Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czyżykiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czyżykiewicz. Pokaż wszystkie posty

Wysocki - Kołakowski - Ballada o dzieciństwie


Баллада о детстве - Ballada o dzieciństwie

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Ja się na ten świat podły nie pchałem
Mimo woli zaczęło się życie
Ciemną nocą poczęty zostałem
Urodziłem się jednak o świcie

Spokój miałem przez dziewięć miesięcy
Rok nie wyrok - pojąłem to w mig
Suto, ciepło, bezpiecznie, cóż więcej
Może chcieć człowiek nim pozna krzyk

Jest dokument ważniejszy od wierszy
W swej metryce mam wpis drukiem tłustym
Że na wolność wyszedłem raz pierwszy
W tysiąc dziewięćset trzydziestym ósmym

Winnych długo w pamięci szukałem
Winnych zsyłkom, rewizjom i łzom
Urodziłem się, trwałem, przetrwałem
Na Mieszczańskiej stał mój pierwszy dom

Złowieszczy krzyk w ciemności dopada mnie co dnia
I nie wiem wciąż kto krzyczy - przyjaciel, wróg, czy ja
Czy tylko echo krzyku na domu wraca próg
Systemem korytarzy, systemem ślepych dróg

Zamknięte drzwi na głucho
A z czterech świata stron
Labirynt, tunel, kanał
Piwnica, bunkier, schron

Nie schodziła do schronu sąsiadka
Gdy syrena nad miastem zawyła
Wojna nie przerażała trzylatka
Tylko matka się strasznie martwiła

Każdy dzielił zapałkę na czworo
Naród cierpiał, cierpiałem i ja
Bardzo ciężko musiało być, skoro
Na konserwy zabrali mi psa

Wojna dla nas legendą się stała
Całą wojnę się w wojnę bawiłem
„Wcześniak” na mnie dzieciarnia wołała
Chociaż wcale wcześniakiem nie byłem

Wszędzie wokół czyhali wrogowie
Kto w niewoli - ten zdrajca i wróg
Powracali do domów ojcowie
Chociaż obcy już był domu próg

Złowieszczy krzyk...

Podłe czasy nas wychowywały
Człowiek rósł, a wartości karlały
I płynęły, gdzie trzeba kanały
I wpadały, jak trzeba, gdzie miały

Dzieci byłych sierżantów, majorów
Dziś patronów stadionów i szkół
Dokonały własnego wyboru
W własnej woli stoczyły się w dół...

Mirosław Baka, Artur Barciś
Mirosław Czyżykiewicz i in.

👉TUTAJ pełny tekst utworu

Wysocki - Zimna - Moja cygańska


Моя цыганская - В сон мне - желтые огни
Moja cygańska

Włodzimierz Wysocki - Marlena Zimna

I znów jakiś żółty blask
Nocą mi się przyśnił.
Krzyczę przez sen: Jeszcze czas!
Rano coś wymyślisz.
Ale rano znów ten sam
Smutek do mnie wraca.
Palę na czczo, dwieście gram
Piję, lecząc kaca.

Da, ech raz, da, jeszczo raz,
Da, jeszczo mnogo-mnogo-mnogo-mnogo raz...
Da, jeszczo raz, piję, lecząc kaca.

W szynku biały obrus, stół
I zielone sukno.
Błazen by tam rozkosz czuł,
A mnie źle i smutno.
W cerkwi półmrok, światła brak,
Bicie dzwonów z wieży.
W cerkwi wszystko też nie tak,
Nie tak, jak należy.

Ech raz, da, jeszczo raz...
Nie tak jak należy.



Pnę się, własny gubiąc cień,
Ścieżką kamienistą,
A tam tylko olchy pień,
Razem z lichą wiśnią.
Gdyby nawet piął się bluszcz
Tym ponurym zboczem,
Żebym nie powtarzał już:
Wszystko źle się toczy.

Ech raz, da, jeszczo raz...
Wszystko źle się toczy.

Na spotkanie z Bogiem gnam,
Znaleźć go nie mogę,
Mam przed sobą ciemny las
I w nieznane drogę.
W lesie licho ma swój dom,
Baba Jaga pokój,
A u kresu drogi są:
Szafot, kat i topór.

Ech raz, da, jeszczo raz...
Szafot, kat i topór.

Jakiś jeździec szuka dnia,
Lecz i tak nie znajdzie.
Nie ma sensu droga ta,
A jej kres - tym bardziej.
W cerkwi, w szynku, tu, czy tam,
Ciemno, źle i zimno.
Nie tak wszystko, mówię wam,
Nie tak, jak powinno.

Da, ech raz, da, jeszczo raz...
Nie tak, jak powinno.

Włodzimierz Wysocki, Siergiej Biezrukow
Mirosław Czyżykiewicz

👉TUTAJ w przekładzie Pawła Orkisza

Wysocki - Jagiełło - Pomnik


Памятник - Pomnik

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło


W życiu zawsze mierzyłem wysoko,
Nie lękałem się słowa, ni kuli,
Mocny miałem charakter i głos,
Lecz po śmierci zrobili mi cokół
I za piętę do niego przykuli,
Oblekając mnie w marmur i brąz.

Chciałbym strząsnąć to mięso kamienne,
Kopniakami rozrzucić stos wieńców,
Wyrwać z nogi raniący ją pręt -
Ale stoję, zalany cementem,
I nie mogę poruszyć się z miejsca,
Tylko dreszcz mi przebiega przez pręt.

Byłem twardy i żyłem naprawdę, pełną piersią,
Nie wiedziałem, że w łapy im wpadnę tuż po śmierci,
Upychali mnie w trumnie na siłę, byle prędzej,
By mieć pewność, że już nie ożyję nigdy więcej.

Krewni gipsu kupili zawczasu,
Pośpieszyli się z maską pośmiertną,
Zanim jeszcze zatrzymał się puls,
Moją twarz, wykrzywioną grymasem,
Przerobili na gładką i piękną,
Przykleili mi uśmiech do ust.

Póki żyłem, tępiłem i podłość, i łajdactwo,
Zwykłą miarą mnie zmierzyć nie mogli,
Zwłaszcza własną,
I dopiero gdy zmarłem na amen - odetchnęli.
Przyszli do mnie z calówką drewnianą, miarę zdjęli.

A po roku stanąłem na skwerze -
Nieszkodliwy, pokorny baranek,
Dzieci kwiaty zaczęły mi kłaść,
Ze ślepaków strzelali żołnierze,
I dla licznie zebranych wybranych
Moje pieśni rozległy się z taśm.

I patrzyłem ze swego pomnika,
Jak wzruszenie ogarnia słuchaczy,
Jak ze łzami błagają o bis;
Tylko ktoś coś przerobił w głośnikach -
Głos rozdarty, ochrypły z rozpaczy,
W melodyjny zamienił się pisk.

Pod całunem leżałem bez ruchu - ja, nieboszczyk -
I śpiewałem falsetem eunucha publiczności,
Wpasowałem się w ramy trumienne - chodźcie, zmierzcie!
Teraz dumni możecie być ze mnie -
No, nareszcie!

Nie, nie dla mnie piedestał i cokół,
Komandora wezwałem na pomoc
I zrobiłem to samo co on -
Tłumy gapiów uciekły w popłochu,
Kiedy stopy wyrwałem z betonu,
I spiżowy posypał się złom.

I na ziemię zwaliłem się z hukiem,
Marmurowe strząsałem ostatki,
Każdy mięsień napiąłem i nerw
Krzesząc iskry podpełzłem po bruku,
I w głośniki strzaskane upadkiem
Wychrypiałem: "Ja żyję, psiakrew!"

Mirosław Baka, Artur Barciś
Mirosław Czyżykiewicz, Mariusz Kiljan
Adam Nowak, Artur Żmijewski

Anioł bezdomny - Roman Kołakowski

Mirosław Czyżykiewicz
Anioł bezdomny

Roman Kołakowski

Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie, pieczęć złam
Brak mi sił ale trwam
I z goryczą się śmieję
Czy jestem aniołem
Co stracił nadzieję?

Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie, pieczęć złam
Powiedz gdzie złożyć mam
Swoje skrzydła żebracze
Czy jestem aniołem
Dlatego, że płaczę?

Ja anioł bezpański
Anioł bezbronny
Błąkam się
Wieki wieków bezdomny
Od dnia kiedy Anioł Pański
Wybrał mnie na wroga
Modły ślę wieki wieków do Boga

Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie, pieczęć złam
Co dzień się ranię sam
W rozpaczliwej zabawie
Czy jestem aniołem
Dlatego że krwawię?

Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie, pieczęć złam
Nie chcę być dłużej sam
Przyjmij mnie pod opiekę
Czy jestem aniołem
Czy tylko człowiekiem?

Ja anioł bezpański
Ja anioł bezdomny

Życie to nie teatr - Edward Stachura


Mirosław Czyżykiewicz, Jacek Bończyk
Życie to nie teatr


Edward Stachura

Życie to jest teatr, mówisz ciągle, opowiadasz
Maski coraz inne, coraz mylne się nakłada
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach
To jest gra

Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam
Życie to nie tylko kolorowa maskarada
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest
Wszystko przy nim blednie
Blednie nawet sama śmierć

Ty i ja - teatry to są dwa, ty i ja
Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi
Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle
Bo ty grasz

Ja - cały zbudowany jestem z ran
Duszę na ramieniu wiecznie mam
Lecz kaleką nie ja jestem, tylko ty
Bo ty grasz

Dzisiaj bankiet u artystów, ty się tam wybierasz
Gości będzie dużo, nieodstępna tyraliera
Flirt i alkohole, może tańce będą też
Drzwi otwarte zamkną potem się
No i cześć

Wpadnę tam na chwilę, zanim spuchnie atmosfera
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram
Wyjdę na ulicę, przy fontannie zmoczę łeb
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz

Ty i ja - teatry to są dwa, ty i ja
Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi
I niezaraźliwy wcale jest twój śmiech
Bo ty grasz

Ja - cały zbudowany jestem z ran
Duszę na ramieniu wiecznie mam
Lecz gdy śmieję się, to w krąg się śmieje cały świat
Cały świat...

Obrazy: Fabian Perez

Czarnolas - Jan Wołek


Hanna Banaszak
Mirosław Czyżykiewicz
Czarnolas

Jan Wołek


Odchodzą w drodze, jakby w tańcu
W półkroku stygną w ruchach
Jakby ogniwo zgubił łańcuch
Zresztą bez szkody dla łańcucha
Ale karnawał wciąż się toczy
I drepcząc ramię w ramię
Nie chcemy spojrzeć prawdzie w oczy
Bo nas zamieni w kamień

Stawiamy żłobki, szkoły, groby
Roimy się, aż miło
Tak, tak, pełno nas
A jakoby nikogo nie było

I lecą poza kres nawiasów
Latawce naszych marzeń
O życiu, co nie kwestią czasu
Ani też splotów zdarzeń
Żremy, pragniemy, wydalamy
Chłoniemy dal za dalą
Świeczki na grobach zapalamy
Wierząc, że nam zapalą

Stawiamy żłobki, szkoły, groby...

A kiedy z życia już ogryzki
Wyraźnie widać teraz
We wciąż nam bliskich ciałach bliskich
Szkielety, jak z Dürera
Biją monety, biją dzwony
Wiatr hula nam po stole
Siedzisz, wykreślasz telefony
Czekasz na swoją kolej...

Wysocki - Kołakowski - Konie narowiste


Włodzimierz Wysocki - Кони привередливые
Mirosław Czyżykiewicz - Konie narowiste

Roman Kołakowski

Nad urwiskiem nad przepaścią
Śnieżną zamieć przeganiając,
Na złamanie karku gnam,
Nahajką konie poganiając.
Już brakuje mi powietrza,
Wiatr i mgłę łapczywie piję
I z zachwytem dzikim wołam:
Nie przeżyję, nie przeżyję...

Trochę wolniej, wolniej konie,
Dokąd rwiecie cwałem?
Co tam wam czarne wodze i bat?
Takie mam konie narowiste
Jakie sam wybrałem.
Życia mi trochę żal,
Pieśni żal, co za świat.

Koniom woda i sól.
Pieśniom miłość i ból.
Ile czasu los da,
Może dzień, może dwa...

Mogę zginąć, wicher zmiecie mnie
Z otwartej życia dłoni,
Kiedy sanie mnie poniosą
Mroźnym świtem wśród śnieżycy.
Każde kopyt uderzenie
Oszalałych w biegu koni
Jednak zbliża mnie do celu,
Do ostatniej już granicy...

Trochę wolniej...

Ja zdążyłem, bo do Boga
Każdy kiedyś zdąży w gości.
Czemu chór anielski ochrypł,
Czy z zazdrości czy z miłości?
Czy to dzwonek ciągle dzwoni
Aż zanosi się od łkania,
Czy to ja daremnie wołam,
Własny los ścigając w saniach...

👉TUTAJ z tekstem A. Osieckiej

Faux pas - Tymoteusz Karpowicz

Jerry Uelsmann

Mirosław Czyżykiewicz, Magda Umer - Faux pas

Tymoteusz Karpowicz

Zadzwoniłem, a tu się nie dzwoni,
Zapukałem, a tu się nie puka.
Otworzyłem drzwi, a tu się nie otwiera drzwi.
Wszedłem, a tu się nie wchodzi.
Wytarłem buty, a tu się nie wyciera butów.
Otworzyłem usta, a tu się nie otwiera ust.
Zapytałem, a tu się nie zadaje pytań.
Zaśpiewałem, a tu się nie śpiewa.
Zawróciłem, a stąd się nie zawraca.
I wyszedłem, a stąd się nie wychodzi.
Co za miejsce, pomyślałem, a to żadne miejsce.
W jakim czasie, a to żaden czas.
Mówię: byłem, a to niebywałe.

Ballada o paniach minionego czasu - Francois Villon

La Ballade des dames du temps jadis
Ballada o paniach minionego czasu

Francois Villon - Tadeusz Boy-Żeleński

Powiedz mi, gdzie y w iakiey ziemi
Iest Flora, rzymska krasawica;
Archippa, cud między cudnemi,
Tais, stryjeczna iey siestrzyca?
Ty, Echo, co głos wracasz skory,
Gdy pomknie nad strumienia biegi,
Mów, gdzie są Piękne dawney pory?...
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

Powiedzcie, kędy iest uczona
Helois, dla miłości którey
Abeylart Piotr, zmienion w kapłona,
Żal swóy w klasztorne zamknął mury?
Podobnież, gdzie ta monarchini,
Co, śmiertelnemi szyiąc ściegi
Worek, gachowi grób zeń czyni?...
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

Królowa Blanka, iak liliia,
Syrenim głosem zawodząca,
Berta o wielkiey stopie, Liia,
Bietris, Arambur, Alys wrząca,
Iohanna, co w mężczyźńskiey szacie
Anglików gnała precz szeregi,
Gdzież są? Wy mówcie, ieśli znacie…
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

Nie pytay, kędy hoże dziewki
Idą stąd y na iakie brzegi
Iżbyś nie wspomniał tey przyśpiewki.
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

Hanna Banaszak, Mirosław Czyżykiewicz

Nie dorosłem do swych lat - Stanisław Staszewski

Fabian Perez
Kult, Mirosław Czyżykiewicz
Nie dorosłem do swych lat

Stanisław Staszewski

Nie dorosłem do swych lat
Masz mnie za nic, dobrześ zgadł
Jak tak można - pytam was
Tyle lat marnować czas
Nauczyłem w życiu się
Paru rzeczy - wszystkich źle
Ale moją dróżką idź
Gdy się już nie daje żyć

La, la, la, la - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra
La, la, la, la - gdy po szklance koniak spływa jak łza
Gdy toczy noc wszystkich godzin ciemnych zdrady i zła
A w sercu już zamiast krwi tylko popioły i kurz
La, la, la, la, - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra
La, la, la, la - gdy po szklance koniak płynie jak łza
Gdy toczy noc wszystkich godzin ciemnych zdrady i zło
I kiedy dłoń ściska szkło, w którym przez płyn błyska dno

Inni zawsze wiedzą, co
Jak, dlaczego, gdzie i kto
Komu wziąć, a komu dać
A ja nigdy, kurwa mać
A już nie daj Boże, gdy
Jakaś się spodoba mi
Zamiast brać bez zbędnych słów
Plączę i się kończę znów

La, la, la, la - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra
La, la, la, la - cóż, że wszyscy są mądrzejsi niż ja
Mieć, co się chce, można tylko, kiedy przegra się grę
A w sercu już zamiast krwi popioły tylko i kurz
La, la, la, la - wszystko prostsze, kiedy ciebie się ma
La, la, la, la - po kieliszku koniak płynie jak łza
Utopi noc naszych godzin zimnych zdrady i zło
Bądź ze mną, bo w mgle lat zginie nam "la, la" - słuchaj to

Sanatorium - Jan Wołek

Sanatorium

Jan Wołek

Na jeden dworzec w wielkiej ciszy
Spływa ogromna ludzi rzeka
Pytania lęgną się jak myszy
Co nas tu czeka co nas czeka

I już swój numer masz i stolik
Tu będziesz Bogiem albo rzeczą
Wiec tylko powiedz co cię boli
A cię wyleczą lub skaleczą

Bo czy podoba się czy nie panowie panie
Zawsze będziecie chudym losu audytorium
Tak to już jest gdy ma się skierowanie
Do sanatorium, sanatorium, sanatorium

Bo czy podoba…

W imadle ciała groszek duszy
I się nie wyrwie żadną siłą
W ciszy zmieniają się turnusy
A sanatorium jest jak było

Wierzymy wciąż, że zwyciężymy
Marchewka majta się u kija
Na szybie motyl w środku zimy
Rwie się na wolność, co zabija

Margita Ślizowska, Wiktor Zborowski
Mirosław Czyżykiewicz, Magdalena Piotrowska
Magdalena Kumorek, Hanna Śleszyńska, Joanna Liszowska

Łeb róży - Jan Wołek

Mirosław Czyżykiewicz
Łeb róży

Jan Wołek

W głębokim cieniu, w szeptów toni
W tych knajpach, gdzie się z fusów wróży
Podawał jej zamkniętą w dłoni
Pod blatem stołu główkę róży

Nie różę, ale główkę samą
Płonący pąk, co parzył dłonie
Jakby ogrodów przyszłych anons
I niby żartem mawiał do niej:

Musiałem róży urwać łeb
Niech go nie nosi zbyt wysoko
By nas omijał spojrzeń lep
Złe oko

Albowiem tak im się złożyło
Że pośród codzienności zgrzytu
Zapadli na spóźnioną miłość
Z tych, co nie mają prawa bytu

I chociaż była jak aksamit
Nosiła w sobie śmierci znamię
Choć odmawiały pod stołami
Łebki od róży, swój różaniec

Bo trzeba róży urwać łeb
Niech go nie nosi zbyt wysoko
By nas omijał spojrzeń lep
Złe oko

Lecz już wiedzieli, że to chwile
Że się nad nimi niebo chmurzy
Bo w tym rozumu było tyle
Ile się mieści w łebku róży

W końcu w banalnej kawiarence
Padło banalnie, ale dzielnie:
"Wybacz kochany, nigdy więcej
Ta róża to są same ciernie"

Wiec trzeba róży urwać łeb
Niech się z nim nie pcha gdzieś do nieba
Wbrew sobie, sercom naszym wbrew
Bo tak trzeba

Fot. Mirosław Czyżykiewicz

Biała lokomotywa - Edward Stachura

Mirosław Czyżykiewicz
Biała lokomotywa

Edward Stachura

Sunęła poprzez czarne łąki
Sunęła przez spalony las
Mijała bram zwęglone szczątki
Płynęła przez wspomnienia miast
Biała Lokomotywa

Skąd wzięła się w krainie śmierci
Ta żywa zjawa istny cud
Tu pośród pustych marnych wierszy
Tu gdzie już tylko czarny kurz
Biała Lokomotywa

Ach czyj ach czyj to jest
Tak piękny hojny gest
Kto mi tu przysłał ją
Bym się wydostał stąd
Białą Lokomotywę

Ach któż no któż to może być
Beze mnie kto nie umie żyć
I bym zmartwychwstał błaga mnie
By mnie obudził jasny zew
Białej Lokomotywy

Suniemy poprzez czarne łąki
Suniemy przez spalony las
Mijamy bram zwęglone szczątki
Płyniemy przez wspomnienia miast
Z Białą Lokomotywą

Gdzie brzęczą pszczoły pluszcze rzeka
Gdzie słońca blask i cienie drzew
Do tej co na mnie w życiu czeka
Do życia znowu nieś mnie nieś
Biała Lokomotywo

Tango Triste - Edward Stachura

Mirosław Czyżykiewicz
Tango Triste

Edward Stachura

To było tak, jak zaćmienie słońca w sercu
Przestała naraz widzieć mnie
To było tak, jak trzęsienie ziemi w Peru
Przestała naraz słyszeć mnie
To było tak
Jak o latarnię morską
Rozbija się wędrowny ptak
W najgłębszą ciemność
Strącił mnie największy blask

Tango - żałobny śpiew jak po szarańczy
Tango - to smutna myśl, którą się tańczy
Z kulą u nogi przeklętej pamięci
Z nożem, co w plecach aż do rękojeści
Z obłędem, co w oczach się nie mieści

Niech będzie tak
Że zaćmienie zawsze będzie
Nie wyjdzie słońce dla mnie już
Niech będzie tak, że trzęsienie ziemi wszędzie
Zaginął wszędzie po mnie słuch
Niech będzie tak
Bo ja nie żyję wcale
Bo duchem ptaka stał się ptak
W najgłębszej nocy tańczę do czarnego dnia

Obrazy: Fabian Perez

Jańcio - Krzysztof T. Buszman


Mirosław Czyżykiewicz
Jańcio

Krzysztof Cezary Buszman

Gdybyś wtedy powiedziała
Tak jak człowiek do człowieka
To bym może tak nie siedział i nie czekał
Jak na boskie zmiłowanie
Że się cud za chwilę stanie
I poczuję w losu sidłach, ze mam skrzydła

Tylko poszedłbym przed siebie
I na życie w życia gniewie
Już donosów nie donosiłbym do losu
To bym może znalazł wiedzę
W mądrych i uczonych księgach
A tak na tej ławce siedzę jak włóczęga

Dziś nie pytam co mam robić
Ani też co będzie potem
Trudniej niańczyć, łatwiej dobić jest sierotę
Właśnie tak, niech to szlag
Byle gdzie, byle jak
Z byle kim, w byle co
Z byle kim, aż na dno

Gdybyś wtedy powiedziała...

Gdybyś wtedy, tak dziś czuję
Wyciągnęła do mnie ręce
Powiedziała: zasługujesz na coś więcej

Fot. M. Czyżykiewicz

Ulica japońskiej wiśni - Agnieszka Osiecka

Ulica japońskiej wiśni

Agnieszka Osiecka


Szare ulice, szare balkony,
z widokiem na inne szare balkony.
Szare żony, szare spódnice,
z widokiem na nowe szare spódnice.
Gdzieniegdzie jeszcze kocie łby,
a w kocich łbach kocie sny.

Ulica japońskiej wiśni,
niech ci się przyśni co jakiś czas.
Ulica japońskiej wiśni,
niech się wymyśli w purpurze gwiazd.
Purpurą do góry, purpurą w dół,
na końcu purpury Kanada i księżyc na stół.

Szare kominy, ptaki bezskrzydłe,
z widokiem na inne ptaki bezskrzydłe.
Szare serca, biedne liczydła,
z widokiem na randkę z innym liczydłem.
Gdzieniegdzie jeszcze małe drzwi,
a w małych drzwiach śmieszne sny.

Plebs blues - Jaromir Nohavica

Jaromir Nohavica - Plebs blues

Antoni Muracki

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem piramidy
W Cheopsa czy Ramzesa chciałem splunąć twarz
Roboczy wół z miliona innych ledwie żywych
Co na czyjś rozkaz musi dźwigać każdy głaz
A oni mają wizję skrzydlatego Sfinksa
By po wsze czasy wysławiano ich
Ja do pershingów wkręcam jakieś świństwa
I kiedy coś się schrzani – pierwszy biorę w pysk

To jest mój plebs blues, plebs blues, plebs blues…

I jestem wdzięczny za pęk brukwi czy cebuli
Ja –pajac dziejów, bezimienny widz
Włócznia Cezara, wykałaczka Kaliguli
Skaza na negatywie, którą łatwo zmyć
I co podnoszę głowę –czuję chłód nagana
Reżim czy demokracja –dla mnie jeden pies!
Więc wątpię w miłosierną moc Chrystusa Pana
I w to, czy w ogóle jakiś Chrystus jest

Ja na swym krzyżu ponoć dźwigam losy świata
Chociaż na co dzień mam ze światem pański krzyż
Co z tego, że na księżyc człowiek może latać
Gdy ja niezmiennie w gnoju muszę tkwić
Ja przecież też mam serce, serce które płonie
Myślicie, że wystarczy chlebem zatkać dziób
Popatrzcie tylko na me spracowane dłonie
Czemu nikt nie chce słuchać moich słów

Nie wierzę w puste słowa, wierzę tylko w siebie
Bo czego nie zagarnę – nie będę miał
Raj mi po śmierci, głupcy, obiecują w niebie
A ja tu żyję i tu chciałbym mieć swój raj
Choć jestem tylko jednym z bitych i przegranych
Ja –kółko w maszynerii, w końcu mówię –nie!
Te głupie piramidy wznoście sobie sami
Możecie mnie dziś wszyscy pocałować w de..

Gdy wiatr i deszcz - During Wind and Rain

Mirosław Czyżykiewicz - Gdy wiatr i deszcz

Thomas Hardy - During Wind and Rain

He, she, all of them—yea,
Treble and tenor and bass,
And one to play;
With the candles mooning each face. . . .
Ah, no; the years O!
How the sick leaves reel down in throngs!

They clear the creeping moss—
Elders and juniors—aye,
Making the pathways neat
And the garden gay;
And they build a shady seat. . . .
Ah, no; the years, the years,
See, the white storm-birds wing across.

They are blithely breakfasting all—
Men and maidens—yea,
Under the summer tree,
With a glimpse of the bay,
While pet fowl come to the knee. . . .
Ah, no; the years O!
And the rotten rose is ript from the wall.

They change to a high new house,
He, she, all of them—aye,
Clocks and carpets and chairs
On the lawn all day,
And brightest things that are theirs. . . .
Ah, no; the years, the years;
Thomas Hardy
Down their carved names the rain-drop ploughs.

Gdy wiatr i deszcz

Stanisław Barańczak

Ci tam, stojący przy pianiście –
On, ona wszyscy: sopran, tenor,
Bas; ulubione ich piosenki;
Świece wbrew cieniom
Jasne, wbrew dniom żywe dźwięki… –
Czyż ktoś im rzekł, że lat bieg… –
Jakim tłumem kołują, lecą chore liście!

Ci tam, przycinający krzewy –
Starsi i młodsi – brzegi ścieżek
Oczyszczający z mchu starannie;
Warstewka świeżej
Farby na ławkach i altanie… –
Czyż ktoś z nich zgadł, że bieg lat… –
Spójrz, spójrz, jak tną skrzydłami burzę białe mewy!

Ci, na polanie w dzień gorący –
Chłopcy, dziewczęta – obrus w cieniu,
Śniadanie wydobyte z koszy –
I, w rozbawieniu,
Śmiech, kiedy pies wiewiórki płoszy… –
Czyż ktoś im rzekł, że lat bieg… –
Mur odarty z róż, z resztek ich przegniłych pnączy.

Ci tam, z ufnością tak olbrzymią –
On, ona wszyscy – przez trawniki
Nowego domu taszczący stół, kilim
Dwa foteliki –
Co najlepszego w życiu zgromadzili… –
Czyż ktoś z nich zgadł, że bieg lat… –
Deszcz spływa w rowki liter w kamieniu, ich imion.

Niepokój - Agnieszka Osiecka


Ewa Błaszczyk, Mirosław Czyżykiewicz - Niepokój

Agnieszka Osiecka


Zaniosę mój niepokój do ciemnego baru
Tam, gdzie nie widać oczu
Zaniosę mój niepokój do chmurnego nieba
Tam, gdzie nie widać myśli
Zaniosę mój niepokój do ciemnego domu
Pełnego sztychów i map
A ty, przechodniu, a ty, przechodniu
A ty, przechodniu się gap

Stoisz przy drodze
Na jednej nodze
To się przyglądaj mi
Stoisz przy drodze
Na jednej nodze
La la la li li li li

Zaniosę moją biedę za zielone mosty
Tam, gdzie nie widać życia
Zaniosę moją biedę za spienioną rzekę
Tam, gdzie nie widać śmierci
Zaniosę moja biedę do chmurnego domu
Pełnego sztychów i map
A ty, przechodniu, a ty, przechodniu
A ty, przechodniu się gap!

Zaniosę moje diabły aż na koniec świata
Tam, gdzie nie widać oczy
Zaniosę moje diabły do samego końca
Tam, gdzie nie widać pana
Zaniosę moje diabły do ciemnego domu
Pełnego szmerów i snów
A ty, przechodniu, a ty, przechodniu
A ty, przechodniu je złów!

Obraz: Viktor Sheleg

Piosenka wesołego marynarza - Agnieszka Osiecka


Piotr Polk - Piosenka wesołego marynarza
Mirosław Czyżykiewicz - Song marynarza

Agnieszka Osiecka

Marynarz słodkowodny zawsze jest pogodny...

Piękne jest życie, bo pięknie jest żyć!
Życie jest beczką piwa.
Toczysz ją, toczysz i wciąż chce się pić,
a piwa nie ubywa.

Jeszcze umierać mi nie pora,
Bo jestem jeszcze młody,
Lecz nie masz, nie masz, nie masz doktora
na spodzie wielkiej wody.

Piękne jest życie...

Jeszcze umierać mi nie pora,
Jeszcze w mej łodzi nie ma dziur,
A tu mnie woła rybia sfora,
A tu mnie wabi rybi chór.

Piękne jest życie...