Jak kochać, co wiedzieć
Tęsknić za kim, o czym marzyć
Czy los nas nie zwiedzie
Czym życie obdarzy
Niezmienność, odmiana
Co pomiędzy niemi
Między krańcem nieba
A osnową ziemi
Skąd my tu i dokąd
Zmierzamy w rozterce
Co z umysłu siły
A co z woli serca
Wszystkie kolory ujrzeć
Poznać wszystkie kwiaty
Smak każdej wody znać
Każdej ziemi zapach
Widzieć, słyszeć, wiedzieć, czuć
Najgłębiej, najdalej
Innym cząstkę siebie móc
Ofiarować w dani
Mądrych otoczyć sławą
A szlachetnych troską
Słabych, ubogich strzec
Na pohybel łotrom
Marzyć, tęsknić, wierzyć, śnić
Najszczerzej, najpełniej
Przeżyć wszystkie swoje dni
Do końca, do głębi
Przywrócić wartość słowom
Godność, miłość, dobroć
Niech nasz znudzony świat
O nich nie zapomni
Kochać, śpiewać, tańczyć, żyć
Najmocniej, najładniej
Naszych złudzeń niechaj nikt
Bezkarnie nie kradnie
Nasze miejsce po stronie
Odwagi bezbronnej
Naszej wiary znicze płoną
Niegasnącym ogniem
Naszych sumień nie pogrąży
Srebro ani złoto
Oto nasza pieśń serdeczna
Oto, oto, oto, oto
To drzemie w człowieku
I czasem się budzi
Niektórych opęta do cna
Nie nudzić się brydżem
Ni totkiem nie łudzić
A zagrać na wszystko
Va banque
Jest taka gra, taka gra
Bez reguł, bez zasad – hazard
W tę grę, w tę grę
Każdemu zagrać się zdarza
A jednak tak niewielu
Do dzisiaj zwyciężyło
Jest taka gra, taka gra
Jest taka gra – w miłość
Nie trzeba kolektur
Szulerni, kasyna
Stolika pod suknem, ni kart
Tu gra się uśmiechem
Tasuje oczyma
Atutem jest księżyc i kwiat
Jest taka gra...
Zwycięzcy czasami
Nie pragną zdobyczy
Przegrani się cieszą nie raz
Dzisiejsza wygrana
Nazajutrz jest niczym
Wygrywać tu trzeba co dnia...
Dlaczego właśnie pan się tutaj dzisiaj znalazł
Dlaczego właśnie pan, mój męski ideale
Trwało to przed antraktem przez minutkę
Pod strojem wyczuł i zobaczył pan Danutkę
I odtąd jakaś siła dzika
Ze sceny mnie do pana spycha
Ach, ach, tylko nie całuj
Nie, nie całuj
Dlaczego właśnie ty, mych marzeń bohaterze
Dlaczego właśnie ty? Nic nie mów, oczom wierzę
Pani przyszła z tym panem? Nie nastaję
Niech pani, proszę pani, bógwico się nie zdaje
Są sprawy między dwojgiem osób
Ważniejsze niż zrządzenia losu
Prawda, prawda, kochanie
Tak, kochanie
Dlaczego właśnie on, choć tylu mężczyzn w rzędach
Dlaczego właśnie on? Uczucie to potęga
Fala seksu nadchodzi od Zachodu
A ja tę falę oddam za dzień z tobą
Więc w naszej kasie kup najlepiej
Na któryś dzień wszystkie bilety
Przyjdź sam, będziemy tylko z sobą
Będziemy tylko razem, ja i ty
Niestety, to nie ty,
Bierz bety z kozety i zjeżdżaj mi z oczu
Bo jak cię pogonię, to z kapci wyskoczysz,
Gamoniu!
Niestety, to nie ty,
Stanowią kobiety połowę ludzkości,
To do mnieżeś musiał przypętać się w gości,
Śmondaku!
Niestety, to nie ty,
Posturą atlety, już mnie nie nastraszysz,
Bo wiem nazbyt dobrze, co z ciebie za ptaszek,
Pacanie!
Ach, nie wiesz, doprawdy, dlaczego się złoszczę,
Biedactwo ty moje, przygłupie mój słodki,
A kto mi przed chwilą powiedział, łazęgo,
Że jestem troszeczkę za tęga?
Niestety, to nie ty,
Bierz bety z kozety, udawaj, że nie znasz,
Nie kłaniaj się, zjeżdżaj, no zjeżdżaj, no zjeżdżaj,
No zjeżdżaj!
Jan Pietrzak, Barbara Krafftówna
Ile dziewczyn się marnuje Jan Pietrzak
W związku z nabytym zawodem
Jeździłem trochę po świecie
Od Tatr po Szczecin - panowie
Siedzicie tu i nic nie wiecie
Ile dziewczyn się marnuje, proszę panów
Jakie cechy charakteru są niczyje
Koafiury, makijaże i wymiary
I nie tylko, proszę panów, nie jedynie
Jakie dobra narodowe przepadają
Niewymierne areały nieużytków
Zbyt poważny to dobytek w skali kraju
By nas głowa nie bolała od przybytku
Przecież nad życiem społecznym
W naszej wspólnocie plemiennej
Ktoś czuwa, ktoś ostatecznie
Je reguluje codziennie
A tyle dziewczyn się marnuje, proszę panów
Marnotrawstwo sił i środków karygodne
Czy nie można by odgórnie objąć planem
Tę oddolnie nieobjętą ilość objęć
Takie skarby narodowe nam niszczeją
Złote serca, kryształowe charaktery
Proszę bardzo, panowie tu się śmieją
Miast postawić jakiś wniosek w tej materii
Najwyższa pora (prawda) wzmóc nacisk
I śmielej (prawda) sięgnąć do rezerw
Poważne środki (prawda) przeznaczyć
I wachlarz bodźców (nieprawdaż) rozszerzyć
Bo tyle dziewczyn się marnuje, proszę panów
Uprawnionych równo współobywatelek
Jeśli panom nie są obce ideały
Czas uświęcić stratę sił tym wdzięcznym celem
Tyle wdzięku społecznego się marnuje
Więc jeżeli sytuacja się nie zmieni
To ostrzegam, ja w tych sprawach nie żartuję
Sam się zajmę rozłożonym tym problemem
Zimą w parku z ciemnych drzew wieje chłód
Zimą w parku ziemi sny, szelest grud
Zamarzł staw i łódek dna srebrzy szron -
Furażerki chłopców, co w polu śpią
Pustym parkiem idę w biel wszystkich zim
Nagle widzę - śnieg przysypał czarci młyn
Czarci młyn, czarci młyn
Wtedy byłam razem z nim
Diabelski młyn nas porwał i cofnął czas
Ech, kłam mi te słowa jeszcze raz
Że kochasz mnie tak jak noc swe gwiazdy
Jak obłok kocha wiatr
W starym parku z zimna drży srebrny klon
W starym parku śniegu biel, krepa wron
Tańczy śnieg, brzmi biały walc na trzy pas
Wieszcz ze spiżu uszy już sine ma
W pustym parku spotkać cię chciałabym
By mógł porwać nas znajomy czarci młyn
Czarci młyn, czarci młyn
Tyle wspomnień łączę z nim
Janusz Słowikowski
W naszym parku milczą dziś rzędy brzóz
Na fontannach krople ściął szklany mróz
Krzaki róży zgarbił puch śnieżnych czap
Znieruchomiał w białym śnie cały świat
Czy pamiętasz, kiedy tu w letni dzień
Młyn diabelski razem z nami kręcił się
Kręcił się, kręcił się
Teraz wiatr w nim śpi i śnieg
Diabelski młyn niech dziś znowu kręci się
Ech, znów przez wiatr słowa krzyczeć chcę
Że kocham cię i że będę kochał
To jedno tylko wiem
W naszym parku dzisiaj śnieg, cichy śnieg
Wodny zegar swoich kół wstrzymał bieg
Na cokole usnął koń, jeździec śpi
Białym nimfom marzą się wiosny dni
A ja widzę, widzę znów, jak we śnie
Młyn diabelski razem z nami kręci się
Kręci się, kręci się
Słyszę twój radosny śmiech Jan Pietrzak
Zima w parku sypie z drzew białe skry
Mróz uwięził klonów szmer, szelest lip
Odwrócona ciemnym dnem leży łódź
Jak żołnierska furażerka w porze snu
Tylko pamięć przywołuje wiosny dni
Na diabelskim kole w parku ja i ty
Ja i ty, ja i ty
Porwał nas diabelski młyn
Wiruje świat dookoła, cały świat
Ech, a ja wciąż wołam poprzez wiatr
Że kocham cię tak jak wiatr i gwiazdy
Jak wirujący świat
Opuszczony miejski park przykrył śnieg
Przysypała miłość nam smutna biel
Dyskobola zmienił mróz w zimny gips
Krąg taneczny lodowatą taflą lśni
Na diabelskim kole gwiżdże diabeł-wiatr
Tamte słowa dwa jak jedno - ty i ja
Ty i ja, ty i ja
Miga w tle twych oczu blask
ЧЕРТОВО КОЛЕСО Jewgienij Jewtuszenko
В зимнем парке тополя так грустны,
Липы просят подождать до весны.
Кверху дном все лодки молча лежат,
Как пилотки задремавших солдат.
Но ты помнишь, как давно по весне
Мы на чёртовом крутились колесе,
Колесе, колесе…
А теперь оно во сне.
Но я лечу
С тобой снова.
Я лечу – Эх!
И одно слово я кричу,
Кричу: «Люблю!», -
И лечу я к звёздам,
Кричу и вновь лечу.
Кричу: «Люблю!», -
И лечу я к звёздам,
Кричу и вновь лечу.
В зимнем парке так бело, так бело…
Словно парк, мою любовь замело.
Дискобол, грустя, в снегу так увяз,
Танцплощадке под снежком
Снится вальс.
И как будто позабыл я про всё…
Только чёрт заводит снова колесо,
Колесо, колесо…
И летит твоё лицо!
Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy,
Orły, sokoły, herosy?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
Gzie te chłopy?...
Dookoła jeden z drugim
Jak nie nerwus, to histeryk,
Drobny cwaniak, skrzętna mrówa,
Niepoważne to, nieszczere.
Jak bezwolne manekiny
Przestawiane i kopane,
Gęby pełne wazeliny,
Oczka stale rozbiegane.
Bez godności, bez honoru,
Zakłamane swoje racje
Wykrzykuje taki w domu
Śmiesznym szeptem po kolacji...
Gdzie ci mężczyźni...
Bojownicy spraw ogromnych,
Owładnięci ideami
O znaczeniu wiekopomnym
I wejrzeniu jak ze stali.
Gdzie umysły epokowe,
Protoplaści czynów większych,
Niż pokątne, zarobkowe
Kombinacje tuż przed pierwszym?
Nieprzekupni, prości, zacni,
Wielkoduszni i szlachetni.
Gdzie że oni, gdzie tytany
Woli, czynu, intelektu?...
Gdzie są prawdziwi mężczyźni tacy,
Orły, sokoły, bażanty?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
Gdzie te franty?...
Bądź moją przyjemnością
Wśród nieprzyjemnych postaci
Bądź moją cierpliwością
Kiedy aż korci by skarcić
Bądź moja moralnością
Gdy chcę postąpić wątpliwie
I bądź moją wątpliwością
Kiedy mnie nic już nie dziwi
Przybądź skąd bądź...
I nie błądź a bądź
No bądź
Bądź moją majętnością
Bo w karty grywam namiętnie
Bądź moją namiętnością
W porze wieczornej najchętniej
Bądź moją lojalnością
Gdy wkoło inne panienki
I bądź moją upadłością
Najlepiej to na czymś miękkim
Przybądź skąd bądź…
Bądź moją możliwością
Kiedy już wszystko przepadnie
Bądź moją przypadłością
Jeśli już cierpieć to ładnie
Bądź moją domyślnością
Gdy cię prowadzi pan pewien
I bądź moją samotnością
Kiedy pożegnam już ciebie