Śniły mi się ptaki bez nieba
Śniły mi się konie bez ziemi
Śniły mi się ptaki bez nieba
Śniły mi się konie bez ziemi
Tu żadnej pory roku oprócz zimy nie ma
Tu miejsce na labirynt i na głowę kamień
Obcy mur z obcym murem graniczy
Na łodyżce podwórka więdnie lniany kwiatek nieba...
A oni tam zboże sieją
Senne siano się zwozi w sienie otwarte na oścież
Tam lato ze złotym berłem przechodzi...
Deszcze z daleka, z samego królestwa
Świeci mi ostatnie jabłko na jabłoni
Tu miejsce na labirynt i na głowę kamień
I nikt nie krzyknie nawet
Kiedy upadnę w zgiełku zmotoryzowanym
Jak resztki lodu sprząta się przed wiosną
Obcego człowieka podniosą
Zbiegną się nagle wszystkie strony
I pory roku będą równocześnie...
Wszystkie chwile uderzą naraz do serca
I spór będą wiodły, do której z nich należę
I niech to będzie spowiedź, ale bez rozgrzeszenia
Nie chcę, by okradano mnie z mojego życia...
Chodźmy tam, gdzie nas oczy poniosą
Chodźmy tam, gdzie niełatwy jest czas.
Czas zieleni, łez i rosy
Czas innego, nowego dnia.
Zabierz wszystkie własne myśli
Zabierz swego szczęścia łut.
Tam, gdzie wszystko jeszcze dla ciebie
Czekaj dnia, przyjdzie znów.
Chodźmy tam szukać swego dnia
Noc ucieka, światło woła nas
Chodźmy tam szukać swego dnia
Noc ucieka, światło woła nas
Chodźmy tam szukać swego dnia
Noc ucieka...
Zawierz tylko takim słowom,
Które niosą z sobą sen.
O nieznanym, szklanym domu
Gdzie nadejdzie dzień za dniem.
Siądziesz tam przy wspólnym stole
Znajdziesz w winie wiatru szum.
Tam gdzie wszystko jeszcze dla ciebie
Czekaj dnia, przyjdzie znów. Pytać zawsze - dokąd, dokąd?
Gdzie jest prawda, ziemi sól,
Pytać zawsze - jak zagubić,
Smutek wszelki, płacz i ból
Chwytać myśli nagłe, jasne,
Szukać tam, gdzie światła biel,
W Twoich oczach dwa ogniki,
Już zwiastują, znaczą cel.
Świecie nasz, świecie nasz,
Chcę być z tobą w zmowie,
Z blaskiem twym, siłą twą,
Co mi dasz - odpowiedz!
Świecie nasz - daj nam,
Daj nam wreszcie zgodę,
Spokój daj - zgubę weź,
Zabierz ją, odprowadź.
Szukaj dróg gdzie jasny dźwięk,
Wśród ogni złych co budzą lęk,
Nie prowadź nas, powstrzymaj nas,
Powstrzymaj nas w pogoni...
Świecie nasz -
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz -
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz -
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz -
Daj nam radość, której tak szukamy!
Świecie nasz -
Daj nam płomień, stal i dźwięk!
Świecie nasz -
Daj otworzyć wszystkie ciężkie bramy!
Tyle było dni do utraty sił
Do utraty tchu tyle było chwil
Gdy żałujesz tych, z których nie masz nic
Jedno warto znać, jedno tylko wiedz
Że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy
Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy
Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy
Ważnych jest kilka tych chwil...
Pewien znany ktoś, kto miał dom i sad
Zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł
Choć majątek prysł, on nie stoczył się
Wytłumaczyć umiał sobie wtedy właśnie, że
Że ważne są tylko te dni...
Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy
Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych
Jak oddzielisz nagle rozum swój od serca
Jak usłyszysz siebie w takim szumnym scherzu
Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy
Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych
Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję
Odpowiedzi szukaj, czasu jest niewiele
Marek Grechuta, Magda Umer - Ocalić od zapomnienia Konstanty Ildefons Gałczyński Pieśni - fragment
Ile razem dróg przebytych
ile ścieżek przedeptanych
ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami
ile listów, ile rozstań
ciężkich godzin w miastach wielu
i znów upór, żeby powstać
i znów iść, i dojść do celu
ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń
ile chlebów rozkrajanych
pocałunków? schodów? książek?
oczy twe jak piękne świece
a w sercu żródło płomienia
więc ja chciałabym twoje serce
ocalić od zapomnienia
u twych ramion płaszcz powisa
krzykliwy, z leśnego ptactwa
długi przez cały korytarz
przez podwórze, aż gdzie gwiazda Wenus
a tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia
chciałabym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.
Kto pierwszy szedł przed siebie
Kto pierwszy cel wyznaczył
Kto pierwszy w nas rozpoznał
Kto wrogów, kto przyjaciół
Kto pierwszy sławę wszelką
I włości swe miał za nic
A kto nie umiał zasnąć
Nim nie wymyślił granic
Kto pierwszy w noc bezsenną
Wymyślił wielką armię
Kto został bohaterem
Kto żył i umarł marnie
Kto pierwszy został panem
Kto pierwszy został sługą
Kto musiał wstawać wcześnie
A kto mógł spać za długo
Zapatrzeni w tańcu, zapatrzeni w siebie
Zapatrzeni w słońcu, zapatrzeni w niebie
Wciąż niepewni siebie, siebie niewiadomi
Pytać wciąż będziemy, pytać po kryjomu
Kto pierwszy był fakirem
Kto pierwszy astrologiem
Kto pierwszy został królem
A kto chciał zostać bogiem
Kto z gwiazdozbioru Vega
Patrząc na ziemię zgadnie
Kto pierwszy był człowiekiem
Kto będzie nim ostatni
Noc rozstrzępiona wronami umyka
Przed coraz wyższą trawą poświtania
By nazwać światło nie trzeba języka
Wystarczy oczu przed nim nie zasłaniać...
Nad głową dzieje się niebieski młyn
Karmi nas chlebem światła i snu ciemnym miodem
Każda barwa zaczyna się od bieli zim
Każde ciepło na ziemi poprzedzone chłodem
Nasze domy nad brzegiem porywistych rzek
Nasze drogi w pobliżu arsenałów broni
Na przemian przeklinając i wielbiąc nasz wiek
Coraz wyżej jesteśmy głową w nieboskłonie
Kiedyś gałąź ugięta oznaczała broń
Dziś pod wiatrem się chyli tylko albo ptakiem
Pięść ściśnięta powoli odkształca się w dłoń
Nóż staje się narzędziem a chorągiew znakiem...
I światło niebieskie na torze
Odjeżdżasz mój miły niestety
Inaczej zresztą być nie może
Niedobrze mi będzie bez ciebie
Lecz jakoś uporam się z tym
Chcesz wierność przysięgać
Nie trzeba
Ja mój kochany jedno wiem
Ty zapomnisz o letniej przygodzie O ławeczce w zielonym ogrodzie, O czeremchach, co słodko pachniały I płatki w krąg sypały tak jak deszcz O spacerach wśród łanów szumiących O dniach parnych i nocach gorących O altance wśród starych akacji O kochance z wakacji też
I pomyślisz o letniej przygodzie O ławeczce w zielonym ogrodzie O czeremchach, co słodko pachniały I płatki w krąg sypały tak jak deszcz I zatęsknisz do łanów szumiących Do dni parnych i nocy gorących Do altanki wśród starych akacji Do kochanki z wakacji też
Obrazy: Vladimir Gusev
Marek Grechuta W chłodzie osiczyn w dymie traw Tadeusz Nowak
W chłodzie osiczyn, w dymie traw
przed siebie idę i dla siebie.
Nad dnem piaszczystym wisi staw,
nad stawem wóz ze zbożem jedzie.
W zieleni stawu chłodzę ciało,
wycieram się w iskrzący snopek.
Co się stać musi, już się stało.
Pod frakiem chytry drzemie chłopek,
gotów na oklep w każdej chwili,
dudniąc w bok koński gołą piętą,
jechać do ognisk miotających
gwiazdy i lubczyk w gminne święto.
I stamtąd nikt mnie nie wywoła
pod światło lampy i rozsądku.
Wystarczy zdjąć cylinder z czoła,
aby znów zacząć od początku.
Na nic twój pacierz, matko, zda się.
Proboszczem syn twój nie zostanie.
Deszcze obmyją ciało ptasie
i blask uderzy z jego czoła
na takie psalmu zawołanie,
jakim się zmarłych z nocy woła.
Przyjdą doń owe czarne zimy
tropione gorzko przez zwierzęta.
On, że ich źrenic głód pamięta,
odda im siano, w którym śpimy.
I ptakom odda głowy koło,
może się choć na gniazdo zda,
jeśli i ludziom, i aniołom
wadzi jak rzece ciemna kra.
Odtąd na głowie z gniazdem wronim
szedł będzie przez kantyczki wsi.
Mnisi w jałowcach przyjdą po nim,
z psalmem się zmiesza skowyt psi.
Ale już furtki skrzypią w sadach
i nocą chłopcy idą za nim
po wypalonych stopą śladach
mrocznym mokradłem, mchem bocianim.
Tam on ukryty w mroku liści,
ścierając z twarzy potu sól,
ciemne źrenice im oczyści
zmieszaną z octem żółcią pól.
To nastraja i to podnieca. A ja lubię zapach narkozy, A najbardziej - gdy jest kobieca. Mówię ładnie? I melodyjnie? Zdania perlę jak z pereł kolię? Pani patrzy - melancholijnie... Skąd ma pani tę melancholię? Sen? Doprawdy? Jak z dymu kółka? Sen zmysłowy bladej dziewczynki? Hebanowa lśniąca szkatułka: Pomarańcze i mandarynki. Pani usta wtula w swe futro... Pewno. miękkie jest to futerko... Przeczulenie? co będzie jutro? Co pokaże srebrne lusterko? Podkrążone po balu oczy I zmysłowość pachnącej twarzy, I sen zwiewny panią omroczy, I o wczoraj pani zamarzy. Pani pyta, czy walca tańczę? Ach, zatańczę... jak sen dziewczynki! Mandarynki i pomarańcze, Pomarańcze i mandarynki. O, dziewczynko! O, złotowłosa! O, zmysłowa dziewczynko blada! Sen się iskrzy, jak z papierosa Dym, gdy w słońca złocistość wpada. A tymczasem - po pustej sali Pierrot szuka zgubionej róży, Z Leonelią tańczy Allali, Leonelia oczęta mruży. Gdy się bajka roztopi w mroku, Przyjdą cudne, smutne dziewczynki Na obciętym położą loku Pomarańcze i mandarynki.