosi się ku wieczorom
Na równi bezdroże płynie ku niebu i o każdej porze
Niebo ją w sobie odwiecznie posiada
Dopiero później stąd na miasto spada
Spada w godzinach dwuznacznych nad ranem
Gdy wchodzi w świt ulica za ulicą
Gdy wchodzi w świt ulica za ulicą
By ciała co nic nie znalazły w sobie
Stronią odległe i rozczarowane
I kiedy ludzie co się nienawidzą
Muszą ze sobą spać we wspólnym łożu
Wtedy samotność płynie z rzekami ku morzu
Byłam młoda, lat chyba szesnaście
Tyś z Birmy powrócił jak raz
Powiedziałeś, chodź ze mną maleńka
Przy mnie szybko upłynie ci czas
Zapytałam czy masz jakąś pracę
A tyś odrzekł pamiętam jak dziś
Na kolei wiesz, robię przy węglu
Morze dawno obrzydło już mi
Kłamałeś wciąż, Johnny
Łgałeś jak z nut, Johnny
Od pierwszych dni, Johnny, zwodziłeś mnie
To przecież wstyd Johnny
Tak ze mnie kpić, drwić, Johnny
Wyjąłbyś z gęby peta choć, ty psie
Surabaya Johnny, czegoś jednak ci brak
Surabaya Johnny, cóż, ja cię kocham i tak
Surabaya Johnny, życie gorzki ma smak
Serca ci brak, Johnny, a ja kocham cię tak
Póki co, każdy dzień był niedzielą
Ja łaziłam za tobą jak pies
Lecz niestety już po dwóch tygodniach
Każdy dzień się zaczynał od łez
Wzdłuż i wszerz i na przełaj przez miasto
Przemierzamy co dzień drogi szmat
A ja czasem lusterko wyciągam
Na czterdzieści wyglądam w nim lat
Ty nie kochałeś mnie, Johnny
O szmal ci tylko szło, Johnny
A przecież ja Johnny, całować chciałam cię
Musiałeś wszystko mieć, Johnny
Wszystko zabrałeś mi, Johnny
Wyjąłbyś z gęby peta choć, ty psie
Surabaya Johnny...
Myślałam, że tym sposobem
Tylko mnie chciałeś zrobić na złość
A tymczasem na całym wybrzeżu
Każdy wiedział co z ciebie za gość
Przyjdzie dzień, w jakimś nędznym hotelu
Kiedy poszum obudzi mnie fal
A ty wstaniesz, odejdziesz bez słowa
I na zawsze odpłyniesz, gdzieś w dal
Nie bądź taki drań, Johnny
Ty serca nie masz za grosz, Johnny
Odchodzisz precz, Johnny, porzucasz mnie
A ja kocham cię wciąż, Johnny
Jak w tamten pierwszy dzień, Johnny
Wyjąłbyś z gęby peta choć, ty psie
Krystyna Tkacz Jak szaleć to szaleć Jacek Stanisław Buras
Tyle lat, tyle lat i nic
Stary płaszcz, smutna twarz, dwie łzy
Życie mi dało w kość, lecz ja
Wezmę je teraz w garść, o tak
O tak!
Tańczyć chcę
Nie zatrzymuj, nie powstrzymuj mnie
Tańczyć chcę
Na parkiecie, w kabarecie, na bufecie
Byle gdzie...
Tańczyć chcę
Salonowo, podwórkowo,
Nietypowo, nietypowo
Tańczyć chcę
Do zemdlenia, zawieszenia
Zamroczenia, zamroczenia
Tańczyć chcę...
Bo jak szaleć, to szaleć
Iść w życie jak w dym
Bo jak szaleć, to szaleć
Zatopić się w nim
Bo jak szaleć, to szaleć
Przez świat iść jak walec
Jak szaleć, to szaleć...
Śpiewać chcę
Nie uciszaj, nie wyciszaj mnie
Śpiewać chcę
W ślubnym wianku, na przystanku, bez ustanku
O tym, że...
Śpiewać chcę
Operowo, romansowo, kolorowo, kolorowo
Śpiewać chcę
Bez wytchnienia, zająknienia, zakończenia...
Śpiewać chcę
Bo jak szaleć, to szaleć...
Kochać chcę
Nie wypędzaj, nie przepędzaj mnie
Kocham cię
Na spacerze, w pulowerze, na rowerze
W deszcz i mgłę
Kocham cię, kocham cię!
Kocham cię
Barokowo, postępowo, nałogowo
Kocham cię
Do zaćmienia, odurzenia, zatracenia...
On się uśmiecha, a ty dotykasz
On na mnie czeka, a ty dotykasz
Więc nie dręcz się już aż wybiorę
To ty mnie masz, masz całą
On mnie olśniewa, a ty dotykasz
On przepych rozsiewa, a ty dotykasz
Więc nie na sprzedaż jest
Jednak moje ciało
I serce me nie jest tak zimne
Jak się zdawało
Masz mnie na zawsze
Nie chcę wiele
Tylko dotknięcie twe
Czuć na swym ciele
Poszłam na kwietny targ
I kupiłam kwiaty dla ciebie, ukochany
Poszłam na ptasi targ
I kupiłam ptaszka, malutkiego ptaszka
Dla ciebie ukochany
Poszłam na targ żelazny
I kupiłam łańcuchy, ciężkie kajdany
Dla ciebie ukochany
Wreszcie na targ niewolników
Poszłam, szukałam i nie znalazłam
Ciebie ukochany
Masz mnie na zawsze
Nie chcę wiele
Tylko dotknięcie twe
Czuć na swym ciele
Krystyna Tkacz
Dziewczęce marzenia Jerzy Górzański
Dziewczęce marzenia są zawsze na temat
A temat to zwykle, to cały poemat
Przychodzi marzenie, odchodzi, powraca
Bo w fikcji od uczuć ważniejsza jest praca
Pokochać rycerza, pokochać go tak
By siła w nim była waleczna, że strach
Naiwna nie jestem, choć duszę mam czułą
A czułość w mym sercu jest wzruszeń bibułą
Łzy kapią, spadają, odchodzą na palcach
Bo w bajce od uczuć ważniejsza jest walka
Pokochać rycerza…
Lecz kiedy się skończą marzenia na temat
Nie będzie już wzruszeń, wdzięk straci poemat
Na razie w lusterku swą młodość zatrzymam
Bo w bajce od uczuć ważniejszy jest finał
Zapomniałam, zapomniałam
Nie pamiętam słów
A ta melodia się znowu odezwała
Przypomniała znów
Jakie bolesne, jaka to jest szkoda
Taki piękny tekst
Ani ująć ani dodać
Tylko gdzie on jest
Pamiętałam, pamiętałam
Każdy wiersz i rym
Kiedy śpiewałam to już się wtedy cała
Zatracałam w tym
Lecz gdy melodia się
Nagle tak urwała
Choć powraca znów
Zapomniałam, zapomniałam
Nie pamiętam słów
I tylko czasem się śni
Że znów na ustach jej słowa mam
Nie podpowiada ich mi
Bo nie pamiętasz ich przecież sam
Wina cała, wina cała
W tej melodii tkwi
Dlaczego znowu się teraz odezwała
Przypomniała mi
Lepiej na zawsze by zmilkła
Odleciała jak spłoszony ptak
Słów bym tak nie żałowała
Słów nie chciała tak
Wina cała, wina cała
W tej melodii tkwi
Bo gdyby nagle się wtedy nie urwała
Tekst nie przepadłby
Jakie bolesne to, jaka to jest szkoda
Taki piękny tekst
Słów tak wielka w nim uroda
Ale gdzie on jest
Świt i zmierzch i znowu świt
Noc świetlista, ciemne dni
Oswoiłam wieczność
Swoją nieobecność
Umiem przed wszystkimi kryć
Że mnie nie ma, nie wie nikt
Wreszcie się przestałam bać
Żyć nie muszę, mogę trwać
Tydzień, miesiąc, rok i wiek
Słyszę szum podziemnych rzek
Czasem tylko nagły lęk
Czy to popiół, czy to śnieg
Nie ma mnie i nie ma łez
Cierpi tylko ten, kto jest
Że mnie nie ma, nie wie nikt
Jest powietrze z grubych szyb
Czas wyrokiem nie jest
Lustro się starzeje
A ja się nie zmieniam z nim
Trwam jak kamień, nie jak dym